W mediach libańskich i izraelskich cyrkuluje dokument określony jako tajny załącznik do trójstronnego porozumienia podpisanego w piątek przez przedstawiciela rządu Libanu z Izraelem i USA.
Aneks miał pozostać tajny, według doniesień medialnych. Według przypuszczeń prorządowego, libańskiego dziennik “An-Nahar” przeciek nastąpił po stronie izraelskiej, która stosuje w ten sposób swoją zwykłą taktykę nacisków na spolegliwą wobec niej administrację Donalda Trumpa. Jako pierwszy aneks ujawnił izraelskich telewizyjny Kanał 12. Twierdzi on, że aneks pozostał nieujawniony na prośbę rządu Libanu, podczas gdy udzielono zgody na publikację jego głównych postanowień.
Zgodnie z doniesieniami, w aneksie stwierdzono, że wycofanie armii izraelskiej nie będzie przebiegać według ustalonego harmonogramu, lecz będzie zależało od rozwoju sytuacji na miejscu i oceny sytuacji bezpieczeństwa, dokonywanego przez samych Izraelczyków i Amerykanów. Armia izraelska ma zachować pełną swobodę działań na okupowanym terytorium, za jednostronnie proklamowaną przez Tel Awiw “żółtą linią”.
Armia państwowca Libanu nie będzie dyslokowana do południowej części kraju. Jej pojawienie się w dwóch “strefach pilotażowych” i tak obejmujących w znacznej większość tereny pod kontrolą Hezbollahu, nie Libanu, ma dobyć się w ciągu kolejnych kilku tygodni.
Jak zrelacjonował “Times of Israel” nie ma żadnych uzgodnień w sprawie rozszerzenia tak rozumianych stref.
Doniesienia o domniemanym aneksie oraz o tym, że na jego poufność nalegał sam rząd Libanu wywołują oburzenie w tym arabskim państwie.
Już samo podpisanie trójstronnej umowy, bez ujawnienia aneksu wywołało zamieszki na ulicach Bejrutu. Dokument przyznaje bowiem Izraelowi prawo do dalszej okupacji zajętego już terytorium Libanu, a w praktyce do dalszych ataków na terytorium tego arabskiego państwa, o ile zidentyfikuje “zagrożenie” dla siebie, przy czym określenie tego, co jest zagrożeniem należy do samych decyzji Izraelczyków.
Porozumienie ramowe uzależnia wycofanie armii izraelskiej od całkowitego rozbrojenia Hezbollau. Ma go dokonać armia państwowa Libanu. Dokument wyznacza dwie “strefy pilotażowe”, w których ma to zostać dokonane w pierwszej kolejności. Jedna z tych stref obejmuje całkowicie teren pod kontrolą Hezbollahu. Druga tylko w mniejszym fragmencie obejmuje teren okupowany obecnie przez Izraelczyków, z których ich oddziały miałyby się wycofać, a w większości także obszar, którego nie zdołały one jak do tej pory zdobyć. W takim układzie armia libańska miałaby podjąć działania przeciw Hezbollahowi w znacznej większości na obszarach, których Izraelczycy do tej pory nie zdołali zdobyć.
USA zadeklarowały fundusze na odbudowę Libanu oraz na zbrojenie libańskiej armii. Marco Rubio mówił o odpowiednio 100 mln dol. i 30 mln dol. na te cele. Druga transza wykorzystana może zostać na utworzenie specjalnie wydzielonych sił wojskowych szkolonych i kontrolowanych przez Amerykanów, co już wiele tygodni proponował Rubio.
Liban rezygnuje z dochodzenia swoich praw w kwestii zniszczeń spowodowanych przez Izraelczyków przed wszelkimi międzynarodowymi trybunałami i arbitrażem. Porozumienie ramowe zakłada też dojście do traktatu pokojowego między dwoma państwami, co oznaczałoby paradygmatyczną zmianę dla Libanu, do dziś nieuznającego istnienia Izraela.
Zdecydowanego poparcia umowie udzieliły tylko dwie partie maronickie – Siły Libańskie i Falanga. Reszta znaczących partii ustosunkowuje się wobec niej krytycznie bądź wrogo. Hassan Fadlallah, parlamentarzysta Hezbollahu, ostrzegł, że próba wdrożeni porozuemienia ramowego grozi Libanowi „wewnętrznym konfliktem”.
en.annahar.com/middleeastmonitor.com/timesofisrael.com/kresy.pl































