Ojciec Zenon Turowski

Ojciec Zenon Turowski franciszkanin, imię zakonne Albert. Kapłan niezwykle zasłużony dla Kościoła rzymskokatolickiego, trwania w podziemiu i wskrzeszenia na Ukrainie struktur Zakonu Braci Mniejszych.

Zarówno pod względem wieku, jak i zakonnego stażu o. Turowski należy do najstarszych franciszkanów na Ukrainie. Starszym od niego jest tylko założyciel podziemnej wspólnoty franciszkanów o. Martynian Wojciech Darzycki. Na kapłana został wyświęcony w 1983 r., będąc od roku kandydatem do zakonu, należąc do podziemnego „zaocznego” nowicjatu, funkcjonującego w odległej o sto kilometrów od Szarogrodu Miastkówce. Na ironię zakrawa fakt, że tak bliski kontakt z głównym ośrodkiem zakonu, w świetle sowieckiego prawa nielegalnego, ułatwił mu sowiecki ,,wyznaniowiec”, który nie chciał się zgodzić na to, by pracował on w Żytomierzu i skierował go do Szarogrodu.

O. Turowski urodził się w Wasiłówce koło Żytomierza w polskiej i głęboko wierzącej rodzinie Ernesta i Jadwigi z Łagowskich. Jego rodzice szybko przenieśli się do Żytomierza i w nim spędził dzieciństwo i młodość. Od roku 1967 do 1969 odbywał służbę wojskową, potem przez kilka lat pracował, uzupełniając wykształcenie. Ukończył Technikum elektroniczne i naprawy telewizorów, jednocześnie śpiewał w chórze katedralnym w Żytomierzu i uczył się grać na organach. Stąd do Chmielnika wraz z dwoma kolegami, wśród których był m.in. obecny ordynariusz kamieniecko – podolski bp Leon Dubrawski, zabrał go ks. Leon Krapan.

,,Pod jego kierunkiem uczyliśmy się nie tylko gry na organach i śpiewu kościelnego, ale przygotowywaliśmy się do kapłaństwa” – wspomina o. Albert. ,,Postanowiliśmy bowiem wstąpić do Seminarium w Rydze, co oczywiście nie było łatwe. Za pierwszym razem nas nie przyjęto, kagiebista, od którego to zależało oświadczył krótko – podpiszemy deklarację współpracy, to dostaniemy pozwolenie od ręki, nie podpiszemy, o seminarium możemy zapomnieć. Za drugim razem też istotnie zgody nam nie dano, również za trzecim razem sytuacja się powtórzyła, ale zdarzyło się coś niespodziewanego. Do Żytomierza przyjechał oficjalnie w 1978 r. czeski kardynał Tomaszek. Spotkał się z księżmi w Żytomierzu i zaczął się pytać, jakie mają problemy. Ksiądz Krapan od razu wstał i powiedział, że władze utrudniają chętnym wstępowanie do seminarium. Obecny na zebraniu ,,wyznaniowiec” udał głupiego, obiecał, że zainteresuje się sprawą i pomoże. W miesiąc później, już po rozpoczęciu zajęć w seminarium otrzymaliśmy zgodę na wstąpienie do niego. Musieliśmy nadrabiać materiał. Na rok przed święceniami wraz z przyszłym biskupem potajemnie wstąpiliśmy pod wpływem kontaktów z o. Martynianem Wojciechem Darzyckim do Zakonu Braci Mniejszych. Po upływie roku złożyliśmy na jego ręce profesję, czasowo przyjmując zakonne imiona, on Maksymilian, a ja Albert. Imię Alberta przyjąłem na pamiątkę o. Alberta Chmielowskiego, mojego ulubionego świętego. W 1983 r. otrzymaliśmy święcenia prezbiteriatu, po których on poszedł do Chmielnika, a ja do Szarogrodu. Ks. Bronisław Biernacki ówczesny bliski współpracownik o. Darzyckiego pomógł mi się zainstalować, rozpocząłem posługę na miejscu wydalonego ks. Witko.”

Przez siedem lat o. Turowski pracował sam. Na początku lat dziewięćdziesiątych wsparli go współbracia z Polski. Pierwszym z nich był o. Tadeusz Łuczak. Przyjechał już w 1990 r. W następnym roku dołączył do nich o. Lech Dulęba – obecny proboszcz parafii. W roku 1993 przy parafii formalnie erygowano klasztor.

,,Pracy było wówczas sporo” wspomina o. Turowski. ,,Trzeba było przygotować parafię do jubileuszu czterechsetlecia przypadającego w 1995r. i zbudować kościoły w punktach dojazdowych, by żyjący w nich wierni nie musieli do kościoła na Mszę św. wędrować pieszo dwadzieścia czy nawet trzydzieści kilometrów.”

Pierwsze nowe kościoły zostały przez franciszkanów wzniesione w Politankach i w Plebanówce, później w Kozłówce, Roskoszy, Teklówce i Łozowej.

Obecnie Plebanówka i Kozłówka stanowią samodzielne parafie i mają własnych diecezjalnych proboszczów. Pozostałe nadal stanowią punkty dojazdowe franciszkańskiego centrum w Szarogrodzie. Najbliżej miasta leży Roskosz – jest to wieś, która de facto włączona została w jego obręb i stanowi drugą miejską parafię. Miejscowi ludzie w dalszym ciągu siłą rozpędu mówią o niej ” na Rokoszy”. Parafia ta niewątpliwie jednak krzepnie i zaczyna się rozwijać, dwa lata temu miała miejsce konsekracja jej świątyni p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Przygotowując szarogrodzką parafię do jubileuszu, o. Turowski rozpoczął też remont zabytkowej świątyni św. Floriana, porządkując jej całe otoczenie. Dzięki temu kościół ponownie zajaśniał blaskiem, stając się architektoniczną wizytówką miasta.

W Szarogrodzie o. Turowski pracował 14 lat, odciskając na tej parafii ogromne piętno. Bez wątpienia przyczynił się do trwania w niej polskości, nawiązując do wspaniałej tradycji swoich wielkich poprzedników pracujących w szarogrodzkiej parafii w czasach sowieckich, takich jak ksiądz Antoni Chomicki czy ksiądz Bronisław Drzepecki. Z Szarogrodu został przeniesiony do innych zakonnych placówek, pomagając w ich wskrzeszeniu, remoncie i budowie świątyni. Pracował m.in. w Budsławiu, Cudnowie i Sadowej Wiszni i w Połonnem. Obecnie wrócił do Szarogrodu, gdzie zajmuje się z polecenia prowincjała budową Kalwarii.

Prywatnie o. Turowski, jak przystało na franciszkanina, jest człowiekiem bardzo gościnnym i pełnym humoru. Słuchając jego dowcipów aż trudno uwierzyć, że jest on także, cieszącym się poważaniem i szacunkiem wiernych egzorcystą.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz