Siła Ameryki w tej postaci, jaką znaliśmy, już nie istnieje – pisze Barry Gewen „National Interest”.

Ostatnia książka Henry Kissingera nosi prosty tytuł „Porządek świata”. Być może należy uznać to za pewną ironię, bo jak powiedział sam Kissinger, „światowego porządku” aktualnie po prostu nie ma. „Współcześni z uporem i nieraz rozpaczliwie szukają koncepcji światowego porządku” i dopóki największe mocarstwa – w szczególności USA i Chiny, ale nie tylko, nie osiągną jakiegoś porozumienia dotyczącego ich roli na arenie światowej, „chaos będzie zagrażać wszystkim”. Szczegóły takiego porozumienia na razie pozostają niejasne i wymagają od polityków wykorzystania całego twórczego potencjału i wyobraźni na jakie ich tylko stać. Co do jednego Kissingerjest jednak absolutnie pewien: „żaden kraj, nawet Chiny czy USA, nie jest w stanie odgrywać roli światowego lidera, tak jak czyniły to USA bezpośrednio po zakończeniu zimnej wojny”.

Miliony Amerykanów, a także jak sądzę większość naszych polityków, dotąd tego nie zrozumiała. Najprawdopodobniej wynika to z nostalgii za powojennym okresem amerykańskiego panowania w świecie – wojskowego, politycznego, ekonomicznego i kulturoweg. Wielu polityków po prostu nie zauważa sztuczności tego panowania wynikającej stąd, że reszta świata leżała wówczas w ruinach. Samozadowolenie było wówczas czymś całkowicie naturalnym, ponieważ wydawało się , ze amerykańskie poglądy i ideały zapuszczają korzenie na całym świecie. Liberalna gospodarka, demokracja, prawa człowieka i szacunek do osoby leżały u podstaw amerykańskiego systemu. USA trafiły na niewiarygodną korelację: ich narodowe interesy i wartości idealnie zbiegały się z ruchem historii. Wszyscy chcieli być Amerykanami. Być może Brytyjczycy uczynili o wiele więcej dla rozwoju niewątpliwie samodzielnej amerykańskiej gałęzi sztuki – rock and rolla – ale nie miało to żadnego znaczenia, ponieważ rock and roll rozkwitł właśnie w USA.

Złoty wiek nigdy nie był tak złotym, jak wydaje się nam to dzisiaj. W 1962 roku dwa mocarstwa znalazły się o krok od zniszczenia całego świata. Antykomunizm zawsze był odwrotną stroną amerykańskiego credo – linią obrony blisko związaną z jej liberalną ofensywą. Jednak w amerykańskim postrzeganiu świata było bardzo wiele poważnych sprzeczności. „Wolny świat” miał w swoim składzie takie państwa jak Arabia Saudyjska, Pakistan i Iran – pomimo, że nie było w nich nic z wolności ani liberalizmu. Turcja – zawsze zawieszona między wojskową dyktatura a słabą demokracją – była sprawdzonym członkiem NATO. Na rzecz zawierania takich „sojuszy z rozsądku” zawsze padało wiele całkowicie racjonalnych argumentów, ale odczuć się dawało podwójne standardy i z punktu widzenia amerykańskiego liberalnego porządku światowego były one niedopuszczalne. Potrzebne były racjonalne uzasadnienia, w których zwykle figurowała idea, że pod wpływem oświeconych Amerykanów antykomunistyczne dyktatury będą stopniowo ewoluować w kierunku Zachodu. Ostatecznie, odrzucając pokusy marksizmu, mogły rozwijać się tylko w tym kierunku.

Rozpad Związku Radzieckiego i następujące po nim kryzysy wyraźnie pokazały, że w istocie kierunków rozwoju jest stosunkowo wiele. Kiedy imperia padają, a ich polityczna legitymizacja jest poddawana w wątpliwość, skutki często są krwawe. Miliony ludzi ginęło kiedy rządy brytyjskiego, francuskiego, osmańskiego czy austro-węgierskiego imperium rezygnowały z władzy na rzecz wolności i samostanowienia – także wolności do zabijania swoich sąsiadów i samostanowienia kosztem innych narodów i grup etnicznych. Jakimś cudem Związkowi Radzieckiemu udało się upaść przy minimalnych ofiarach. Czesi i Słowacy wybrali swoją pokojową drogę, ale rozpad Jugosławii (skutek rozpadu ZSRR) przyniósł nam już znane obrazy czystek etnicznych i rzezi. Czeczeni też nie chcieli zniknąć w mroku nocy. Cały świat z biciem serca śledzi teraz kryzys ukraiński.Regres rzadko ogląda się przyjemnie.

Jeśli chodzi o panowanie USA, zawsze błędem było mówienie o amerykańskim imperializmie, mając na myśli to samo, gdy mówi się o imperializmie rosyjskim lub brytyjskim. Jednak koniec antykomunizmu, jako ważnego czynnika w sprawach międzynarodowych, wywołał konsekwencje bardzo podobne do tych, które nastąpiły po upadku bardziej tradycyjnych imperiów. Liberalny duch, który był podstawą pierwszeństwa Ameryki, teraz wygląda na stosunkowo słabą ochronę przed narodową, etniczną lub religijną tożsamością – nawet wewnątrz świata zachodniego. Demokracja nie jest w stanie pomóc w sytuacjach, gdy grupy ludzi powstają przeciwko sobie. Potworności w Afryce i Bliskim Wschodzie to tylko jeden z efektów działania sił tego samego regresu, który leży także u podstaw wyniku referendum w sprawie wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE. Belgia może rozpaść się na dwie części. Szkocja i Katalonia mogą zyskać niepodległość. Jeden Bóg wie w jakich jeszcze zakątkach UE kryje się niezadowolenie. W regionach gdzie instytucje polityczne są mało stabilne, Syria może być tylko jednym z wielu wariantów strasznej przyszłości.

Wszystko to świadczy o tym, że przewaga Ameryki w tej postaci, jaką znaliśmy, już nie istnieje. Ci, który próbują ją przywrócić wzmacniając poparcie dla „demokratów” w niestabilnych regionach całego świata, gonią za mirażem. Tak samo jak ci, którzy obiecują znowu uczynić Amerykę wielką – nie ważne jakim sposobem. Ameryka jest wielkim krajem. I pozostanie wielkim. Ale już nigdy nie będzie miała tej siły i tego autorytetu, jakimi cieszyła się po zakończeniu II wojny światowej. Waszyngton wykaże się mądrością, jeśli spróbuje zachować tę władzę, jaka mu pozostała. Hans Morgenthau pisał, że amerykańscy politycy powinni nauczyć się odróżniać dwie rzeczy. Po pierwsze „niezbędne” od „pożądanego”, a po drugie „pożądane” od „możliwego do realizacji”. Palącą koniecznością jest teraz, aby USA znalazły sposób na współżycie z innymi wielkimi mocarstwami: Rosją i Chinami aktualnie, a także Indiami, Indonezją, Japonią i Brazylią w przyszłości. W tym celu należy zrozumieć, że kraje te mają swoje narodowe interesy, których nie można ignorować i które trzeba brać pod uwagę nawet jeśli przeczą one amerykańskim wartościom. Odczytywanie kompromisów i prób szukania porozumienia jako źródła własnej słabości oraz odwoływanie się przy tym do wizji układu monachijskiego – to groźna praktyka.

Poza tym trzeba spróbować spowolnić falę regresu. Amerykańskie interesy narodowe niewątpliwie ucierpią, jeśli USA będą siedzieć i biernie obserwować dezintegrację UE. Chociaż może okazać się to niemożliwie, ponieważ nie wiadomo, jaki jest najlepszy sposób przeciwdziałania dążeniom do samostanowienia. W niektórych przypadkach regres nie wywołuje obaw: czy ktokolwiek w Waszyngtonie nie śpi po nocach bo Szkocja może uzyskać niepodległość? W innych przypadkach określenie pożądanego rozwiązania jest stosunkowo trudne. Kiedy amerykańskie interesy wygrają w większym stopniu? W przypadku poparcia dla procesu powstania Państwa Kurdyjskiego, w przypadku przeciwdziałania mu czy też w przypadku jakiegoś wariantu kompromisowego?

Jednak w długoterminowej perspektywie na nasilające się dążenia do samostanowienia i niepodległości można patrzeć tylko z podejrzliwością i obawami. Im więcej w świecie powstaje państw i regionów autonomicznych, tym większe prawdopodobieństwo niestabilności i konfliktów. Przykład Izraela może być tu cenną lekcją. Otoczony wrogo nastawionymi sąsiadami i zwolennikami odzyskania swoich rdzennych ziem, Izrael podjął wszelkie możliwe działania dla ochrony swojego bezpieczeństwa, a jego główną bronią jest potencjał jądrowy. Inne niedawno powstałe państwa znajdą się w podobnej sytuacji i nie możemy mieć wątpliwości co do jednego: samostanowienie to droga do rozprzestrzenienia broni jądrowej. Najprawdopodobniej tylko brak bazy technicznej i know howstoi na przeszkodzie, aby Południowy Sudan i Erytrea stworzyły własną broń jądrową, ale w każdej chwili może się to zmienić. W tej sposób najrozumniej byłoby przeciwdziałać rozpadom państw i w niektórych okresach jest to wręcz konieczne. Problem w tym, że w rzeczywistości jest to najprawdopodobniej nie do zrealizowania.

Barry Gewen

„National Interest”

Tłum. Kinga Pienińska

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz