Waszyngton nie jest w stanie niczego zmienić w Syrii

„Obecnie zdolność Waszyngtonu do wpływania na wydarzenia w Syrii jest prawie zerowa. Siły USA okupują część tego suwerennego państwa bez najmniejszego upoważnienia prawnego. A rząd Asada jest dzisiaj bezpieczniejszy niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich siedmiu lat. Dlaczego miałby teraz ustąpić? Polityka amerykańska w rzeczywistości daje reżimowi wiarygodną wymówkę odnośnie powolnej odbudowy kraju” – podkreśla dr Doug Bandow, były specjalny asystent prezydenta Ronalda Reagana i ekspert ds. polityki zagranicznej.

Stolica Syrii wygląda trochę jak Waszyngton: imponujące budynki rządowe, korki, ruchliwe ulice i władczy urzędnicy. Budynki publiczne otoczone są betonowymi ścianami. Główną różnicą może być wszechobecna propaganda reżimu. Nie sposób nie trafić na obrazy prezydenta Baszara al-Asada i jego ojca Hafeza, podczas gdy wizerunki prezydenta Trumpa nie są widoczne w Waszyngtonie.

Niezwykłe są również wszechobecne punkty kontrolne. Są po to, aby zapobiegać zamachom przy użyciu bomb samochodowych. Chociaż groźba terroryzmu przeraża większość Amerykanów, w rzeczywistości daje ona mieszkańcom Damaszku pewną ulgę. Do niedawna powstańcy kontrolowali niektóre przedmieścia, z których strzelali w miasto artylerią i moździerzami. Dzisiaj te dzielnice, oddalone o zaledwie kilka minut, są zniszczone i puste. Może to być pokój rodem z grobu, ale jednak pokój.

Podczas ostatniej podróży do Syrii widziałem podobne sytuacje w Homs i Aleppo. Zniszczenia były większe i bardziej rozległe – całe dzielnice w tych ostatnich miastach są po prostu gruzami, ale inne obszary były odbudowywane. Rząd sprawuje władzę bez przytłaczającej obecności organów bezpieczeństwa publicznego. Wojna się skończyła i oni wygrali. Ostatni obszar pod kontrolą rebeliantów, otaczający Idlib, napotyka na zbliżającą się ofensywę syryjskiego wojska wspieranego przez rosyjskie naloty. Waszyngton ostrzegł reżim Asada przed użyciem broni chemicznej, lecz w przeciwnym razie nie będzie interweniować. Konsekwencje humanitarne mogą być poważne, ale spodziewane jest zwycięstwo Damaszku.

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Jeśli tak, wówczas jedynie terytoria na północy, gdzie siły USA współpracują z bojownikami kurdyjskimi, a także na południowym-wschodzie w pobliżu granicy z Irakiem, gdzie funkcjonuje inna amerykańska baza, pozostają poza kontrolą syryjskiego rządu. Prezydent Donald Trump powiedział, że chce trzymać Amerykę z dala od konfliktu w Syrii i pozostać na tyle długo, aby pokonać Państwo Islamskie. Lecz jego administracja ogłosiła niedawno nowy plan, który zakłada zasadniczo stałą, choć bezprawną i bez jakiejkolwiek autoryzacji w Kongresie obecność w Syrii.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Czy Trump ulegnie neokonserwatystom w sprawie Syrii?

Według Waszyngtonu, są dwa główne cele. Jednym z nich jest zmuszenie Asada do oddania władzy, prawdopodobnie poprzez polityczne porozumienie wynegocjowane z Moskwą. Drugim jest zmuszenie Iranu do wycofania swoich sił, także przy pomocy Rosji. To są donkiszotowe, dziwaczne plany. Wojna domowa w Syrii dobiegła końca. Rząd wygrał. USA nie mogą zmusić Syrii, Rosji ani Iranu do zrobienia czegokolwiek. Interwencja Ameryki w Syrii jest całkowicie błędna.

Sytuacja w Syrii jest oczywiście humanitarną tragedią. Ale to nie jest powód, by USA ryzykowały poświęcenie życia i swojego bogactwa w kolejnym długim, brutalnym konflikcie. Waszyngton jest uwikłany w Afganistanie od 17 lat, a w Iraku 15 i nie widać końca. Niewiele może zrobić w Syrii, poza byciem kolejnym aktywnym uczestnikiem skomplikowanej, wielostronnej bitwy z wieloma złymi aktorami. Prezydent Asad był jednym z nich i zasłużył na upadek, ale ISIS, Dżabhat al-Nusra (filia Al-Kaidy) i cały szereg innych radykalnych grup byli jeszcze gorszymi, morderczymi totalitarystami, którzy brutalnie traktowali tych, którymi władali i grozili tym, którzy wierzą inaczej, w tym Amerykanom.

Natomiast syryjscy „umiarkowani” rebelianci byli w dużej mierze nieistotni i nieskuteczni. Nigdy nie wydawali się być prawdziwymi pretendentami do władzy i rutynowo współpracowali z radykałami, często oddając personel i (dostarczony przez USA) sprzęt. Usunięcie Asada również nie zakończyłoby kryzysu humanitarnego. Obalenie go doprowadziłoby jedynie do kolejnego konfliktu o to, kto go zastąpi. W krajach od Iranu po Nikaraguę, różnorodne koalicje potępiały dyktaturę rządzącą tylko po to, by widzieć następnie jak najbardziej okrutni autorytaryści pośród nich przejmują kontrolę. Nie ma powodu, by sądzić, że w Syrii byłoby inaczej. Alawici, chrześcijanie i inne mniejszości widziały wcześniejszą akcję Waszyngtonu w Iraku i nie spodobało się im to do czego ona doprowadziła. Ze zrozumiałych powodów grupy te widziały w Asadzie gwaranta bezpieczeństwa.

W każdym bądź razie, obecnie zdolność Waszyngtonu do wpływania na wydarzenia w Syrii jest prawie zerowa. Siły USA okupują część tego suwerennego państwa bez najmniejszego upoważnienia prawnego. A rząd Asada jest dzisiaj bezpieczniejszy niż kiedykolwiek w ciągu ostatnich siedmiu lat. Dlaczego miałby teraz ustąpić? Polityka amerykańska w rzeczywistości daje reżimowi wiarygodną wymówkę odnośnie powolnej odbudowy kraju.

Administracja oświadczyła, że ​​nie będzie wspierać rekonstrukcji na obszarach kontrolowanych przez rząd. Teoria najwyraźniej jest taka, że ​​Syryjczycy z niesmakiem przejrzą na oczy i zrzucą narzucone przez Asada kajdany. Jest to mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę fakt, że Damaszek triumfował przeciwko wielu dobrze uzbrojonym i finansowanym przeciwnikom. W każdym razie, niezadowoleni Syryjczycy są bardziej skłonni skierować swój gniew w stronę Waszyngtonu, po tym, jak poczuli się ukarani przez USA za nie podejmowanie decyzji politycznych, do których nie są uprawnieni.

Moskwa również nie jest w stanie usunąć Asada, nawet gdyby chciała to zrobić. Jego rząd kontroluje kraj. Co najwyżej Rosja może wstrzymać wsparcie lotnicze w konflikcie, który w dużej mierze się zakończył. Inwestując tak wiele, rząd Putina prawdopodobnie nie zaryzykuje swoich więzów z Damaszkiem. Relacje są bliskie: zdjęcia Asada i Putina widoczne wszędzie, oba kraje dzielą lotnisko w pobliżu wybrzeża i widziałem ciężarówki uzbrojonych rosyjskich żołnierzy. Przekonanie, że Moskwa jest w stanie zmusić Iran do opuszczenia Syrii, jest jeszcze bardziej fantazyjne. Teheran od dawna jest sprzymierzony z Syrią, dla niego stawka w Syrii jest o wiele większa niż Waszyngtonu.

Stanowisko Ameryki jest więcej niż aroganckie. Waszyngton jest nielegalnie w Syrii. Natomiast Iran, podobnie jak Rosja, został zaproszony przez legalnie uprawniony (choć brutalny) syryjski rząd. Niezależnie od napięć między Moskwą a Teheranem, ten pierwszy nie ma możliwości wyparcia tego drugiego. A zważywszy na politykę USA wobec Rosji, dlaczego ta ostatnia miałaby Waszyngtonowi zrobić jakąś przysługę?

Co więcej, administracja amerykańska najwyraźniej wyobraża sobie, że USA mogą wykorzystać Kurdów, aby ograniczyć dostęp sił irańskich do Syrii, tak jakby Teheran nie wiedział o istnieniu samolotów. Co gorsza, siły kurdyjskie wiedzą, że Waszyngton nie będzie ich chronił przed Turcją lub prawdopodobnie przed kimkolwiek innym. Nie mają więc powodu, by podejmować wielkie ryzyko dla Ameryki. Damaszek angażuje się w negocjacje z kurdyjskimi urzędnikami. Syryjskie przejęcie kontroli wzdłuż tureckiej granicy może zadowolić Ankarę i ostatecznie zakończyć inwazję Turcji, która ma zapobiec powstaniu autonomicznego państwa kurdyjskiego.

Biorąc pod uwagę nieuchronną porażkę planów administracji, jak długo Waszyngton będzie kontynuował nielegalną okupację wojskową innego kraju? Problemem jest nie tylko zmarnowany czas, wysiłek i pieniądze. Rola Ameryki stwarza poważne ryzyko szerszego konfliktu. Siły USA zajmują agresywne, konfrontacyjne stanowisko w strefie działań wojennych, siłą okupując terytorium innego kraju. Waszyngton rzuca wyzwanie Damaszkowi i jego sojusznikom, by strzelali do obcych najeźdźców. Prosty błąd lub błędna ocena mogą wciągnąć Waszyngton w krwawy konflikt z siłami syryjskimi, irańskimi i / lub rosyjskim.

Co gorsza, Stany Zjednoczone są skłócone z sojusznikiem z NATO Turcją. Waszyngton umieścił amerykański personel wojskowy między armią turecką a kurdyjską, obiecując to, do czego nie ma upoważnienia: zmusić Kurdów do opuszczenia ich ojczystego terytorium wzdłuż granicy. Wcześniej w tym roku groźba gwałtownej kolizji pojawiła się, gdy Pentagon obiecał bronić swoich pozycji, a turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan zagroził, że „osmańskim policzkiem” potraktuje Amerykanów.

Syryjska wojna domowa była i pozostaje tragedią. Niestety, administracja Trumpa wydaje się podzielać przekonanie administracji Obamy i Busha, że może przekształcić Bliski Wschód na obraz i podobieństwo Ameryki. Ale dotychczasowe osiągnięcia Waszyngtonu w tej dziedzinie są nie tylko złe, lecz katastrofalne. Czas powiedzieć „koniec z tym”. Inżynieria społeczna nie działa w kraju. Jeszcze gorsze wyniki przynosi, gdy jest próbowana w obcych krajach. Prezydent Donald Trump ma wyjątkową okazję, aby zmienić kierunek polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych na lepsze. Nadszedł czas, aby przywieźć wojska amerykańskie i pozostawić co najmniej jeden obcy problem, Syrię, innym.

Doug Bandow

Oceń ten artykuł




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz