W polskiej dżungli

Śledząc losy bohaterów tej niewielkiej książeczki, czytelnik może wędrować nie tylko tropami basiorów, ale także być świadkiem walki ze szczupakiem, zobaczyć rysia i płynąć po Kanale Ogińskiego wykopanym dla połączenia dorzecza Niemna i Dniepru. Może też zajrzeć do poleskiej wsi, brać udział w tropieniu kłusownika i obejrzeć żeremia bobrowe. Jeżeli wysili swą wyobraźnię, to posmakuje poleskich jagód i grzybów. Na końcu wędrówki czytelnik może wziąć udział w polowaniu na niedźwiedzia i pójść tropem wściekłego wilka.

Dla miłośników Kresów książka Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego zatytułowana: „W polskiej dżungli” jest pozycją wyjątkową. Opisuje świat, którego już od kilkudziesięciu lat nie ma. Traktuje o Polesiu, dziś już zupełnie przekształconym przez sowiecką industrializację. Błota poleskie zostały osuszone, a poziom wód gruntowych tak się obniżył, że w Brześciu na czwartym piętrze brakuje wody. Jeżeli chcemy poznać, jak kiedyś wyglądało Polesie, musimy sięgnąć po powieść Ossendowskiego.

Jej akcja rozgrywa się w latach międzywojennych. Czwórka młodych turystów wyrusza na wakacyjną wyprawę, aby z jednej strony podziwiać piękno dziewiczej przyrody poleskiej, z drugiej zaś – aby przypatrywać się rozwojowi cywilizacyjnemu tego terenu. Z powieści Ossendowskiego wynika, że Polesie to kraina tajemnicza, nieokiełznana, pełna dzikich zwierząt i bezwzględnych kłusowników, zdradliwych bagien i topielisk, zamieszkana przez mrukliwych Poleszuków, żyjących według własnych praw. Opisywanych przez Ossendowskiego „obrazków” nie zobaczy się już na dzisiejszym Polesiu. Autor pisze: „do świtu pozostawało jeszcze dwie godziny, gdy na północnym brzegu jeziora z lekkim szelestem rozstąpiły się wysokie trzciny i dwa chyże cienie bez plusku zanurzyły się w wodzie. Zwinęły się i pogrążyły liście lilii wodnych, a dwie fale, rozbiegające się coraz szerzej i dalej, poczęły marszczyć nieruchomą wodę, aż rozkołysały ścianę sitowia i sztywne pędy traw przybrzeżnych.

Nad tonią wystawały dwie głowy o płonących ślepiach i czujnie nastawionych uszach.

Dwa wilki przepływały jezioro, z cichym chrapaniem wciągając wilgotne powietrze.

Dopłynąwszy do przeciwległego brzegu, wsunęły się do chaszczy i jęły skradać się jak ledwie dostrzegalne zjawy. W zbitym i skłębionym gąszczu wiklin i wysokich traw błyskały ognikami lampy wilcze. Basiory przedzierały się, węsząc, tuż, tuż przy ziemi stanęły wytknąwszy łby ponad gmatwaninę krzaków, tataraków i burych suchych zielsk”.

Śledząc losy bohaterów tej niewielkiej książeczki, czytelnik może wędrować nie tylko tropami basiorów, ale także być świadkiem walki ze szczupakiem, zobaczyć rysia i płynąć po Kanale Ogińskiego wykopanym dla połączenia dorzecza Niemna i Dniepru. Może też zajrzeć do poleskiej wsi, brać udział w tropieniu kłusownika i obejrzeć żeremia bobrowe. Jeżeli wysili swą wyobraźnię, to posmakuje poleskich jagód i grzybów. Na końcu wędrówki czytelnik może wziąć udział w polowaniu na niedźwiedzia i pójść tropem wściekłego wilka.

Autor czerpał tworzywo do swojej książki ze swoich podróży po Polesiu. Pisząc ją, nie czynił tego, by dać upust swoim pasjom. Starał się pokazać piękno ziemi ojczystej i zachęcać do jej zwiedzania. W latach trzydziestych w rozwoju turystyki widziano m.in. sposób na gospodarcze ożywienie Kresów Wschodnich. W akcji tej brało udział wielu znanych literatów, w tym także Antoni Ferdynand Ossendowski. Wtedy nie było bowiem telewizji i programów podróżniczych.

Dziś choć Polesia opisywanego przez Antoniego Ossendowskiego już nie ma, to jednak jego książka nadal zachowała swą aktualność. Polesie, tak jak w latach trzydziestych nadal warte jest odwiedzenia, choć nie ma już szans, by zobaczyć na nim niedźwiedzia, czy nawet wilka. Zostało na nim jeszcze jednak trochę bagien i topielisk. Można przeżyć tam niejedną przygodę.

Marek A. Koprowski

Antoni Ferdynand Ossendowski, W polskiej dżungli, Łomianki 2011, Wydawnictwo LTW, s. 202.

forma płatności