Ukraińskie miasta organizujące Euro 2012 domagają się, aby większość dochodów z podatków pozostawało na miejscu. Zdaniem ich przedstawicieli, którzy wystąpili w Radzie Najwyższej, pozwoliłoby to lepiej przygotować się do mistrzostw.
O tym, że nie da się zmodernizować miejskiej infrastruktury bez zmniejszenia obciążeń podatkowych na rzecz Kijowa, przekonywali zarówno przedstawiciele wschodniej, jak i zachodniej Ukrainy. „Jeżeli 50 procent podatku dochodowego zostało w miastach nie byłoby żadnej rozmowy o pieniądzach. Teraz zajmujemy się proszeniem, a nam odmawiają” – powiedział mer Lwowa Andrij Sadowyj. „Ile byśmy nie robili narad, napisali programów, one nie będą zrealizowane jeżeli nie zostaną połączone wysiłki władz i budżetów centralnych oraz miejscowych” – podkreślił mer Doniecka Ołeksandr Łukjanczenko.
W czasie debaty w Radzie Najwyższej, dostało się nie tylko władzom w Kijowie, ale także politykom w Warszawie. Z właściwym sobie poczuciem humoru zrobił to Wołodymyr Stretowycz z Naszej Ukrainy, który oskarżył Polaków o to, że chcą wpłynąć na UEFA, aby więcej spotkań odbyło się w Polsce niż na Ukrainie. „Tak nieładnie. Przepraszam panowie” – dodał po polsku.
Wicepremier Iwan Wasunyk, odpowiadający w rządzie za Euro 2012 podkreślił, że Kijów ma nadzieję na to, że tyle samo spotkań odbędzie się na Ukrainie, jak i w Polsce.
IAR/mb




























