3
odpowiedzi
Kniaz @Kniaz
Kilka słów o mnie:
Brak danych
Strona internetowa:
Brak danych
Skąd jestem:
Brak danych
Wykształcenie:
Brak danych
Związki z Kresami:
Brak danych
Ulubiona książka:
Brak danych
Facebook:
Brak danych
Twitter:
Brak danych
Nie warto powtarzać ukraińskich informacji, skoro dysponuje się materiałem, na podstawie którego można samemu wyciągnąć wnioski. Z “ukraińskich informacji” wynika, że separatyści są chowani jak psy w rowie przydrożnym, pod płotem. Jednak każdy, kto spojrzy na nagranie, widzi, że jest to teren cmentarza, a droga (w podtekście zapewne szosa), to cmentarna ścieżka. Miejsce w obrębie cmentarza zapewne wybrano z przyczyn praktycznych. Ciągnik z łyżką mógł w szybkim czasie przygotować dół na masowy pochówek. Trumny są starannie przygotowane, to samo tyczy się krzyży i zamieszczonych na nich tabliczek. W uroczystości bierze udział batiuszka, a teren jest pilnowany przez separatystów, którzy zgodnie z wojskowym obyczajem oddają na koniec salwę honorową. Zatem nie chowa się ich naprędce “koło drogi pod płotem”, ale jak żołnierzy. Pochówek na pewno nie był tak szybki, jak chcieliby tego Ukraińcy. Jak widać separatyści w miejscu, z którego pochodzi nagranie, muszą być dobrze zadomowieni. Mogli sobie pozwolić na wojskowy pogrzeb i nikt im w nim nie przeszkadzał.
Szanowny Panie Zbigniewie. To pocieszające, że Panu się udało przejść ten proces i teraz nie wydaje się Panu straszny. Wracając do samego pomysłu, który został przedstawiony w artykule, to mam mieszane odczucia. Brzmi on nie jak chęć pomocy Polakom z byłych republik ZSRS, ale jak wysłużenie się nimi. Wychodzi na to, że gdyby nie było pesymistycznych prognoz demograficznych, to nie byłoby potrzeby zintensyfikowania procesu repatriacji. Smutne, że traktuje się ich jako produkt rodem z “Agencji Rezerw Materiałowych”.
A żeby coś się zmieniło u nas w kraju, to trzeba by było zaorać administrację i obsadzić w niej ludzi, którzy mają elementarną wiedzę z dziedziny historii Polski oraz którzy mają wykształcony elementarny kręgosłup moralny.
Przykład z roku 2012. Kobieta w wieku bodaj 78 lat. Kiedy miała 2 lata zabili jej ojca, matkę wywieźli bodaj do jednej z republik, ją i jej starszą siostrę na rok lub dwa umieścili w ukraińskim domu dziecka. Potem też wywieźli do tej samej republiki co matkę, jednak w inne miejsce. Dziewczynie uniemożliwiono kontakt z matką. W 1985 roku dostała tylko pisemne zawiadomienie, że zmarła (w 1937, jak w ramach czystki etnicznej zastrzelili jej Ojca, było oczywiście pisemne zawiadomienie o śmierci na skutek choroby). Bohaterka historii już po 2000 roku została repatriowana do Polski. Złożyła wniosek do polskich władz o przyznanie statusu osoby represjonowanej. Owszem, otrzymała taki status. Wydano go z adnotacją, że była osobą represjonowaną przez…jeden miesiąc i przysługuje jej najniższa stawka pieniężna rekompensaty z tytułu bycia osobą represjonowaną. Wg urzędników orzeczenie jest poprawne, bo “gdy nie ma możliwości ustalenia dokładnego okresu podlegania represjom, z urzędu określa się, że osoba była represjonowana przez miesiąc”. Zostało wysłane odwołanie od decyzji, w którym argumentowano, że była represjonowana nie miesiąc, ale 16 lat, gdyż dopiero po tym okresie mogła osiągnąć dorosłość i nie być zależną od “prawnych opiekunów”. Nie wiem, co było dalej, ale fragment tej historii wydaje mi się wystarczający do zobrazowania problemu.
Wszystko pięknie, ale sprawa nie jest taka prosta. Już teraz, gdy potomkowie Polaków wysiedlonych przed, w trakcie i po II Wojnie Światowej przez Stalina, podlegają procesowi repatriacji, są de facto pozostawiani sami sobie. Skoro struktury samorządowe mają problem ze skoordynowaniem działań, które mają pomóc w adaptacji, to co dopiero się stanie, gdy będzie to centralnie sterowane? Repatrianci mają zmitologizowany obraz Polski, jeszcze z przekazów dawnego pokolenia. Przyjeżdżając tutaj doznają zawodu, są odbierani jako obcy (najczęściej Rosjanie), kursy z kultury i języka polskiego są za krótkie, ale to kropla w morzu skarg. Zanim na masową skalę Polacy mieliby powracać, trzeba by było stworzyć szereg udogodnień dla nich, przede wszystkim z zakresu prawa. Potrzeba także dokonać zmiany mentalności urzędników, bo najczęściej przez nich wydłużają się procedury wydawania niezbędnych dokumentów do podjęcia pracy oraz korzystania z opieki zdrowotnej. Także nostryfikacja dyplomów czy innych uprawnień do wykonywania zawodu prezentuje się tragicznie. Ludzie Ci najczęściej nie są w stanie podjąć pracy w Polsce, frustrują się, popadają w depresję, często postanawiają wrócić na wschód. Nie ma sensu ich tutaj ściągać i mamić mitem lepszego życia, zanim nie stworzy się warunków, w których mogliby godnie bytować w naszym kraju. Nie jestem przeciw pomysłowi “Powrotu do Polski”, ale uważam, że bez podjęcia właściwych kroków prawnych oraz zmodernizowania programu adaptacji, ludziom tym Państwo Polskie wyrządzi jedynie krzywdę, a nie zapewni pomoc.