Na temat Kresów, lubelskiego środowiska akademickiego, wolnościowej tradycji politycznej oraz myśli ekonomicznej ze Stefanem Sękowskim ze Stowarzyszenia KoLiber rozmawia Mateusz Kędzierski.

M.K. Wiem, że interesuje się Pan Kresami, skąd się wzięło zainteresowanie tą tematyką?

S.S.Tak, interesuję się, aczkolwiek nie uważam siebie za eksperta w tej dziedzinie. Rodzice mojej Mamy urodzili się i mieszkali na terenach dzisiejszej Ukrainy – Babcia we Włodzimierzu Wołyńskim, Dziadek w Sarnach. Babcia wraz z rodziną uciekła z Wołynia w czasie rzezi przeprowadzonej przez UPA, Dziadek zaś wstąpił do Wojska Polskiego i przebył z nim drogę aż do Berlina. Obojgu nie było dane wrócić do domu po wojnie, samodzielnie lub dzięki pomocy dalszej rodziny musieli urządzić się w okrojonej Polsce. Od nowa, jako że ich przedwojenne życie, a także majątek był związany z terenami obecnej zachodniej Ukrainy. Oboje, przede wszystkim Babcia, darzyli swoje rodzinne strony dużym sentymentem i stąd być może zainteresowanie. Drugi powód jest mniej emocjonalny – te tereny są związane nierozerwalnie z polską kulturą. Jako osoba żyjąca w tej kulturze siłą rzeczy stykam się z postaciami, wydarzeniami, symbolami, związanymi z Kresami. Bez Lwowa nie byłoby Zbigniewa Herberta, Stanisława Lema, czy braci Bocheńskich. Bez Wilna – Mackiewiczów, Miłosza.

M.K. Lublin jest specyficznym miejscem, blisko granicy wschodniej, czy czuć tam kresowość i na czym ona polega.

S.S.Na pewno nie tak jak przykładowo w Białymstoku. Zdecydowanie bardziej czuć wielokulturowość starego Lublina, niż jego kresowość. Współcześnie o bliskości Kresów świadczy na pewno duża liczba studentów z Ukrainy i Białorusi na lubelskich uczelniach.

M.K. Jakie widzi Pan perspektywy przed KoLibrem w Lublinie? Jest to specyficzny teren – bliskość granicy i wschodnich sąsiadów, z drugiej strony mocny ośrodek konserwatywny, jakim jest KUL.

S.S.Z tym konserwatyzmem KUL to bym jednak nie przesadzał… Na pewno mamy szerokie pole do popisu. W Lublinie są obecnie cztery uniwersytety, politechnika, kilka prywatnych wyższych uczelni o zróżnicowanym, ale z reguły dobrym poziomie. W związku z tym mamy możliwość wpływać na wielu młodych ludzi – rówieśników większości z nas. Jesteśmy jednym z bardziej doświadczonych oddziałów KoLibra, przeprowadziliśmy wiele ciekawych akcji. Ostatnio była to chociażby akcja upamiętniająca rotmistrza Pileckiego (była to część ogólnopolskiej akcji zorganizowanej przez pana Michała Tyrpę), w której wzięli udział także harcerze z ZHR, oraz kombatanci. Do studentów skierowane są takie inicjatywy, jak klub dyskusyjny, czy spotkania z różnymi osobistościami (m.in. Rafał Ziemkiewicz, Andrzej Szczęśniak), nierzadko współorganizowane ze studenckimi kołami naukowymi. Inną formą naszej działalności, tym razem skierowaną do uczniów liceum, jest Latający Uniwersytet KoLibra, w ramach którego mogą oni poszerzyć swoje horyzonty na spotkaniach z ciekawymi ludźmi, ekspertami w swych dziedzinach – choćby o polskiej ordynacji wyborczej (dr Wojciech Sokół z UMCS), czy o relacjach państwo-Kościół (Tomasz Terlikowski). Także tę inicjatywę będziemy kontynuować w nowym, szkolno-akademickim roku 2008/2009. Misja naszego Stowarzyszenia, a także fakt, iż w większości jesteśmy studentami bądź uczniami liceów, dyktują nam takie, a nie inne ramy czasowe działania.###strona###

M.K. Jest zatem szansa na wytworzenie w Lublinie środowiska, np. w oparciu o KUL, które byłoby w stanie podjąć ideę I RP , z jej pluralizmem, rozumieniem wolności politycznej jako uczestnictwa etc.? Może widzi Pan poza Lublinem jakieś inne środowiska w kraju, które warto byłoby skonsolidować wokół takiego projektu?

