Rumuni też są u siebie

Obecnie na Zakarpaciu mieszka 32,5 tysiąca Rumunów. Mimo, iż część z nich wyemigrowała w poszukiwaniu pracy do Zachodniej Europy, to duży przyrost naturalny sprawił, że ich populacja nie zmalała. Są zjawiskiem trwałym w pejzażu etnicznym Podkarpacia.

Rumuni też są u siebie



Jadąc z Użgorodu na Mukaczewo i Chust, dojeżdżamy do doliny Cisy, ograniczonej od północnego wschodu pasmem Czarnohory, a od południa Cisą, którą liczne górskie dopływy przekształcają w rzekę bardzo groźną i kapryśną. Potocznie tę krainę nazywa się „podkarpackim cyplem”, bo cypel ten istotnie przypomina. Wytrawni polscy turyści już z oddali potrafią wskazać owianym legendami szczyty Howerli czy Popa Iwana. Wiedzą też, że tu w okresie międzywojennym biegła polsko-czechosłowacka granica, a później na krótko polsko-węgierska, zbiegająca się w Stohu z granicą rumuńską. Tu biegł i kończył się zaprojektowany przez żywą legendę turystyki polskiej wschodniokarpacki odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego im. Marszałka Piłsudskiego. Rejon ten, tak jak całe Zakarpacie, stanowi tygiel narodowościowy. Mieszkają tu Węgrzy, Rusini, Ukraińcy, Cyganie, a przede wszystkim Rumuni i Huculi, którzy od setek lat stanowią ludność autochtoniczną. Żyli tu od zawsze, cywilizując te ziemie.

Huculska republika

Ten huculsko-rumuński region jest podzielony na dwa rejony – Tiaczowski i Rachowski. Ilu mieszka w nich Hucułów, nie wiadomo. W statystykach figurują bowiem jako Ukraińcy, stanowiący karpacką grupę etnograficzną. Z badań wynika, że zamieszkują w dwudziestu wsiach rejonu rachowskiego, głównie w okolicach Jasina. Choć nie wiadomo czemu, rejonowy Rachów jest nazywany przez krajoznawców „huculskim Paryżem”. Jasina leży za Rachowem u podnóża Czarnohory. Ta osada miejskiego typu, będąca ostatnią stacją kolejową na Zakarpaciu przed Iwano-Frankowskiem po drugiej stronie karpackich szczytów, w życiu tutejszych Hucułów odegrała duża rolę. W listopadzie 1918 r. utworzyli w nim Huculską Republikę. Powołali Huculską Radę Ludową, złożoną z 42 przedstawicieli, których wyłonił zarząd, uzbrojoną w milicję i zwrócił się do rządu Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej we Lwowie o przyłączenie do niej ich terytorium. Następnie na dwóch Kongresach Rusinów w Budapeszcie i Sighecie usiłowali przeforsować bez powodzenia proukraińską orientację. Węgierskie oddziały szybko zajęły terytorium tego niewielkiego tworu i wprowadzili w niej reżim okupacyjny.

Cypel Zakarpacia

Na początku 1919 r. Huculi znów zorganizowali powstanie i przejęli władzę. Mieli ochotę zająć całą prowincję Maramuresz, by ustanowić nad nią swoją kontrolę, ale zdecydowana akcja wojsk rumuńskich uniemożliwiła im wykonanie tego zamiaru. W 1919 r. wojska rumuńskie zajęły wschodni cypel Zakarpacia uznając, że stanowi on przedłużenie rumuńskiej krainy Maramuresz. Ich argumentem był fakt, że przeważającą większość jego mieszkańców stanowili Rumuni. Po kilku miesiącach musieli się jednak wycofać w wyniku międzynarodowych pertraktacji. Zachowali tylko południowy pas Maramureszu z miastem Sighet , należącego do powiatu Baia Mare. To spięcie miedzy Hucułami a Rumunami wynikało bardziej z ambicji politycznych suflerów, niż międzyetnicznych konfliktów. Na co dzień przez wieki obie nacje się raczej uzupełniały. Rumuni osiedlali się w dolinie Cisy, a Hucułowie czy Rusini w wyższych partiach gór. Rumuni, którzy we Wschodnie Karpaty przybyli z Bałkanów i byli potomkami Wołochów-pastuchów, byli dla tutejszych Rusinów swoistymi pośrednikami w kulturalnych kontaktach z bałkańskim prawosławiem.”

Nie rozwinęli skrzydeł

Zwłaszcza od XIV do XVI wieku. Potwierdza to wiele zachowanych źródeł pisanych z tych czasów i szereg ściennych malowideł w cerkwiach prawosławnych regionu. Rumunom w Podkarpackiej Rusi w XIX w. zabrakło elit i to być może spowodowało, że rola ich społeczności mimo, iż była stosunkowo liczna, uległa ograniczeniu. Nie jest też wykluczone, że wyznawane przez nich prawosławie sprawiało, ze w kraju o przewadze ludności grekokatolickiej społeczność ta nie mogła rozwinąć skrzydeł. Nawet Rusini, mieszkający w dolinie Cisy, choć zajmowali się tą samą działalnością, stali wyżej w hierarchii społecznej. Wsie rumuńskie były przeludnione, bieda piszczała w nich już z daleka. Ich mieszkańcy rzadko umieli czytać i pisać, i byli najgorzej wykształconą społecznością w Podkarpackiej Rusi. Tworzyli żyjące własnym życiem enklawy o patriarchalnej strukturze. Przejęcie jurysdykcji przez Czechosłowację nad Podkarpacką Rusią we życiu mieszkańców rumuńskich wsi zmieniło niewiele. Radykalną zmianę przyniosło dopiero jej przyłączenie do sowieckiej Ukrainy. Przymusowa kolektywizacja zniszczyła całą strukturę rumuńskich skupisk, odesłała do lamusa historii system wartości, wyznawany przez ich mieszkańców. Uwolniła także ogromne rezerwy siły żywej, tkwiącej dotąd w rumuńskich skupiskach. Sowieccy ideolodzy od razu też uznali, że oświatowe zapóźnienie Rumunów i ich faktyczna niepiśmienność jest dla nich szansą.

Wynaradawianie po mołdawsku

Postanowili stworzyć dla nich narodowy system oświatowy. Zamysł ten nie wynikał jednak bynajmniej z szacunku do rumuńskiej mniejszości. Wprost przeciwnie. Realizując go, chcieli z jednej strony zdobyć narzędzie oddziaływania na świadomość rumuńskiej mniejszości, a z drugiej odciąć ją od wpływów płynących z Rumunii. W latach 1945-46 zorganizowali w dolinie Cisy siedem początkowych szkół z rumuńskim językiem nauczania. De facto były to szkoły mołdawskie. Uczono w nich języka rumuńskiego w mołdawskiej wersji, czyli zapisywanego cyrylicą i zawierającego liczne archaizmy i rusycyzmy. Podręczniki dla tych szkół były sprowadzane z wydawnictwa „Ludmiła” Mołdawskiej SRR. Nauczycieli dla nich zaczęto kształcić także w sowieckiej Mołdawii. W latach sześćdziesiątych tylko z jednej szkoły średniej z Niżnej Apszy 25 absolwentów wyjechało kształcić się w Mołdawii. Począwszy od 1945 r. we wszystkich szkołach z rumuńsko-mołdawskim językiem nauczania uruchomiono też klasy wieczorowe dla dorosłych. Istniały one dopóki wszyscy Rumuni, żyjący nad Cisą nie przerobili przewidzianego dla nich minimum programowego. W szkołach dla rumuńskiej mniejszości intensywnie uczono też języka rosyjskiego. Absolwenci tych szkół mogli od biedy dogadać się z Rumunami, mieszkającymi po drugiej stronie granicy, ale nie byli w stanie przeczytać żadnej wydanej w Rumunii książki, czy gazety.

Odcięcie od Macierzy

Byli całkowicie odcięci od Macierzy. Znajomość cyrylicy ułatwiała im natomiast kontakt z rosyjską kulturą. Ogromna ilość Rumunów nie mogąc znaleźć pracy w rodzinnych stronach, zaczęła wyjeżdżać do pracy w głębi ZSRR. Byli oni pierwszymi tzw. „atchodnikami” w regionie. Młode i średnie pokolenie Rumunów znad Cisy pracowało na wszystkich „wielkich budowach komunizmu”. Bardzo szybko władze sowieckie nauczyły się wykorzystać flisackie umiejętności Rumunów i zaczęły ich zatrudniać przy spławianiu drewna syberyjskimi rzekami. Stało się to ich narodową specjalnością. Zarabiali przy tym, jak na radzieckie warunki, całkiem niezłe pieniądze. Za przywiezione na Zakarpacie pieniądze budowali w dolinie Cisy domy, mające podnieść ich prestiż w oczach całej społeczności. Często pełniły one rolę swoistych pomników inwestycyjnych. Zdarzało się, że ich krewni, pozostający na ojcowiźnie, nie potrafili korzystać z zainstalowanych w nim zdobyczy cywilizacyjnych. Mimo wyjazdów do pracy dużej ilości młodych Rumunów, których część z przyczyn naturalnych rozpływało się w sowieckim morzu, populacja zakarpackich Rumunów nie tylko nie malała, ale stale rosła, co wiązało się z dużym przyrostem naturalnym wśród tej społeczności.

Najgorzej wykształceni

Władze rozwijały przeznaczone dla rumuńskich dzieci placówki oświatowe. W 1967 r. funkcjonowały w nich trzy szkoły średnie i 8 początkowych. Władze sowieckie nie stworzyły jednak dla zakarpackich Rumunów możliwości zdobywania wykształcenia w ojczystym języku. Tylko wybrani mogli studiować na kierunkach nauczycielskich w Mołdawii. Ich ilość byłą jednak siłą rzeczy ograniczona. W rezultacie pod względem poziomu wykształcenia Rumuni byli najgorzej wykształconą grupą społeczną na Zakarpaciu. Gorzej w statystykach oświatowych prezentowali się tylko Cyganie. Zakarpaccy Rumuni przez cały okres istnienia ZSRR stanowili rezerwuar siły roboczej. Ich pozycja ekonomiczna wzrosła w czasach pierestrojki, gdy w ZSRR zaczęto wprowadzać elementy gospodarki rynkowej. Ilość prestiżowych willi w dolinie Cisy zaczęła znacząco wzrastać. Rozpad ZSRR spowodował duży wstrząs w rumuńskiej społeczności Zakarpacia. Utraciła ona rynki pracy w ZSRR i poziom bezrobocia wzrósł w niej bardzo znacznie. W skupiskach rumuńskich zagościła nędza. W niektórych wsiach poziom bezrobocia sięgnął 50 proc.!”

Początek odrodzenia

Tak jak wśród innych narodowości na Zakarpaciu, tak i wśród Rumunów nastąpił proces odrodzenia jeszcze, gdy ZSRR trząsł się w szwach. W 1989 r. utworzyli oni Społeczno- Kulturalne Towarzystwo Rumunów na Zakarpaciu im. Georga Koszbuka. Jego start nie był łatwy ze względu na niewielką liczbę rumuńskiej inteligencji, która była w stanie stanąć na czele procesów odrodzeniowych. Pierwszym prezesem towarzystwa został dziennikarz Iwan Migałko. Pałeczkę od niego przejął Wasyl Marina pedagog z wioski Glibokij Potik. Następnie funkcję tę objął Jurij Simjonka lekarz z Sołotwina. Obecnie towarzystwem kieruje nauczyciel Jurij Oprisz. Towarzystwo liczy obecnie tysiąc pięciuset członków. Od początku swojej działalności zaczęło ono domagać się od władz ukraińskich nadania Rumunom na Zakarpaciu autonomii terytorialno-administracyjnej z rumuńską radą na czele. Wiedząc, że władze ukraińskie reagują na ich postulat alergicznie, towarzystwo proponowało, by Rumunom zapewniono autonomię narodowo-kulturalną. Gdy ta propozycja przeszła bez echa towarzystwom zaproponowało, by przynajmniej został utworzony rejon, w którym znalazłyby się wszystkie rumuńskie skupiska.

Liceum z internatem

Obecnie znajdują się one w dwóch: tiaczewskim i rachowskim, i w żadnym z nich nie stanowią oni większości. W opinii rumuńskich działaczy utrudnia to rozwiązywanie nie tylko kulturalno- społecznych , ale przede wszystkim ekonomicznych problemów rumuńskiej społeczności, a zwłaszcza tworzenia nowych miejsc pracy. Władze ukraińskie także i na ten postulat Rumunów odpowiedziały negatywnie. Szereg postulatów działaczy rumuńskich władze ukraińskie jednak spełniały. Zgodziły się, by w szkołach rumuńskich alfabet łaciński zastąpił dotychczas używaną cyrylicę. Dzięki temu mniejszość rumuńska oficjalnie zaczęła nawiązywać kontakty z rodakami zza kordonu. Starania towarzystwa doprowadziły do tego, że uniwersytety w Bukareszcie i Klużu przyznały stypendia Rumunom z Zakarpacia, by mogli zdobywać na nich wykształcenie. W szkołach pedagogicznych Baia Mare i Satur Mare przyjęto też kandydatów, wywodzących się z mniejszości rumuńskiej Zakarpacia, którzy chcieli się kształcić na nauczycieli. Rumuńskim działaczom udało się też wywalczyć uruchomienie przy katedrze języka francuskiego na Uniwersytecie w Użgorodzie pracownię języka rumuńskiego. Obecnie do szkół z rumuńskim językiem nauczania uczęszcza w obwodzie 3948 uczniów. Dzięki zabiegom towarzystwa w 2003 r. w Sołotwino otwarto liceum z internatem, w którym w pogłębionej formie jest nauczany język ukraiński, rumuński i francuski, którego większość absolwentów podejmuje naukę na uczelniach w Rumunii.

Rekonstrukcja mostu

Swoich ziomków w obwodzie zakarpackim aktywnie wspierają także w różny sposób władze Rumunii. W 1999 r. towarzystwo razem z merostwem rumuńskiego miasta Sighet otrzymało unijny grant z funduszu „Phare-Credo” na rekonstrukcję historycznego drewnianego mostu na Cisie między miejscowościami Sighet- Sołotwino. Inwestycja ta została zakończona w 2001 r. Z inicjatywy towarzystwa przy wsparciu ukraińskiej administracji zaczęła się ukazywać w dwóch rejonach gazeta w języku rumuńskim „Maramureszeni”.

Obecnie na Zakarpaciu mieszka 32,5 tysiąca Rumunów. Mimo, iż część z nich wyemigrowała w poszukiwaniu pracy do Zachodniej Europy, to duży przyrost naturalny sprawił, że ich populacja nie zmalała. Są zjawiskiem trwałym w pejzażu etnicznym Podkarpacia. Liczą oni, że aspirująca do Unii Europejskiej Ukraina będzie przestrzegać określonych standardów wobec ich społeczności i zrealizuje ich postulaty w zakresie autonomii narodowo-terytorialnej.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz