Maria Ejsmont

Choć nazwisko Ejsmont, Maria Ejsmont ma po mężu, to też pochodzi ze szlacheckiej okolicy – z Wielkich Eysmontów.

Miejscowość ta nie jest tak znana jak niedalekie zresztą Bohatyrowicze, ale też ma polskie, patriotyczne i katolickie tradycje.

Niegdyś była to osada bojarska, później szlachecka. Została założona przez ród Ejsmontów, choć zamieszkiwali ją również przedstawiciele innych spokrewnionych rodzin, m.in. Jodkowscy, Steckiewicze, Rogowscy, Siemaszkowie czy Tołłoczkowie. Pani Marii łza się w oku kręci, gdy mówi o swojej rodzinnej miejscowości, która dziś ze szlacheckiej okolicy przemianowano na „agrogorodok”, kołchozowe centrum bazujące na dawnym „państwowym majątku”, czyli „kazionnym” – zrabowanym Ejsmontom przez cara za udział w Powstaniu Styczniowym.

Choć „agrogorodok” prezentuje się bajecznie i kolorowo, to pani Maria tęskni do czasów, gdy rzeka Wiereteja nad którą leżą Ejsmonty nie była jeszcze wyprostowana i na ryby chodziło się z siatką „toptuchą”. Dziś ze zmeliorowanego koryta rzeczki zniknęły ryby i nawet bociana rozglądającego się za żabą trudno uświadczyć. Z dawnych polskich Ejsmontów pozostał w zasadzie tylko kościół, w którym w 1945 r. Maria została ochrzczona przez ks. Stanisława Soroko. W Ejsmontach wciąż też żywa jest pamięć o tym, że 12 ich mieszkańców pojechało na „białe niedźwiedzie”.

W czasach, gdy w Wielkich Ejsmontach wychowywała się pani Maria, różniły się one od pobliskich wsi prawosławnych. – Ejsmonty były jakby z innego świata. Inne było tu wychowanie dzieci, inne obyczaje, inna kuchnia, inaczej się ubierano, a przede wszystkim mówiono po polsku – podkreśla.

Czekano na Polskę

Wielu ludzi w Ejsmontach czekało też na Polskę, wierząc, że jeszcze tu wróci, a przesunięcie granicy jest tylko chwilowe. W domu pani Marii rozmawiano też tylko po polsku i dlatego, mimo iż nigdy nie chodziła do polskiej szkoły, doskonale mówi po polsku. Po ukończeniu szkoły średniej podjęła studia w Instytucie Pedagogicznym w Grodnie, na bazie którego powstał później Państwowy Uniwersytet Grodzieński.

Z okien budynku w którym odbywała zajęcia widziała dom, w którym niegdyś mieszkała Eliza Orzeszkowa. Wówczas nie przypuszczała jeszcze, że kiedyś stanie się strażniczką pamięci pisarki. Po studiach została nauczycielką i w zawodzie tym przepracowała 38 lat.

W Grodnie na stałe zamieszkała od 1980 r. Było to wówczas miasto, jak na sowieckie warunki, bardzo polskie. Miało trzy katolickie kościoły, choć tylko w dwóch wolno było odprawiać Msze św., na krawężnikach ulic można było przeczytać napis: „Magistrat Grodna”, a przy ul. Orzeszkowej zobaczyć przedwojenny pomnik pani Elizy.

Władze sowieckie nie odtworzyły tylko czynnego przed wojną Muzeum Elizy Orzeszkowej, mieszczącego się w domu pisarki– ubolewa Maria Ejsmont. – Gdy w 1939 r. sowieci wkroczyli do Grodna nie zadbali niestety o należyte zabezpieczenie materialnej spuścizny Orzeszkowej przechowywanej w jej domu-muzeum, w rezultacie czego uległa ona bezpowrotnemu rozproszeniu. Z dokumentów odnalezionych przez prof. Aleksandra Chackiewicza w Archiwum Narodowym Białorusi wynika to jednoznacznie. Z działań wojennych, które toczyły się w Grodnie w 1939 r. dom pisarki wyszedł bez szwanku. Do lata 1940 r. nic w nim nie zostało ruszone. Później władze umieściły w domu Orzeszkowej najpierw szkołę muzyczną, a potem Technikum Wychowania Fizycznego. Pamiątki zostały niemal w całości rozkradzione, bądź trafiły na śmietnik. Gdy KC KP(b) Białorusi pozytywnie odpowiedziało na pismo sekretarza Białoruskiego Obwodowego Komitetu Partii Elmana w sprawie powtórnego utworzenia muzeum w domu Orzeszkowej, pozostały w nim tylko niewiele warte drobiazgi. W tym około 30 większych zdjęć w ramkach, popiersie pisarki, kilka mebli i parę rzeczy osobistych. Zaginęła m.in. większość jej archiwum i biblioteka z bezcennym zbiorem grodzieńszczanów zgromadzonych w czasie jej peregrynacji po stronach ojczystych. Przepadło także wyposażenie gabinetu pisarki, szafy, lustra, wiszące lampy, kredensy i popiersia. W dwa miesiące po decyzji w tej sprawie Niemcy zaatakowały Związek Radziecki.

