11 lipca 1943 roku na Wołyniu doszło do skoordynowanego ataku Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), wspieranej przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Bandery (OUN-B) oraz miejscową ludność ukraińską, na polskie wsie i osady. Tego dnia zginęło 10-11 tysięcy Polaków.
Dzień ten uznaje się za punkt kulminacyjny tzw. rzezi wołyńskiej – fali masowych mordów na ludności polskiej. W Polsce rocznica „Krwawej Niedzieli” jest obchodzona jako Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA.
Mordy trwały już od lutego
Od początku 1943 roku OUN-B i jej zbrojne ramię UPA rozpoczęły planową eksterminację Polaków na Wołyniu. W maju i czerwcu tego roku w strukturach UPA dojrzewała koncepcja jednoczesnego uderzenia na wiele polskich miejscowości, co miało uniemożliwić skuteczną obronę i przyspieszyć „oczyszczenie” regionu z ludności polskiej.
W czerwcu 1943 roku dowódca UPA Dmytro Klaczkiwski ps. „Kłym Sawur” miał wydać rozkaz wymordowania wszystkich Polaków w obwodach objętych działalnością UPA. Według szacunków historyków, do końca czerwca 1943 roku na Wołyniu zginęło od 9 do 15 tysięcy Polaków. Potem akcja miała przyspieszyć.
Na początku lipca rozprowadzono ulotki, które wprowadzały Polaków w błąd, wzywając ich do wspólnego oporu wobec Niemców i Sowietów. Równocześnie w ukraińskich wsiach odbywały się spotkania agitatorów, nawołujących do rozprawy z „polskimi okupantami”.
Zaczęło się w Gurowie
Na dzień głównego ataku wybrano niedzielę – 11 lipca – licząc, że większość Polaków będzie zgromadzona na mszach świętych. Tego dnia UPA i wspierający ich uzbrojeni chłopi z SKW (Samoobronnych Kuszczowych Widdiłów) zaatakowali co najmniej 99 miejscowości w powiatach włodzimierskim i horochowskim oraz częściowo kowelskim.
Według Grzegorza Motyki, 11 lipca był jednym z najtragiczniejszych dni II wojny światowej dla Polaków. Według niektórych źródeł, skoordynowane uderzenia objęły łącznie 167 miejscowości.
W wielu przypadkach ofiary zabijano w kościołach – m.in. w Porycku (200 zabitych), Chrynowie (150), Kisielinie (90), Krymnie (40) i Zabłoćcach (76). Mordowano także duchownych – m.in. księży Józefa Aleksandrowicza, Jana Kotwickiego czy Bolesława Szawłowskiego.
Czytaj też: Lipcowa masakra
Jak wspominał na naszych łamach Władysław Filar: „Rzeź zaczęła się około godziny trzeciej nad ranem od polskiej wsi Gurów, obejmując swym zasięgiem: Gurów Wielki, Gurów Mały, Wygrankę, Żdżary, Zabłoćce, Sadową, Nowiny, Zagaje, Poryck, Oleń, Orzeszyn, Romanówkę, Lachów i Gucin. We wsi Gurów z 480 mieszkańców ocalało tylko siedemdziesięciu. W Porycku wymordowano całą ludność polską czyli ponad 200 osób. W kolonii Orzeszyn na ogólną liczbę 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków. We wsi Sadowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem.”
Ataki trwały do rana 12 lipca. Szacuje się, że łącznie w ciągu tej jednej doby zginęło nawet 11 tysięcy osób – w większości kobiet, dzieci i starców.
Młotki, siekiery, widły, topienie w studniach
Zbrodnie dokonywane były z wielką brutalnością. Uwaga, dalsze opisy są drastyczne.
Ofiary ginęły od strzałów, ale także od ciosów siekier, wideł, pił, młotków i innych narzędzi. Ofiary gwałcono, torturowano, rozpruwano im brzuchy, palono żywcem oraz rozrywano dzieci. Piotr Zychowicz w „Wołyniu zdradzonym” relacjonuje na przykład: „Ukrainiec strzelił do dziecka – wspominał jeden z ocalałych. – Lat może trzy-cztery. Pocisk zerwał mu czaszkę i to dziecko wstało, a następnie, płacząc, biegało to w jedną, to w drugą stronę z otwartym, pulsującym mózgiem”.
Ciała wrzucano do studni, do dołów z obornikiem lub palono razem z zabudowaniami. Po masakrach dochodziło do grabieży – rabowano dobytek, żywność, zwierzęta, narzędzia rolnicze, a także przedmioty codziennego użytku. Co się nie nadawało do zabrania – palono.
W raporcie Komendy Lwów AK zapisano: „Akcję mordowania Polaków przeprowadzili Ukraińcy z potwornym okrucieństwem. Kobiety, nawet ciężarne, przybijali bagnetami do ziemi. Dzieci rozrywali za nogi, inne nadziewali na widły i rzucali przez parkany. Inteligentów wiązali drutami i wrzucali do studni. Odrąbywali siekierami ręce, nogi, głowy, wycinali języki. Odcinali uszy i nosy, wydłubywali oczy. Wyrzynali przyrodzenie, rozpruwali brzuchy i wywlekali wnętrzności. Młotami rozbijali głowy, żywe dzieci wrzucali do płonących domów. Szał barbarii doszedł do tego stopnia, że żywych ludzi przerzynali piłami lub uśmiercali kijami. Za uciekającymi przez pola urządzali naganki, wyłapując lub zabijając na miejscu, kogo dopadli. Do kryjówek podziemnych w zabudowaniach wrzucali granaty czy też pęki podpalonej słomy.”
Maria Berny, była senator RP, po latach wyznała: „Myśmy się wtedy nie bali śmierci. Baliśmy się mordu, sposobu, w jaki umrzemy. Rodzice się przygotowali. Mama miała małą siekierę; pamiętam, z żółtym trzonkiem. Ojciec – pistolet z dwiema kulami. Zaplanowali, że gdy przyjdą mordercy, tata nas zastrzeli. Mama i ja dostaniemy prawo do godnej śmierci. Nie wiem, jak ojciec sobie wyobrażał własną. Nie wszyscy mieli broń i taką możliwość jak my.”
Próby rozmów zakończone masakrą
Dzień przed „Krwawą Niedzielą” zamordowani zostali polscy emisariusze, wysłani na rozmowy z UPA. Wysłannicy polskiego podziemia (Zygmunt Rumel, Krzysztof Markiewicz i woźnica Witold Dobrowolski), udający się na rozmowy z przedstawicielem OUN-B, zostali w miejscowości Kustycze zamordowani – według relacji, rozerwano ich końmi.
Po 11 lipca zbrodnie trwały nadal. Kilka miesięcy później rozszerzyły się także na teren Małopolski Wschodniej. Szacuje się, że w samym lipcu 1943 roku UPA zaatakowała łącznie około 520 miejscowości. Celem było nie tylko wymordowanie ludności, ale także całkowite usunięcie śladów polskiej obecności na Wołyniu. Łącznie w latach 1943-1945 w dokonanym przez UPA-OUN ludobójstwie zginęło około 100-120 tysięcy Polaków.
Kresy.pl / CiekawostkiHistoryczne
Czytaj też: Krzesimir Dębski: Ukraińcy sami podkładają się rosyjskiej propagandzie
Obejrzyj dokument IPN o zbrodni wołyńskiej










