W piątek przedstawicielka Libanu podpisała w Waszyngtonie porozumienie z Izraelem. Głównym założeniem dokumentu jest przyzwolenie Izraelczykom na okupowanie części libańskiego terytorium do czasu rozbrojenia Hezbollahu.

W piątek w Waszyngtonie, w obecności szefa amerykańskiej dyplomacji Marca Rubia, ambasador Izraela w USA Jehiel Leiter podpisał ze swoją libańską odpowiedniczką Nadą Hamadeh, a także reprezentującym gospodarzy Danem Hollerem porozumienie ramowe, które ma doprowadzić do pokoju w tym kraju. Jego treść utrzymana jest tonie poprzednich nieprzestrzeganych rozejmów podpisywanych od kwietnia między Bejrutem a Tel Awiwem, treść jednak jest już obszerniejsza i bardziej skonkretyzowana.

Nowością jest sugestia daleką idącego rozwiązania politycznego, to jest zakończenie formalnego stanu wojny między dwoma państwami, trwającego od czasu proklamacji Izraela, którego istnienia Liban oficjalnie nie uznawał.

Dokument przyznaje Izraelowi prawo do dalszej okupacji zajętego już terytorium Libanu, a w praktyce do dalszych ataków na terytorium tego arabskiego państwa, o ile zidentyfikuje “zagrożenie” dla siebie, przy czym określenie tego, co jest zagrożeniem należy do jednostronnej decyzji Izraelczyków.

Porozumienie ramowe uzależnia wycofanie armii izraelskiej od całkowitego rozbrojenia organizacji libańskich szyitów. Ma go dokonać armia państwowa Libanu. Dokument wyznacza dwie “strefy pilotażowe”, w których ma to zostać dokonane w pierwszej kolejności. Jedna z tych stref obejmuje całkowicie teren pod kontrolą Hezbollahu. Druga tylko w mniejszym fragmencie obejmuje teren okupowany obecnie przez Izraelczyków, z których ich oddziały miałyby się wycofać, a w większości także obszar, którego nie zdołały one jak do tej pory zdobyć.

Proces ten ma być prowadzony “pod przywództwem USA” i przy współpracy państw arabskich, których nie wymieniono w dokumencie z nazwy.

Porozumienie ramowe przewiduje utworzenie “wojskowej grupy koordynacyjnej” z udziałem Stanów Zjednoczonych, która będzie nadzorować wdrażanie postanowień dokumentu.

W dokumencie Izrael zadeklarował, że nie ma pretensji terytorialnych względem Libanu. USA obiecały zaś fundusze na odbudowę Libanu oraz na zbrojenie libańskiej armii. Marco Rubio mówił o odpowiednią 100 mln dol. i 30 mln dol. na te cele. Wśród przeciwników umowy wzbudza to obawy, że ta druga transza wykorzystana zostanie na utworzenie specjalnie wydzielonych sił wojskowych szkolonych i kontrolowanych przez Amerykanów, co już wiele tygodni wcześniej rozważano właśnie w Departamencie Stanu.

Po podpisaniu dokumentu obie strony mają powołać grupy robocze, których zadaniem będzie opracowanie kompleksowego traktatu pokojowego.

W ramach tzw. środków budowy zaufania Liban i Izrael zobowiązały się do zaprzestania nieprzyjaznych działań na międzynarodowych forach politycznych i prawnych oraz do współpracy w zakresie poszukiwania szczątków i uwolnienia więźniów. Według Al Mayadeen oznacza to w praktyce, że Liban nie może wnieść pozwu przeciwko Izraelowi przed międzynarodowymi trybunałami i arbitrażami za akty agresji zbrojnej i zniszczenia materialne spowodowane przez Izraelczyków w południowej części kraju, gdzie z rozmysłem niszczą oni infrastrukturę cywilną.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio  podkreślił, komentując podpisanie dokumentu, że „to początek początku”, dodając, że „przed Libanem i Izraelem wciąż długa droga”.

Netanjahu oświadczył już, że izraelskie oddziały nie wycofają się z południowego Libanu, dopóki „Hezbollah nie zostanie rozbrojony”. Izraelski Kanał 12 zacytował wysokiego rangą urzędnika izraelskiego, który określił porozumienie z rządem libańskim jako „wielkie osiągnięcie Izraela”.

We wpisie na portalu X premier Libanu Nawaf Salam stwierdził, że te ramy prawne stanowią krok w kierunku „przywrócenia suwerenności państwa”.

Innego zdanie zdaje się być co najmniej część obywateli jego państwa. W piątek wieczorem w wielu miejscach Libanu, zwłaszcza w Bejrucie doszło do spontanicznych wystąpień mieszkańców, sądząc po dzierżonych flagach, sympatyków Hezbollahu. Doszło do starć z libańskimi siłami bezpieczeństwa, a nawet zmobilizowanymi do tłumienia wystąpień żołnierzami.

 

 

Nie wiadomo na razie jakie jest stanowisko libańskiej armii, na którą porozumienie ramowe nakłada obowiązek rozbrojenia Hezbollahu. Według nieoficjalnych informacji naczelny dowódca libańskich sił zbrojnych gen. Rodolfe Hajkal dwukrotnie już – w sierpniu zeszłego roku i w marcu roku bieżącego, miał odmówić premierowi Salamowi takiej operacji, twierdząc że doprowadzi to do wojny domowej.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Po rozpoczęciu wojny w regionie przez USA i Izrael, władz Libanu próbował zapobiec uczestnictwu w niej organizacji libańskich szyitów. 2 marca premier Salam wydał formalny zakaz delegalizujący użycie broni przez nią, grożący jej bojownikom odpowiedzialnością karną. Organizacja libańskich szyitów zignorował ten zakaz.

Według nieoficjalnych źródeł, Salam, przy poparciu prezydenta Aouna miał badać wówczas możliwość wykorzystania państwowej armii libańskiej do wystąpienia przeciwko Hezbollahowi. Jednak ruchem takiemu miał sprzeciwić się dowódca sił zbrojnych Libanu gen. Rodolphe Haykal, uznając je za potencjalny detonator wojny domowej.

Podjęcie w kwietniu bezpośrednich negocjacji z nieuznawanym formalnie Izraelem, po raz pierwszy od 1993 roku, również można potraktować jako sygnał, że Aoun i Salam chcieli wpisać swój kraj do obozu USA. Hezbollah od początku zdecydowanie sprzeciwił się bezpośrednim rozmowom w Izraelczykami.

Tymczasem Iran stanowczo wiązał te dwie kwestie swoje rozejmu z zawieszeniem broni. Osiągając korzystny rezultat konfrontacji militarnej z USA Irańczycy zdołali doprowadzić do takiego powiązania w memorandum rozejmowym i Teheran występuje na jego mocy jako gwarant jedności terytorialnej i bezpieczeństwa Libanu.

Amerykańsko-izraelsko-libańskie porozumienie ramowe pozostaje w sprzeczności z tym wcześniej podpisanym memorandum.

To pierwsze zostało podpisane w warunkach niepowodzeń Izraelczyków na libańskim froncie, gdzie mimo zmasowanych ataków nie byli oni w stanie zdobyć umocnionych pozycji Hezbollahu na wzgórzu Ali Tahir pod miastem Nabatija.

english.almayadeen.net/middleeasteye.net/kresy.pl

 

Tagi: , , , , , , ,
forma płatności