Dom ocalał

Po II wojnie światowej o wskrzeszeniu muzeum Orzeszkowej władze radzieckie zapomniały, czemu rzecz jasna trudno się dziwić. Miały na głowie większe zmartwienia. W toku wyzwalania w 1944r. miasto doznało poważnych zniszczeń. Sama ulica Orzeszkowej leżała w ruinie. Na plus białoruskim urzędnikom trzeba jednak zapisać, że nie dopuścili do zniszczenia domu pisarki, a mogli np. przeznaczyć go na opał dla głodującej ludności. Podkreślić też trzeba , że tuż po wojnie na nowo ustawiły one pomnik Orzeszkowej zniszczony przez hitlerowców, którego zasadniczą część udało się szczęśliwie ocalić grodzieńskim Polakom.

W 1953r. w domu Orzeszkowej władze umieściły pamiątkową tablicę. . Pięć lat później otwarły w nim dziecięcą bibliotekę . W 1971r. w czytelni urządziły także skromną ekspozycję poświęcona pisarce. Później wprowadził się tu obwodowy oddział literatów oraz znalazły swe siedziby filie obwodowych bibliotek literatury i sztuki gromadzące zbiory obcojęzyczne. W latach siedemdziesiątych w związku z poszerzeniem ulicy, władze miejskie dokonały przesunięcia domu Orzeszkowej w głąb dawnego jej ogrodu. Zrobiły to jednak z prawdziwym pietyzmem i nikt dziś się nie domyśla, że nie stoi on na pierwotnym miejscu.

Symboliczne znaczenie

Dla polskiego odrodzenia na Grodzieńszczyźnie dom Orzeszkowej ma symboliczne znaczenie. To z niego wyszedł pierwszy impuls. Urzędujący w znajdującej się tu siedzibie oddziału Związku Pisarzy Białorusi znany pisarz białoruski Aleksiej Karpiuk napisał w 1987 r. list do Sekretarza Generalnego KC KPZR Michaiła Gorbaczowa, w którym stwierdził m.in.: „Na terytorium Obwodu Grodzieńskiego zgodnie z oficjalnymi statystykami mieszka 26,7 proc. Polaków (ponad 300 tys.), a w całej Białorusi – ponad 400 tys. ludzi. Jeżeli we wschodnich województwach Polski w obecnej chwili dla 180 tys. Białorusinów są narodowe szkoły, licea, a na Uniwersytecie Warszawskim istnieje białorutenistyka, w Olsztynie – wydawnictwa, w Białymstoku wydawany jest w języku białoruskim tygodnik „Niwa”, działają białoruskie zespoły i grupy folklorystyczne, to nasi Polacy (na Białorusi) nic takiego nie mają. Bezpośrednio po wojnie w obwodzie grodzieńskim istniały polskie szkoły, teraz nawet napisy pod eksponatami w muzeum Elizy Orzeszkowej (jej domek z niewielka ekspozycją znajduje się w centrum Grodna) są tylko rosyjskie i białoruskie, a na umieszczenie także polskich nie wyrażono zgody. (…) Niezauważenie przez nasze władze znacznej liczy Polaków w BSRR, uporczywe nieuwzględnianie ich problemów narodowościowych jest w naszych czasach niewybaczalne. To właśnie jest przedmiotem gorących sporów podczas każdego prywatnego spotkania z przedstawicielami PRL-pisarzami, uczonymi, działaczami partyjnymi. Argumentów na obronę mamy coraz mniej (przecież nie można wiecznie powoływać się na powojenne kłopoty). Jeżeli Wojciech Jaruzelski milczy podczas spotkań z Panem, to robi to tylko i wyłącznie z powodu taktu, w duszy jednakże, jak i niedawno goszczący w Grodnie poseł i konsul PRL, oczywiście o tym myśli. A więc po co te niedomówienia ,między przyjaciółmi?

