Po serii ataków dronowych i rakietowych na cele energetyczne i przemysłowe na Ukrainie oraz w Rosji obie strony oskarżają się o eskalację działań. W centrum sporu znalazł się rurociąg Drużba oraz skutki uderzeń w infrastrukturę krytyczną.
W piątek władze obwodu wołgogradzkiego poinformowały o ataku ukraińskich dronów na południu Rosji. Gubernator regionu Andriej Boczarow przekazał, że bezzałogowe statki powietrzne uderzyły w budynki mieszkalne oraz obiekty przemysłowe w Wołgogradzie i sąsiednich rejonach. Uszkodzonych zostało kilka domów prywatnych oraz samochodów, a trzy osoby trafiły do szpitala. Według władz regionalnych drony miały również trafić w zakłady przemysłowe, jednak nie podano szczegółowych informacji na temat skali zniszczeń.
Źródła z branży energetycznej, cytowane przez agencję Reuters, przekazały, że pożar wywołany atakiem drona doprowadził do wstrzymania pracy rafinerii w Wołgogradzie należącej do koncernu Łukoil. Zakład ten odpowiada za około 5 procent rosyjskich mocy przerobowych ropy naftowej.
Zobacz też: Ukraiński dron uderzył w stolicę odległej republiki Rosji
Równolegle Ukraina informowała o kolejnych rosyjskich uderzeniach w jej infrastrukturę energetyczną. Od jesieni Rosja nasiliła ataki rakietowe i dronowe na obiekty energetyczne na Ukrainie, co wielokrotnie prowadziło do długotrwałych przerw w dostawach prądu, ciepła i wody dla ludności oraz przedsiębiorstw. W nocy z czwartku na piątek, według strony ukraińskiej, rosyjskie siły przeprowadziły zmasowany atak z użyciem dronów i pocisków balistycznych, powodując dalsze uszkodzenia systemu energetycznego. Tysiące mieszkańców Kijowa, Dniepru i Odessy zostało czasowo pozbawionych podstawowych usług.
W tle tych wydarzeń pojawił się spór dotyczący rurociągu Drużba. Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha poinformował, że rosyjski atak z 27 stycznia doprowadził do pożaru infrastruktury rurociągowej i wstrzymania tranzytu ropy do Europy Środkowo-Wschodniej. Zwrócił uwagę, że mimo wcześniejszych protestów Budapesztu i Bratysławy w podobnych sytuacjach, tym razem nie odnotowano oficjalnych reakcji ze strony Węgier ani Słowacji.
Sybiha skrytykował brak reakcji, pisząc o podwójnych standardach. W odpowiedzi szef węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó zasugerował, że to Kijów ponosi odpowiedzialność za problemy z funkcjonowaniem rurociągu, wskazując na wstrzymanie dostaw energii elektrycznej niezbędnej do jego obsługi.
Pomimo trwającej wojny Ukraina nadal zapewnia tranzyt rosyjskiej ropy do Słowacji i Węgier, choć na początku ubiegłego roku wstrzymała przesył rosyjskiego gazu. Jednocześnie ukraiński koncern Naftohaz informował 27 stycznia o rosyjskim ataku na jeden z jego obiektów na wschodzie kraju. Władze miasta Brody ostrzegły wówczas mieszkańców przed zanieczyszczeniem powietrza w związku z pożarem produktów ropopochodnych w rejonie połączenia rurociągów Drużba oraz Brody–Odessa.
Kresy.pl/Reuters































