Służba Bezpieczeństwa Ukrainy potwierdziła, że prowadzi przeszukanie w siedzibie ukraińskiego operatora sieci gazowej Naftohaz. Wcześniej do budynku tej firmy wtargnęły oddziały specjalne SBU „Alfa”.
Do gmachu weszło 20 osób w maskach, nie przedstawiając żadnych dokumentów. Naftohaz twierdzi, że funkcjonariusze SBU chcą przejąć oryginały kontraktów zawartych z Gazpromem 19 stycznia. Według kierownika wydziału prawnego ukraińskiego operatora sieci gazowych Serhija Dawydenko, ich konfiskata będzie oznaczała, iż Naftohaz nie będzie mógł realizować porozumienia z Moskwą.
Rzecznik Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Maryna Ostapenko potwierdziła, że to właśnie ta służba prowadzi przeszukanie, ale zaznaczyła, że chodzi o skonfiskowanie dokumentów dotyczących przejęcia przez przedstawicieli Naftohazu ponad 6 miliardów metrów sześciennych paliwa, które miało być przesłane tranzytem przez Ukrainę.
Prawdopodobnie chodzi o gaz, o który od półtora miesiąca spierają się Naftohaz i RosUkrEnergo. Według premier Julii Tymoszenko należący wcześniej do pośrednika w handlu paliwem między Moskwą a Kijowem gaz, został przekazany Naftohazowi w ramach rozliczeń z Gazpromem. Prezydent i podległe mu służby, w tym SBU, utrzymują, że surowiec należy do RosUkrEnergo.
W nocy Służba Bezpieczeństwa zatrzymała wiceszefa oddziału energetycznego ukraińskiej Służby Celnej Tarasa Szepit’ko, który oclił sporny gaz i tym samym dopuścił go na rynek, jako paliwo Naftohazu.
Wiceszefem podległej prezydentowi Służby Bezpieczeństwa Ukrainy jest Walerij Choroszkowskyj, były szef Służby Celnej i biznesmen, którego łączą wspólne interesy z Dmitrijem Firtaszem, jednym ze współwłaścicieli RosUkrEnergo. Sam Walerij Choroszkowskyj stracił pracę w Służbie Celnej właśnie za to, iż odmawiał oclenia gazu i tym samym przekazania go Naftohazowi.
IAR/mb





