Muzeum z prawdziwego zdarzenia

Karpiuk zaproponował następnie Tadeuszowi Gawinowi pomoc w utworzeniu polskiego stowarzyszenia. W domu Orzeszkowej odbyło się spotkanie organizacyjne, które doprowadziło do jego powołania. Wzięli w nim udział Tadeusz Gawin, Józef Łucznik, Tadeusz Malewicz i Apoloniusz Woliński. Genius loci miejsca nie zadziałał jednak na tyle, by nowemu stowarzyszeniu nadać imię Elizy Orzeszkowej. Patronem został Adam Mickiewicz.

W 1992 r. ZPB podjął starania o utworzenie w Domu Orzeszkowej prawdziwego muzeum pisarki. Misję tę ówczesny wiceprezes ZPB zlecił Marii Ejsmont, która w działalność związku wraz z mężem i córka zaangażowała się od pierwszych dni jego istnienia. Była to trudna sprawa.

– Chodziliśmy, pisaliśmy i kołataliśmy do wszystkich drzwi instytucji i instancji, które mogłyby sprawę ruszyć z miejsca – wspomina pani Maria. – Dopiero po kilku latach udało się nam doprowadzić do uzyskania pomieszczeń w domu Orzeszkowej. Związek Pisarzy Białorusi przeprowadził się do innego lokalu. Z pomocą przyszli nam rodacy z Gdańska Michał Szostak i Janusz Stryczyński. Przeprowadziliśmy remont dwóch pokoi, salonu i gabinetu pani Elizy. Zaczęliśmy wtedy myśleć o wyposażeniu je w eksponaty. To zaś nie było łatwe. W sprawę włączył się na szczęście Społeczny Komitet Uczczenia Pamięci Elizy Orzeszkowej. Ostatecznie 6 sierpnia 2001 r. oba te pokoiki, czyli zaczątek muzeum, zostały uroczyście otwarte.

Pokoje w muzeum zostały odtworzone w miarę wiernie i czuje się w nich niemal oddech pani Elizy. W 1908 r. grodzieński fotograf zrobił zdjęcia wnętrz domu pisarki i przy ich odtwarzaniu było się na czym wzorować. Grodzieński współczesny malarz namalował „Barany”, obraz, który wisiał w salonie. On też wykonał kopię dzieła Botticellego. Bohdan Hrobaczewski sprezentował muzeum portret Orzeszkowej wykonany w 1908 r., na dwa lata przed śmiercią pisarki i przedstawiający ją siedzącą na ganku przed domem. Jest to oryginalny przedmiot pochodzący z domu Orzeszkowej, który po zajęciu Grodna przez Armię Czerwoną w 1939 r. został zrabowany. Nie dla wartości artystycznych bynajmniej, ale dla cennym ram. Przeleżał przez kilkadziesiąt lat na strychu, by trafić niedawno na targ staroci, gdzie za grosze kupił go Bohdan Hrobaczewski. Sprzedający go handlarz nie wiedział nawet, co sprzedaje. Liczył, że złapie kupca zainteresowanego przynajmniej ramami.

Żelazny punkt

W saloniku został odtworzony kominek i ustawione zostały meble z epoki, swym wyglądem bardzo przypominające te, które stały w domu Orzeszkowej. Fotel i kanapka są prawie identyczne. Podobnie jak biurko w gabinecie pisarki. Sporo tu też zdjęć i rozmaitych drobiazgów. Uroku pomieszczeniom dodają stylowo zaaranżowane firanki i inne bibeloty.

Placówka ta, gdy tylko otwarła podwoje natychmiast okazało się, że jej organizacja była strzałem w dziesiątkę. Jej odwiedzenie stało się żelaznym punktem programu każdej wycieczki odwiedzającej Grodno, a także każdego indywidualnego turysty.

