Podczas swojego wystąpienia w Sejmie RP prezydent Ukrainy Petro Poroszenko stwierdził, że Krym jest dla jego kraju krwawiącą raną. W interesie Polski jest, by rana ta krwawiła możliwie jak najdłużej, by Ukraińcy zużytkowali siły na próby zatamowania tego krwotoku i by jednocześnie Zachód obwiniał za to Rosję.

Wbrew temu, co zwykło się sądzić w wielu polskich mediach, Ukraina walcząca w Donbasie nie broni Europy przed Rosją. Jest to narracja dla niektórych bardzo wygodna i uproszczona, mająca zaangażować emocjonalnie Polaków po stronie Kijowa, a w przyszłości być może stworzyć grunt pod przyzwolenie społeczne na zaangażowanie samego państwa polskiego w ten konflikt.

Gdyby ukraińska armia rzeczywiście mierzyła się w Donbasie z armią rosyjską, to linia frontu na pewno nie przebiegałaby w tym miejscu, gdzie przebiega obecne, zaś światowe media donosiłyby co najwyżej o walkach ukraińskiej partyzantki z Rosjanami w okolicach Odessy. Jeżeli jednak jest inaczej i w Donbasie – jak twierdzi większość mediów – rzeczywiście walczą regularne rosyjskie wojska, to jest to dowodem wyłącznie na militarną słabość Rosji.

A co, jeśli Rosja jest jednak państwem o poważnym potencjale?

Rozsądek i racja stanu nakazywałyby unikać starcia z takim państwem do momentu bezpośredniego zagrożenia polskich interesów narodowych. Jeżeli taki konflikt jest nieunikniony, to sztuka wojenna nakazywałaby z kolei uczynić areną tego konfliktu terytorium jak najbardziej oddalone od własnych granic. W obecnym przypadku Donbas spełnia to kryterium.

Wątpliwości wprowadza jednak postawa władz ukraińskich. Wobec toczonej – jak twierdzą – regularnej wojny z Rosją używają enigmatycznego terminu „operacja antyterrorystyczna”, co wyklucza zarazem stan wojny z innym państwem – tym bardziej, że Kijów nie uznaje Rosji za organizację terrorystyczną, tylko za państwo, z którym utrzymuje ponadto dyplomatyczne stosunki. Przed kim więc bronią nas Ukraińcy w Donbasie?

Jakakolwiek jest prawda o konflikcie ukraińskim, to – słusznie lub nie – winą za niego obarcza się Federację Rosyjską. Skutkuje to sankcjami wymierzonymi w ten kraj i jego wyraźną defensywą na arenie międzynarodowej. O ile więc Krym jest dla Ukrainy krwawiącą raną, to taką samą raną jest dla Rosji i jednocześnie dla Ukrainy Donbas. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której tracą obydwaj sąsiedzi Polski, uwikłani w konflikt, którego zakończenie leżałoby w interesie obydwu państw.

Racja stanu Polski wymagałaby przyjęcia pozycji możliwie neutralnej i bacznego przypatrywania się wojnie w Donbasie. W istocie rzeczy Polska nie jest w stanie jakkolwiek pomóc Ukrainie – połączone potencjały Polski i Ukrainy nie przewyższałby potencjału rosyjskiego. Taki polsko-ukraiński alians wymagałby parasola amerykańskiego, co uczyniłoby tę rozgrywkę de factokonfliktem amerykańsko-rosyjskim. Polska w takim układzie nie pełniłaby żadnej innej roli niż państwo frontowe. Wróćmy do starej wojennej zasady prowadzenia wojny poza własnym terytorium, przypomnijmy sobie, jakim arsenałem dysponują obydwa mocarstwa, po czym spróbujmy sobie wyobrazić, jakie konsekwencje wynikałyby z ich użycia dla Polski.

Sprowadzona przez USA do defensywy Rosja nieuchronnie podejmuje kroki obronne, co dla jej bezpośredniego sąsiedztwa staje się zagrożeniem. Paradoksalnie tworzy to szansę dla zrealizowania polskich interesów. „Nasze optimum to: Rosja zbliżona do wielkorosyjskich granic etnograficznych, zepchnięta z mocarstwowego stanowiska, korzystająca z międzynarodowej opieki, podległa obcej penetracji ekonomicznej, dość jednak niebezpieczna dla narodów finlandzkiego, estońskiego, łotewskiego, litewskiego, białoruskiego i ukraińskiego, żeby narody te szukały w Polsce oparcia i opieki” – pisał Roman Knoll, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego.

W obecnej sytuacji rosyjską postawą wydaje się zaniepokojony prezydent Białorusi. Nie da się ukryć, że wpadł on w pułapkę, którą zastawił na siebie, czyniąc bezalternatywnym kurs prorosyjski dla Białorusi. Stwarzałoby to szansę dla realizacji polskiej racji stanu, gdyby tylko polityka Warszawy nie była pochodną polityki Waszyngtonu, jednak w przypadku ewentualnego uwolnienia się z tej zależności – której efektem jest nieustanne podkopywanie pozycji Łukaszenki w nadziei na „majdan” w Mińsku – za wycofanie się z tego typu krucjaty Łukaszenko mógłby zapłacić Warszawie polskimi szkołami na Białorusi, polskim nazewnictwem miejscowości i ulic, krótko mówiąc: stworzeniem identycznych warunków dla Polaków na Białorusi, jakie mają Białorusini w Polsce. Nie trzeba dodawać, że tego typu koncesje dla Polaków w państwie autorytarnym kompromitowałyby na arenie międzynarodowej sąsiednią Litwę pod względem traktowania mniejszości polskiej, o ile Warszawa wykazałaby wolę nagłaśniania agendy litewskiej polityki w tym zakresie.

W polskiej polityce zagranicznej dominuje zupełny minimalizm – i to oparty na fałszywych przesłankach. Jedną z nich jest traktowany jako dogmat pogląd, że im dalej zepchnięta na wschód Rosja, tym lepiej dla Polski.

Tymczasem, zachodnie granice Rosji przebiegają mniej więcej tam, gdzie w XVII wieku, a mimo tego Polska wcale nie jest silna. Tutaj objawia się drugi dogmat – a mianowicie, że Polska pod żadnym pozorem nie powinna graniczyć z Rosją, bo stanowi to dla niej samo w sobie śmiertelne zagrożenie.

Rzut oka na mapę wystarczy, by spostrzec, iż Polska w chwili obecnej graniczy z Rosją i mimo wszystko istnieje, zaś wojska rosyjskie nie stacjonują w Warszawie. Co więcej – gdyby Rosja miała taką wolę, to Polskę mogłaby zaatakować już teraz i umiejscowienie linii frontu na Ukrainie nie miałoby wówczas większego znaczenia.

Rzecz jasna, sąsiadowanie ze zmilitaryzowanym obwodem kaliningradzkim musi wywoływać uzasadniony dyskomfort. Budził on takie uczucia i przed konfliktem na Ukrainie, więc tym trudniej powiązać sprawę przebiegu frontu w Donbasie z ewentualnym militarnym zagrożeniem ze strony Rosji dla Polski i tym trudniej uznać prawdziwość twierdzenia, jakoby w Donbasie ukraińska armia walczyła także za Polskę albo, co więcej, za Europę.

Dogmatowi o związku długości granicy polsko-rosyjskiej, której długość jest jakoby odwrotnie proporcjonalna do potęgi Polski, przeczą też elementarne fakty historyczne. Najsilniejszym i najbardziej liczącym się państwem była Polska wtedy, gdy miała najdłuższą – a nie najkrótszą – granicę z Rosją w całej swojej historii. Podporządkowywanie polityki zagranicznej celom wyznaczanym w oparciu o fałszywe przesłanki nie prowadzi do realizacji interesu narodowego.

Gdyby poważnie potraktować redukcję granicy z Rosją jako nadrzędny cel, należałoby usunąć ze składu Polski województwo warmińsko-mazurskie, które jako niezależny byt oddzielałoby nas od Federacji Rosyjskiej. W innym przypadku należałoby skonstatować, że granicząca z Rosją Polska jednak może istnieć i że jeśli coś nam grozi ze strony Rosji, to nieuchronny jest wniosek, że zagrożenie to nie płynie z kierunku ukraińskiego, lecz co najwyżej z północy.

Chcemy tego czy nie, ale na odcinku południowo-wschodnim Polska posiada już antyrosyjski bufor i są to odłączone od Polski po II wojnie światowej Galicja Wschodnia i Wołyń, gdzie tożsamość ukraińska jest utrwalona m.in. przez subiektywne wspomnienie „heroicznych czynów OUN-UPA” i gdzie ludność byłaby gotowa stawić zbrojny opór Rosjanom. Dominująca tam tożsamość jest antyrosyjska i antysowiecka, umacnia ją opór, jaki UPA stawiła po wojnie Sowietom. Czy tożsamość ta jest także antypolska, czy kult UPA na Ukrainie Zachodniej oznacza antypolskość, o tym można dyskutować, faktem niezaprzeczalnym jest, że formacja ta przyczyniła się wydatnie do cofnięcia polskiego obszaru etnicznego i że obecnie zamiast polegać na własnych siłach, na siłach polskiego etnosu, mamy u swoich granic nacjonalistyczny, czysto ukraiński region etniczny. W polskim interesie jest, by tamtejszy nacjonalizm był możliwie jak najdłużej zaangażowany w konfrontację w Donbasie i w walkę o restytucję granic Ukrainy sprzed rewolucji na Majdanie, by wykrwawiał Rosję i zarazem wykrwawiał sam siebie.

Białoruś, choć posiada na swoim terenie rosyjskie instalacje wojskowe, również pełni rolę bufora, dopóki jest państwem formalnie niepodległym. Wprawdzie Zachód dokłada wysiłków, by wepchnąć ją w ramiona Rosji, bo do tego prowadzi izolowanie tego państwa i usiłowanie przeprowadzenia w nim „kolorowej rewolucji”, ale sam Łukaszenko jest zainteresowany niepodległością swojego państwa bardziej, niż byciem gubernatorem z nadania Moskwy. Niemniej jednak, trudno się nie oprzeć wrażeniu, że i Polska, i Białoruś są przedmiotami rozgrywki Zachód-Rosja, przy czym Polska pełni rolę narzędzia na okoliczność białoruskiego odpowiednika „majdanu”, zaś Białoruś jest terenem, na którym Stany Zjednoczone chciałyby zbliżyć się do granic rosyjskich. W tej sytuacji spowodowane wzrostem zagrożenia rosyjskiego poszukiwanie porozumienia z Zachodem przez Mińsk byłoby szansą na korzystny układ ze strony Polski i koncesje dla polskiej mniejszości narodowej tam żyjącej. Wystarczyłoby jedynie zrezygnować z bezsensownego z punktu widzenia polskich interesów wspierania białoruskiej opozycji antyłukaszenkowskiej z pieniędzy polskiego podatnika, a stan stosunków z Białorusią uzależniać wyłącznie od położenia tamtejszej polskiej mniejszości narodowej. Rosyjska presja mogłaby tu oczywiście odnieść pozytywny dla polskiej racji stanu skutek.

Trzecim dogmatem rządzącym polską polityką zagraniczną jest rzekoma konieczność posiadania buforów oddzielających nas od Rosji, które warunkują istnienie Polski. W sytuacji państwa słabego, jakim jest Polska, granica z Rosją na całym wschodnim odcinku rzeczywiście skazywałaby nas na rolę wasala Rosji lub Niemiec – prawdopodobnie okrojonego terytorialnie kondominium.

Dla wielu jednak Polska w obecnych granicach z istniejącymi od wschodu buforami jest celem samym w sobie. Ten zgubny minimalizm uzasadniany jest nawet historycznie – przedrozbiorowa Polska nie była jakoby Polską, tylko bezprzymiotnikową Rzeczpospolitą – co najwyżej „wielonarodową” (polsko-litewsko-białorusko-ukraińsko – i t. d.). Nie wchodząc w głębsze dyskusje na ten temat, warto zapytać tylko: czym objawiała się owa „wielonarodowość”, skoro Polacy stanowili rdzenną ludność Wilna, Mińska czy Kijowa, zaś Litwini, Białorusini czy Ukraińcy nie stanowili rdzennej ludności Warszawy ani żadnej innej części Rzeczpospolitej, która była bezwzględnie polska?

W wyniku cofania się naszych granic poza państwem polskim pozostały setki tysięcy naszych rodaków i ciężko się z tego faktu radować, chyba że szczytem marzeń Polaka ma być życie w granicach innego państwa. Właśnie takim kosztem – dramatycznego cofnięcia się na zachód – posiadamy bufory od Rosji, zamiast granicząc z nią w okolicach Połtawy, Smoleńska czy Pskowa. Przyczyną upadku przedrozbiorowej Rzeczypospolitej nie była przecież ekspansja terytorialna na wschód.

Bo czyż najlepszym buforem dla Polski przed czymkolwiek nie są sami Polacy? Z punktu widzenia interesów państwa i narodu takie cofanie się w nieskończoność jest klęską, a nie wartością. Graniczenie z państwami innymi niż Rosja jest w obecnej sytuacji tylko zminimalizowaniem strat, a nie czymś, co należałoby traktować jako złapanie Pana Boga za nogi.

W istocie rzeczy istnienie buforów oddzielających od Rosji ma dla nas sens jedynie wtedy, gdy w państwach tych może tętnić polskie życie narodowe, w innym przypadku sąsiadowanie z organizmami uniemożliwiającymi Polakom kultywowanie swojej tożsamości przestaje być wartością.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego sprawą zasadniczą jest priorytetowe traktowanie interesów rodaków na Kresach.

Jeśli bowiem zaczniemy w imię czegokolwiek ich sobie „odpuszczać” czy „poświęcać”, to tym samym odbierzemy własnej wspólnocie narodowej jej moralne podstawy – ubezsensownimy nasze własne polityczne istnienie. W istocie z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia od 25 lat.

Dzisiaj odnowienie wspólnoty narodowej jest nam potrzebne jak powietrze. Nie zastąpi nam tego ani bycie wspólnotą „ciepłej wody w kranie”, ani bycie anty-Rosją, to ostatnie jest zresztą upokarzające dla narodu mającego ponad 1000-letnią historię.

Nie jest też nam potrzebne zlanie się z Litwinami, Białorusinami i Ukraińcami we wspólnotę jakiejś niedookreślonej „Rzeczypospolitej”, bo po pierwsze, chcemy pozostać przede wszystkim Polakami, a po drugie, brakuje adresatów tej koncepcji w ww. krajach. Propagatorzy idei Międzymorza nie umieją rozumować w kategoriach interesu narodowego i tylko narodowego (sama koncepcja polskiej wspólnoty narodowej istniejącej ponad obecnymi granicami ich przeraża – jest zbyt „endecka” i za mało „rzeczpospolitańska”). Z tego właśnie powodu nie są w stanie zrozumieć toku myślenia elit w Kijowie czy Wilnie i tamtejszych narodów, które nie chcą być obywatelami Rzeczypospolitej, tylko Ukraińcami na Ukrainie czy Litwinami na Litwie.

W ostateczności uczynienie z obecnej Rzeczypospolitej maszynki przeznaczonej wyłącznie do szkodzenia Rosji skazuje Polaków na Litwie, Białorusi i Ukrainie albo na asymilację z tamtejszymi etnosami, albo na rolę antyrosyjskiego zderzaka w służbie interesów niepolskich.

Ponadto, propozycja antyrosyjskiego sojuszu w formie nawiązującej do dawnej Rzeczypospolitej ignoruje zupełnie coś, co istnieje obiektywnie i czego nie jesteśmy w stanie zmienić – pamięć narodową Ukraińców czy Litwinów. Ukraińcy przedrozbiorową Rzeczpospolitą traktują jako nieukraińską, okupacyjną strukturę, a więc nie ma możliwości, by się z nią w jakikolwiek sposób utożsamiali. Litwini z kolei traktują Wielkie Księstwo Litewskie jako organizm wyłącznie litewski (w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia), a związki z Polską postrzegają negatywnie, gdyż przyczyniły się do polonizacji ich elit i części etnosu. Dlaczego więc mieliby chcieć wrócić do tej struktury? Niestety, chyba już tylko Polacy – jedyny naród historyczny spośród tych wszystkich – jest w stanie poświęcić własną tożsamość – a więc swoje najbardziej żywotne interesy – w celu szkodzenia Rosji.

Koncepcja ta rozbija się też o innego rodzaju realia. Jak bowiem z antyrosyjską strukturą mają się identyfikować rosyjskojęzyczni na ogół Białorusi, których tożsamość narodowa nie jest czymś co wyklucza identyfikowanie się z szeroko pojętą rosyjską wspólnotą kulturową [por. np. Ryszard Radzik, „Kim są Białorusini?”]? Chcemy tego czy nie, ale Łukaszence – choć niekoniecznie z pobudek patriotycznych – zależy na formalnej niepodległości Białorusi. Należy pamiętać, że w 1994 nie był on nawet faworytem Kremla – w tej roli występował jego konkurent Wiaczesław Kiebicz. Tymczasem to właśnie przeciwko Łukaszence kieruje się wysiłek polskiej dyplomacji – i to nie w imię polskich interesów, a interesów stricte antyrosyjskich, co mimo wszystko nie jest tym samym.

Proponowanie Ukrainie koncepcji antyrosyjskiego związku zagrażałoby z kolei integralności terytorialnej tego państwa. Jak bowiem wyobrażają sobie propagatorzy tej koncepcji zaangażowanie ludności Odessy, Charkowa czy niegdyś Doniecka w projekt odnowionej Rzeczypospolitej, skoro to doświadczenie historyczne jest dla niej obce? Rzeczpospolita nigdy nie sięgała tych terenów, więc ich mieszkańcy z obiektywnych przyczyn nie będą się identyfikować z takimi projektami. Ukraina jest bowiem jaskrawym przykładem tego, że ZSRR nie rozpadł się po szwach narodowościowychi dlatego właśnie mogła pełnić albo rolę pasa ziemi niczyjej, w którym ludność rosyjska i rosyjskojęzyczna miałaby zapewnioną podmiotowość, albo stać się państwem upadłym w wyniku gwałtownego przeciągania wzdłuż któregoś z wektorów. Galicja i Wołyń nie mają najmniejszego zamiaru stawać się częścią „russkowo mira”, zaś Donieck, Charków czy Odessa nigdy nie zechcą być częścią bloku wymierzonego w Rosję.

Obecne zaangażowanie Polski – frontowego państwa NATO w końcu – w konflikt w Donbasie na pewno leżałoby w interesie Ukrainy, która stara się, jak może, by maksymalnie go umiędzynarodowić i przedstawić jako walkę Europy z Rosją, Zachodu ze Wschodem, cywilizacji z barbarzyńcami. Wydaje się, że przedstawiając w ten sposób konflikt na Ukrainie w polskim Sejmie Petro Poroszenko sam nie wierzył w to, co mówił. Jednak ten beneficjent ukraińskiego systemu oligarchicznego, miliarder i polityk mający na koncie udział w zakładaniu Partii Regionów oraz uczestnictwo w jej rządach jako minister doskonale wiedział, że uwierzą mu polscy politycy.

Marcin Skalski

75 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. jan53
    jan53 :

    Wielkie Ksiestwo Litewskie – maly plemienno wodzoski narodek który w pewnym okresie polknal zbyt wiele ziemi(stepy,lasy) jednak nie majacy szansy jej utrzymania.Gdyby nie Unia z Polska to Krzyzacy zrobiliby z nimi to samo co z Jacgwinami czy Prusami.Ich osady moznabyloby podziwiać jak pozostałych plemion w muzeach w dziale archeologia.Czy Unia Polsko Litewska to dobra rzecz dla Polski? Jedna mowi i wychwala ja pod niebiosa.Druga zas twierdzi ze to przez Litwinow i ich chec bezgranicznego posiadania ziemi(cudzej) wpedzila Polske w wojny z Rosja z która raczej Polska wielkich zatargow nie miała a polscy książęta wydawali swe corki i synow za ich odpowiednikow w Rusi czy Ksiestwie Moskiewskim.
    Litwini maja pretensje o polonizacje?Ciekawe? Ani Pacowie ani Radziwilowie,Sanguszkowie czy Sapiechowie nie podlegali przymusowej polonizacji.Po prostu przyjmowali jezyk państwa stojącego wyżej kulturowo-cywilizacyjnie.Gdy w litewskich osadach czy miastach potrzeby załatwiano zaraz za progiem w Polsce już były pierwsze „wychodki” za osada i scieki.Ciekaw jestem dlaczego litewskie rody wolaly mieszkac w II RP niż na Litwie.To samo było nawet po 1945r?
    Na Kresach pozostalo kilka milionow polskich obywateli.Jednak żadna „wladza” po 1991r.nie potrafila i nie potrafi zadbac o to aby to była nasza przyszlosc zarówno pod względem ekonomicznym jak i patriotycznym.Studjuje niby w obecnej RP sporo polskiej młodzieży z litvusolandi,Bialorusi,Ukrainy,Kazachstanu czy nawet z Rosji.Dlaczego ci najzdolniejsi nie sa zatrudniani w polskich placówkach czy firmach eksportowych?Znaja perfekt jezyk,specyfike i mentalność kraju z którego przyjechali.
    Dla przykładu:Za PRL-u studiowalo w Polsce dużo Wietnamczykow.Ludzie ci znaja dobrze j.polski a czesc z nich prowadzi w Wietnamie firmy państwowe związane z górnictwem,polowem ryb czy wydobyciem ropy.Przyjezdzali do Polski w latach 2000-2010 chcąc nawiazac kontakty i wspolprace.Prosze sobie wyobrazić ze nie było specjalnie zainteresowania ze strony polskich władz.Obecnie w Wietnamie Rosjanie postawili 4 platformy wiertnicze i ciagna rope a ich statki rybackie i przemysl stoczniowy odnosi tam spore sukcesy.Wietnam ma prawie 2000km.wybrzeza.
    Po prostu nie ma u nas ludzi z pomysłem i chcących dobra własnego kraju i jegp obywateli.

    • polskipan
      polskipan :

      Polska nigdy nie walczyła jeden na jednego! ZAWSZE BIŁA KILKU WROGÓW NA RAZ! Polaków jest min 10 mln w USA, a reszcie tego anglosaskiego burdelu i nazistowskiej Ameryce Płd drugie 10 mln! a polscy księża rzymskokatoliccy są na Całym Świecie!!! więc teoretycznie gdyby dogadać się z Ruskimi, to można zrobić 7 letni Blitzkrieg i UWOLNIĆ CAŁĄ PLANETĘ OD SZAJTANÓW!!! PS. a w drugiej SIEDMIOLATCE przeprowadzona będzie EKSPEDYCJA NA MARSA, gdzie szajtany ukrywają ŚWIĘTEGO GRAALA!!!

    • polskipan
      polskipan :

      znasz NOWĄ CHRONOLOGIĘ Akademika RAN Fomienko? oficjalna historia i chronologia została stworzona przez niemieckich naukowców po wojnach napoleońskich! a np. towarzysz historyk Aleksiej Kungurow twierdzi, iż przed rokiem 1812 ciśnienie atmosferyczne wynosiło 1500 hpa, gdyż w latach 1812-1814 miała miejsce wojna atomowa! PS. jedno jest pewne: i z Polaków i z Ruskich i w wojnach napoleońskich i w I i II wojnie światowej zrobili BIAŁYCH MURZYNÓW!!! https://www.youtube.com/watch?v=EmH-7aJLemM

  2. martinoff_salon24pl
    martinoff_salon24pl :

    „Gdyby ukraińska armia rzeczywiście mierzyła się w Donbasie z armią rosyjską, to linia frontu na pewno nie przebiegałaby w tym miejscu, gdzie przebiega obecne, zaś światowe media donosiłyby co najwyżej o walkach ukraińskiej partyzantki z Rosjanami w okolicach Odessy. Jeżeli jednak jest inaczej i w Donbasie – jak twierdzi większość mediów – rzeczywiście walczą regularne rosyjskie wojska, to jest to dowodem wyłącznie na militarną słabość Rosji.”

    Ruscy nie sa tak głupi żeby wysyłac armię na otwarta wojnę. Przeciez Ruskom wcale nie chodzi o zagarnięcie całej Ukrainy ( bo i po co im Wołyń czy Wschodnia Galicja z nacjonalista mi ukraińskimi?). Dlatego tam ich nie ma. Wcale nie jest dowodem, jak chce autor, na słabośc militarna Rosji, tylko na przemyślaną strategię.

    Poza tym autor z jednej strony stara sie obalać zasadzie, że im dłuższa granica z Rosją tym większe zagrożenie ( zupełnie niesłusznie, bo można zapytac, do czego nas doprowadziła ta długa granica z rosją? Na pewno nie do rozkwitu). Z drugiej strony wylicza powody, dla których powrót do idei Rzeczpospolitej sprzedrozbiorowej jest niemożliwy. ( i tu ma rację ). Jedno z drugim sie kłóći. Jeśłi założymy, ze jak najdłuższa granica z Rosją nei jest zagrożeniem dla Polski to jak ma ona wygladać, jesli nie poprzez powrót do idea Poslki przedrozbiorowej?

    „Bo czyż najlepszym buforem dla Polski przed czymkolwiek nie są sami Polacy”
    Oczywsćie, że nie. Strafa buforowa ma to do siebie, że przyjmuje na siebie pierwsze uderzenie. Po to powstała takie kraje jak Belgia, żeby tworzyć bufor między Francją i Anglią. Czemu zaden z tych krajow nie pokosil się aby przejąc ten bufor? Wszak Francuzi w Belgii byliby najlepszym buforem dla Fancji.

    „W istocie rzeczy istnienie buforów oddzielających od Rosji ma dla nas sens jedynie wtedygdy w państwach tych może tętnić polskie życie narodowe,”

    Polskie życie narodowe w tych państwach nie jest celem samym w sobie, a jest środkiem do realizacji celu. Celu długfalowego przy obcych sytuacji ekonomicno-polityczno-międzynarodowej, czyli przylączenia rdzennych terenów do macierzy. Bufor w ktorym tetni zycie narodowe i który faktycznie jest silniejszy od nas nie jest żadnycm buforem ( chyba że tylko w głowach polskich patriotów-marzycieli, którzy myśla, że Polska jest atrakcyjna dla Ukraińów i stoi wyżej od nich).

    Polskie interesy narodowe w obecnej wojnie ukraińsko-rosyjskiej sa jasne. I dłużej trwa ten konflikt tym lepiej dla nas. Do kogo będzie należal Donbas to nie jest aż tak bardzo wazne z punktu widzenia Polski. Rosja jakoś szczególnie w swojej światowej polityce nie wzmocni swojego potencjału gdy będzie do niej należal Donbas. A wyniszczony Donbas dla wykrwawionej Ukrainy tez nie będzie motorem napędowym.
    Im Ukraina bardziej sie wyniszczy w tym konflikcie tym latwiej nam w przyszłości będzie sięgnąc po Kresy. A Ruscy im bardziej będzie przedłuża sie ten konflikt tym bardziej tracą na cenach ropy i tym mniej mają pieniędzy na modenizację armii. W naszym interesie jest wspieranie slabszego , ale nie na tyle, aby wzmocnił się zbytnio. Bufor ma byc buforem a nie potencjalnym zagrożeniem. I nie tak aby wychodzić przed szereg. Przecież wiadomo, że to nie my gramy pierwsze skrzypce w tym konflikcie zatem jak teraz sie będziemy wychylac za bardzo to tylko narazimy sie w przyszlosci na gniew. Jak nie jednych to drugich. Ruscy nam nie zapomną, że popieraliśmy Ukraińców, i będą robili nam zlośliwości w wielu innych sprawach międzynarodowych wcale nie zwiazanych z Ukrainą. A Ukriańcy nei zapomną nam jak Niemcy dogadają się w końcy z Ruskimi i zaczną nas obwiniac o to że ich „sprzedamy”, bo Niemcy się jakoś z tego wytłumaczą.

    • niki
      niki :

      Świetny artykuł jak również większość komentarzy. Jednakże zwróćcie uwagę wszyscy zatroskani losami Polski mniej lub bardziej szlachetni komentatorzy, na globalny charakter całego zagadnienia.
      Zgodzicie się pewnie ze mną że cała gra jest prowadzona pomiędzy wielkimi grupami wielkich interesów finansowych tj. naszym największym sojusznikiem Ameryką, a Rosją. Wszelkie nasze działania są tylko poszczekiwaniem chudego psa na krótkim łańcuchu. Wielcy panowie magnaci tylko ten łańcuch w miarę ich interesów popuszczą i pieska w miarę nakarmią by mógł kogo potrzeba pokąsać.A to,że ten ufny i wierny przyjaciel dostanie kilka solidnych kopniaków, że przez długi czas będzie się z traumy wylizywał, to już jego sprawa. Oczywiście za zaangażowanie nie dostanie większej michy. Tak było jest i będzie dopuki nie zmądrzejemy i nie zrozumiemy sposobu i metod działania Zachodu i nie zrozumiemy psychiki Ukraińców. A to wbrew pozorom nie jest łatwe. Polecam w tym przedmiocie lekturę Stanisława Srokowskiego

  3. beresteczko1651
    beresteczko1651 :

    Problem w tym, że Polska realizuje obecnie politykę nie tyle proukraińską, ale wręcz ukraińską. O przyczynach tej sytuacji trudno mówić inaczej niż w kategoriach zdrady, ale zaradzić jej mogą jedynie sami Polacy odsuwając zdrajców i mniej lub bardziej jawnych ukraińskich popleczników od wpływu na losy państwa. Gdyby do tego doszło, w polskim interesie leżało by traktowanie Ukrainy jak psa łańcuchowego wobec Rosji. Psa, który ma z natury „czarne podniebienie”, jest więc dostatecznie „zły” czyli dobry do tej roli, ale nie powinien być zbyt obficie karmiony, żeby zachował czujność i nigdy nie spuszczany z odpowiednio krótkiego łańcucha, bo jego zadaniem jest tylko szczekać i grozić a nie gryźć. Konflikt w Donbasie leży obecnie w interesie zarówno polskim jak i rosyjskim. Polskim dlatego, że osłabia Ukrainę i absorbuje Rosję, rosyjskim dlatego, że jego podtrzymywanie gwarantuje, że nie dojdzie do niepożądanego dla Rosji (i dla Polski) przystąpienia Ukrainy do NATO i UE, zaś Ukraina będzie się staczać coraz bardziej, by ostatecznie osiągnąć historycznie przynależny jej status Dzikich Pól . Dlatego paradoksalnie pomoc, szczególnie wojskowa, dla Ukrainy nie są to pieniądze całkowicie wyrzucone w błoto, bo podsycanie tego konfliktu jest nam, jak już powiedziałem, jak najbardziej na rękę. Podobnie jak Rosjanom, zaś nieco jakby wbrew intencjom darczyńców, ale to, że ich działania są na ogół przeciwskuteczne to w końcu ich jedyna dostrzegalna zaleta:)

  4. mapa
    mapa :

    Dobry artykuł. Trzeba zgodzić się z główna tezą, że Polska powinna w konflikcie ukrainsko – rosyjskim zachować neutralność. Prawdą jest też i to, że zaangażowanie się tych dwóch państw w konflikcie daje nam trochę czasu na wzmocnienie państwa. W pełni podzielam pogląd, ze gdyby nie nasza służalczość względem USA, to moglibyśmy ułożyć sobie pragmatyczne stosunki z Łukaszenką, które dałyby nam bonus w postaci poprawy sytuacji polskiej mniejszości.
    Nie bardzo jednak zgadzam się z pomniejszaniem roli państw buforowych. Już WKL do Unii Lubelskiej miało taki charakter, a i dzisiaj układ ULB daje nam pewne pole manewru. Polega ono z grubsza biorąc na tym, że albo w przypadku agresywnej polityki rosyjskiej mogą te państwa w pierwszej kolejności angażować siły i środki rosyjskie, albo w przypadku konieczności dogadania się z Rosją, mogą one być obszarem wspólnych polsko- rosyjskich działań.
    Ważnym jest tylko to, żebyśmy w polityce wschodniej nie mylili celów ze środkami. Celem niezmiennym i jedynym jest interes narodowy Polski i Polaków. Środkami do tego może być albo współpraca z obszarem ULB przeciw Rosji, albo współpraca z Rosją kosztem obszaru ULB.

    Na marginesie należy zauważyć, że tylko świadoma polska mniejszość w obszarze ULB jest pewnym sojusznikiem Polski. Nacjonaliści ukraińscy, litewscy, czy białoruscy, mogą być co najwyżej wykorzystani do konfliktowania się z Rosją, przy czym wskazane jest, aby stosunki polsko- rosyjskie były lepsze, niż stosunki państw obszaru ULB z Rosją.

    Osobnym tematem jest kwestia, czy dałoby się poszerzyć opcje propolską na obszarze Białorusi poprzez wykreowanie opcji starolitewskiej, która konfrontowałaby się zarówno z neolitwinami (lietuvisami), jak i Białorusinami (rozumianymi jako zachodni- Rosjanie). Opcję, która bezpośrednio nawiązywałaby do dziedzictwa WKL rozumianego jako państwo wieloetniczne z istotnym udziałem etnosu polskiego i w pełni powiązane z Polska.

  5. tagore
    tagore :

    Autor pomija fakt ,że Rosja podobnie jak wcześniej ZSRR i Carat traktuje Polskę niezależnie od jej aktualnej słabości militarnej jako strategicznego wroga. Robiąc przegląd Rosyjskiej polityki wobec Polski zauważymy ,że niezależnie od tego jak polskie rządy odnoszą się do Rosji jako Państwa tj przyjaźnie czy wrogo politycy rosyjscy systematycznie generują problemy w kwestiach gospodarczych czy też politycznych . Większość Polaków nie zwraca uwagi na to ,że Rosjanie zupełnie inaczej odbierają działania polskich polityków niż nam się wydaje. I było tak od dawna.
    Świetnym przykładem z czasów rozbiorów była rozmowa rosyjskiego dyplomaty w Prusach gdzie
    oskarżał on lojalnych wobec Habsburgów polityków polskich o tworzenie spisku wymierzonego
    w Rosję . To poczucie zagrożenia nie ma charakteru militarnego ,a światopoglądowe ,taki eksport obcej Rosyjskim politykom wizji stosunków społecznych zabójczej dla imperium .
    To było powodem eksterminacji Polaków przez Carat ,Bolszewików i Stalina.Na szczęście
    Putin nie ma możliwości uświetnić święta narodowego Rosji stosowną egzekucją ,ale jakieś drobne embargo jak znalazł. A co do Ukrainy ,jej polityka wobec Polski jest funkcją siły militarnej
    i gospodarczej Polski ,oraz poziomu obrony przez nią własnych interesów.
    Ocena wizyty Poroszenki w Polsce na Ukrainie jest pełna sceptycyzmu , interesującym artykule na „Ukraińska Prawda” jest wręcz sugestia ,że ponieważ nic Polsce nie zaoferował toteż nic nie przywiózł ,a nadzieje na zaproszenie Poroszenki przez Tuska na spotkanie przywódców UE
    uniemożliwiła totalna klapa reform zapowiadanych przez ukraiński Rząd. Polska ma ograniczone pole manewru i autor prezentuje podobne życzeniowe widzenie polityki wschodniej jak Giedrojcianie tylko o przeciwnym zwrocie.

    tagore

  6. ems
    ems :

    Jednocześnie pamiętajmy że tereny dzisiejszej Łotwy, Litwy, Białorusi i Ukrainy tworzą przestrzeń którą nazywamy „cywilizacja polską”. Na tym obszarze znajdują się olbrzymie zasoby naszej kultury narodowej. Mieszka tam ponad 3 mln Polaków. Mamy na tym obszarze własne interesy narodowe o które należy dbać.

  7. votum_separatum
    votum_separatum :

    Artykuł bardzo dobry. Choć w jednym autor się myli. Jest to faktycznie wojna Amerykańsko – Rosyjska w której USA stosują swoją sprawdzoną metodę walki cudzymi rękami, udzielając wsparcia politycznego, finansowego, wywiadowczego oraz technicznego. Zresztą sam autor wykazuje pragnienie reżimu amerykańskiego do zainstalowania się na Białorusi. Obecna polska polityka sama generuje i sprowadza na nas zagrożenie. Nie mniej jednak dobrym rozwiązaniem byłoby osłabić ukraiński etnos (część niechętną Polsce wysiedlić na wschód – będzie to sprawiedliwość historyczna) na ziemiach należąch się Polsce, a pozostałe dwa państwa siłowo przymusić do respektowania praw Polaków. Oczywiście na to poterzeba czasu i rządów generałów, ponieważ bez bardzo silnej armii, odpowiedniej do naszego położenia geopolitycznego nie zaprowadzimy porządku w tej części Europy. Dobrze autor uwydatnia rolę wewnętrznych wrogów Polski, którzy kształtują politykę zewnętrzną i wewnętrzną oraz opinię publiczną. Są to agenci lub głupcy. Chodzi o „… rolę antyrosyjskiego zderzaka w służbie interesów niepolskich”. Właśnie dlatego dziwię się agentowi lub pożytecznemu idiocie Tutejszemu, który przyklaskuje treści którą ciągle na tym forum zwalcza. Myślę, że kolektywnie jako patrioci możemy piętnować i zwalczać takich osobników w sieci – tyle możemy zrobić dla Polski. Dlatego ważne jest wykazywanie głupoty i wrogości tego typu „ukraińskich agentów” w stosunku do Ojczyzny.

    • tutejszym
      tutejszym :

      Votum_separatum: 21.12.2014 21:00 Ojczyzną, Polską, gęby sobie wariacie, ruski agencie nie wycieraj. Żadnych wysiedleń, zbrojnych podbojów i siłowego „robienia porządków” polskimi rękoma, ty podły ruski prowokatorze na Ukrainie. Chcesz to bierz dupę w troki i zapieprzaj do swojego FR robić porządki na Ukrainie. Twoja pomoc jest potrzebna, ruski biorą w dupę i z ruskich porządków na Ukrainie FR gówno wychodzi. W Polsce sami zrobimy swój własny porządek, ruskich suflerów nam nie potrzeba. Niewiele z tego artykułu zrozumiałeś. Gdzie się doczytałeś w tym artykule do wezwania o stosowanie polskiej przemocy i ekspedycji karnej na Ukrainie, ty ruski płatny pachołku. Aleś ty prymitywny i głupi ruski zasraniec. Nic nie zrozumiałeś z tego bardzo wartościowego artykułu.

      • votum_separatum
        votum_separatum :

        Tutejszym: 21.12.2014 21:14 Przygłupie Tutejszym, jak zwykle niewiele zrozumiałeś i z samego artykułu i z mojego wpisu. Aparat logiczny masz wytrawiony przez alkohol. Podły ukraiński agencie, gnido banderowska, przeczytaj dobrze co Pan Skalski napisał – słaba Ukraina wykrwawiająca się w Donbasie. Od siebie dodam, że osłabienie etnosu ukraińskiego jest koniecznością. Dla ciebie też się znajdzie miejsce w wagonie na wschód – tam twoje miejsce. Jako obcy element w Polsce, który co najwyżej przez swoje dobre maskowanie jest określany przez sąsiadów ZABUGOLEM, miej się na baczności.

        • tutejszym
          tutejszym :

          Dyskusja z Tobą nie ma sensu dyskusja, gdzie się doczytałeś w tym artykule do wezwania o stosowanie polskiej przemocy i ekspedycji karnej na Ukrainie. A o osłabieniu FR i skazaniu jej na permanentną walkę z Ukrainą nie doczytałeś się ruski agencie. Powtórzę jeszcze raz: Ojczyzną, Polską, gęby sobie wariacie, ruski agencie nie wycieraj. Żadnych wysiedleń, zbrojnych podbojów i siłowego „robienia porządków” polskimi rękoma, ty podły ruski prowokatorze na Ukrainie. Chcesz to bierz dupę w troki i zapieprzaj do swojego FR robić porządki na Ukrainie.

          • votum_separatum
            votum_separatum :

            Tutejszym: 21.12.2014 21:41 ZABUGOLU Tutejszym, skoro masz problemy ze zrozumieniem to odinstaluj program IVONA który tak bezczelnie tu reklamujesz. Paszoł won z forum, nie twoja dola pisać co mam do Polski! Nawet w połowie nie masz tyle wspolnego z Nią co ja. Oczywiście tak jak nasi przodkowie ujarzmiali Sicz tak i teraz dzikusie weźmiemy sprawy w swoje ręce! Jedź już za wczasu okopywać się na Zaporożu i donosić na Polaków!

          • wlkp
            wlkp :

            ty też nie masz wiele wspólnego z Polską Racją Stanu, więc się zamknij, i w ciszy pomyśl logicznie – skoro – co piszę od dawna – w naszym interesie jest możliwiej jak najdłuższy konflikt w Donbasie- to żeby trwał długo, trzeba wyrównac siły walczących, bo dysproporcja jest zbyt wielka. Wolę przesłac ( chocby i darmo ) sprzęt na Ukrainę- bo on na wschodzie będzie wykorzystany do podnoszenia temperatury konfliktu i wzajemnego osłabiania naszych sąsiadów. A co do odzyskiwania ziem na wschodzie – głupota jakich mało, nasz kraj się wyludnia, na kresach mieszka może w stosunku do wszystkich mieszkańców kilka procent pochodzenia polskiego, to jak sobie to idioto wyobrażasz – mordujesz kilka milionów osób tam mieszkających i zostają puste „dzikie pola” – plan na poziomie Pol Pota

          • polskipan
            polskipan :

            czyją rację stanu reprezentujesz swoją zdegenerowaną kreaturą banderowski troglodyto: ADOLFA HITLERA, czy HEINRICHA HIMMLERA?!? teleportuj się z tego portalu dla Sarmackich Wojowników przygotowujących się na „miroprijatie” OGNIEM I MIECZEM 2016! PS. idź pod ołtarzyk złożony z „trójcy świętej Banderstanu” – (dwa szatańskie pomioty już wspomniałem, a o trzecim czarcie: chyba nawet nie warto wspominać! i tak on z armią swoich chorych wyznawców znajdzie się na śmietniku historii!) i zwal tam konia FASZYSTOWSKI PSIE!!! https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded &v=WNHIw2jhA1c

          • tutejszym
            tutejszym :

            wlkp: 22.12.2014 07:52 Ja też od bardzo dawna przedstawiam swój pogląd, że FR zafundowała sobie krwawiącą ranę na parę pokoleń Ukraińców. Od tego Rosjanie nie uciekną ani tego nie odkręcą, cenę za swoje dotychczasowe postępowanie wobec Ukrainy zapłacą temu i następnym pokoleniom Ukraińców. Dla nas oznacza to kilka ukraińskich pokoleń pokoju i stabilnych stosunków międzynarodowych. Nie powinniśmy tego okresu spokoju zmarnować. Votum_separatum przedstawia sobą rosyjski punkt widzenia i rosyjski interes wobec Polski. Stąd ten Jego bełkot o polskich siłowych rozwiązaniach na Ukrainie, czyli de facto proponuje nam sojusz ze FR w jej agresji na Ukrainę. Jest to propozycja wroga Polski. Na trolle nie ma sensu zwracać uwagę. Pozdrawiam.

          • alek
            alek :

            Polska armia jest w stanie rozkładu, a Pan chcesz jeszcze przesyłać za darmo ten nieliczny polski sprzęt wojskowy i składać jednocześnie polski podpis pod ewentualnymi zbrodniami dokonywanymi przez przegrywającą stronę, co wykorzysta później Rosja w wojnie informacyjnej. Jest to głupota spisana żywcem z biuletynów elit okrągłostołowych gospodarujących elektorat prawicowy, które są nagradzane przez Ukraińską Bezpiekę. Nie dość, że osłabić własną armię to jeszcze dać broń do ręki obcemu państwu i nie mówię tu tylko o Ukrainie.
            Nic nie na tym nie zyskamy, szczególnie, że obecna władza na Ukrainie jest jawnie antypolska i w każdej chwili może dokonać chłodnej kalkulacji i razem z Rosją zwrócić się przeciwko nam. Rosja nadal dostarcza niezbędne Ukrainie surowce energetyczne. Biznes is biznes.
            Wystarczy, że łże-elity magdalenkowe, które wydoiły Polskę w ramach planu Balcerowicza, teraz poszły pomagać podpalać Ukrainę. Przez własną służalczość połączoną z głupotą osłabili władzę na Ukrainie, co bezwzględnie wykorzystał lepszy i silniejszy gracz, czyli Rosja, odzyskując Krym. Dość już zadymy zrobiliście. Należałoby po prostu zostawić ten bajzel w spokoju. Oczywiście Janukowicz był dla nas idealnym układem, ale i to trzeba było rozwalić.

        • sobiepan
          sobiepan :

          Votum_separatum:
          21.12.2014 21:27/. Nie podejmuj Pan dyskusji z Tutejszym to jego znana strategia służąca zadeptywaniu głównego wątku w dyskusji nad artykułem . Będzie Pana obrażał i prowokował do odpowiedzi nie na temat . Aż powstanie na forum taki bełkot z jego strony że nikomu nie będzie się chciało czytać pozostałych wpisów.Prawdę o nim już Pan napisał i wystarczy.

  8. husarz
    husarz :

    Do autora artykułu popełnia Pan kardynalne błędy dotyczące oceny UPA i ich walk z Sowietami jakby był Pan nacjonalistycznym historykiem ukraińskim, poza tym nieprawdziwe są Pana oceny co do pamięci zbiorowej tamtejszej ludności dotyczącej UPA to co dzisiaj ich młodzież mówi nie zostało ukształtowane na doswidczeniu a w zbanderyzowanej szkole ukraińskiej, a ci co pamiętają boją się upa i służby bezpieky jak ognia. Kolejne stwierdzenie o czystości etnosu też dyskusyjne.
    Generalnie Pana koncepcja polskiej polityki choć z gruntu słuszna też nie ma szerszej wizji .

    • husarz
      husarz :

      Do autora artykułu: czy mógłby pan doprecyzować o jakie walki między sowietami i UPA po wojnie Panu chodzi? zacytuję Panu Wiktora Poliszczuka:
      Intensywna propaganda OUN Bandery doprowadziła do bezkrytycznego przyjęcia przez polską historiografię twierdzenie tej frakcji OUN o przeprowadzeniu przez OUN jednoczesnych walk przeciwko siłom ZSRR i Niemiec. Twierdzenie to jest z gruntu fałszywe nielogiczne albowiem prowadzenie walk przeciowko Niemcom siłą rzeczy stanowiłoby pomoc siłom radzieckimi odwrotnie. Poza tym prowadzenie jednoczesnej walki przeciwko zwalczającym się stronom wymagałoby sił większychniż siły Niemiec i ZSRR razem wziete a takimi UPA nie dysponowała. OUN-UPA przy stanie swoich sił nie była nawet zdolna do prowadzenia walk skierowanych odrębnie przecikow Niemcom i odrębnie przeciwko siłom ZSRR.”(…)Były potyczki między siłami OUN-UPA a partyzantką radziecką czasami wynikały one z sytuacji pozwalającej na zdobycie dla UPA broni lyb wyposażenia czasem były to walki o panowanie w terenie bowiem partyzantka radziecka zaopatrywała się w żywność u ludności polskiej i ukraińskiej chodziło więc o opanowanie terenu.
      (…) Z dostępnych dokumentów archiwalnych w tym autorstwa OUN-UPA-SB jak też z banderowskiej kroniki działań wynika jednoznaczny obraz sytuacji (..) grupy UPA przechowując się w zbudowanych w tajemnicy kryjówkach do czasu zakończenia wojny w wyniku porozumienia z Niemcami a po zakończeniu wojny w oczekiwaniu na wybuch trzeciej wojny światowej prowadziły terror sprowadzający się do mordowania milicjantów lekarzy traktorzystów(..)inaczej mówiąc dopuszczały się klasycznego terroru dywersji i sabotażu ale nie występowały jawnie przeciwko radzieckim siłom zbrojnym.”
      Poza tą niejasnością to uważam Pana koncepcję za całkeim rozsądną i gratuluję takiego opracowania z tym że ja jako osoba z natury pokojowo nastawiona nie życzyłbym wojny nikomu nawet Ukraińcom.

      • amstaf358
        amstaf358 :

        Partyzantka radziecka się nie zaopatrywała u ludnosci polsko ukraińskiej,tylko rabowała co się dało….podobnie jak nie parę band ocalałych z pogromów żydów które uzbrojone żyły z rabunków ludnosci polskiej,co paru kretynów próbuje nam podciągnąć pod oddziały partyzantckie…

          • pogon
            pogon :

            Raport Delegatury Rządu Polskiego we Lwowie pisał wiosną 1944 roku:
            „W okolicach żyjących od miesięcy pod ustawiczną grozą terroru ukraińskiego, umęczona ludność nasza po wsiach i małych miasteczkach nie dających jej zabezpieczenia, widzi w przyjściu wojsk sowieckich jedyną realną możliwość ratunku, toteż pragnie ich przyjścia, nierzadko modli się gorąco, aby to się stało jak najprędzej. Z rozmów z tymi ludźmi widać, że nie maja oni złudzeń co do bolszewików ani sympatii ale chcą odetchnąć, chcą aby wreszcie mocna i bezwzględna władza położyła kres hajdamackiej anarchii i zbrodni. Już sam fakt ucieczki prowodyrów ukraińskich i pokornienia masy ukraińskiej przy zbliżaniu się frontu, uspoabia ludność polską życzliwie do bolszewików”

          • polskipan
            polskipan :

            wyście psubraty w 1941 witali SSmanów kwiatami, w 1943 nabijali na sztachety Dzieci Polskich Panów, a teraz w 2014 roku macie do LACHÓW pretensje, za to iż w 1944 towarzysz wujek dobra rada Iosif Wissarionowicz pacyfikował Banderstan Uzbekami, Kirgizami i Tadżykami?!? mam dla was dwie rady: albo wsadźcie sobie w dupę trójzębne banderowskie widły, albo sobie zróbcie przedziałek między włosami banderowską siekierą! idźcie w końcu do czorta i zniknijcie z tego forum dla Sarmackich Wojowników, którzy przygotowują się do MIROPRIJATIA OGNIEM I MIECZEM 2016! https://www.youtube.com/watch?v=5pfcSXEPUvc

        • husarz
          husarz :

          Ja cytuję poważnego historyka który powołuje się na dokumenty a Pan na kogo się powołuje?
          Wojsko sowieckie było uznaną formacją przez prawo międzynarodowe, tak samo jak polska AK w przeciwieństwie do nieuznawanej UPA i powołanej samozwańczo przez OUN. resztę napisał już za mnie kolega Pogon za co dziękuję.

  9. piotrx
    piotrx :

    Aleksander Dugin: Czekam na Iwana Groźnego

    http://geopolityka.net/aleksander-dugin-czekam-na-iwana-groznego/

    „….
    – Mówi Pan o położeniu Polski między Wschodem a Zachodem, czyli między Rosją a Niemcami. Tymczasem wielu uczonych podkreśla większe podobieństwo Niemiec, a zwłaszcza Prus, do Rosji niż do Anglii czy Hiszpanii. Feliks Koneczny uważał nawet, że Prusy, podobnie jak Rosja, należą do cywilizacji bizantyjskiej a nie łacińskiej.

    – Koneczny miał rację. Niemcy są wewnętrznie podzielone. Bawaria ciąży ku Zachodowi, Prusy ku Wschodowi. Prusy to taka mała Rosja wewnątrz Niemiec.

    – Zawsze upatrywaliśmy w tym największe dla nas niebezpieczeństwo: przyjacielski sojusz Niemiec i Rosji.

    – To nasze zadanie. Zjednoczyć się z Niemcami i stworzyć potężny blok kontynentalny.

    – Co wówczas z Polską?

    – My Rosjanie i Niemcy rozumujemy w pojęciach ekspansji i nigdy nie będziemy rozumować inaczej. Nie jesteśmy zainteresowani po prostu zachowaniem własnego państwa czy narodu. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem, przy pomocy wywieranego przez nas nacisku, maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii. Nie jesteśmy zainteresowani kolonizowaniem tak jak Anglicy, lecz wytyczaniem swoich strategicznych granic geopolitycznych bez specjalnej nawet rusyfikacji, chociaż jakaś tam rusyfikacja powinna być. Rosja w swoim geopolitycznym oraz sakralno-geograficznym rozwoju nie jest zainteresowana w istnieniu niepodległego państwa polskiego w żadnej formie. Nie jest też zainteresowana istnieniem Ukrainy. Nie dlatego, że nie lubimy Polaków czy Ukraińców, ale dlatego, że takie są prawa geografii sakralnej i geopolityki.

    Polska musi wybrać: albo tożsamość słowiańska, albo katolicka (……)

    – Słowem, z Pana punktu widzenia korzystne są wszelkie działania antykatolickie w Polsce?

    – Dokładnie tak. Trzeba rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie….”

  10. piotrx
    piotrx :

    Niemiecko-rosyjskie partnerstwo strategiczne

    http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/343602,niemiecko-rosyjskie-partnerstwo-strategiczne

    „W wymiarze wojskowym Moskwa intensyfikuje współpracę z Berlinem. Rosja wspierała Niemcy przy budowie zgrupowania orbitalnego satelitów wojskowych armii niemieckiej. 17 czerwca 2011 r. rosyjskie Ministerstwo Obrony podpisało zaś z Rheinmetall – liderem wśród niemieckich firm specjalizujących się w produkcji technologii wojskowej, kontrakt na budowę nasyconego nowoczesną techniką zachodnią centrum szkoleniowego dla armii rosyjskiej w Mulino pod Niżnym Nowogrodem. Umowa opiewa na sumę 398 mln USD, za które ma powstać obiekt odpowiadający standardom Bundeswehry. Zdolność operacyjną do szkoleń na poziomie kompanii ma osiągnąć w 2013 r., a na poziomie batalionu w 2014 r. Moskwa otrzymała jednocześnie licencję Rheinmetall na budowę i wyposażenie podobnych centrów treningowych dla swej armii na obszarze całej Federacji Rosyjskiej.”

  11. piotrx
    piotrx :

    Powinniśmy przede wszystkim dbać o polski interes narodowy i nie angażować się po żadnej stronie konfliktu to prawda, ale niestety obecna Polska nie jest już krajem suwerennym , działania kolejnych jej rządów są tego dowodem. Decyzje o zaangażowaniu się Polski w tą czy inną sprawę zapadają gdzie indziej….

    • polskipan
      polskipan :

      kiedy usłyszałem z zakłamanych ust niebieskiego Żyda Jewgienija Ponasienkowa, iż ten stuknięty spedalony bołtun uważa siebie za następcę NAPOLEONA BONAPARTE!!! upadłem na podłogę i przez pół godziny rżałem ze śmiechu – lecz potem uświadomiłem sobie: JAK ŻYDZI OSZUKUJĄ NASZ BRATNI RUSKI NARÓD?!? – i od razu napisałem pod filmem tego psa, iż WYZYWAM NASTĘPCĘ NAPOLEONA NA SZABLĘ!!! PS. czy Napoleon Bonaparte przestraszyłby się Polskiego Pana?

  12. piotrx
    piotrx :

    Tak na marginesie – ślepota polityczna i zacietrzewienie strony ukraińskiej spowodowało że stracili oni szansę na wprawdzie buforowe ale jednak własne państwo już w 1919 r.. W styczniu 1919 roku polski sztab generalny Wojska Polskiego pragnął doprowadzić do zaprzestania walk w Galicji Wschodniej, sankcjonując w pewnym sensie istnienie ZURL. W tym samym mniej więcej czasie przybyła do Lwowa, pragnąc doprowadzić do zawarcia rozejmu, delegacja Ententy. Polacy opowiadali się za zawieszeniem broni na linii biegnącej wzdłuż Bugu, następnie 15 km na wschód od Lwowa i wprost w dół do Dniestru. Na południe od Dniestru na terenie zagłębia borysławsko – drohobyckiego, Polacy zgadzali się na neutralizację tego terenu pod kontrolą Ententy. Propozycje zachodnie jako ostateczne określały granicę rozejmu na linii Berthelemy’ego , mającą przebiegać linią Bugu do Kamionki Strumiłowej, a dalej na południe granicą powiatów do Bobrki, wzdłuż linii kolejowej do Wybranówki, od której skręcałaby do Mikołajowa i stąd wzdłuż linii kolejowej Lwów – Stryj aż do granicy Galicji w Karpatach, przy czym zagłębie naftowe pozostałoby po stronie polskiej. Zarządzałaby nim komisja międzynarodowa, a 50% wydobycia ropy przekazywane byłoby Ukraińcom. Propozycję tą odrzuciła strona ukraińska, proponując konsekwentnie linię demarkacyjną na Sanie. Odrzucenie propozycji Ententy, jak pisze M. Kozłowski, było poważnym błędem strony ukraińskiej, wykazującej się „zwierzęcą zaciekłością” połączoną z niewiarygodną polityczną ślepotą. Zerwanie zawieszenia broni przez stronę ukraińską 1 marca 1919 roku oraz ostrzelanie pociągu odwożącego delegację aliantów ze Lwowa do Przemyśla, było jak pisze ten sam autor, działaniem strategicznie bezsensownym, a politycznie zabójczym pociągnięciem. Wznowione zostały walki polsko – ukraińskie, toczone ze zmiennym szczęściem. Ponowna znaczna przewaga wojsk polskich i wyparcie ukraińskich na linię Brody – Jeziorna – Złota Lipa oraz sytuacja polityczna rządu polskiego na arenie międzynarodowej, skłaniała stronę polską do rozmów z Ukraińcami. Niestety, woli takiej nie było po stronie ukraińskiej. 14 czerwca strona polska zaproponowała S. Petlurze, przywódcy naddnieprzańskiej Ukraińskiej Republiki Ludowej, pozostającej od 22 stycznia 1919 roku w symbolicznej unii z ZURL, podpisanie przymierza, proponując rozgraniczenie wojsk wzdłuż frontu z 1 czerwca, który przebiegał wzdłuż Seretu i Złotej Lipy z tym, że Tarnopol pozostawał po stronie polskiej. Była to propozycja mniej korzystna dla strony ukraińskiej od poprzednich, proponowanych przez gen. Barthelemy’ego, czy Louisa Botha. Ukraińscy politycy galicyjscy, przeciwni polsko – ukraińskiemu porozumieniu, dokonali rozwiązania przez URN rządu, przekazując pełnię władzy Jewhenowi Petruszewyczowi, który powołał na dowódcę armii gen. Aleksandra Grekowa. Rozpoczął on ofensywę przeciwko wojskom polskim, osiągając szereg sukcesów. 27 czerwca dowództwo nad wojskami polskimi walczącymi w Galicji Wschodniej objął Józef Piłsudski. Zasilona posiłkami armia polska w Galicji, podjęła kontrofensywę wypierając wojska ukraińskie za Zbrucz. Był to koniec istnienia ZURL oraz możliwości zawarcia porozumienia z Polską, które mogło doprowadzić do powstania, co prawda, buforowego państwa ukraińskiego, obejmującego późniejsze województwa stanisławowskie, tarnopolskie, część wschodnią województwa lwowskiego bez Lwowa, a być może również województwo wołyńskie. Powstanie tego państwa ukraińskiego stwarzałoby możliwość rozszerzenia go o tereny na wschód od Zbrucza, a także ułożenia stosunków polsko – ukraińskich na zasadach współpracy i przyjaźni. Szansa ta została przez ukraińskich polityków galicyjskich zaprzepaszczona.

  13. piotrx
    piotrx :

    Tak na marginesie – ślepota polityczna i zacietrzewienie strony ukraińskiej spowodowało że stracili oni szansę na wprawdzie buforowe ale jednak własne państwo już w 1919 r.. W styczniu 1919 roku polski sztab generalny Wojska Polskiego pragnął doprowadzić do zaprzestania walk w Galicji Wschodniej, sankcjonując w pewnym sensie istnienie ZURL. W tym samym mniej więcej czasie przybyła do Lwowa, pragnąc doprowadzić do zawarcia rozejmu, delegacja Ententy. Polacy opowiadali się za zawieszeniem broni na linii biegnącej wzdłuż Bugu, następnie 15 km na wschód od Lwowa i wprost w dół do Dniestru. Na południe od Dniestru na terenie zagłębia borysławsko – drohobyckiego, Polacy zgadzali się na neutralizację tego terenu pod kontrolą Ententy. Propozycje zachodnie jako ostateczne określały granicę rozejmu na linii Berthelemy’ego , mającą przebiegać linią Bugu do Kamionki Strumiłowej, a dalej na południe granicą powiatów do Bobrki, wzdłuż linii kolejowej do Wybranówki, od której skręcałaby do Mikołajowa i stąd wzdłuż linii kolejowej Lwów – Stryj aż do granicy Galicji w Karpatach, przy czym zagłębie naftowe pozostałoby po stronie polskiej. Zarządzałaby nim komisja międzynarodowa, a 50% wydobycia ropy przekazywane byłoby Ukraińcom. Propozycję tą odrzuciła strona ukraińska, proponując konsekwentnie linię demarkacyjną na Sanie. Odrzucenie propozycji Ententy, jak pisze M. Kozłowski, było poważnym błędem strony ukraińskiej, wykazującej się „zwierzęcą zaciekłością” połączoną z niewiarygodną polityczną ślepotą. Zerwanie zawieszenia broni przez stronę ukraińską 1 marca 1919 roku oraz ostrzelanie pociągu odwożącego delegację aliantów ze Lwowa do Przemyśla, było jak pisze ten sam autor, działaniem strategicznie bezsensownym, a politycznie zabójczym pociągnięciem. Wznowione zostały walki polsko – ukraińskie, toczone ze zmiennym szczęściem. Ponowna znaczna przewaga wojsk polskich i wyparcie ukraińskich na linię Brody – Jeziorna – Złota Lipa oraz sytuacja polityczna rządu polskiego na arenie międzynarodowej, skłaniała stronę polską do rozmów z Ukraińcami. Niestety, woli takiej nie było po stronie ukraińskiej. 14 czerwca strona polska zaproponowała S. Petlurze, przywódcy naddnieprzańskiej Ukraińskiej Republiki Ludowej, pozostającej od 22 stycznia 1919 roku w symbolicznej unii z ZURL, podpisanie przymierza, proponując rozgraniczenie wojsk wzdłuż frontu z 1 czerwca, który przebiegał wzdłuż Seretu i Złotej Lipy z tym, że Tarnopol pozostawał po stronie polskiej. Była to propozycja mniej korzystna dla strony ukraińskiej od poprzednich, proponowanych przez gen. Barthelemy’ego, czy Louisa Botha. Ukraińscy politycy galicyjscy, przeciwni polsko – ukraińskiemu porozumieniu, dokonali rozwiązania przez URN rządu, przekazując pełnię władzy Jewhenowi Petruszewyczowi, który powołał na dowódcę armii gen. Aleksandra Grekowa. Rozpoczął on ofensywę przeciwko wojskom polskim, osiągając szereg sukcesów. 27 czerwca dowództwo nad wojskami polskimi walczącymi w Galicji Wschodniej objął Józef Piłsudski. Zasilona posiłkami armia polska w Galicji, podjęła kontrofensywę wypierając wojska ukraińskie za Zbrucz. Był to koniec istnienia ZURL oraz możliwości zawarcia porozumienia z Polską, które mogło doprowadzić do powstania, co prawda, buforowego państwa ukraińskiego, obejmującego późniejsze województwa stanisławowskie, tarnopolskie, część wschodnią województwa lwowskiego bez Lwowa, a być może również województwo wołyńskie. Powstanie tego państwa ukraińskiego stwarzałoby możliwość rozszerzenia go o tereny na wschód od Zbrucza, a także ułożenia stosunków polsko – ukraińskich na zasadach współpracy i przyjaźni. Szansa ta została przez ukraińskich polityków galicyjskich zaprzepaszczona.

    • mazowszanin
      mazowszanin :

      W ocenie działalności polityczno-militarnej Ukraińców należy już na wstępie wskazać, że nie potrafili oni zachować jednolitości narodowej, czego dowodem było istnienie równoległe 2 państw: naddnieprzańskiej URL oraz ZURL. Prowadzona przez nich polityka sprowadziła na nich klęskę, czemu dopomogła (tak to widzę) „tradycja” z czasów I Hetmanatu polegająca na wewnętrznych walkach stronnictw i brak umiejętności pójścia na kompromisy, tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Dziś też mamy, moim zdaniem, kolejną odsłonę tzw. Ruiny Ukrainy, na razie w początkowej jeszcze formie. Nie wróżę świetlanej przyszłości krajowi w położeniu Ukrainy kierowanej przez takich, a nie innych ludzi, prowadzącej taką a nie inną politykę. Wracając do artykułu, pada w nim słuszna moim zdaniem teza: „W polskim interesie jest, by tamtejszy nacjonalizm był możliwie jak najdłużej zaangażowany w konfrontację w Donbasie i w walkę o restytucję granic Ukrainy sprzed rewolucji na Majdanie, by wykrwawiał Rosję i zarazem wykrwawiał sam siebie”. Rozumowanie w tej kategorii pokazuje kierowanie się dobrem państwa polskiego, narodowym interesem oraz zrozumieniem zasad prowadzenia polityki. Identyczną wizję przedstawiałem w rozmowach ze znajomymi lecz nie znajdywała ona, jako być może z lekka dla nich szokująca, większego zrozumienia. Inna sprawa, że praktycznie wszyscy moi interlokutorzy w rozmowach dot. Ukrainy od minimum roku nie zauważali problemów jakie tam narastają, ich przyczyny i potencjalnych rozwojów sytuacji oraz konsekwencji przewidywalnych zdarzeń.

  14. piotrx
    piotrx :

    Sowieci zwalczali UPA u siebie, ale często wspierali na terenie polskim.
    Przyklady wspierania UPA przez Sowietów – strona 34-35
    http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/referat.pdf

    „Odnotowywano przypadki dostarczania oddziałom UPA przez Rosjan pomocy (np. w rejonie Odrzechowej posłali 2 auta amunicji w beczkach), zaś w czasie walk z oddziałami Wojska Polskiego (Wojsk Ochrony Pogranicza) w rejonie Komańczy samolot sowiecki rzucał dla UPA broń. Schwytanych i dostawionych do komendy WOP banderowców Rosjanie tam urzędujący puszczali wolno, mimo dowodów, że zatrzymani pozbawili życia 3 podoficerów Wojska Polskiego (czwarty właśnie zdołał uciec i był świadkiem). Wyżsi oficerowie WP (Rosjanie) nie przychodzili z pomocą napadniętym wsiom polskim dopuszczając do ich kompletnego zniszczenia. W pierwszych dniach sierpnia 1945 r. napadniętej Średniej Wsi pułkownik WP nazwiskiem Kiryluk nie przyszedł z pomocą z odległego o 9 km Leska. Tej samej nocy UPA niszczyła sąsiednie wsie i miasteczka, jak Hoczew i Baligród, mordując Polaków i paląc domostwa. Dnia 29 grudnia 1945 r. UPA zaatakowała Nowosielce, Pielnię i Długie. Pułkownik Pluto z Sanoka (również sowiecki) nie podążył na pomoc. Ukraińcy wtedy w samych Nowosielcach spalili i obrabowali 200 domów. Autorzy z „Biuletynu Kresowego” pisali, że :

    „…Na odprawach komendant posterunków MO instruktor sowiecki z Bezpieczeństwa pouczał w grudniu 1945 r., że nie banderowców należy ścigać a akowców i chłopów polskich, którzy mają broń”.

    Z tego można wysnuć jedyny wniosek, że oficjalne koła sowieckie, aczkolwiek u siebie zwalczały banderowców, na terenie polskim ich popierały. Opisywane wypadki znajdują potwierdzenie w oficjalnej polskiej prasie lokalnej i centralnej. Dowody na ich prawdziwość znaleźć można w dziesiątkach relacji mieszkańców, a także żołnierzy udzielających im pomocy..”

  15. husarz
    husarz :

    Jest to nadużycie moim zdaniem sformułowanie że ich popierały to skąd w takim razie Akcja Wisła (całkiem słusznie podjęta w imieniu wyższej konieczności)? Dowodem na to że partyzantka radziecka nie wspierała UPA w czasie wojny na terenach rzeczpospolitej z 1939 roku na Wołyniu i Małopolsce wschodniej jest chociażby to że Polacy wstępowali do Istrebiteilnych batalionów i w Rosjanach widzieli ochronę (pisze o tym historyk badacz nacjonalizmu ukraińskiego Wiktor Poliszczuk). Nie wydaje się też ani logiczne ani prawdopodobne aby popierała UPA na tzw zakerzoniu przecież Rosjanie też ten teren uważali za swój i nie na rękę były im niepokój który banderowcy siali na drugim froncie wystepując przeciwko ludności polskiej stąd tez była później Akcja Wisła. Przypadki które podaje Kulińska wcale jednoznacznie nie świadczą o pomocy upowcom i sama wkońcu dodaje że temat wymaga badań. Inaczej było z naszymi zachodnimi aliantami którzy zrzucali banderowców w celu robienia dywersji w Polsce już po 1945 roku a później niektórzy z nich jak Nykoła Łebed zrobił karierę w amerykańskiej CIA. Artykuł na który sie Pan powołuje Prof. Lucyny Kulińskiej powtarza też w jednym ogólnym zdaniu banderowską propagandę o wspieraniu przez Sowietów rzezi na Polakach. Wiktor Poliszczuk mówi że polscy historycy nawet zajumujący się Wołyniem nie potrafią wytłumaczyć skąd brały się te mordy gdyż nie odwołują się i nie wystarczająco znają ideologię Dmytra Doncowa która była praprzyczyną wszystkiego. Stąd często u Polskich historyków obwinianie Niemców i Armie Czerwoną o sprzyjanie rzeziom. Podczas gdy wprost przeciwnie dzisiaj już znane są dokumenty że nawet Niemcy prowadzili z banderowcami pertraktacje w celu zaprzestania mordów na Polakach. Trzeba pamiętać i o tym ze nasi historycy współcześnie też nierzadko są upolitycznieni stąd np nie zajmują się problemem nacjonalizmu ukraińskiego czy wątkami udziału tzw Haliczan w powstaniu warszawskim bądź o wszystko obwiniają Niemców i Rosjan zamiast prowadzić rzetelne badania. Niestety nasza nauka też nie jest wolna od polityki jakże brudnej polityki powiedziałby Wiktor Poliszczuk.

  16. doliwaq
    doliwaq :

    Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda fajnie, ale jeśli przyjrzymy się głębiej zauważymy błędy takiej polityki. Czy długa wojna w Donbasie wykrwawi obydwie strony? Tak, ale to nie znaczy, że osłabi ukraiński nacjonalizm, lecz że go wzmocni! Buduje się tam właśnie nowy nacjonalizm ukraiński, który jednak odwołuje się do UPA. Nacjonaliści na początku byli nieznaczną siłą, jedynie na terenach zachodniej Ukrainy będącej w miarę silną. Teraz rozszerzają wpływy, a wojna im pomaga. Problemem Polski nie jest to, że wspiera Ukrainę, lecz to, że wspiera ukraiński nacjonalizm. Jak autor może uważać, że mały bufor w Galicji i Wołyniu może powstrzymać Rosję, jeśli sam uważa, że gdyby chciała zaatakować to już dawno by nas podbiła?
    A jego stosunek do Łukaszenki… Niewątpliwie zależy mu na niepodległości, ale jednocześnie pod naszym nosem rusyfikuje własnych obywateli. Mamy się temu przyglądać i nic nie robić? Opierać naszą obronę o polski żywioł na kresach? Przecież Polaków tam już prawie nie ma, niestety. A choćby i wciąż stanowili większość w miastach kresowych takich jak Wilno, Lwów, Kijów czy Mińsk, czy to by coś zmieniło? Czy stali by się lepszym buforem przeciwko Rosji niż niepodległe państwa Litwy, Białorusi czy Ukrainy? Wątpię.
    To jak autor widzi I Rzeczpospolitą, mówią już że autor ma endeckie przekonania. Samo negowanie RON jako państwa wielonarodowego jest śmieszne. Autor nie wie, że wtedy istniała podwójna narodowość? Można było być i Litwinem/Rusinem i Polakiem. Jak w ogóle można twierdzić, że Litwini i Rusini nie stanowili nigdzie większości!?
    Bardzo słaby artykuł. Można mu naprawdę wiele zarzucić. Jedyne co pozytywnego można z niego wyczytać, to to, że powinno się wspierać Polaków na kresach. Nic więcej.