Na Białorusi trwa zbiórka podpisów poparcia dla kandydatów. Zebranie 100 tysięcy pozwoli na rejestrację oficjalnego pretendenta na posadę prezydenta.

– Kampania wyborcza na Białorusi przebiega bez naruszeń – powiedziała dziennikarzom szefowa Centralnej Komisji Wyborczej Lidzija Jarmoszyna, – żaden ze sztabów nie zgłosił skarg na to, że stwarza się mu nierówne warunki. Inna sprawa, że może niektórzy nasi politycy oduczyli się pracować i dlatego mają pretensje.


Na Białorusi trwa zbiórka podpisów poparcia dla kandydatów. Zebranie 100 tysięcy pozwoli na rejestrację oficjalnego pretendenta na posadę prezydenta. Jak przebiega ta akcja po stronie władzy i opozycji? Który z opozycyjnych polityków zebrał najwięcej podpisów?

Bez wątpienia w wyścigu wyborczym przoduje obecny prezydent Aleksander Łukaszenka – na spotkaniu z ministrem edukacji i jednocześnie szefem sztabu Alaksandrem Radźkowym prezydent nakazał zaprzestanie zbioru podpisów na ulicach i w domach. Jak stwierdził, pod jego nazwiskiem podpisało się już ponad 600 tysięcy obywateli. Prezydent okazał też „poparcie” kandydatom alternatywnym – zwrócił się do Białorusinów z prośbą o składanie podpisów na kandydatów alternatywnych. „Ich jest szesnastu, chcą iść na wybory. Niech idą”. Niezwyczajna łaska, a może Aleksander Łukaszenka boi się, że nikt oprócz niego nie zbierze 100 tysięcy podpisów? A tak przecież w demokratycznym kraju być nie może!

Grono kandydatów opozycyjnych opuściło już dwóch polityków Piotar Barysau i Siarhiej Hajdukiewicz, trzeci – Jury Hłuszakou (Zieloni) głośno mówi o możliwości wycofania się. Pozostali aktywnie zbierają podpisy, wierząc w powodzenie swoich kampanii. Zbiórka odbywa się tak na ulicach, jak i w domach, gdzie do drzwi obywateli pukają aktywiści opozycji – członkowie komitetów wyborczych. Zdarzały się przypadki uniemożliwiania przeprowadzenia pikiet w miejscach publicznych, gdzie przewija się dużo ludzi. Wielu kandydatów nie wpuszczono do internatów, zakładów pracy – instytucje publiczne to domena obecnego prezydenta, tylko jego zwolennicy mogą zbierać tam podpisy. Mimo wszelkich utrudnień akcja zbioru podpisów poparcia postępuje.

Najgłośniej mówi się o sukcesach poety Uładzimira Niaklajewa i polityka związanego z portalem „Chartyja 97” Andreja Sannikowa. Kandydat Białoruskiego Frontu Ludowego Ryhor Kastusiou pozostaje w tyle, choć nie można wykluczyć, że jeszcze nas zaskoczy. Co ciekawe, wielu Białorusinów zapytanych o nazwiska kandydatów opozycyjnych przeważnie umie wymienić tylko Niaklajewa, ewentualnie Sannikowa. Ten ostatni podobno prowadzi wśród opozycyjnych kandydatów – tak głoszą niezależne sondaże internetowe. Trzeba przyznać, że Niaklajeu prowadzi najbardziej aktywną kampanię – dzień w dzień spotyka się z wyborcami, zaskakuje wypowiedziami i działaniami (wspomnijmy choćby sprawę kota Barsika). Niaklajeu zorganizował spotkanie z białoruskimi blogerami, sam również jest aktywny w serwisie blogowym LiveJournal. Według ostatnich danych na dzień 11 października komitet wyborczy Uładzimira Niaklajewa zebrał 71 505 podpisów. Sztaby pozostałych kandydatów podają następujące liczby: Jarasłau Ramańczuk – 50 tysięcy, Ryhor Kastusiou – 40 tysięcy, Wital Rymaszeuski – 40 tysięcy. Sztab Andreja Sannikawa nie podał oficjalnej informacji.

Jak wiadomo nie od dziś, wybory wygrywa ten, kto liczy głosy. To komisje wyborcze są głównym „narzędziem” fałszerstw wyborów, bez względu na to, czy prezydent Łukaszenka już dziś doskonale zna ich wynik. Dlatego tak ważnym momentem było formowanie komisji terytorialnych. W ich skład weszło jedynie siedemnastu przedstawicieli demokratów (to 0,85% wszystkich członków komisji). Taka sytuacja uniemożliwi kontrolę nad liczeniem głosów i zapobieżenie manipulacjom przy urnach. Opozycja jednak nie zamierza spokojnie się temu przyglądać. Czternaście demokratycznych partii, organizacji i inicjatyw zdecydowało o wspólnej pracy w ramach kampanii „O sprawiedliwe wybory”, która stawia sobie trzy główne cele: mobilizacja społeczeństwa tak, by ludzie byli skłonni sami obserwować przebieg wyborów, praca nad tym, by uprzedzić naruszenia prawa wyborczego, oraz informowanie społeczeństwa o popełnionych przez komisje wyborcze przestępstwach wyborczych.

Trudno nie odnieść wrażenia, że w grudniu będziemy oglądać walkę Łukaszenka-Niaklajeu-Sannikau. Być może do tego grona dołączy kandydat prawicowy – najprawdopodobniej Kastusiou. Jak widać, ludzi nie interesuje za czyje pieniądze prowadzą swoje kampanie ww. kandydaci, a ich wizja Białorusi odpowiada wyborcom…

KD

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz