Elektrownia atomowa Kashiwazaki-Kariwa, wyłączona po awarii innej tego typy instalacji w Fukushimie, ma zostać ponownie włączona, jak chcą władze regionalne.
Elektrownia Kashiwazaki-Kariwa, położona około 220 kilometrów na północny zachód od Tokio, była jedną z 54 taki zakładów zamkniętych po tym, jak potężne trzęsienie ziemi a następnie wywołana przez nie fala tsunami doprowadziły w 2011 roku do groźnej awarii elektrowni Fukushima. Miejscowy dziennik “Asahi Shimbun” opisuje to jako “najgorszą katastrofę jądrową od czasów Czarnobyl”. Od tego czasu Japończycy przywrócili już do działania 14 wyłączonych wcześniej elektrowni atomowych. Teraz ma się stać tak z największą z nich – nie tylko na skalę Japonii, ale i świata.
Kashiwazaki-Kariwa należy do Tokyo Electric Power Company (TEPCO). Ta firma nie przywróciła jeszcze żadnej ze swoich elektrowni wyłączonych po katastrofie Fukushimy. Firma złożyła już wniosek do władz prefektury Niigat, w której znajduje się największy z zakładów jądrowych. Firma chce na początek uruchomić jeden z 20 reaktorów znajdujących się w Kashiwazaki-Kariwie.
Na początku tego roku TEPCO zobowiązało się do zainwestowania w regionie 100 miliardów jenów (641 milionów dolarów) w ciągu najbliższych 10 lat.
Badanie opublikowane przez prefekturę w październiku wykazało, że 60 proc. mieszkańców prefektury uważa, że warunki ponownego uruchomienia elektrowni nie zostały spełnione. Prawie 70 proc. obawia się o swoje bezpieczeństwo w przypadku włączenie elektrowni.
Gubernator Niigaty, Hideyo Hanazumi poparł wznowienie prac w zeszłym miesiącu. Jednak w rozmowie z dziennikiem wyraził nadzieję, że Japonia zmniejszy swoją zależność od energii jądrowej – „Chcę nadejść ery, w której nie będziemy musieli polegać na źródłach energii, które wywołują niepokój”.
Japońska remier Sanae Takaichi, która objęła urząd dwa miesiące temu, poparła ponowne uruchomienie zamkniętych w zeszłej dekadzie elektrowni jądrowych w celu wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego i zmniejszenia kosztów importu paliw kopalnych. Obecnie na ich wykorzystanie 60–70 proc. japońskiej produkcji energii elektrycznej.
Czytaj także: Południowokoreański koncern rezygnuje z działalności w Polsce. Miała budować elektrownię jądrową
asahi.com/kresy.pl






