S.S.Katolicki Uniwersytet Lubelski w pierwszej kolejności pełni rolę edukacyjną, w związku z czym nie sądzę, by chciał angażować się w promocję nawet szczytnej idei. Zresztą z własnego KoLibrowego doświadczenia wiem, iż KUL jest raczej niechętny promocji czegoś, co mogłoby w jakikolwiek sposób kojarzyć się z polityką. To nawet zrozumiałe – jednak w poruszaniu „odważnych” tematów w większym stopniu można liczyć na UMCS. Idea pokazywania tego, co dobre w sarmackiej myśli politycznej, tego, co warto przeszczepić na grunt Polski XXI-wieku jest szczytne i jednocześnie bardzo trudne. Dlatego nie angażowałbym w to partii politycznych, ani na szczeblu lokalnym, ani centralnym. Zajmując się codzienną polityką, często ograniczającą się do wzajemnych przepychanek, nie będą interesować się roztrząsaniem przykładowo idei liberum veto. Od tego nie rosną słupki poparcia. Jeśli chodzi o promocję idei I RP, to przede wszystkim trzeba zastanowić się nad tym, jakie wartości warto przenieść do dzisiejszej Polski, a jakie stanowczo odrzucić. Niedawno zajął się tym „Przegląd Polityczny”, także w najbliższej „Frondzie” ukaże się materiał na temat sarmackiej teologii politycznej. Myślę, że nie ma sensu tworzenia szczególnego środowiska, które miałoby na celu gloryfikację I RP. Bądź co bądź rozbiory nie nastąpiły z kaprysu rozbiorców. Ktoś kiedyś stwierdził, iż ówczesna Polska była spróchniałą mapą w którą wystarczyło puknąć, by ze środku wyleciało zepsute drzewo. Prusy, Austria i Rosja jedynie „puknęły” w tę mapę. Należy więc raczej krytycznie rozważać historyczną myśl polityczną. Swego czasu Klub Dyskusyjny Lubelskiego KoLibra planował poświęcić osobne spotkanie sarmackiej myśli politycznej – niestety, z przyczyn od nas niezależnych spotkanie to się nie odbyło. Mam nadzieję,że do tematu wrócimy. Na KUL funkcjonuje prężnie Akademicki Klub Myśli Społeczno-Politycznej Vade Mecum, który organizuje ciekawe młodzieżowe debaty. Być może i oni zainteresują się tą tematyką.

M.K. Jak wygląda wasza współpraca z Ukrainą?

S.S.Pewien czas temu nawiązaliśmy – mówię o KoLibrowej „centrali” – współpracę ze Związkiem Młodzieżowym ,,Nasza Ukraina”. Jest to młodzieżówka współrządzącej Ukrainą partii prezydenta Juszczenki, jedna z największych tego typu organizacji w tym kraju. Na razie nasze relacje ograniczają się do wzajemnych spotkań i wizyt, które pomagają wypracować wspólny grunt do szerszej współpracy pomiędzy naszymi organizacjami. Planujemy już niebawem także większą wspólną akcję, do której spróbujemy zaprosić również organizacje z innych krajów. Nie chcę na razie zdradzać szczegółów, powiem tylko, że chodzi o kwestię bardzo ważną zarówno dla naszych organizacji ze względów światopoglądowych, jak i dla naszych ojczyzn jako krajów postkomunistycznych. ###strona###

M.K. Stowarzyszenie KoLiber ma zapewne swoją wizję polityki wschodniej i stosunków z sąsiadami.

S.S.KoLiber nie ma jednolitego stanowiska wobec szczegółowych rozwiązań polityki zagranicznej. Jest wiele plusów integracji europejskiej, ale jednym z niewątpliwych minusów jest utrudnienie kontaktów z naszymi wschodnimi sąsiadami. Dla Polski i dla całej Unii Europejskiej korzystna jest jak najszersza współpraca gospodarcza z państwami byłego Związku Radzieckiego, zresztą nie tylko z nimi. Unia wyrzekła się protekcjonizmu wewnątrz swoich granic, zamykanie się na zewnątrz jest zwyczajną niekonsekwencją. Jesteśmy także przeciwni prowadzeniu kulturowych, czy ekonomicznych wojenek z Rosją, Białorusią, czy Ukrainą. Jednocześnie chcemy, by Rosja uznała suwerenność państw, które po 1989 roku wyzwoliły się spod radzieckiej hegemonii. Z tego powodu w 2007 roku wyszliśmy z inicjatywą listu do Przewodniczącego Komisji Europejskiej w obronie Estonii przed atakami ze strony Rosji spowodowanymi przeniesieniem pomnika żołnierzy Związku Sowieckiego i szczątków dwunastu żołnierzy Armii Czerwonej z centrum Tallina na cmentarz wojskowy. List ten podpisało w internecie ponad 2 tysiące osób z całej Europy. W akcję włączyli się polscy eurodeputowani, tacy jak Bogusław Sonik z PO czy Konrad Szymański z PiS. Trudno powiedzieć, czy wywarła ona na panu Barroso jakieś wrażenie, niemniej podczas swojej wizyty w Moskwie zachowywał się, jakby nasz list był wyrazem także jego poglądów na tę kwestię. Uważamy także, iż w układaniu pozytywnych relacji między Polską a naszymi wschodnimi sąsiadami pomocne będzie dążenie do wyjaśnienia tragicznych epizodów w naszej wspólnej historii. Takich faktów jak Katyń, rzeź wołyńska, czy Akcja „Wisła” nie da się zamieść pod dywan. Dopóki tych kwestii nie wyjaśnimy i nie padną słowa „przepraszam”, trudno będzie mówić o szczerości we wzajemnych relacjach.

M.K. Ma Pan spore doświadczenia translatorskie, zwłaszcza biorąc pod uwagę młody wiek. Skąd zainteresowanie tłumaczeniem autorów takich, jak np. Ludwig von Mises?

S.S.Misesem zainteresowałem się w liceum, dzięki lekturze artykułów Mateusza Machaja (fundatora polskiego Instytutu Misesa), który publikował wówczas w „Najwyższym Czasie!”. Przedstawiał on ekonomię w niestandardowy sposób, daleki od tego, z czym często ekonomię kojarzymy – gąszczem tabelek, wykresów i wzorów matematycznych. A przecież nie da się w nich ująć wytłumaczenia wielkiej tajemnicy ludzkiego działania! Jako że M. Machaj często powoływał się na Ludwiga von Misesa, sięgnąłem po polskie tłumaczenia jego książek, następnie zaś po niemieckojęzyczne oryginały. Jednak większość dzieł Misesa dostępnych w języku polskim pochodzi z jego późniejszego, „amerykańskiego”, anglojęzycznego okresu twórczości, toteż takie książki, jak „Gemeinwirtschaft”, czy „Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel” (choć zostały przetłumaczone na angielski) nie są dostępne w języku polskim. Okazało się, że wydawnictwo Fijorr Publishing jest zainteresowane publikacją „Wspomnień” Misesa, książki będącej raczej „autobiografią idei”, niż osoby, bardzo ważną dla zrozumienia genezy powstania wyjątkowej myśli autora. Kolejna książka austriackiego Lwowiaka w moim tłumaczeniu, „Socjalizm”, pojawi się nakładem Wydawnictwa Arcana na jesieni tego roku. ###strona###

M.K. Są jakieś aspekty polskiej myśli ekonomicznej dla Pana interesujące? Polska myśl ekonomiczna nie była tak uboga, jak się niekiedy to rysuje i niektóre jej aspekty warto wykorzystać w modernizacji kraju.

S.S.Obawiam się, że jeśli chodzi o myśl ekonomiczną, to jednak nie jesteśmy zbyt oryginalni, raczej powielamy lub popularyzujemy zachodnie teorie, niż tworzymy własne, które powielać i popularyzować mogliby Amerykanie czy Brytyjczycy. Najbardziej znanym polskim ekonomistą był Oskar Lange, ale wolałbym nie opierać polskiej polityki gospodarczej na jego przemyśleniach. Chętnie natomiast widziałbym Polskę idącą w kierunku realizacji poglądów Adama Heydla, przedwojennego ekonomisty, profesora UJ. Jest to zresztą bardzo ciekawa postać. Związany był z umiarkowanym skrzydłem endecji, współpracował z Obozem Wielkiej Polski, był zapraszany na odczyty przez Młodzież Wszechpolską. A jednocześnie – co może wydawać się dziwaczne w odniesieniu do kogoś, kto określał swoje poglądy polityczne jako nacjonalistyczne – był „skrajnym liberałem”, szczególnie jak na tamte czasy. Był przeciwnikiem etatyzmu, protekcjonizmu, twierdził, iż prawdziwy patriota powinien dla rozwoju gospodarczego swej ojczyzny pozwalać jej obywatelom swobodnie działać, a także prowadzić konkurencyjną walkę zarówno ze sobą nawzajem, jak i obcokrajowcami. Często patriotyzm gospodarczy upatruje się w etatyzmie oraz w socjalizmie (bo czym innym jak socjalizmem jest zasadniczy sprzeciw wobec prywatyzacji wyrażany przez środowiska określające się jako „patriotyczne”?). Adam Heydel uczył, iż na wolności gospodarczej zyskują nie tylko przedsiębiorcze jednostki, ale w konsekwencji coraz lepszej jakości produktów i coraz niższej ich ceny, cały naród.

Stefan Sękowski(1985) – student politologii na UMCS w Lublinie. W Stowarzyszeniu KoLiber działa od roku 2004. W latach 2006-2008 sprawował funkcję prezesa oddziału lubelskiego, oraz wiceprezesa Zarządu Głównego Stowarzyszenia. Jest także wiceprezesem Koła Myśli Politycznej na Wydziale Politologii UMCS, oraz członkiem Lubelskiego Koła Austriackiej Szkoły Ekonomii przy Instytucie Misesa. Publikuje własne artykuły oraz tłumaczenia w prasie studenckiej, lokalnej, ogólnopolskiej (m.in. „Najwyższy Czas!”, „Opcja na Prawo”, „Fronda”, „Arcana”, „Racja Polska”), jak i na portalach internetowych (m.in. Prawica.net, Rubikkon.pl, Korespondent.pl). Przetłumaczył „Wspomnienia” Ludwiga von Misesa, „Podatek liniowy – globalna rewolucja” Daniela Mitchella oraz zbiór esejów Lysandera Spoonera „Nie Zdrada”.

przeczytaj więcej o Stowarzyszeniu Koliber na jego oficjalnej stronie: www.koliber.org

Czytaj kolejny artykuł
0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz