Choć Pakość to jedna z najmniejszych gmin w województwie kujawsko-pomorskim, wyrosła tam jedna z największych mafii śmieciowych w regionie. Bracia z rodziny P. mieli utrzymywać polityczne kontakty z przedstawicielami różnych frakcji, a ich działalność obejmowała ponad milion ton nielegalnie składowanych odpadów. Na terenie swojego osiedla zbudowali podziemne tunele, które miały ułatwiać ukrywanie się przed służbami.
Pod koniec lutego w Pakości Zamiejscowy Departament Prokuratury Krajowej w Łodzi poinformował o kolejnych zatrzymaniach w śledztwie dotyczącym afery śmieciowej. Działania prowadzone są wspólnie z Centralnym Biurem Śledczym Policji. W ramach akcji zatrzymano 10 osób, w tym byłego burmistrza Pakości Zygmunta G. oraz szefów spółek komunalnych. Sprawę opisali dziennikarze Radia ZET oraz „Newsweeka”.
Polityczne wpływy ponad podziałami
W 2018 roku w wyborach samorządowych Zygmunt G. został burmistrzem Pakości po okresie pracy jako kierownik złomowiska należącego do braci P. W lokalnych komentarzach jego wejście do polityki uznawano za zaskakujące, ponieważ uchodził dotychczas za osobę bez wielkich ambicji. Mieszkańcom gminy znane były za to jego zainteresowania podróżami, o których pojawiły się artykuły. Sam podkreślał, że w latach 80. aż 12 razy odwiedził Bułgarię, co jak mówił. rozbudziło w nim apetyt na dalsze wyprawy. Tego typu publikacji było więcej, a ich charakter mógł sugerować materiały o cechach promocyjnych.
Przeczytaj: Kolejne zatrzymania w śledztwie przeciwko „mafii śmieciowej”
Rodzina P. jest bardzo liczna, według ustaleń to dziewięciu synów i cztery córki, a także ich partnerzy i dzieci. Skala rodzinnych powiązań miała stanowić jeden z fundamentów funkcjonowania grupy.
Wśród lokalnych polityków pojawiały się opinie, że bracia P. od początku budowali wpływy z myślą o rozszerzeniu działalności na większą skalę. Według tych relacji mieli wspierać kandydatów zdolnych doprowadzić do drugiej tury wyborów, a jednocześnie dywersyfikować kontakty polityczne. Najstarszy z braci, Bartosz P., miał utrzymywać relacje z politykami prawicy, PiS i Suwerennej Polski, natomiast najmłodszy, Filip P., z przedstawicielami Koalicji Obywatelskiej i jej koalicjantów. W przestrzeni publicznej funkcjonowały zdjęcia dokumentujące ich kontakty z lokalnymi działaczami obu ugrupowań.
W tekście Michała Kokota sprzed dwóch lat przywołano wypowiedź Tomasza Lenza, który opisywał okoliczności poznania Mateusza P. Sam Lenzo jest obecnie senatorem Koalicji Obywatelskiej z kujawsko-pomorskiego, działa w strukturach partii od 25 lat.
„Poznałem Mateusza P. podczas meczu żużlowego w Toruniu, na który zostałem zaproszony. O jego kłopotach z prawem nic nie wiedziałem” — mówił polityk. W tym kontekście wskazywano, że bracia P. wynajmowali reprezentacyjną lożę na stadionie Apatora Toruń.
Podobnie wypowiadał się Łukasz Schreiber z PiS: „Kojarzę nazwisko P., ale nigdy nie powiązałbym go z tym mężczyzną, który był na spotkaniu. Widziałem go po raz pierwszy i wcześniej nie miałem z nim żadnych kontaktów wcześniej”. To było spotkanie przed wyborami 2023 roku, na którym Schreiber występował obok Zygmunta G., a Mateusz P. od ponad roku powinien przebywać w więzieniu.
Osiedle z tunelami i wieżą obserwacyjną
Śledczy badali również wątek nieruchomości należących do rodziny P. w Pakości. Według ustaleń na terenie osiedla miały znajdować się podziemne tunele ułatwiające przemieszczanie się oraz ukrywanie przed służbami. Pojawiły się też informacje o wieży obserwacyjnej, z której monitorowano okolicę. Prokuratura wskazała na działania utrudniające pracę organów ścigania, m.in. obserwowanie aktywności policji i inspekcji środowiskowych oraz badany wątek nieuprawnionego wykorzystania danych z systemu CEPiK. „Z materiału dowodowego wynika, że podejrzani podejmowali działania mające na celu utrudnianie czynności organów ścigania” — podano w komunikacie.
Spółki, „słupy” i omijanie prawa
Według relacji informatorów mechanizm działania grupy opierał się na rozbudowanej strukturze rodzinnej, licznych spółkach oraz wykorzystywaniu tzw. słupów. Bracia mieli posiadać poniżej 10 proc. udziałów w poszczególnych podmiotach, co zwalniało ich z obowiązku ujawniania danych w Krajowym Rejestrze Sądowym. Informatorzy twierdzili również, że ignorowano wymogi formalne i administracyjne, zarówno w działalności gospodarczej, jak i przy inwestycjach budowlanych.
Jeden z informatorów opisywał mechanizm działania wprost: „Jeśli coś wymagało zezwolenia, to bracia to po prostu ignorowali. Większość ich działalności jest po prostu nielegalna i nie mówimy tutaj wyłącznie o biznesie, tylko na przykład o budowach”.
Wyrok sądu
Za kluczową postać uznawany jest Mateusz P., określany jako lider grupy. W 2022 roku został prawomocnie skazany na trzy lata więzienia za pranie brudnych pieniędzy i fałszowanie faktur na kilkanaście milionów złotych. Nie stawił się jednak do odbycia kary; jego obrońca złożył wniosek o zawieszenie wykonania wyroku, a sprawa przez wiele miesięcy była przedmiotem postępowania sądowego. Mateusza P. zatrzymano w grudniu 2024 roku w Białce Tatrzańskiej, gdzie przyjechał na narty. Obecnie jego obrońcy starają się o przedterminowe zwolnienie.
Wniosek trafił do sądu trzy tygodnie po ogłoszeniu wyroku. Postępowanie przeciągało się przez kolejne miesiące. Mateusz P. przedstawiał zwolnienia lekarskie i wnioskował o ponawianie badań. Mimo że regularnie pojawiał się na lokalnych imprezach i spotkaniach politycznych, służby przez długi czas nie doprowadziły do jego osadzenia. Jak ustalono, z Pakości nie wyjechał na stałe.
1,25 mln ton odpadów
Według ustaleń, w latach 2018–2024 na miejskie wysypisko w Pakości trafiło ok. 1,25 mln ton odpadów. Dla porównania, gmina produkuje rocznie około 3 tys. ton śmieci, a pierwotnie zakładano, że składowisko wystarczy na 65 lat. W tym samym okresie miało tam trafić co najmniej 300 ton odpadów niebezpiecznych. Transporty oszacowano na ok. 50 tys. tirów w ciągu 5,5 roku, czyli średnio 25 dziennie.
Świadkowie zeznawali, że bracia P. przejęli faktyczną kontrolę nad wysypiskiem po objęciu urzędu przez Zygmunta G., wjeżdżając na teren własnym sprzętem i organizując zaplecze w przyczepie określanej jako „biuro”. Wskazywano przy tym na brak skutecznego nadzoru środowiskowego. W raportach kontrolnych odnotowano m.in. rażące nieprawidłowości w segregacji odpadów.
Warto przeczytać: CBA rozbiło układ „mafii śmieciowej”. Urzędnik miał brać łapówki za parasol ochronny
Podczas obecnych kontroli ustalono, że wyłączano monitoring, nie ważono ciężarówek, nie prowadzono ewidencji transportów ani nie pobierano próbek. Koszt utylizacji ponad miliona ton odpadów szacowany jest na kilka miliardów złotych, a budowa niezbędnej infrastruktury może potrwać latami. Wśród ujawnionych znalezisk znalazły się także beczki z napisami w języku rosyjskim.
Kampania wyborcza i zastraszanie polityków
Wątek polityczny sięga również kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku. Wirtualna Polska opisała sprawę ogłoszeń posłanki PiS Ewy Kozaneckiej, które według ustaleń portalu miała finansować rodzina P. Wspominano także o próbach umieszczenia na listach PO i KO Tomasza Kujawy, znającego braci P. od lat. Część polityków z regionu mówiła o propozycjach finansowego wsparcia kampanii w zamian za współpracę. W tle pojawiały się także wątki przemocy i gróźb m.in. pobicie, którego ofiarą miał być Zygmunt G., oraz zniszczenie samochodu ojca obecnego burmistrza i ówczesnego radnego Michała Siembaba. Sprawców tych zdarzeń nie ustalono.
Na dziś nie zapadły ostateczne decyzje dotyczące dalszych losów składowiska. Problem utylizacji odpadów i finansowania całego procesu pozostaje nierozstrzygnięty.
Kresy.pl/Radio Zet






























