Siedzibą Nowicjatu Prowincji św. Michała Archanioła na Ukrainie jest dom zakonny w Barówce, który pełni również rolę klasztoru i plebani.
W miejscu tym adepci postulatu rozpoczynają swoją zakonną formację. Przestają już tylko obserwować życie braci franciszkanów, ale zaczynają żyć jak Bracia Mniejsi. Przywdziewając zakonne habity, sprawdzają swoje powołanie, czy to jest ich droga.
Klasztor w Baranówce został tak budowany, by Nowicjat miał w nim dobre warunki kształtowania swojego powołania i mógł zasmakować prawdziwego wspólnotowego życia. Są już po wstępnej selekcji w postulacie i tu mogą sprawdzić, czy droga wyznaczona przez św. Franciszka jest ich.
Towarzyszy im na co dzień mgr Nowicjatu o. Oliwier Szopa, pochodzący z parafii Skomele Czarne, w archidiecezji krakowskiej. W 1993 roku wstąpił do zakonu, a w roku 2000 został wyświęcony. Od razu przyjechał na Ukrainę, by wspomóc odradzającą się prowincję. W Nowicjacie kontynuuje trud swoich czterech poprzedników, którzy pełnili funkcję magistrów nowicjatu. Byli to: o. Lech Dulęba – obecny proboszcz i gwardian w Starogrodzie, o. Radosław Chodanicki – proboszcz i gwardian w Żytomierzu, o. Longin Kołoczek i o. Juniper Ostrowski.
Każdy z nich pracował średnio po dwa lata. Częste zmiany były wymuszone sytuację kadrową prowincji: na samym początku mgr nowicjuszy był jednocześnie proboszczem parafii, a nowicjusze pomagali mu w parafii, w katechezie. Obecnie sytuacja ustabilizowała się na tyle, że mgr jest praktycznie wyłączony z parafialnego duszpasterza. Wspomaga go też wicemagister, o. Benedykt Świderski, który jest także wikarym parafii.
– Początkowo pracowałem, jako wikary w parafii w Żytomierzu, Połonnem i Baranówce– opowiada o. Oliwier. – Jednocześnie pełniłem funkcję spowiednika dla braci. Ponownie, później jeszcze pracowałem w Połonnem, a od trzech lat jestem mgr nowicjatu. Ten skład jest już trzecim, którym się zajmuję i jedenastym w historii Baranówki. W sumie przewinęło się przez nią 69 braci. Najliczniejszy skład wynosił 12 braci, natomiast najmniejszy 3. W tym roku, jest pięciu. Nowicjat przygotowuje ich, do złożenia pierwszych ślubów i wprowadza w życie zakonne. Większość z nich, pochodzi z naszych franciszkańskich parafii, które obsługujemy. Z Szarogrodu np. co roku mamy co najmniej jednego nowicjusza. W tym roku jest ich dwóch – br. Mateusz i br. Cyryl, poza tym br. Groggorij pochodzi z Szepetówki, br. Krystian z Żytomierza, br. Adrian ze Słobody Raszkowej z Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawii. Większość adeptów, którzy kończą nowicjat, udają się na studia do Wyższego Seminarium Duchownego Ojców Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej. Jak dotąd, ukończyło je ok. 65 % nowicjuszy, zostając kapłanami.
Nowicjat jako swoisty przedsionek seminarium funkcjonuje rzecz jasna w ramach określonego rytmu. Każdy dzień ma określony porządek, który zawiera punkty służące rozwojowi duchowemu, intelektualnemu i fizycznemu nowicjuszy. Przewiduje on także wykonywanie przez nich pracy fizycznej na rzecz klasztoru czy nawet całej prowincji.
Pobudka w nowicjacie jest o godzinie 5.45. Od godzony 6.10 rozpoczynają się modlitwy nowicjackie. Kwadrans później w kaplicy domowej, modlitwy wspólnotowe, po których jest medytacja i Eucharystia z kazaniem. Po jej zakończeniu, nowicjusze odmawiają Jutrznię.
Następnie o godzinie 8.00 wszyscy gromadzą się w refektarzu na śniadanie, po którym do 10.30 robią porządki. Przez kolejne 2 godziny lekcyjne uczestniczą w wykładach, gdzie zapoznają się z teologią życia wewnętrznego, szkołą modlitwy, duchowością franciszkańską, teologią życia zakonnego. W trakcie wykładów są też tematy związane z muzyką i śpiewem liturgicznym. Niektóre zajęcia prowadzi wicemagister o. Benedykt, a w razie potrzeby dojeżdżają do Nowicjatu ojcowie z Żytomierza. Przez kilka lat czynił to m.in. o. Dr Herkulan Malczuk, obecny biskup pomocniczy diecezji odesko-symferopolskiej.
