Najbardziej oczywistą przyczyną braku protestu ze strony UE była nieobecność w Mińsku większości europejskich dyplomatów – czy to z racji urlopu, czy zakończenia misji dyplomatycznej, “Nie ma komu efektownie opuszczać stolicy ostatniej dyktatury i generalnie częste podróże posłów tam i z powrotem wyglądają niepoważnie”.
Komitet Polityczny i Bezpieczeństwa Rady UE odłożył decyzję w sprawie sankcji wobec Białorusi na jesień. Na stanowisko Brukseli wobec Mińska będzie zapewne miał wpływ przebieg zbliżających się wyborów do parlamentu. Zdaniem ekspertów, pewną rolę w przyjęciu takiego rozwiązania odegrał też sezon urlopowy i brak u europejskich polityków skutecznego pomysłu na Łukaszenkę.
Decyzja o sankcjach wobec Mińska, z uwzględnieniem zatargu dyplomatycznego między Szwecją a Białorusią, zapadnie w październiku, poinformował dziennikarzy przewodniczący Komitetu Politycznego i Bezpieczeństwa Rady UE Olof Skoog. Dodał także, że komitet jest poważnie zaniepokojony tym konfliktem i nie jest to tylko kwestia relacji między Mińskiem i Sztokholmem, ale i z całą Unią Europejską.
Komitet zdecydował, że białoruscy ambasadorowie we wszystkich unijnych krajach zostaną wezwani przez MSZ tych państw i otrzymają “jasny przekaz z wyrazami solidarności wobec Szwecji”. Przypomnijmy, że wcześniej źródła dyplomatyczne w Brukseli przewidywały bardziej zdecydowaną reakcję na wyrzucenie z Mińska szwedzkiego ambasadora Stefana Ericcsona, do odwołania wszystkich europejskich ambasadorów w Białorusi włącznie.
Białoruscy eksperci wątpili w tak zdecydowane posunięcia. Najbardziej oczywistą przyczyną braku protestu była nieobecność w Mińsku większości europejskich dyplomatów – czy to z racji urlopu, czy zakończenia misji dyplomatycznej, “Nie ma komu efektownie opuszczać stolicy ostatniej dyktatury i generalnie częste podróże posłów tam i z powrotem wyglądają niepoważnie” – uważa komentator polityczny Alaksandr Kłaskouski.
Stanowisko Brukseli wywołało wśród ekspertów dyskusję, co spowodowało, że jest tak umiarkowane Nie ograniczają się oni do konstatacji oczywistych i technicznych powodów takiego stanu rzeczy. Zdaniem politologa Andreja Fiedarau, UE nie może zaprzeczyć, że szwedzcy piloci naruszając powietrzne granice Białorusi, złamali prawo. Ponadto sama Szwecja zareagowała na wydalenie swojego ambasadora równie surowo – wyrzuciła ze swojego kraju dwóch dyplomatów i odmówiła przyjęcia nowego białoruskiego ambasadora. “ To niezupełnie czarno – białe tło” – podsumowuje ekspert.
Dużą rolę odegrał także fakt, że na Białorusi trwa właśnie kapania wyborcza. Po pierwsze więc Bruksela nie chciała pozbawiać kraju w tym gorącym okresie europejskiego dozoru. Nawiasem mówiąc, miejscowi obserwatorzy nie wykluczają, że agresywne posunięcia zainicjował sam Łukaszenka, by w ten sposób przymknąć dociekliwe oko europejskiej dyplomacji. Po drugie przebieg kampanii nie daje żadnych gwarancji, że wybory przebiegną sprawiedliwie i uczciwie, co znaczy, że po ich zakończeniu znowu trzeba będzie przedsięwziąć jakieś kroki wobec Łukaszenki. Dlatego, by dwa razy nie podejmować decyzji o sankcjach, rozstrzygnięcie konfliktu dyplomatycznego przełożono na jesień, konkluduje analityk Białoruskiego Instytutu Badań Strategicznych Dzinias Mieljancoua.
Białoruski opozycjonista Wincuk Weczerko zauważa przy okazji, że Europa nie zlekceważyła zaistniałego konfliktu. “ Już to, że zdołali się zebrać po dwóch dniach, o czymś świadczy” twierdzi, mając na myśli zbiurokratyzowany system UE i sezon urlopowy.
Są jeszcze bardziej ogólne powody umiarkowanego stanowiska Brukseli, uważa się w Mińsku. Zdaniem wielu ekspertów, UE po prostu nie wie, jak poradzić sobie z Łukaszenką. Wszystkie polityczne posunięcia nie odnoszą skutku, a sankcje ekonomiczne uderzają w znajdującą się także w kryzysie Europę. Nie należy też zapominać, że wspólne energetyczne przedsięwzięcie z Rosją dodaje siły i pewności Łukaszence. “Europejscy politycy nie chcą jeszcze bardziej rzucać Białorusi w ramiona Rosji’, komentują sytuację miejscowi obserwatorzy.
Pojawiły się też opinie, że Białoruś ma jednak trochę racji – w końcu naruszono jej powietrzne granice. Ale sposób, w jaki dochodzi swoich praw jest wyjątkowo nieudolny. “ Z nieprzyjemnej historii z pluszowym desantem władze Białorusi mogłyby wyjść zwycięsko tak z międzynarodowego, jak i propagandowego punktu widzenia” – uważa politolog Walerij Karbalewicz. Sądzi, że Białoruś nawet zyskałaby politycznie, gdyby od początku położyła nacisk na złamanie prawa. “ Gdyby organy prawa Białorusi od razu zwróciły się do swoich odpowiedników w Sztokholmie o ekstradycję do Mińska obywateli podejrzanych o przestępstwo albo poprosiły o pociągnięcie ich do odpowiedzialności w ojczystym kraju, postawiłyby Szwecję w kłopotliwej sytuacji” – przypuszcza ekspert. “ Z jednej strony organizatorzy lotu z miśkami działali szlachetnie – walczyli z ostatnią dyktaturą w Europie, z drugiej – złamali nie tylko białoruskie, ale i litewskie, i szwedzkie prawo. Mińsk mógłby ukarać przestępców, o ile by Sztokholm ich wydał, i miałby o wiele więcej argumentów w oskarżaniu Szwecji o stosowanie podwójnych standardów, gdyby do ekstradycji nie doszło. Teraz jednak po przedłużającym się ukrywaniu naruszenia powietrznych granic Białorusi, zarzucanie Szwecji wszystkich grzechów, łącznie z zarzutem długoletniej wichrzycielskiej działalności, wygląda i brzmi głupio. Przypominamy, że taką notę wysłano w minionym tygodniu, a uczestników pluszowego desantu białoruskie KGB wezwało przed sąd poprzez swoją stronę internetową. Jako zakładnik w mińskim więzieniu siedzi białoruski dziennikarz Anton Surapin, który pierwszy opublikował w internecie zdjęcia miśków na spadochronach, a przeciw pracownikowi agencji nieruchomości Sarhiejowi Baszarymua, który wynajął Szwedom mieszkanie, toczy się śledztwo. Obaj oskarżani są o współudział w nielegalnym przekroczeniu granicy.
Anton Chodasewicz
“Niezawisimaja Gazieta”
tłum. Joanna Kościuk
