Niemiecka Policja Federalna oficjalnie przyznała, że zatrzymania cudzoziemców prowadzone są nawet 30 km od granicy z Polską. Migranci przekazywani są stronie polskiej na podstawie fikcji prawnej, co umożliwia ominięcie pełnych procedur azylowych i readmisyjnych.
Niemiecka Policja Federalna w oficjalnej odpowiedzi udzielonej dziennikarce Aleksandrze Fedorskiej wyjaśniła, że kontrole osób prowadzane są na terytorium Niemiec, w pasie sięgającym 30 km od granicy z Polską. „Policja federalna sprawdza osoby doraźnie w obszarze odpowiedzialności wynoszącym 30 kilometrów od linii granicznej w głąb kraju. Uznaje się, że dana osoba nie wjechała do kraju, dopóki nie zostaną zakończone działania policyjne bezpośrednio związane z granicą, nawet jeśli linia graniczna została już przekroczona” – przekazała niemiecka policja w odpowiedzi na pytania.
Czytaj także: Niemcy przekazują do Polski migrantów bez dokumentów tożsamości
Praktyka ta oznacza, że osoby zatrzymane nawet wiele kilometrów od granicy z Polską mogą być traktowane tak, jakby znajdowały się nadal w fazie wjazdu do Niemiec. W efekcie umożliwia to wydalenie cudzoziemców w trybie tzw. zawrócenia przy granicy (Zurückweisung), bez konieczności wszczynania formalnych procedur azylowych czy deportacyjnych. Zgodnie z komentarzami ekspertów, takie rozwiązanie pozwala na ominięcie mechanizmów ochronnych przewidzianych przez prawo międzynarodowe oraz krajowe regulacje dotyczące procedur azylowych i readmisyjnych.
Profil „Służby w akcji” podkreśla, że obecnie większość przypadków dotyczy właśnie przyspieszonego przekazywania migrantów w ten sposób, chociaż w oficjalnych komunikatach raportowane są głównie dane dotyczące readmisji i procedur dublińskich. W praktyce osoby realnie przebywające na terytorium Niemiec formalnie są uznawane za „nieobecne”, co pozwala uniknąć stronie niemieckiej konieczności stosowania przewidzianych prawem procedur.
Z perspektywy praktycznej prowadzi to do sytuacji, w której cudzoziemcy zatrzymani w niemieckich miejscowościach przygranicznych są przekazywani stronie polskiej. Po stronie polskiej osoby te otrzymują tymczasową zgodę na pobyt, oczekując na decyzję o zobowiązaniu do opuszczenia kraju, co powoduje powstawanie zjawiska migracji wahadłowej w pasie przygranicznym.
Odpowiedź niemieckiej policji wywołała liczne reakcje w polskiej przestrzeni publicznej. Były wiceminister spraw zagranicznych, Paweł Jabłoński, wezwał do natychmiastowego zawieszenia dwustronnych umów o współpracy granicznej z Niemcami. Z kolei adwokat Bartosz Lewandowski podkreślił konieczność reakcji dyplomatycznych, zwracając uwagę na narastającą liczbę nieprzyjaznych gestów ze strony niemieckiej.
Według oficjalnych danych przekazywanych przez rzecznika MSWiA Jacka Dobrzyńskiego, w 2023 r. Niemcy przekazały Polsce 968 osób, w 2024 r. – 688, a do czerwca 2025 r. – 314 osób. Jednak dane niemieckiego MSW wskazują, że tylko w okresie od grudnia 2023 r. do września 2024 r. wydalono do Polski 8950 osób, co przekłada się na około 1 tys. wydaleń miesięcznie. Eksperci podkreślają, że liczby te mają tendencję wzrostową. Wiele z osób zatrzymywanych przez stronę niemiecką nie posiada żadnych dokumentów, co utrudnia ustalenie kraju pochodzenia i zastosowanie odpowiednich procedur.
W opinii komentatorów stosowana przez Niemcy fikcja prawna pozwala na szybkie przekazywanie cudzoziemców stronie polskiej z pominięciem pełnych procedur, przewidzianych w prawie międzynarodowym. Zjawisko to budzi coraz więcej wątpliwości prawnych i politycznych, prowadząc do apeli o rewizję zasad współpracy na granicy polsko-niemieckiej.
Czytaj także: Niemcy ujawnili, ilu nielegalnych imigrantów przerzucili przez polską granicę
kresy.pl/www.msn.com/pl