Od południa do 12.20 w Nowicjacie rozbrzmiewają modlitwy południowe, po których ich uczestnicy spożywają obiad. Po godzinie 15.00 nowicjusze wykonują różne prace. Następne dwie godziny mają dla siebie, mogą je poświęcić na lekturę, naukę czy modlitwę indywidualną. Od 17.00 rozpoczynają się trwające godzinę modlitwy wieczorne, po których nowicjusze jędzą kolację. Później do 21.30 mają czas wolny, który mogą przeznaczyć na rekreacje czy spotkania braterskie. W międzyczasie, o godzinie 20.30, rozpoczynają się modlitwy wieczorne, kończące się o 22 ciszą nocną.
Rytm ten powtarza się zawsze w dni powszednie, zmienia się nieco w niedziele i święta.
Obserwując reakcje nowicjuszy na porządek dnia, o. Oliwier bardzo szybko może się zorientować, który z nich zostanie dobrym zakonnikiem, a który nie. Uważa jednak, że żadnego powołania nie wolno przekreślać, ani tym bardziej lekceważyć.
– Każde powołanie jest dobre– podkreśla. – Nie można oceniać ich według jednego schematu, bo wiadomo, że każdy człowiek jest inny. Rozwój powołania zależy w dużej mierze od: chęci, predyspozycji i zaangażowania każdego brata, a także na ile on sam czuje, że droga zakonna jest właśnie jego drogą życia. To wszystko razem wzięte daje dopiero ostateczny efekt. Oczywiście wybór drogi, jaką kiedyś poszedł św. Franciszek nie jest łatwy, ale nie jest łatwo też w ogóle iść za Chrystusem, co nie znaczy, że nie warto tego czynić. Trzeba to robić, podejmując ten trud.
– Z mojej strony jako wychowawcy, rozwój powołań wymaga stałej obecności wśród nowicjuszy. Spędzam z nimi 80 procent mojego czasu. Jak grupa jest większa, wtedy bardziej się samokontroluje, przy małej magister musi się bardziej angażować. Posługa ta choć czasami bardzo wyczerpująca, pomaga przecież młodym ludziom w odkrywaniu sensu ich życia– dodaje o. Oliwier
Z rozmów z nowicjuszami można wnosić, że decyzja o wstąpieniu do zakonu była przemyślana. Brat Krystian z Żytomierza, uważający się za Polaka, ma 27 lat i za sobą już studia dziennikarskie w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Jak opowiada: – Pochodzę z franciszkańskiej parafii z Żytomierza. Obserwując posługę tamtejszych braci, postanowiłem i ja spróbować franciszkańskiego życia i sprawdzić, czy będą w stanie służyć Bogu jako Brat Mniejszy. Jak na razie, idzie gładko.
Brat Krystian nie jest bynajmniej jedynym nowicjuszem, który wśród piątki współbraci ma wyższe wykształcenie. Także br. Grigorij, pochodzący z Szepetówki. – Ukończyłem psychologię na uniwersytecie w Równem– mówi.- Uznałem jednak, że życie świeckie mnie nie pociąga i postanowiłem wstąpić do zakonu franciszkanów, który obsługuje nasza parafię w Szepietówce. Jak do tej pory, uważam, że jestem we właściwym miejscu. To jest droga, której szukałem. Chcę na niej wytrwać.
Pozostali bracia z nowicjatu są znacznie młodsi. Brat Mateusz pochodzi ze Szarogrodu, z bardzo religijnej rodziny. Jego brat, który ma za sobą szkołę budowlaną, jest już na drugim roku seminarium w Kalwarii Zebrzydowskiej.
Również Brat Cyryl pochodzi ze Szarogrodu. Na rozpoczęcie franciszkańskiej drogi zdecydował się, bo pociąga go życie wspólnotowe. Tylko brat Adrian nie pochodzi z franciszkańskiej parafii. Słoboda Raszkowa, w której dorastał, leżąca w Naddniestrzańskiej Republice Mołdawii jest bowiem obsługiwana przez Księży Sercanów. Franciszkański duch w tej miejscowości jest jednak bardzo silny. Dowodem na to jest fakt, że wydała ona kilka franciszkańskich powołań, a o. dr Herkulan Malczuk został biskupem pomocniczym diecezji odesko-symferopolskiej.
Czy uda im się dotrwać do święceń i pójść już na zawsze drogą wytyczona przez św. Franciszka? Nie wiadomo. Jedno jest pewne, są dla katolickich skupisk potrzebni. Szczególnie tacy, którzy nie wstydzą się swego polskiego pochodzenia i są gotowi swym rodakom służyć.
Marek A. Koprowski
