Rozpoczęły się międzynarodowe natowskie ćwiczenia Steadfast Jazz 2013. Przebiegają głównie na terytorium Polski. To największe wydarzenie tego roku w polskich Siłach Zbrojnych i całym Sojuszu.

Główny cel ćwiczeń to bojowe sprawdzenie i natowska certyfikacja utworzonych w 2003 r. Sił Odpowiedzi NATO (NRF), struktury mającej w sytuacji destabilizacji lub konfliktu błyskawicznie reagować i interweniować. Żeby takie siły mogły być efektywnym narzędziem w ręku polityków, wojskowi muszą zapewnić im najwyższy poziom gotowości bojowej, a także rozpoznania i dowodzenia. Trzeba zadbać o doskonałe zgranie jednostek wszystkich rodzajów sił zbrojnych z wielu krajów, żeby w każdej chwili mogły zająć dowolny region i rozpocząć tam działania bojowe.

Praktyczna i najbardziej widowiskowa część manewrów odbywa się głównie w Polsce i na naszych wodach przybrzeżnych, ale z udziałem – w różnym charakterze –baz i centrów dowodzenia z 14 krajów. Uczestniczą w nich prawie wszystkie państwa NATO, a także Szwecja, Finlandia i Ukraina. Ćwiczyć będzie ok. 6 tys. żołnierzy, połowa z nich to Polacy. Na poligony, lotniska i do portów wojennych ściągnięto ogromną ilość sprzętu. Jest łącznie 350 różnych pojazdów, 57statków powietrznych, 11 okrętów nawodnych i 1 podwodny. Działać będą m.in. wyspecjalizowane jednostki rozpoznania elektronicznego i walki elektronicznej oraz zwalczania zagrożeń chemicznych, biologicznych, radiologicznych i nuklearnych.

W czwartek w Drawsku Pomorskim ćwiczenia obserwować będzie 400 zaproszonych oficjeli, m.in. sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen oraz wszyscy attaché obrony akredytowani w Polsce. Drawski poligon będzie głównym teatrem ćwiczeń sił lądowych. Mają prowadzić regularny ostrzał symulowanego przeciwnika i odpierać jego ataki, a także wykonywać zadania związane z ewakuacją ludności cywilnej, pomocą medyczną i wskazywaniem celów dla lotnictwa, także tzw. CAS (Close Air Support), czyli w sytuacji, gdy w pobliżu przeciwnika są własne oddziały.

Komponent lotniczy zaangażuje prawie wszystkie polskie lotniska wojskowe i typy samolotów (F-16, MiG-29, Su-22 oraz transportowe CASA C-295 i śmigłowce W-3 Sokół). Nasze bazy gościć będą lotników czeskich (latają na JAS 39 Gripen oraz własnej produkcji L-159 ALCA), węgierskich (na gripenach) i niemieckich (z transportowymi C-160 Transall). Nad Polską latać będzie też natowski samolot wczesnego ostrzegania E-3 AWACS oraz francuski powietrzny tankowiec KC-135. Lotnictwo wykonuje głównie zadania związane ze wsparciem wojsk lądowych i Marynarki Wojennej.

Bitwy morskie

Największe znaczenie Steadfast Jazz ma dla naszej Marynarki Wojennej, która od wielu lat jest w kryzysie i odczuwa wyraźną marginalizację. Tym razem marynarze mają okazję pokazać swoje umiejętności w wykonywaniu trudnych zadań pomimo kłopotów z nowoczesnym sprzętem i uzbrojeniem. Całym morskim komponentem ćwiczeń dowodzi polski oficer, kmdr Mariusz Kościelski. Jego pływającą kwaterą będzie holenderski okręt dowodzenia i obrony powietrznej HMNLS „De Ruyter”. Zadaniem okrętów NATO w scenariuszu ćwiczenia jest obrona strategicznego szlaku morskiego i torów podejścia do portów w czasie konfliktu na sąsiadującym terytorium. „Nasi” mają za zadanie zapewnić swobodną żeglugę tankowców z ropą naftową, a „przeciwnik” próbuje zakłócić transport strategicznego paliwa. Agresor dysponuje okrętem podwodnym (w tej roli ORP „Sokół”) do nękania tankowców oraz lotnictwem. Marynarze nie wiedzą, jakie samoloty i kiedy ich zaatakują. Obrońcy (włoski niszczyciel ITS „Caio Duilio” i polska fregata rakietowa ORP „Gen. T. Kościuszko” oraz portugalski samolot patrolowy P-3C Orion i dwa polskie śmigłowce) muszą je wykrywać i zwalczać.

– Zaczynamy od prostych ćwiczeń, prostych manewrów i zgrania procedur. Później wprowadza się coraz trudniejsze elementy scenariusza – mówi „Naszemu Dziennikowi” kmdr ppor. Czesław Cichy z Dowództwa Marynarki Wojennej.

Po kilku dniach przygotowań w gdyńskim porcie w sobotę okręty wyruszyły na morze, gdzie nikt do końca nie wie, co się zdarzy. –Scenariusz jest tylko ramowy i może się dla zwiększenia realizmu zmieniać w zależności od sytuacji taktycznej i pogody – tłumaczy kmdr Cichy. Ćwiczenia mają przypominać prawdziwą morską bitwę. – Na przykład ORP „Sokół” nie podlega dowództwu komponentu morskiego ćwiczenia, ale dowództwu sił morskich NATO w Wielkiej Brytanii, żeby reszta okrętów nie wiedziała, jakie on ma zadania. Oczywiście okręty naprawdę się nie niszczą. Ale jeżeli okręt podwodny wykona zdjęcie innego okrętu przez peryskop, to udowodni, że podpłynął do niego zbyt blisko. Odwrotnie, kiedy okręt podwodny zostanie wykryty, otrzymuje sygnał, że wyznaczono jego pozycję i wykonywany jest symulowany manewr ataku. Podobnie odbywa się zwalczanie lotnictwa – tłumaczy kmdr ppor. Czesław Cichy.

Oprócz tego na morzu trwa poszukiwanie zrzuconych wcześniej ćwiczebnych min morskich. Do tej operacji zaangażowano aż 8 jednostek z okrętem dowodzenia siłami obrony przeciwminowej ORP „Kontradmirał Czernicki”, z którym współpracują niszczyciele min z Belgii, Estonii, Holandii, Niemiec, Norwegii, Polski i Wielkiej Brytanii.

Komandor Cichy zwraca uwagę na praktyczny wymiar wykonywanych ćwiczeń. – Zadanie osłony szlaków komunikacyjnych jest istotne z punktu widzenia każdego państwa morskiego i każdego obywatela. Ponad 70 proc. wymiany handlowej państw europejskich odbywa się drogą morską, głównie z krajów azjatyckich. Każdy kryzys, blokada czy zakłócenie tego transportu jest odczuwalne dla zwykłych ludzi –podkreśla.

Rosjanie patrzą

Marynarze mają do dyspozycji ogromny obszar między wybrzeżami Polski i Szwecji ograniczony na odcinku od Łeby do Zatoki Gdańskiej. To akwen bezpośrednio sąsiadujący z rosyjskim obwodem kaliningradzkim i bazą jej Floty Bałtyckiej w Bałtijsku na Mierzei Wiślanej. – Scenariusz przewiduje konflikt ograniczonej skali. Fikcyjne państwo spoza NATO wysuwa roszczenia terytorialne wobec Estonii, następnie dokonuje aneksji części tego kraju. Rada Północnoatlantycka podejmuje decyzję o kolektywnej obronie i kieruje w rejon konfliktu Siły Odpowiedzi NATO – tłumaczy w rozmowie z PAP szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Gocuł.

Rosyjscy komentatorzy już jednak rozszyfrowali, jak rozumieć to „fikcyjne państwo” i cały plan manewrów. – Jasne, że oficjalne cele, jak się mówi „legenda”, to jedno, a w rzeczywistości w czasie tych ćwiczeń przerabia się warianty reakcji na zagrożenia, które według NATO mogą nadejść ze strony Federacji Rosyjskiej. W końcowej fazie natowskich ćwiczeń wezmą udział nasi obserwatorzy, ale to, co pokażą im i mediom, to wierzchołek góry lodowej – ocenił w radiu Głos Rosji redaktor naczelny „Obrony Narodowej” Igor Korotczenko.

We wrześniu na Białorusi odbyły się rosyjsko-białoruskie ćwiczenia Zachód-2013, często porównywane do Steadfast Jazz ze względu na skalę przedsięwzięcia i niemal sąsiadujące rejony działań wojsk. Jednak w opinii rosyjskiego analityka, zasadniczym celem ćwiczeń Zachód-2013 nie było odparcie zewnętrznej agresji, ale walka z grupami zbrojnymi działającymi bezprawnie na własnym terytorium (jak mafia czy terroryści), ewentualnie tylko inspirowanymi z zewnątrz. Tymczasem NATO ćwiczy „scenariusz działań przeciwko równorzędnemu przeciwnikowi”. Korotczenko zresztą wyraźnie naciąga fakty, gdyż trudno za ćwiczenie walki z domniemaną wewnętrzną rebelią uznać rozbudowany program użycia obrony przeciwlotniczej, wojsk rakietowych itd.

Rosja wyraźnie obawia się, że wobec jej obecnej polityki państwa NATO starają się zwierać siły i mimo kryzysu zachować gotowość do obrony, zaś zobowiązania sojusznicze nie pozostaną na papierze. – Trzeba zwrócić uwagę, że w tych manewrach uczestniczą siły szybkiego reagowania NATO, czyli zgrupowania podwyższonej gotowości stale rozlokowane i uzbrojone. Poza tym po raz pierwszy specjalnie dla wzięcia udziału w ćwiczeniach przerzucono pododdział z terytorium USA. W ten sposób NATO demonstruje gotowość działania w ramach istniejących obowiązków kolektywnych –dodaje szef gazety rosyjskiego resortu obrony.

Piotr Falkowski

„Nasz Dziennik”

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz