Akcja „Polska flaga w polskim domu” przeprowadzona przez Ruch Młodzieży Polskiej miała przekonywać naszych rodaków na Wileńszczyźnie do śmiałego wyrażania swojej tożsamości. Także przez eksponowanie barw narodowych w dniach narodowych świąt. Akcję obserwował jeden z naszych redaktorów.

Wywieś Polską flagę w polskie święta – zachęcali młodzi mieszkańcy rejonu solecznickiego, którzy właśnie organizują się w ramach Ruchu Młodzieży Polskiej, publikując informację na Facebooku, gdzie stworzyli specjalną stronę wydarzenia. „W ten dzień powinniśmy okazać swoje przywiązanie do polskiej historii, polskiej tożsamości i polskich barw narodowych” – przekonywali młodzi, zapowiadając przy tym, że aby ułatwić mieszkańcom rejonu solecznickiego uczczenie następujących po sobie Dnia Polonii i Polaków za Granicą (który jest zarazem Dniem Flagi Rzeczpospolitej Polskiej) i rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, będą sprzedawać flagi w atrakcyjnej cenie. Ten nowatorski, jak na Wileńszczyznę, plan akcji promowania asertywności wśród miejscowych Polaków zachęcił mnie by na miejscu zapoznać się z jego autorami.

Niechciane przejawy polskości

Wśród wszystkich rejonów Litwy, tym z największą proporcją Polaków jest rejon solecznicki. Obecnie na peryferiach państwa – Soleczniki położone zaledwie 4 kilometry od granicy Białorusi – w istocie znajdują się w geograficznym sercu historycznej Wileńszczyzny, podzielonej przez Stalina zaledwie kilkadziesiąt lat temu. Tuż za miedzą, po drugiej stronie granicy, znajduje się najbardziej polski na Białorusi rejon woronowski. Zarówno w nim jak i w rejonie solecznickim Polacy stanowią około 80 procent mieszkańców.

Tę informację dostarczył portal Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Zarządzany od dwóch dekad przez Akcję Wyborczą Polaków na Litwie, rejon solecznicki jest lepiej zabezpieczony przed dyskryminacyjną polityką władz Litwy. Administracji mera Zdzisława Palewicza udało się z powodzeniem przepłynąć między rafami litewskiej reformy oświaty. O ile z przestrzeni Wilna znikło kilka szkół z polskim językiem nauczania (w ich dotychczasowej postaci), to w ziemi solecznickiej utrzymano szeroką sieć polskich placówek oświatowych. Jednak i tu sytuacja daleka jest od ideału. Ostra kampania władz litewskich z lat 2013-2014 przeciw tabliczkom z nazwami ulic skutecznie zastraszyła mieszkańców (kosztowała ówczesnego dyrektora rejonowej administracji Bolesława Daszkiewicza mandaty o równowartości około 50 tys. złotych). Dziś tabliczek z podwójnymi nazwami jest znacznie mniej, co zobaczyłem odwiedzając te same solecznickie ulice, którymi spacerowałem przed kilkoma laty. Mieszkańcy pościągali nawet te zrobione prywatnym sumptem, przyczepione do domów i nie wywiesili ich ponownie mimo, że w końcu litewski sąd administracyjny przyznał, że obywatele mają prawo wieszać na własnych domach napisy w takim języku jaki uznają za im odpowiadający.

Zresztą w położonych 20 kilometrów dalej Jaszunach, małym ale szacownym miasteczku z długa historią, tabliczki z polskimi nazwami były już celem ataków nieznanych sprawców, którzy je zrywali. Co więcej, były nawet celem ataku przeprowadzonego w świetle kamer. W 2011 r. w Ejszyszkach, w ramach reality show „Kocham Litwę”, jego uczestnicy udowadniali miłość do swojego państwa zrywając tabliczki z polskimi nazwami ulic. Redakcja nie miała oporów przed wyemitowaniem następnie relacji z owej „patriotycznej” rozrywki, co wiele mówi o klimacie otaczającym tutejszych Polaków.

Litewska inspekcja językowa walczyła z polskimi nazwami miejscowości, umieszczanymi obok litewskich na tablicach autobusów solecznickiego przedsiębiorstwa komunikacyjnego. Jego dyrektor Edgar Obłoczyński płacił mandaty do czasu aż udało się obronić mu swoje stanowisko w Najwyższym Sądzie Administracyjnym w 2011 roku. Sąd zastrzegł jednak, że polska nazwa musi być na autobusowej tablicy napisana „wyraźnie mniejszą” czcionką niż nazwa litewska. Wszystko to sprawia, że wielu Polaków na Wileńszczyźnie, nawet w rejonie solecznickim, nie czuje się na tyle pewnie by manifestować swoją polskość.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

I to właśnie nie podoba się młodym ludziom, którzy postanowili poruszyć swoją okolicą przez akcję „Polska flaga w polskim domu”. Ruch Młodzieży Polskiej to grupa uczniów starszych klas gimnazjów w Solecznikach i Jaszunach, czyli odpowiedników naszych szkół maturalnych. Tylko lider grupy, Rafał Pieszko skończył już solecznickie Gimnzjum im. Jana Śniadeckiego. Młodzi witają mnie obfitym poczęstunkiem, który potwierdza to czego nauczyły mnie dotychczasowe wizyty na Kresach – to właśnie tam przetrwała w najdoskonalszej formie staropolska cnota gościnności. Rozmowy uwypuklają, że polska tożsamość narodowa to dla nich istotny składnik własnej osobowości i punkt odniesienia w codziennym życiu. Jednocześnie przyznają, że nie ze wszystkimi ich rówieśnikami tak jest. Część chętniej posługuje się na co dzień językiem rosyjskim, inni uważają otwarte prezentowanie własnej polskości za „prowokacyjne” wobec Litwinów. „Mimo, że uczęszczają do polskich szkół, to nie mówią prawidłowo po polsku, nie świętują polskich świąt. Mam nadzieję, że to się w najbliższym czasie zmieni” – krytykuje część rówieśników Tomek Pieszko, kuzyn Rafała. Chcą właśnie tego, aby fakt zamieszkania rejonu solecznickiego w znacznej większości przez Polaków był widoczny.

Postawa Rafała staje się jeszcze bardziej zrozumiała przy zetknięciu z jego rodzicami. Oboje – Aleksander i Mariola, są nauczycielami historii w solecznickim gimnazjum, prawdziwymi reprezentantami nowej polskiej inteligencji na ziemi, na której okupanci, wysiedlenia i dyskryminacja skutecznie pozbawiły jej mieszkańców niegdysiejszej elity. Także oni wspominają o małej asertywności części rodaków, szczególnie tych młodych. Adaptacja codziennych, potocznych form polskości, które mogłyby być praktykowane przez młodzież jest ciągle procesem, który trzeba stymulować, mimo tego, że znajdujemy się na ziemi zjeżdżonej wzdłuż i wszerz przez Mickiewicza – przecież właśnie na solecznickim cmentarzu obserwował on obrzęd dziadów, który stał się kanwą dla cyklu naszych narodowych dramatów. Jednak Mickiewicz nie wystarczy. Młodzi działacze taką codzienną, popularną polskością już żyją i już ją promują. Rafał, tak jak i Tomek mają na sobie koszulki z żołnierzami wyklętymi i znakiem Polski Walczącej nabyte u jednego z popularnych u nas producentów odzieży patriotycznej. Z głośników snuje się polski hip-hop, wśród nich piosenka „Ostatnia melodia kresów”. „Niedaleko pada jabłko od jabłoni, nie oddalaj się od jabłoni swej” – wybrzmiewa refren…

Flagi nie ściągnie

Bardzo pasuje on do Rafała i Tomka. Ojciec tego drugiego – Jarosław, przedsiębiorca z Jaszun, stał się znany w okolicy ze swojego przywiązania do narodowych barw. W 2010 roku wywiesił biało-czerwoną flagę na swoim sklepie i bardzo szybko otrzymał wezwanie na miejscowy posterunek policji. Funkcjonariusz insynuował, że Pieszko łamie prawo wobec czego ten ostatni ostro zaoponował. „Namawiali mnie abym napisał samokrytykę, ale tego nie zrobiłem” – opowiada pan Jarosław – „Potem przyjeżdżała do mnie litewska telewizja. Chcieli wejść, ściągnąć flagę. Spuściłem psy i nie weszli” – śmieje się. „Znalazłem jeszcze lepszy sposób” – zaznacza Pieszko, opowiadając o swoim sklepie, którego ściany całe zostały zabudowane blachą w barwach biało-czerwonych tak, że cały budynek wygląda jak nie tyle kamyczek, co wielki kamień wrzucony do ogródka lituanizatorów. Sklep stoi przy ulicy Lidzkiej, będącej częścią trasy przelotowej z Wilna do Solecznik i dalej na Białoruś. I na sklepie i na domu pana Jarosława tabliczka adresowa opatrzona jest napisem w języku polskim.

„Moim zdaniem niektórzy patrzą na swoich kolegów, po prostu nie chcą się wyróżniać” – mówi mi Rafał gdy pytam o to dlaczego jego rówieśnicy czasem nawet między sobą nie mówią w języku polskim – „ale ja będę walczył za polskość” – gromko deklaruje, z silną nutą optymizmu. Jak przyznaje dużo dał mu kontakt z młodzieżą z Polski – „był dla mnie bardzo pożyteczny”. Rafał brał udział w wymianach młodzieży organizowanych w zeszłym i bieżącym roku w ramach programu Erasmus+. Na swoją akcję zaprosił zresztą czterech poznanych na nim kolegów z Białegostoku i Warszawy. Ci już wcześniej ją wsparli, organizując u siebie akcję zbiórki flag, które mają trafić w ręce mieszkańców rejonu solecznickiego.

Rafał zauważył u swoich rówieśników z Macierzy, z którymi spotykał się na projektach we Wrocławiu, większą skłonność do aktywności społecznej i samoorganizacji. „Już po pierwszym wyjeździe wiedziałem, że będę działać i kropka” – mówi z tą samą niezmienną dobitnością w głosie. „Polskość to powód do dumy i trzeba ją prezentować”. „Ja poprostu nie widzę innej opcji, mój ojciec jest Polakiem, mój dziadek jest Polakiem, mój pradziad jest Polakiem to kim ja mam być?” – pyta retorycznie jego kuzyn – „Cieszę się, że jestem Polakiem, że akurat w polskiej rodzinie się urodziłem, że należę do polskiego narodu. Jestem dumny z tak wielkiej historii i bohaterów i mam nadzieję, że uda mi się o nich przypomnieć innym” – ma nadzieję Tomek.

Nie jest sam. Po Jaszunach oprowadza mnie Kazimierz z pobliskiej wsi Gaj. Ze znawstwem opowiada nam o historii miejscowości i jej perle – pałacu Balińskich, który niedawno odzyskał swoją świetność po remoncie przeprowadzonym przez rejonową administrację. Zbudowany przez jednego z wybitniejszych historyków i publicystów w pierwszej połowy XIX wieku Michała Balińskiego, otwierał swoje podwoje przed Mickiewiczem i Słowackim. Do grupy inicjatywnej RMP wraz z Kazikiem należą jeszcze Daniel, dla kolegów Danek, który odpowiada za logistykę, wożąc nas, flagi i kije samochodem rodziców, oraz Ewelina, która choć studiuje obecnie na SGH w Warszawie, wspiera kolegów pomysłami i dobrą radą.

Pokazać kim jesteśmy

Pierwsza akcja została przeprowadzona wirtualnie w lutym tego roku. Młodzi stworzyli na Facebooku wydarzenie: „Nazwisko po polsku bo jestem Polakiem”. „W dokumentach osobistych, w dokumentach w szkole nasze nazwiska są zniekształcane. Jest jednak miejsce, gdzie władza nie sięga. Jest miejsce, gdzie możemy być wolni. To miejsce to Internet” – przypominali Polakom na Wileńszczyźnie w Międzynarodowym Dniu Języka Ojczystego, pytając ich „Dlaczego więc nie korzystamy z tej wolności jaką daje Internet? Dlaczego nawet na portalach społecznościowych piszemy nasze nazwiska litewskimi literami i z litewskimi końcówkami?”. Akcja zyskała pewną popularność i rozgłos. Młodzi porozumieli się z producentem odzieży patriotycznej „Pro Patriae” z Polski, dzięki czemu mieli nagrodę dla wylosowanego przez nich uczestnika akcji.

„Dziś musimy pokazać i przypomnieć kim jesteśmy” – mówi mi Rafał gdy w niedzielę rano wsiadamy do samochodu by wyjechać pod miejscowy Kościół św. Piotra Apostoła w Solecznikach. Towarzyszy nam inny działacz RMP Seweryn. Interesując się tworzeniem nagrań wideo, to właśnie Seweryn wystąpił wraz Tomkiem na krótkim filmie promującym akcję i zamieszonym na serwisie Youtube, gdzie Seweryn prowadzi kanał, zamieszczając między innymi nagrania informujące o swojej okolicy.

