Litwa może pójść za przykładem Słowacji i nie w trybie jednostronnym podjąć decyzję o przedłużeniu pracy elektrowni atomowej w Ignalinie. Litwa zobowiązała się w traktacie akcesyjnym zamknąć siłownię z końcem 2009 roku.
Wczoraj litewski rząd omówił sytuację, jaka nastąpiła po słowackiej decyzji o wznowieniu pracy zamkniętej elektrowni. Słowacy decyzję podjęli w obliczu sytuacji kryzysowej wynikającej z konfliktu rosyjsko – ukraińskiego o dostawy rosyjskiego gazu do krajów Unii Europejskiej. Słowacja jest w 100 proc. uzależniona od tych dostaw, które zostały przed kilku dniami wstrzymane przez Rosję.
“Nie boję się prognozować, w jakich warunkach Litwa poszłaby w ślady Słowacji. Na pewno jednak przedyskutujemy zaistniałą sytuację oraz wnioski, jakie można z niej wyciągnąć” – oświadczył wczoraj premier Andrius Kubilius.
Jak wynika z naszych ustaleń, rząd jeszcze wczoraj rozpoczął konsultacje w sprawie słowackiej decyzji. Rozmawiano przede wszystkim o tym, jak ta decyzja może wpłynąć na sytuację litewskiej elektrowni jądrowej.
Litewski premier powiedział też, że Litwa ze zrozumieniem ocenia krok Bratysławy wobec braku gotowości Unii Europejskiej zapewnienia swoim członkom bezpieczeństwa energetycznego.
Litwa, podobnie jak i Słowacja jest niemalże w 100 proc. uzależniona od dostaw rosyjskiego gazu. Od niedawna Rosja zwiększyła cenę dostaw w kierunku litewskim, wobec czego Litwa, mimo że leży najbliżej dróg tranzytowych gazu z Rosji, płaci za niego najdrożej w Unii Europejskiej.
Kurier Wileński/mb





























