Niechęć do wolnego rynku wydaje się charakterystyczna dla środowiska całych “Pressji” i widoczna jest nawet w artykule Pawła Rojka. – Bartłomiej Malik komentuje najnowszą tekę krakowskiego czasopisma.
Najnowsza teka „Pressji”, pisma wydawanego przez Klub Jagielloński, nawiązuje do jednego z ważniejszych wydarzeń ostatnich lat – beatyfikacji Jana Pawła II. Choć zatytułowana jest „Zabiliśmy Proroka”, nie zawiera w zasadzie nic nadzwyczajnego. Jej główna teza – smutne stwierdzenie, że Polacy wprawdzie kochają Jana Pawła II, lecz w większości nie znają i nie słuchają jego nauczania – może wywołać tylko rzucone mimochodem potaknięcie. W pewnym sensie najnowszy numer „Pressji” stanowi więc kolejny głos wołającego na puszczy. Jednakże to oczywiste stwierdzenie posiada dla współczesnego pokolenia, i to nie tylko Polaków, szalenie ważne znaczenie. Zamiast smutnej rezygnacji powinno wywołać głębokie poruszenie i chęć działania. Dlatego właśnie powszechnie znaną tezę postawiono w bardzo radykalny i oskarżycielski sposób, aby wstrząsnąć i dotrzeć do czytelnika – to my wszyscy zabiliśmy Proroka! Redakcja wypełnia w tym numerze wciąż aktualne wezwanie Papieża, powtórzone za samym Chrystusem: „Aby dać świadectwo Prawdzie”, tej autentycznej, nawet bardzo bolesnej i gorzkiej nie tylko dla narodowego sumienia, lecz również dla każdego poszczególnego Polaka czy chrześcijanina. Cóż jednak może zmienić pismo, trafiające do ograniczonego grona odbiorców, w większości młodych intelektualistów? Używając biblijnych przenośni, można mieć nadzieję, że stanie się „zaczynem Królestwa Bożego”. Duch Święty w historii zbawienia, niejednokrotnie wykorzystywał o wiele wątlejsze iskry, które stawały się ogniem odnowy.
O co chodziło Papieżowi?
Największą wartością nowej teki jest bardzo trafne przedstawienie nauki papieża Jana Pawła II. Najlepszym i najważniejszym artykułem numeru, poniekąd sztandarowym, jest według mnie tekst Krzysztofa Mazura, formułujący główną tezę numeru. Artykuł „Zabiliśmy proroka. Jak odrzuciliśmy nauczanie Jana Pawła II” zawiera bezbłędną diagnozę społeczną, dotyczącą znajomości i odbioru papieskiego nauczania oraz przybliża stworzony przez Papieża fascynujący projekt polskiej demokracji opartej na wartościach chrześcijańskich, który wciąż stanowi największe wyzwanie dla Polaków. Jeśli któryś z artykułów „Pressji” posiadać będzie historyczne znaczenie, to właśnie ten, dzięki ponowieniu wezwania Jana Pawła II, aby Polska podjęła historyczną misję reewangelizacji Europy.
Paweł Rojek w artykule „Pokolenie kapłanów, proroków i królów. Mesjańska antropologia Jana Pawła II” w bardzo prosty i przystępny sposób przedstawia papieską antropologię. Należy podkreślić, że antropologia Jana Pawła II stanowi jeden z ważniejszych tematów tego numeru „Pressji”, poruszają ten temat również inne artykuły Marcina Kędzierskiego oraz Wojciecha Czabanowskiego i Błażeja Skrzypulca. Wizja człowieka, wypływająca z chrześcijańskiej antropologii stanowi bowiem podstawę i źródło całej nauki społecznej Kościoła. Papież w swojej homilii do studentów w 1979 roku powiedział: „Kościół nie ma swojego gotowego projektu szkoły uniwersyteckiej, społeczeństwa, ma jednak projekt człowieka, człowieka nowego, odrodzonego przez łaskę”. Ważnym twierdzeniem artykułu Pawła Rojka jest „szkatułkowość” nauczania Jana Pawła II – zwraca on uwagę, że skierowane jest ono nie tylko do chrześcijan, lecz w pewnej części do wszystkich „ludzi dobrej woli”. Jest to również cechą całego katolickiego nauczania społecznego, opartego nie tylko na Objawieniu, lecz także rozumowej analizie otaczającej nas rzeczywistości. Nieprzekonywające natomiast pozostaje dla mnie rozliczenie z pokoleniem JP2 oraz twierdznie, że wartości 4R są sprzeczne z mesjańską antropologią. Bardziej słuszne wydaje mi się pytanie czy pokolenie JP2 w ogóle istnieje.
W artykule tym autor przypomina często zapominaną prawdę, że sensem i celem życia człowieka jest naśladowanie Chrystusa, rozumiane jako poświęcenie się dla dobra innych. Warto zauważyć, że ten numer „Pressji” może stanowić wręcz katechizm i przewodnik życia chrześcijańskiego zgodnego z nauczaniem Jana Pawła II.
Do ciekawszych artykułów należy także „Sztambuch byłego krakowianina”, czyli wywiad z ks. prof. Karolem Wojtyłą z okazji jego beatyfikacji. Oprócz oryginalnej formy i pomysłu ta fikcyjna rozmowa stanowi piękną opowieść o życiu polskiego papieża, pozwalającą uzmysłowić sobie najważniejsze rzeczy lepiej niż nie jedna przydługa biografia.
Czy Papież był lewicowcem?
Chciałbym teraz przedstawić kilka krytycznych uwag dotyczących pewnych szczegółów zawartych w kilku artykułach, które moim zdaniem nie do końca odpowiadają myśli Jana Pawła II i szkodzą w jej odbiorze.
Najsłabszym artykułem w numerze jest moim zdaniem tekst Wojciecha Czabanowskiego i Błażeje Skrzypulca „Autor umarł, niech żyje papież”. Kilka rzeczy mnie w nim uderzyło. Nie spodobał mi się już sam język tego tekstu, zdecydowanie przeintelektualizowany oraz niepotrzebnie skomplikowany przy wyrażaniu prostych myśli, różniący się pod tym względem od słusznie dominującej w „Pressjach” tendencji, by rzeczy trudne opisywać w języku zrozumiałym nie tylko dla osób z filozoficznym wykształceniem. Nie zgadzam się też z poglądami autorów na temat teorii alienacji w nauczaniu Jana Pawła II. Po pierwsze papież rozumiał alienację nie tyle w ujęciu Karola Marksa, lecz zgodnie z poglądami Adama Schaffa, zawartymi w pracy „Alienacja jako zjawisko społeczne”.
Po drugie, nie wydaje mi się uzasadnione, by na podstawie tego, iż papież uważał teorię alienacji za prawdziwą oraz zwalczał negatywne zjawiska społeczne uderzające w najsłabszych, można wysnuwać wniosek o jego poparciu dla idei lewicowych. Angażowanie papieża po stronie ideałów lewicowych przeciwko prawicowym, które chcą konserwować alienujące mechanizmy społeczne oraz liberałom i postmodernistom wydaje mi się znacznym nadużyciem. Powyższe stwierdzenie oraz odwołania do Sławomira Sierakowskiego wprowadziły mnie w zdumienie, ponieważ nie są spotykane w pismach określających się jako konserwatywne. Autorzy wskazują na całkowite niezrozumienie istoty konserwatyzmu i pewnych powszechnie znanych tendencji lewicowych. Piszą na przykład, że koserwatyści „chcieliby powstrzymać alienujące elementy struktury społecznej”. Konserwatyzm nie jest jednak ideologią czy tendencją nakierowaną na zachowanie zastanych struktur społecznych czy gloryfikowania tego co było. Konserwatyzm jest – jak ujął to Jacek Kwieciński – „zbiorem pewnych podstawowych zasad. Postrzega stale ewoluujący świat, docenia korzystne dla ludzi zmiany, absorbuje te korzyści, ale paru podstawowych wartości, niezmiennych, stałych nie kasuje, nie likwiduje, nie porzuca”. Tych wartości, które niezmiennie bronił właśnie Jan Paweł II, narażając się na krytykę środowisk lewicowych – między innymi wartości ludzkiego życia – od poczęcia, rodziny, wiary, duchowego wymiaru człowieka itd. Dlatego wobec całego swojego nowatorstwa i otwartości jego pontyfikat słusznie i powszechnie uchodzi za konserwatywny.
Uderzyło mnie też bezrefleksyjne powołanie się na Sławomira Sierakowskiego: „Uważa on, że dla lewicy, właściwe jest przekonanie, że człowiek […] może podjąć skuteczne działania w celu zmiany świata na lepszy”. Dążenia do przeobrażenia świata na lepsze, jego całkowitej przemiany były źródłem hekatomby, jaką zafundowała lewica ludzkości. Działo się tak dlatego, że ten „nowy, lepszy świat” próbowano stworzyć na gruzach starego, całkowicie od nowa, bez tych wartości, które broni konserwatyzm, a szczególnie Kościół. O zgrozo, marzeń o budowie „nowego, lepszego, świata” współczesna lewica mimo tych doświadczeń się nie wyzbyła. Konserwatyzm nie polega na bezmyślnym konserwowaniu wszystkiego, lecz występuje przeciw tworzeniu od podstaw i bez podstaw „nowego lepszego świata”.
W obronie wolnego rynku
Nie zgadzam się też z krytyką wolnego rynku, kapitalizmu oraz – w pewnym stopniu – indywidualizmu. Polemizowałbym z Marcinem Kędzierskim i jego artykułem „Papież przeciwko Kapitalizmowi. Prawdziwa doktryna ekonomiczna Jana Pawła II”. Niechęć do wolnego rynku wydaje się charakterystyczna dla środowiska całych „Pressji” i widoczna jest nawet w artykule Pawła Rojka. Należy jednak pamiętać, że dostrzegając niektóre wypaczenia, nawet nie tyle kapitalizmu jako ustroju, lecz konsumpcjonistycznej kultury, Jan Paweł II określił wolny rynek jako „najbardziej skuteczne narzędzie wykorzystywania zasobów i zaspokajania potrzeb” (Centesimus Annus, nr 31), zastrzegając oczywiście że odnosi się to tylko do potrzeb materialnych. Szukanie trzeciej drogi między kapitalizmem a socjalizmem uważam za bezsensowne. Przeciwko takiej interpretacji nauki społecznej wypowiadał się zresztą papież w encyklice „Sollicitudo rei Socialis” (nr 41). Wydaje mi się, że osoby o silnej wrażliwości społecznej powinny w końcu pogodzić się z myślą, że kapitalizm – trawestując słynne powiedzenie Churchilla – nie jest wprawdzie doskonały, lecz stanowi najdoskonalszy system ekonomiczny jaki kiedykolwiek stworzono, oraz powinien zadowolić się mechanizmami zabezpieczenia socjalnego, jakie wypracowano w latach rozwoju kapitalizmu. Niedoskonałości należy uzupełniać chrześcijańskim miłosierdziem, a nie szukaniem kolejnych nierzeczywistych utopii przez całkowitą zmianę systemu, na co zwracał uwagę Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est” (nr 25-29).
Promowanie ekonomii wspólnoty jest formą propagowania kolejnej utopii o nieprzewidywalnych konsekwencjach. Twierdzenie, że jest to „realna utopia” (ciekawy oksymoron) na podstawie tego, że działają przedsiębiorstwa starające się ją realizować, jest równie prawdziwe jak dowodzenie słuszności socjalizmu utopijnego, ponieważ istniały (krótko) komuny stworzone przez Charlesa Fouriera czy Roberta Owena. Marcin Kędzierski nie przedstawia również głównych założeń ekonomii wspólnoty, wedle których możliwy jest powszechny dostęp do zasobów i całkowita realizacja ludzkich potrzeb dzięki współczesnym możliwościom produkcyjnym oraz istnieje potrzeba równego podziału między wszystkich ludzi światowych bogactw. Założenia te są absurdalne i stoją w sprzeczności z naturą człowieka, czego historia dała już wystarczająco krwawe dowody. Jest to relikt socjalizmu chrześcijańskiego, który zanim trafił do Ameryki Południowej, popularny był w XIX wieku, szczególnie w Anglii, znajdując oparcie w kościele protestanckim.
Mam nadzieję, że kolejna teka „Pressji” wydana z okazji kanonizacji Jana Pawła II będzie nosiła dumny, lecz całkowicie zasłużony tytuł – „Wskrzesiliśmy Proroka!”.
„Pressje” 2011, nr 24 “Zabiliśmy Proroka”
Bartłomiej Malik