Akcja odbędzie się właśnie pod parafialnymi kościołami w Solecznikach i Jaszunach, które w tych małych miejscowościach w niedzielę będą główny punktem zbornym dla mieszkańców. Wcześniej działacze RMP poinformowali księży, że będą prowadzić niedaleko świątyń swoją akcję. Ci prosili aby sprzedaż nie odbywała się bezpośrednio przy wejściu do świątyń – to byłaby sprawa zbyt „polityczna” jak na nerwy obu kapłanów. Rafał parkuje więc obszerny samochód ojca na parkingu przed kościołem około godziny 10. Za pół godziny rozpocznie się msza. Flagi sprzedawane są bezpośrednio z otwartego bagażnika. Jedna z nich zostaje zatknięta w widoczny sposób. Aktywiści przygotowali nie tylko same flagi, ale też pewną liczbę kijów do nich. Cena – jak na warunki litewskie symboliczna – jedno euro. Pod kościołem spędzamy następne kilka godzin, tak by „obsłużyć” także wiernych, którzy przybędą na południową mszę.

Tę informację dostarczył portal Kresy.pl.
Wspieraj rzetelne dziennikarstwo.

Reakcje mieszkańców Solecznik wahają się od entuzjastycznych po obojętne, ale negatywnych brak. Nawet jeśli tylko mniejszość podchodzi i kupuje flagi, to w kilkusetosobowych tłumach wystarczy by szybko znikały one z pudeł. Szczególnie, że niektórzy biorą po kilka. Starszy pan z Koleśnik, czyli miejscowości na samej zachodniej granicy rejonu, będącej jednocześnie granicą etnicznie polskiej Wileńszczyzny, kupuje ich aż dziesięć. Nawet ci, którzy flag nie kupują, mijają nas przeważnie z uśmiechami i słowami zachęty. Druga grupa działaczy, która stała pod kościołem w Jaszunach, melduje tymczasem o sukcesie, wszystkie flagi zostały rozdysponowane. U nas kilkanaście zostało, ale z tego Rafał nawet się cieszy, przydadzą się na inne akcje organizowane przez RMP. Po skończonej akcji grupka działaczy kieruje się na cmentarz, na kwaterę żołnierzy Armii Krajowej. Krótka modlitwa uświadamia skąd młodzi ludzie czerpią inspirację.

Dzień później Rafał wraz z Dankiem objeżdżają Soleczniki sprawdzając efekty akcji. Przez szyberdach wystawiają biało-czerwoną by jeszcze raz zmobilizować mieszkańców.

Kolejna interwencja policji

I on i Tomek oceniają akcję jako sukces. Jednocześnie nie oczekują szybkiego efektu. Tomek zrelacjonował mi potem, że w Jaszunach zawisła na domach ostatecznie mniejszość spośród puli sprzedanych flag. „Sądzę, że ludzie mimo iż kupili flagi, boją się je eksponować, boją się stereotypów takich jak kar za wywieszenie flagi” – napisał. Mają powody. Jeszcze w drodze do domu, w autobusie czytam artykuły miejscowych polskich portali informujące, że litewscy policjanci naszli w Wilnie Lilię Kejzik, kierowniczkę Polskiego Studia Teatralnego w Wilnie i wyperswadowali jej wywieszanie polskiej flagi z balkonu zajmowanego przez nią mieszkania. „Argumenty, że jest święto Polski nie pomogły. Tak to się okazuje, że flaga RP jest flagą wrogiego państwa? A mój ojciec, lat 92, tak się cieszył widokiem „polskości”. Żal, że tak krótko” – napisała na Facebooku Kiejzik, komentując sprawę. Postanowiłem zapytać działaczy RMP co o tym myślą. Jego lider poirytowany zadzwonił nawet na komisariat w którym pracowali gorliwi funkcjonariusze. W odpowiedzi Pieszko otrzymał tylko mętne tłumaczenia, że mundurowi otrzymali donos, że Kiejzik wywiesiła flagę Związku Radzieckiego, a poza tym flaga polska była wywieszona w sposób nieodpowiedni i niebezpieczny dla przechodniów.

Karol Kaźmierczak, fot. B. Sokołowski

 



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz