Dla uważnych obserwatorów życia codziennego Francji nie jest to żadna nowość. W ostatnim czasie ulice tamtejszych miast stały się jednak jeszcze bardziej niebezpieczne, a problem zaczęli dostrzegać socjaliści i liberałowie.

Na zupełnie innej planecie wydaje się natomiast żyć skrajna lewica, która w działaniach na rzecz poprawy bezpieczeństwa upatruje „rasizmu” lub chce wydawać przeznaczone na ten cel środki na… budowę „integracyjnych” toalet.

Ostatnie dwie kampanie przed wyborami prezydenckimi we Francji były poświęcone właśnie kwestiom bezpieczeństwa. Oczywiście było to spowodowane głównie wzrostem poparcia dla szefowej narodowców, Marine Le Pen. Dlatego prezydent Emmanuel Macron już pięć lat temu musiał złożyć szereg konkretnych obietnic. Trzeba jednak zauważyć, że podczas pierwszego pojedynku dwójki najpopularniejszych francuskich polityków sytuacja była nieco inna. Wówczas Francja zmagała się z atakami terrorystycznymi, które przeprowadzali bojownicy samozwańczego Państwa Islamskiego lub jego zwolennicy. Teraz w największych miastach kraju policja nie jest natomiast w stanie zapanować nad gangami, przestępczością narkotykową, pospolitymi złodziejami czy gwałcicielami.

Można zresztą odnieść wrażenie, że część czynów kryminalnych zupełnie spowszedniała, zwłaszcza na zdominowanych przez osoby imigracyjnego pochodzenia przedmieściach miast. Właściwie na nikim nie robią już wrażenia kolejne przypadki ataków na policjantów. Doniesienia o próbach zabójstwa, czy zwłaszcza „odmowach podporządkowania się” po poleceniach funkcjonariuszy, trafiają do opinii publicznej już niemal codziennie i kompletnie spowszedniały.

Stolica Francji i przestępczości

Skalę prawdziwej erupcji przestępczości we Francji najlepiej można zobrazować na podstawie Paryża, a dokładnie statystyk kryminalnych prowadzonych przez tamtejszą prefekturę policji. W pierwszej połowie bieżącego roku liczba samych gwałtów dokonanych we francuskich stolicy wzrosła o 35,62 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, a także o 42,22 proc. w stosunku do roku 2019. Kradzieży i włamań było o 27,12 proc. więcej, ataków fizycznych na ludzi o 16,2 proc., natomiast liczba przypadków brutalnej przemocy wzrosła o 4,97 proc. Prawdziwą plagą stały się napady z bronią w ręku, których jest o 51,16 proc. więcej niż w ubiegłym roku.

Co ciekawe, przywołane wyżej statystyki i tak… nie są najgorsze. Lokalna policja twierdzi, że wydają się one niepokojące jedynie na pierwszy rzut oka, bo w pierwszej kolejności zauważalny jest wzrost liczby przestępstw w porównaniu do roku ubiegłego. Tak naprawdę sytuacja wróciła jednak do stanu sprzed kryzysu zdrowotnego spowodowanego przez pandemię koronawirusa.

Z pewnością podobne tłumaczenia nie poprawiają wizerunku Paryża chociażby w oczach turystów. W tym roku odnotowano wiele przypadków przestępstw popełnionych właśnie na obcokrajowcach odwiedzających francuską stolicę. W maju głośno było choćby o przypadku amerykańskiej turystyki, która została zgwałcona w publicznej toalecie. Media donosiły również o pladze napadów i kradzieży na Placu Trocadero znajdującym się nieopodal Wieży Eiffla. Odpowiadają za nie głównie młodzi Algierczycy wysługujący się grupom przestępczym kierowanym przez imigrantów.

Alarm w Nantes

Koniec okresu wakacyjnego spowodował zmniejszenie zainteresowania sytuacją w Paryżu, ale francuskie media i tak wciąż skupiają się na tematyce związanej z przestępczością. W ostatnim czasie głośno jest zwłaszcza o Nantes w zachodniej części kraju. Tylko pod koniec września w tym mieście doszło do: grupowego gwałtu na kobiecie spacerującej na tamtejszych bulwarach; kilku strzelanin, w tym jednej z ofiarą śmiertelną; odkrycia zwęglonych zwłok mężczyzny postrzelonego w głowę (być może został on porwany spod dworca kolejowego na początku września); ciężkiego ranienia policjanta po „odmowie podporządkowania się” przez osobę jadącą na skuterze.

Nic więc dziwnego, że miejscowa policja nie jest w stanie nadążyć z prowadzeniem licznych śledztw dotyczących przestępczości o charakterze kryminalnym. Funkcjonariusze pracujący w Nantes skarżą się na brak odpowiednich zasobów kadrowych, aby mogli oni poradzić sobie zwłaszcza ze skomplikowanymi śledztwami. Na problemy z niewystarczającą liczbą policjantów od dwóch lat zwraca uwagę kolektyw przedsiębiorców działających w centrum miasta, zaniepokojonych pogorszeniem się bezpieczeństwa w godzinach nocnych.

Zobacz także: Francja: imigranci mają być osiedlani na prowincji

Falą przestępczości w mieście zajął się nawet minister spraw wewnętrznych Gérald Darmanin. Podczas spotkania z socjalistyczną mer Nantes, Johanną Rolland, zadeklarował wysłanie natychmiast 70 i w przyszłym roku kolejnych 200 policjantów z wyspecjalizowanych oddziałów prewencji, zwiększenie liczby komisariatów oraz instalację kolejnych kamer do monitoringu ulic. Rolland podkreśliła z kolei znaczenie pomocy ze strony krajowej policji w zakresie zwalczania przestępczości narkotykowej, która znalazła się niemal całkowicie poza kontrolą nantejskiej policji.

Skrajna lewica po stronie przestępców

Rozmowy szefa francuskiego MSW z mer Nantes wzbudziły zainteresowanie nie tylko mediów, ale także tamtejszej skrajnej lewicy i ugrupowań ekologicznych. Nie zajęły się one jednak kwestią bezpieczeństwa miasta. Ich zdaniem oświadczenia Darmanina i Rolland wskazywały na ich „rasistowskie” uprzedzenia, bo miały rzekomo sugerować istnienie związku między przestępczością a imigracją. Lewicowcom nie spodobał się zwłaszcza projekt utworzenia administracyjnego ośrodka zatrzymań w departamencie Loary Atlantyckiej, w którym położone jest Nantes.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

To niejedyny przykład lekceważenia problemów bezpieczeństwa Francuzów przez tamtejszych lewicowych radykałów. Krytyka reprezentującej Partię Socjalistyczną mer Nantes zbiegła się z deklaracjami burmistrza Lyonu, Grégory’ego Douceta z ugrupowania Europa Ekologii – Zieloni. W odpowiedzi na propozycję centroprawicowych władz regionu Owernia-Rodan-Alpy, chcących przekazać jego miastu dodatkowe fundusze na instalację monitoringu, zapowiedział wykorzystanie ich na budowę… „integracyjnych” toalet dla kobiet i mężczyzn.

Podejście skrajnej lewicy potwierdza jedynie tezy stawiane od wielu lat przez prawicowych polityków. Mianowicie mieszkający na przedmieściach największych miast imigranci, mający właśnie problem z przestrzeganiem francuskiego prawa, głosują choćby na lidera „Francji Nieujarzmionej” Jean-Luca Mélenchona. Tym samym lewica nie zamierza podkopywać zaufania ze strony swojego własnego elektoratu.

Marcin Ursyński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz