Promoskiewscy separatyści pozbawili Ukraińców we wschodnich regionach kraju możliwości oddania głosu.
Przedterminowe wybory prezydenckie ogłoszono po tym, jak w lutym z kraju zbiegł do Rosji prezydent Wiktor Janukowycz.
Startowało w sumie 21 kandydatów, ale realne szanse na zwycięstwo miało zaledwie kilku. Według przedwyborczych sondaży już od kilku tygodni zdecydowanym faworytem był biznesmen i były szef dyplomacji Petro Poroszenko. Według najnowszych badań opinii publicznej przeprowadzonych tuż przed weekendem swój głos na Poroszenkę zamierzało oddać 45 proc. obywateli deklarujących udział w wyborach.
„Król czekolady” od pewnego czasu deklarował, że liczy na zwycięstwo już w pierwszej turze, apelował do rodaków o poparcie, obiecując szybkie zażegnanie wewnętrznego kryzysu. – Mam nadzieję, że wybory zakończą się po pierwszej turze – mówił wczoraj tuż przed wrzuceniem kartki do urny. Do lokalu wyborczego przyszedł z żoną Maryną i czworgiem dzieci. Poroszenko oświadczył, że jeśli uda mu się wygrać wybory, będzie robił wszystko, by Ukraina jak najszybciej stała się członkiem Unii Europejskiej. Wśród innych bardzo ważnych zadań nowego prezydenta wymienił przywrócenie pokoju na wschodzie kraju, wykrwawianego w akcjach uzbrojonych po zęby prorosyjskich separatystów. – Pierwszą rzeczą, którą należy zrobić, jest przywrócenie pokoju dla wszystkich obywateli Ukrainy. Ludzie z bronią powinni opuścić miasta i wsie – podkreślił Poroszenko.
Wśród kandydatów, którzy mogli pokrzyżować mu plany, wymieniano byłą premier Julię Tymoszenko z 13-procentowym poparciem sondażowym i byłego wicepremiera Serhija Tihipkę, który mógł liczyć na 8 proc. poparcia.
Wśród liczących się graczy wymieniano też kandydata Partii Radykalnej Ołeha Laszkę (ok. 7,5 proc.) i byłego ministra obrony Anatolija Hrycenkę (ok. 6,5 proc.).
Tymoszenko oddała głos w lokalu wyborczym w swym rodzinnym mieście – Dniepropietrowsku, w południowo-środkowej części kraju. Towarzyszyli jej mąż Ołeksandr i córka Jewhenija. Była premier Ukrainy oświadczyła, że jeśli wygra wybory, zwróci się do NATO o przyznanie Ukrainie członkostwa w Pakcie. – Głosowałam za wolnością i demokracją na Ukrainie, o którą walczyli i za którą oddali życie bohaterowie Majdanu – powiedziała po głosowaniu. Tymoszenko poinformowała też, że inicjuje referendum ogólnonarodowe na temat wejścia do NATO. Miałoby się ono odbyć 15 czerwca, w dniu drugiej tury wyborów prezydenckich, do której dojdzie, jeśli Ukraińcy nie zdołają wyłonić prezydenta w pierwszej turze.
– Wybory prezydenckie na Ukrainie są szansą na przywrócenie pokoju w kraju – oświadczył po głosowaniu Tihipko. Podobnie jak pozostali kandydaci ocenił, że głównym zadaniem nowego prezydenta będzie przywrócenie pokoju.
Tihipko w trakcie swojej kampanii wyborczej zwracał się do środowisk prorosyjskich. Startował w wyborach prezydenckich w 2010 r., w których zwyciężył obalony w lutym w wyniku masowych demonstracji i zamieszek Wiktor Janukowycz. Tihipko był wicepremierem ds. polityki gospodarczej w rządzie premiera Mykoły Azarowa.
Blokada urn
Praktycznie niemożliwe było wzięcie udziału w głosowaniach w najbardziej pochłoniętych kryzysem wschodnich regionach kraju. Jak informowały media, rząd był w stanie zapewnić bezpieczeństwo tylko 7 z 22 okręgowych komisji wyborczych w obwodzie donieckim i 2 z 12 w ługańskim. Obwodowy Komitet Wyborców Ukrainy (KWU), który monitoruje proces wyborczy, podał, że wczoraj rano w momencie rozpoczęcia wyborów lokale w Doniecku i Gorłówce w obwodzie donieckim nie były otwarte. Prorosyjscy separatyści w tych dwóch obwodach już wcześniej zapowiadali, że nie dopuszczą do przeprowadzenia wyborów.
We wschodnich regionach Ukrainy wciąż jest bardzo niebezpiecznie. Świadczy o tym informacja o śmierci 30-letniego włoskiego fotoreportera Andrei Rocchellego, który zginął w sobotę w rejonie Słowiańska. Doniesienia te potwierdziło włoskie MSZ. Zginął też tłumacz Włocha. Obaj mężczyźni ponieśli śmierć w następstwie wybuchu pocisku artyleryjskiego.
Utrudniony udział w wyborach mieli też mieszkańcy Autonomicznej Republiki Krymu, od marca okupowanej przez Federację Rosyjską. Mogą oni uczestniczyć w głosowaniu na tzw. kontynentalnej Ukrainie; zarejestrowało się ponad 6 tys. zameldowanych na półwyspie.
Mieszkańcy Krymu ruszyli na głosowanie sprzed siedziby Medżlisu, organu wykonawczego zjazdu krymskich Tatarów, w Symferopolu. Pojechali na wybory samochodami, ale nie w grupach, by wykluczyć możliwość zatrzymania kolumny przez rosyjskie władze.
Przewodniczący Centralnej Komisji Wyborczej w Kijowie Mychajło Ochendowski poinformował wczoraj, że większość mieszkańców Krymu wyraziła chęć głosowania w Kijowie. Nie ujawnił jednak liczby wyborców z Autonomicznej Republiki Krymu zarejestrowanych w stolicy przed wyborami. Według danych CKW do godziny 15.00 (14.00 czasu polskiego) frekwencja wyniosła 40,41 procent. Najwyższa była w obwodzie rówieńskim (50,51 proc.) na zachodzie kraju. Najniższą zaś zanotowano w obwodzie donieckim (9,11 proc.), a niewiele wyższa była w ługańskim – to skutek działalności separatystów.
Długa kolejka osób chętnych do głosowania ustawiła się też wczoraj przed ambasadą ukraińską w Warszawie. – Nie mamy dokładnych danych, ilu Ukraińców mieszka w Warszawie, ale jeżeli chodzi o liczbę tych, którzy mogą wziąć udział w wyborach w placówce w Warszawie, to wynosi ona blisko 5 tysięcy – powiedziała Natalia Panczenko z komitetu organizacyjnego Euromajdan-Warszawa.
Putin uzna wybory?
Jeszcze przed rozpoczęciem głosowania Ukraińcy wielokrotnie wyrażali obawy przed próbami fałszowania wyników. Informowano m.in. o próbie zarażenia wirusem serwerów Centralnej Komisji Wyborczej. Media spekulują, że za atakiem stoi Rosja. W dniu głosowania zajmująca się monitoringiem wyborczym organizacja Opora stwierdziła w sumie 407 przypadków naruszeń w trakcie kampanii. Najczęściej było to utrudnianie prowadzenia kampanii niektórym kandydatom. W samym dniu głosowania odnotowano trzy przypadki uszkodzenia urn i złamania tajemnicy głosowania oraz jeden przypadek sfałszowania wyborczej dokumentacji.
Wbrew wcześniejszym obawom wszystko wskazuje na to, że władze Rosji zaakceptują jednak wynik wyborów na Ukrainie. Władimir Putin oświadczył, że Rosja uszanuje wolę narodu ukraińskiego i będzie współpracowała z nowymi władzami Ukrainy. – Uszanujemy wybór narodu ukraińskiego i będziemy pracować z władzami wyłonionymi na podstawie tych wyborów – powiedział prezydent podczas Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu. W ocenie Putina, nie dojdzie do nowej zimnej wojny z powodu kryzysu ukraińskiego. Zapewniał on też, że Rosja jest zainteresowana stworzeniem warunków umożliwiających stabilizację na Ukrainie, a zarazem krytykował Zachód za poparcie „niekonstytucyjnego zamachu stanu” w Kijowie. Podkreślił przy tym, że izolowanie takiego kraju jak Rosja jest niemożliwe i że sankcje nałożone na Moskwę w związku z kryzysem ukraińskim zakłócą gospodarkę światową.
Łukasz Sianożęcki
