Nie wolno pozwolić by powtórzyła się historia końca lat 30. i połowy lat 40., nie wolno dopuścić by Polska stała się narzędziem Waszyngtonu (wtedy głównie Londynu) w poskramianiu innych mocarstw. Narzędziem wykorzystywanym, niszczonym i porzucanym – twierdzi Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego.

Winnicki zaznacza, że obecnie Polska musi ponosić konsekwencje prowadzonej przez ostatnie 25 lat polityki. Zwraca on uwagę, że „gospodarkę sformatowano tak, że ma charakter głównie podwykonawczy względem Zachodu, a dominują w niej zagraniczne korporacje. Wg lidera narodowców „polską armię zmieniono w mały korpus ekspedycyjny, który nie jest w stanie bronić naszych granic, a co najwyżej realizować amerykańskie interesy na Bliskim Wschodzie”, zaś polska polityka jest podporządkowana Waszyngotonowi i Berlinowi. Winnicki podkreśla, że Polska jest obecnie państwem słabym:

„Na dzień dzisiejszy Polska jako frontmen działań wymierzonych w rozjuszoną, ranną (gospodarczo) i groźną (militarnie) Rosję, co przez ostatni rok było polityką rządu, a co nadal pozostaje programem pisowskiej opozycji – to droga donikąd” – zaznacza. Prezes Ruchu Narodowego twierdzi, że „w polityce zagranicznej trzeba szukać odprężenia w relacjach z Rosją”. Dodaje również, że obecną sytuację można wykorzystać, aby poprawić warunki dla rozwoju polskiej mniejszości narodowej: Proponuje on „wyciągnąć rękę do Aleksandra Łukaszenki, oferując mu prosty układ – zero demoliberalnej krucjaty propagandowej i wspierania opozycji w zamian za szkolnictwo i kulturę dla Polaków na Białorusi”.

mysl24.pl / Kresy.pl

6 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. piotr_b
    piotr_b :

    Czyli mamy ludzi którzy jeszcze myślą! Do tego myślą o swoich rodakach za wschodnią granicą! Pan Winnicki dostrzega problemy wynaradawiania polskiej mniejszości na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Szkoda tylko, że sterowana opinia publiczna ma głęboko w odbycie swoich rodaków i woli oglądać walkę buldogów w polskim sejmie…

    • sobiepan
      sobiepan :

      Cztery grosze Konstantego Geberta

      Polski obywatel Konstanty Gebert godzi się z uznawaniem krwawych ukraińskich nacjonalstów za bohaterów narodowych Ukrainy. Ma nadzieję, że niektóre ideały tych nieludzko okrutnych nazistowskich kolaborantów zostaną odrzucone (zapomniane?).

      Według Dovida Katza Gebert tak jakby dokonuje w tym celu próby oszacowania, co będzie bardziej korzystne dla interesów żydowskich – Bander-Land z uczestnikami Holokaustu na cokołach pomników jako wzorcami dla młodzieży, czy może jednak walczące co prawda z antysemityzmem, ale rosyjskie – imperium.

      I wydaje się, że dochodzi do wniosku, że dla żydowskich interesów bardziej korzystne będzie niepodległe państwo ukraińskie przesiąknięte ideologią nacjonalistyczną i z masowymi mordercami Żydów w charakterze bohaterów narodowych.

      W ten sposób najwyraźniej Gebert rezygnuje z podejmowania wysiłku de-banderyzacji, możliwej do przeprowadzenia na wzór niemieckiej de-nazyfikacji.

      Taka analiza Geberta, dokonywana z punktu widzenia geszeftu, przywołała z pamięci scenę odnotowaną przez Szymona Kobylińskiego. Gdy przed wojną zakupił przez przypadek u żydowskiego sprzedawcy w miasteczku Mszczonów antysemickie pisemko za całe 20 groszy, to zapytał Żyda w sędziwym wieku – cytuję dosłownie:

      – Dlaczego sprzedaje pan taką antysemicka szmatę?
      – Młody człowieku – usmiechnął się wyrozumiale – jak ja mam z tych dwudziestu groszy cztery grosze zarobku, to dla mnie to już tak bardzo antysemickie nie jest…”

      Jak się skończył dla narodu żydowskiego interes bankierów z Hitlerem – wiadomo.
      Ile przed wojną miał stary Żyd z Mszczonowa groszy za kolportaż antysemicjich broszur – wiadomo.
      Ile zarabiają (genetyczni) spakobiercy ofiar Holokaustu na sojuszu z (ideowymi) spakobiercami uczestników Holokaustu – ja nie wiem.

      Wiem, kto jest za akceptacją uczestników Holokaustu w charakterze bohaterów narodowych.
      Domyślam się, dlaczego.
      Pieniądze nie śmierdzą.

      Konstanty Gebert jest międzynarodowym dziennikarzem, regularnie zamieszczającym swoje teksty w Gazecie Wyborczej, najwiekszej gazecie polskiej. W latach 1970-tych 1980-tych był demokratycznym aktywistą opozycyjnym, podziemnym dziennikarzem, organizatorem Żydowskiego Uniwersytetu Latającego. Jest założycielem żydowskiego miesięcznika dla intelektualistów w Polsce – Midrasz.

      W replice Gebert pisze Katzowi, że polscy bohaterowie nie sa tacy święci, że też mordowali Żydów (partyzant Kuraś). To co można wybaczyć ukraińskim nacjonalistom – polskim – nie wolno. W obronie ukraińskich nacjonalistów powołuje się też na strącenie malezyjskiego Boeinga, chociaż śledztwo w tej sprawie jeszcze się nie zakończyło. Słowem – Gebert nie ustępuje. Rosyjscy separatyści, chociaż werbalnie walczą z antysemityzmem, są złymi facetami, a ukraińscy nacjonaliści – chociaż oddający hołd uczestnikom Holokaustu – to dobrzy faceci. Po prostu wojownicy światła…. Tak w skrócie, bo tłumaczyć tekstu na język polski Geberta nie zamierzam.

      http://jewishreviewofbooks.com/articles/1186/poland-is-not-ukraine-a-response-to-konstanty-geberts-the-ukrainian-question/

      Polska to nie Ukraina: Reakcja na tekst Konstantego Geberta „Kwestia ukraińska”

      Dovid Katz | jesień 2014

      Tekst Konstantego Geberta „Kwestia ukraińska” ukazał się w numerze Lato 2014 żydowskiego czasopisma Review of Books.

      Jego odpowiedź na niniejszy artykułu znajduje się tutaj, link poniżej.
      http://jewishreviewofbooks.com/articles/1184/what-we-talk-about-when-we-talk-about-stepan-bandera-a-rejoinder-to-dovid-katz/

      Konstanty Gebert, bohater okresu Solidarności w Polsce, a ostatnio ruchu ożywienia środowiska żydowskiego w tym kraju, proponuje w tekście „Kwestia ukraińska” (Lato 2014), alternatywę tak ostrą i nieustępliwą, że tylko nieliczni odważyliby się coś takiego sformułować:

      Czy interesom i wartościom żydowskim lepiej posłuży powstanie niepodległego państwa demokratycznego, nawet jeśli będzie ono przesiąknięte ideologią nacjonalistyczną? Czy też większy pożytek przyniesie im triumf regionalnego rosyjskiego imperializmu, nawet jeśli jest on złagodzony przez demonstrowaną wrogość do antysemityzmu?

      [Tłumacz – W skrócie – co lepsze dla Żydów – ukraiński nacjonalizm w wersji banderowskiej, czy rosyjski imperializm zwalczający antysemityzm?]

      Wielu zachodnich czytelników będzie zaskoczonych sformułowaniem Geberta, ale w takim razie uzsadnione jest jego rozszerzenie, a nie zastosowanie wyłącznie w odniesieniu do Ukrainy. Weźmy na przykład Białoruś, którą Gebert nazywa „groteskową stalinowską parodią państwa”. Tam dziedzictwo II Wojny Światowej jest bardzo żywe, począwszy od zlokalizowanych w centralnych punktach miasteczek pomników Armii Czerwonej, która pokonała najeźdźców hitlerowskich w latach 1941-1944. Żydowscy weterani wojenni są honorowani tak samo jak wszyscy pozostali, podczas gdy naziści i kolaboranci, miejscowi wspólnicy zbrodni ludobójstwa, nadal otaczani są całkowitą pogardą.

      Ale wystarczy zrobić krok na zachód przez granicę do Litwy lub Łotwy (tak na marginesie, jest to część nowego „muru berlińskiego” pomiędzy wschodem a zachodem, i osoba przekraczająca granicę może być tam zatrzymana na kilka godzin), a znajdziesz się w cudownej krainie Unii Europejskiej, z angielsko-języczną młodzieżą, w 100 % nowoczesną, i z mnóstwem fajnych ludzi, młodych i starych. Możesz poczuć się doskonale, wprost komfortowo, bez obaw o prześladowanie przez policję w sowieckim stylu, ale to, co Ci będą opowiadać o czasach II Wojny Światowej. jest zatrważające. Ta opowieść brzmi następująco:

      To były bardzo skomplikowane czasy. Były dwa jednakowo złe imperia, Sowieci i naziści, a nasi bojownicy o wolność myśleli, że jeśli pomogą niemieckim najeźdźcom w 1941 roku, to odzyskamy naszą niepodległość [kraje bałtyckie były okupowane przez Sowietów od lata 1940]; jest nam bardzo przykro z powodu tego, co stało się z Żydami; nasz rząd obecnie sponsoruje koncerty w języku jidysz, mamy także kilka tablic upamiętniających sławnych Żydów pochodzących z naszych okolic.

      To usłyszysz od nie-Żydów. Żydzi opowiedzą o masowej i dobrowolnej kolaboracji litewskich (lub łotewskich, lub estońskich) „bohaterów narodowych” w eksterminacji społeczności żydowskich swojego kraju, poczynając od pierwszych godzin i dni po ataku Hitlera na ZSRR 22 czerwca 1941 roku, (często nawet przed przybyciem pierwszych sił niemieckich).

      Polska, prawdopodobnie najbardziej udany nabytek nowego wielkiego państwa UE-NATO, różni się bardzo w tym zakresie od obydwu jej wschodnich sąsiadów. Wciąż trwa zbiorowa pamięć o tym, co naziści zrobili narodowi polskiemu. Dla Polaków naziści są pierwszymi i głównymi najeźdźcami, którzy dopuścili się bezgranicznego zła.

      Wśród Bałtów (i nie tylko), na odwrót, naziści są wciąż wspominani jako „wyzwoliciele” (w 1941 roku), którzy przynieśli, jak wyłożył to były minister spraw zagranicznych Litwy kilka lat temu -„wytchnienie” od komunizmu, a porażka nazistów (w roku 1944 lub 1945) stanowiła sygnał powrotu rządów komunistycznych do ich kraju, rządów trwających blisko pół wieku.

      PODPIS POD FOTOGRAFIĄ: Marsz ukraińskich nacjonalistów z okazji 104. rocznicy urodzin Stepana Bandery, Kijów, 1 stycznia 2013 roku (Zdjęcie dzięki uprzejmości Genya Savilov/AFP/Getty Images).

      Gdy kraje bałtyckie dopiero „po omacku” próbowały szukać swojej drogi do Unii Europejskiej i NATO na przełomie nowego wieku, musiały zaadaptować co najmniej podstawowy stopień świadomości Holokaustu przenikający Zachód, do którego pragnęli dołączyć. To dlatego zaczęli zrównywać ze sobą zbrodnie nazistowskie i sowieckie. Dokumentem konstytucyjnym tej tendencji jest „Deklaracja Praska” z 2008 roku, która wykorzystuje słowo „takie same” pięć razy, w tym dość niesamowitym domaganiu się (prosto z Orwella), żeby „wszystkie europejskie umysły” zaakceptowały „tożsamość” nazistowskich i sowieckich zbrodni.

      Nieważne, że naziści i ich lokalni kolaboranci unicestwili żydowską cywilizację Europy Wschodniej, podczas gdy Sowieci, uwzględniając wszystkie ich liczne zbrodnie, pozostawili silne biologicznie narody, języki i kultury gotowe do członkostwa w UE i NATO, tuż po upadku komunizmu. I nie jest ważna moralna sprzeczność zawarta w twierdzeniu, że ci, którzy wyzwolili Auschwitz, są „równi” tym, którzy popełnili tam zbrodnię ludobójstwa. (Niewielu Amerykanów wie, że rezolucję sprzyjającą idei, aby jednego, tego samego dnia upamiętniać jednocześnie ofiary nazizmu i komunizmu, bez rozgłosu przepchnięto w Kongresie USA w maju 2014 roku).

      Jeśli spojrzeć na dowolną mapę Europy między dwiema wojnami światowymi, można zobaczyć, że zachodnia część dzisiejszej Ukrainy była wówczas częścią Polski. Są to w zasadzie terytoria zajęte przez Sowietów w drodze ich inwazji na wschodnią Polskę we wrześniu 1939 roku, które następnie zostały opanowane przez Niemców w czerwcu 1941 roku, a następnie ponownie zdobyte i ponownie włączone do ZSRR w 1944 roku (historia podobna do historii narodów bałtyckich).

      Natomiast wschodnia część dzisiejszej Ukrainy była częścią dopiero co powstałego ZSRR od lat następujących bezpośrednio po rewolucji rosyjskiej 1917 roku.

      Liczni mieszkańcy zachodu są ukraińskimi nacjonalistami, dla których ukraiński jest językiem ojczystym. Liczni mieszkańcy wschodu są głównie rosyjskojęzyczni, chociaż ludzie na całej Ukrainie posługują się swobodnie dwoma językami. (Rosyjski i ukraiński są oczywiście ściśle powiązanymi ze sobą językami słowiańskimi.)

      Ludzie na Zachodzie w większości nie rozumieją i nie są w stanie zrozumieć, co rosyjskojęzyczni Ukraińcy maja przeciwko przystąpieniu do Unii Europejskiej, NATO oraz do kierowanego przez USA zachodniego sojuszu naszego 21 wieku.

      Odpowiedź, mówiąc jednym słowem, brzmi – nic. Nie mają nic przeciwko.

      Oni pragną, aby ich dzieci dorastały w warunkach wolnej gospodarki w świecie w zasięgu ręki, tak jak dzieci ich kuzynów i przyjaciół w krajach zachodnich.

      W czym więc problem?

      Mówiąc najkrócej: w (ultra)nacjonalizmie.

      Inspirowane przez ideę aryjskości rasistowskie teorie niektórych ukraińskich nacjonalistów sprawiają wrażenie, że jedyną rzeczą, której ci ludzie pragną, to wywyższenie etnicznych Ukraińców, i że odczuwają oni szczególną niechęć do Żydów, Polaków, i Rosjan (w dowolnej kolejności, chociaż Żydzi mają symboliczne znaczenie polityczne, mimo ich niewielkiej liczebnosci).

      Wschodni Ukraińcy chcą stać z tymi, którzy powstali przeciwko Hitlerowi, a nie z tymi, którzy wciąż uważają lokalnych wspólników Hitlera za „bohaterów narodowych”.

      W nacjonalistycznej części Ukrainy Zachodniej jest wiele uwielbienia dla (między innymi) masowego mordercy Stepana Bandery (1909 – 1959). Organizacje, w których odgrywał kierowniczą rolę, dokonały mordów na (co najmniej) dziesiątkach tysięcy Żydów i Polaków w oparciu o pochodzenie etniczne i niestrudzoną wierność nazistowskim ideałom tworzenia państw wyłącznie dla etnicznie czystych obywateli.

      Czyniąc Banderę bohaterem powiedziano, bez używania tak wielu słów, że mniejszości narodowe, do wyeliminowania których się przyczynił, składały się z ludzi jednorazowego użytku, ludzi zbędnych.

      Wracając do 2010 roku, „dobry człowiek” (bo prozachodni) prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko nagrodził Banderę pośmiertnie tytułem „Bohatera Ukrainy”. Po potępieniu tego posunięcia przez Unię Europejską oraz organizacje żydowskie, polskie i rosyjskie, „zły facet” (bo pro-rosyjski) prezydent Wiktor Janukowycz, obalony na początku tego roku, postarał się o to, aby w 2011 roku nagroda została anulowana.

      Innymi słowy, jeśli chodzi o podstawową kwestię etyczną, gdy myślimy o nazistach i służących im wiernie miejscowych zabójcach, to źli ludzie są dobrymi facetami, a dobrzy ludzie są złymi facetami.

      Kwestią nurtującą realizatorów amerykańskiej polityki zagranicznej jest teraz, czy już otwarcie i bez ogródek przeciwstawić się próbom zdezynfekowania [wrzodu w postaci] miejscowych kolaborantów nazistowskich i przekształcić historię Holokaustu w użyteczne narzędzie bieżącej polityki anty-rosyjskiej.

      Co nowo wybrany prezydent, Petro Poroszenko, będzie mówić i robić w stosunku do licznych pomników Bandery i innych kolaborantów w centrach miast swego narodu, to się dopiero okaże. Oczywiście, on ma teraz wielką okazję do pokazania swojemu narodowi, że mają wielu prawdziwych bohaterów, od poetów i artystów do naukowców, ma okazję pokazania Ukraińcom, jak wyglada etyczna kultura obywatelska, co prowadzi nas do innego głównego punktu ważnego artykułu Geberta.

      Gebert napisał:

      Narodom Europy Środkowej i Wschodniej pozostała nieprzyjemna historia i bohaterowie, których mają, i narody tych bohaterów nie odrzucą. Można jednak mieć nadzieję, że odrzucą niektóre z rzeczy, które reprezentowali.

      To dobrze dla Polski, że w skład panteonu bohaterów narodowych tego kraju nie wchodzą masowi mordercy Żydów (lub innych narodowości), nawet jeśli są tam jacyś umiarkowani nacjonaliści. Linia oddzielająca takie osoby od kolaborantów i bezpośrednich sprawców Holokaustu jest jedną z tych, co do których narysowania jesteśmy moralnie zobowiązani.

      Inaczej mówiąc, musimy narysować linię między Polską a Ukrainą.

      Dovid Katz (www.dovidkatz.net), dawniej profesor jidysz, jest niezależnym badaczem mieszkającym w Wilnie, (Litwa) gdzie redaguje stronę internetową defendinghistory.com.

  2. ka9q
    ka9q :

    Szkoda, że ten głos nie jest powszechnie znany. Przydałoby się wypowiedzieć go w takim medium jak TV. Z moich obserwacji wydaje się że Polacy mają takie poglądy jako zwykli ludzie ale media próbują kształtować je inaczej, niestety często skutecznie.