Andrej Bondarenka przedsiębiorca i członek białoruskiej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej został skazany przez sąd w Mińsku na 6 lat wiezienia w koloni o zaostrzonym reżimie i konfiskatę majątku.
Bondarenko był już w ubiegłym roku otrzymał wyrok 7 lat więzienia i pozbawienia majątku, za rzekome wyprowadzenie 180 mln (180 tys zł) rubli białoruskich z własnej firmy “Berazino”. Jednak wtedy sąd wyższej instancji skasował wyrok i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Bondarenko nie miał kłopotów z prawem, dopóki nie zdecydował się kandydować w wyborach do parlamentu Białorusi w 2008 r. Wtedy też zaskarżył wynik wyborów, które podobnie jak międzynarodowe organizacje, uznał za sfałszowane.
Aleksandr Dobrowolski, jeden liderów ZPO uważa, że dzisiejszy wyrok dyskredytuje system sądowniczy w Białorusi a w szczególności prawników, którzy nie myślą o prawie, ale o tym jak się wysługiwać władzy. Dobrowolski podkreślił, że w rozprawie uczestniczyli przedstawiciele Grupy Helsińskiej, którzy także są przekonani, że został skazany niewinny człowiek. O politycznych prześladowaniach liderzy Zjednoczonej Partii Obywatelskiej poinformowali Radę Europy i inne organizacje międzynarodowe.
Również ojciec skazanego Walery Bondarenko uważa, że był to proces na zamówienie. Rodzina i adwokat zapowiedzieli odwołanie się od wyroku, po zapoznaniu się z jego treścią. Białoruś nie uznaje jurysdykcji Europejskiego Sądu Praw Człowieka i w przypadku, gdy sąd wyższej instancji nie uzna apelacji, skazany nie może zaskarżyć wyroku do Strasburga.
Kasacja wyroku sądu niższej instancji jest na Białorusi zjawiskiem niezwykle rzadkim i przypadek Bondarenki był interpretowany jako oznaka zmiękczenia kursu władzy wobec opozycji. Dzisiejszy wyrok pokazuje, że te nadzieje okazały się płonne.
Jakub Biernat/Biełsat




























