Bitwa pod Lenino, stoczona 12–13 października 1943 roku na terytorium dzisiejszej Białorusi, była pierwszym starciem 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki – formacji utworzonej w Związku Sowieckim z inicjatywy Józefa Stalina.
Jej powstanie miało charakter polityczny i stanowiło element planu podporządkowania przyszłej Polski Moskwie. Celem było stworzenie polskiego wojska zależnego od Kremla, które w przyszłości miało stać się jednym z filarów władzy komunistycznej.
W bitwie pod Lenino dywizja gen. Zygmunta Berlinga walczyła w składzie 33 Armii Armii Czerwonej (AC) przeciwko niemieckiej 337. Dywizji Piechoty. Starcie to – choć taktycznie nieudane i zakończone ogromnymi stratami – stało się w następnych latach fundamentem mitu założycielskiego Ludowego Wojska Polskiego oraz symbolem propagandowej wizji „braterstwa broni” polsko-sowieckiego.
Brakowało rozpoznania i amunicji
„Pierwsza bitwa miała mieć charakter propagandowy. Sowieci chcieli pokazać światu, że na froncie wschodnim bije się polska dywizja, w przeciwieństwie do armii generała Andersa, którą oskarżali, że nie chciała walczyć i uciekła ze Związku Sowieckiego. STAWKA (naczelne dowództwo Armii Czerwonej) zdawała sobie sprawę, że nie wysyła się niewyszkolonej jednostki na odcinek frontu, na którym zamierzano dokonać przełamania. 1 Dywizja została skierowana na pomocniczy odcinek, do 33. Armii generała Wasilija Gordowa. Walki, które określono jako bitwa pod Lenino – w istocie toczyły się pod Połzuchami i Trygubową – nie miały dużego znaczenia dla całego frontu niemiecko-sowieckiego” – wyjaśniał PAP prof. Zbigniew Wawer.
Operacja, w której uczestniczyła 1. Dywizja, była częścią tzw. drugiej operacji orszańskiej, mającej na celu przełamanie niemieckiej obrony i zajęcie Orszy. Ofensywa została źle przygotowana – brakowało amunicji, rozpoznania i łączności, a żołnierze dywizji, w dużej mierze niedoświadczeni i słabo wyszkoleni, zostali rzuceni do walki w trudnym, bagnistym terenie. Pomimo krótkotrwałego sukcesu AC w pierwszej fazie natarcia i zajęcia kilku wsi, w tym Trygubowa, Niemcy szybko przeszli do kontrataku. Nieprecyzyjny ogień własnej artylerii, błędy dowodzenia oraz silne naloty Luftwaffe doprowadziły do chaosu i ciężkich strat.
Po dwóch dniach bitwy 1. Dywizja została wycofana z frontu – faktycznie rozbita i niezdolna do dalszej walki. Według danych polskich i sowieckich straciła około 3 tys. ludzi – zabitych, rannych i zaginionych, z których wielu trafiło do niewoli.
Pożywka dla propagandy
Pomimo klęski militarnej, propaganda komunistyczna uczyniła z Lenino symbol zwycięstwa i dowód wkładu „Polski Ludowej” w pokonanie Niemiec. Zgodnie z oficjalną narracją, „kościuszkowcy” mieli rzekomo przełamać front i bohatersko torować drogę do wyzwolenia kraju. Faktyczny przebieg bitwy – zmagania o niewielki skrawek terenu i nieudolność dowództwa – został przemilczany.
W latach PRL Lenino przedstawiano jako początek triumfalnego „szlaku bojowego” 1. Armii Wojska Polskiego, prowadzącego rzekomo „najkrótszą drogą do Polski”, w kontrze do Armii Andersa, która walczyła u boku aliantów na Zachodzie. Rocznice bitwy pod Lenino były obchodzone z ogromną pompą. W 1950 roku dzień jej rozpoczęcia ustanowiono świętem Wojska Polskiego, zastępując tradycyjny Dzień Żołnierza upamiętniający zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej 1920 roku.
Starcie było wykorzystywane do legitymizowania sojuszu z ZSRR i do umacniania mitu „ludowego” charakteru nowego wojska. W prasie, filmie i podręcznikach bitwa przedstawiana była jako przykład polsko-sowieckiej współpracy i bohaterstwa żołnierzy ludowych, pomijano natomiast jej rzeczywisty przebieg.
„Oni chcieli walczyć o Polskę”
Dopiero po 1989 roku historycy mogli szczegółowo zbadać przebieg operacji i ujawnić skalę propagandowego fałszu. Okazało się, że 1. Dywizja była całkowicie podporządkowana sowieckiemu dowództwu, a jej działania miały niewielkie znaczenie militarne. W rzeczywistości bitwa była militarną katastrofą.
Nie sposób jednak zaprzeczyć, że żołnierze 1. Dywizji Piechoty rzeczywiście wykazali się odwagą i ponieśli ogromne ofiary. Wielu z nich ginęło, walcząc w beznadziejnych warunkach, pozbawionych wsparcia i sensu operacyjnego. „Oni chcieli walczyć o Polskę, bić się z Niemcami. Czekali na to od 1939 roku. Większość szła do ataku z pełną determinacją. Niestety, część z nich była pozostawiona samym sobie […] trzeba pamiętać, że dywizje sowieckie mające razem z nią prowadzić natarcie, poszły do przodu, ale następnie cofnęły się. Polacy zostali więc sami” – wyjaśnia prof. Wawer.
Poświęcenie polskich żołnierzy, zamiast przyczynić się do realnego zwycięstwa nad Niemcami, zostało wykorzystane politycznie – jako narzędzie budowania mitu „braterstwa broni” i legitymizacji nowego, narzuconego Polsce porządku.
Kresy.pl / Przystanek Historia / PAP






