Niemiecki program zbrojeń napotyka bariery mimo rosnących nakładów na obronność. Główne problemy to powolne procedury zakupowe, ograniczone moce przemysłu, brak długoterminowych kontraktów i konieczność zatwierdzania dużych zakupów przez Bundestag.
Jak informuje w poniedziałek portal POLITICO, kanclerz Friedrich Merz zapowiadał przed rokiem, że Niemcy będą miały „najsilniejszą armię w Europie”. Realizacja tego celu okazuje się jednak trudna z powodu procedur zakupowych, ograniczeń przemysłu zbrojeniowego i konieczności szybkiego odtworzenia zdolności Bundeswehry.
Program rozbudowy niemieckiej armii jest bezpośrednią konsekwencją rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Berlin przeznacza na obronność wielomiliardowe środki, aby przywrócić Bundeswehrze zdolność prowadzenia wojny po latach niedoinwestowania.
W środę minister obrony Boris Pistorius zapowiedział reorganizację agencji zakupów Bundeswehry. Chodzi o urząd BAAINBw, odpowiedzialny za kupowanie, rozwój, testowanie, kontraktowanie, modernizację i zarządzanie sprzętem wojskowym. Instytucja zatrudnia 12,9 tys. osób.
Zobacz też: Niemiecka brygada na Litwie z problemem kadrowym. Zgłosiło się około 10 proc. potrzebnych żołnierzy
Pistorius przyznał, że reforma systemu zamówień wojskowych jest zadaniem trudnym. Obecne procedury tworzono z myślą o ostrożności, kontroli cywilnej i wieloletnim użytkowaniu sprzętu. Teraz mają obsłużyć budżet obronny rosnący „o znaczne miliardy”.
„To nie jest mała operacja. Jednocześnie nie mamy lat” – powiedział minister, porównując reformę do operacji na otwartym sercu.
Po zimnej wojnie Bundeswehra była przez lata zaniedbywana i niedofinansowana. Obecnie przeszkodą nie są już przede wszystkim pieniądze, ponieważ zmiany prawne umożliwiają uruchomienie setek miliardów euro na obronność. Problemem pozostają jednak ograniczenia produkcyjne, brak długoterminowych zamówień oczekiwanych przez firmy oraz procedury niedostosowane do tempa obecnego programu zbrojeń.
Szefowa BAAINBw Annette Lehnigk-Emden mówiła w rozmowie z magazynem niemieckiej służby cywilnej „dbb”, że jej urząd usunął „około 80 ze 160 zasad proceduralnych”. „Czas jest teraz czynnikiem przewodnim” – podkreśliła.
Krytycy wskazują jednak, że problemy są głębsze. Kay Scheller, prezes Federalnego Trybunału Obrachunkowego, powiedział „Bildowi”, że system zakupów Bundeswehry stał się „systemem zorganizowanej nieodpowiedzialności”. Parlamentarny pełnomocnik do spraw sił zbrojnych Henning Otte określił przepisy zakupowe jako „skrajnie złożone”.
Niemcy nie mogą jednak całkowicie zrezygnować z mechanizmów kontroli. Mają one chronić żołnierzy, zapewniać racjonalne wydawanie pieniędzy podatników i utrzymywać nadzór parlamentu nad wydatkami wojskowymi.
Niemiecki przemysł zbrojeniowy również wskazuje na potrzebę przewidywalności. Rheinmetall zwiększył produkcję amunicji artyleryjskiej z 70 tys. sztuk rocznie przed pełnoskalową wojną Rosji przeciwko Ukrainie do 1,1 mln sztuk. Według analizy Strategy& Germany kraj będzie jednak potrzebował do 2035 roku od 74 do 139 mld euro nowego sprzętu wojskowego rocznie, podczas gdy przemysł krajowy może dostarczyć wyposażenie o wartości od 22 do 52 mld euro.
Szef niemieckiego związku przemysłu obronnego Hans Christoph Atzpodien odrzucił wniosek, że branża nie jest w stanie sprostać wyzwaniom. Zaznaczył jednak, że firmy potrzebują jasnych informacji o liczbach, typach sprzętu i terminach dostaw, zanim zainwestują w nowe fabryki.
Dodatkowym ograniczeniem pozostaje parlamentarna kontrola zakupów. Każdy projekt Bundeswehry o wartości powyżej 25 mln euro musi uzyskać zgodę komisji budżetowej Bundestagu. Rząd chce przyspieszyć procedury, ale bez likwidowania kontroli parlamentarnej.
Poseł CDU Florian Dorn, odpowiedzialny za zamówienia w komisji obrony, podkreślił, że reforma jest potrzebna, ale „wyraźnie nie kosztem kontroli parlamentarnej”. Jak dodał, produkcja zbrojeniowa w Niemczech przez dekady nie była projektowana pod tak szybkie zwiększanie zdolności.
Kresy.pl/POLITICO






