To, że dom Orzeszkowej zaczął żyć było w znacznej mierze zasługą pani Marii, która stała się gospodynią tego miejsca. O Orzeszkowej potrafi mówić godzinami. Każdy, kto przyszedł do muzeum w czasach, gdy była ona w nim kustoszem, mógł o Orzeszkowej dowiedzieć się więcej niż z niejednego opracowania, a już na pewno w ciekawszej formie. Pani Maria najpierw przedstawiała życiorys pisarki ze szczególnym uwzględnieniem jej udziału w Powstaniu Styczniowym, które na jej twórczość wywarło decydujący wpływ i bez którego najprawdopodobniej nigdy nie chwyciłaby za pióro. Słuchając pani Marii turyści mogli też oczywiście dowiedzieć się o związkach Orzeszkowej z Grodnem i jej zaangażowaniu społecznym na rzecz mieszkańców miasta, zwłaszcza po wielkim pożarze Grodna, kiedy to jej dom stał się de facto przytułkiem dla pogorzelców. Pani Maria informowała również zwiedzających o jubileuszu 40-lecia twórczości pisarki, którego część odbyła się w jej domu. Wtedy to burmistrz Grodna wręczył Orzeszkowej dyplom honorowej obywatelki Grodna, a także zapowiedział jej, że kiedyś jedna z głównych ulic miasta będzie nosiła jej imię.

– Opowiadałam też gościom o ostatnich chwilach życia pisarki i jej pogrzebie – uzupełnia Maria Ejsmont. – Był on wielką patriotyczną manifestacją polskości, jedną z największych w mieście znajdującym się pod carskim zaborem. Wzięło w nim udział dziesiątki tysięcy mieszkańców Grodzieńszczyzny i przedstawiciele elity intelektualnej ze wszystkich zaborów.

Brak funduszy

Pani Maria miała wiele pomysłów na dalszy rozwój placówki. Na przeszkodzie tego stanął jednak brak funduszy. Wojewódzka Biblioteka Publiczna, która pozostała formalnym właścicielem obiektu i w pokojach na poddaszu prowadziła jeszcze działalność, opłacała etat dla pani Marii, a także regulowała rachunki za światło i ogrzewanie. Nie było jej jednak stać na zakup eksponatów. Związek Polaków na Białorusi, przy którym powstał „Komitet Orzeszkowski” też utrzymywał się z dotacji otrzymywanych z Polski i nie miał środków na rozszerzanie ekspozycji w domu Orzeszkowej. Muzeum mogło się rozwijać wyłącznie dzięki hojności ofiarodawców i społecznej pracy członków „Komitetu Orzeszkowskiego”.

Nie mając środków na rozwój muzeum pani Maria zaczęła realizować inne inicjatywy służące popularyzacji pamięci Orzeszkowej. Jedną z nich była turystyka szlakiem Orzeszkowej. Zaproponowała uruchomienie Szlaku Orzeszkowej. Opracowała program turystyczny „Dzień z Orzeszkową”.

Zaczynał się on w domu Orzeszkowej– mówi Maria Ejsmont. – Następnie prowadził do kościoła o.o. Bernardynów, w którym w 1858 r. młodziutka Elżbieta Pawłowska brała ślub z Piotrem Orzeszką i przechodził obok pomnika pisarki. Z niego wiódł na cmentarz rzymskokatolicki do grobu Orzeszkowej. Po zaliczeniu tych punktów następnego dnia zwiedzający szlak mieli udać się autokarem do odległej o 30 km od Grodna Milkowszczyzny, miejsca urodzin Orzeszkowej, dawnego majątku jej rodziców Pawłowskich. Tu mogliby niestety zobaczyć tylko aleję prowadzącą do dawnego dworu Pawłowskich i studnię przy nim się znajdującą. Z Milkowszczyzny uczestnicy wycieczki mieli dotrzeć do Zaleśna. Na cmentarzu w tej miejscowości zachował się okazały pomnik ojca pisarki Benedykta Pawłowskiego, którego uwieczniła w powieści „Nad Niemnem”, a także żeliwny nagrobek jej siostry Klementyny, który własnym sumptem naprawiliśmy. Obok niego znajduje się jeszcze grobowiec stryja pani Elizy. Z Zaleśnej miłośnicy twórczości Orzeszkowej mieli udać się do Łunnej, gdzie w kościele znajduje się ołtarz odnowiony z funduszy przekazanych przez Orzeszkową. W Łunnej była parafia dla Korczyna i Bohatyrowicz. Na jej cmentarzu są też protoplaści bohaterów powieści „Nad Niemnem” czyli przedstawiciele rodów Kamińskich i Bohatyrowiczów. Moja koncepcja zakładała, że z Łunnej uczestnicy wycieczki udadzą się do Bohatyrowicz, odwiedzą grób Jana i Cecylii, pozostałości dworu korczyńskich i mogiłę powstańców z 1863 r.

Szlak stworzony przez panią Marię zaczął z powodzeniem funkcjonować, choć kryzys związany z konfliktem wewnątrz ZPB odbił się negatywnie na ilości grup go odwiedzających. Pani Maria wycofała się z aktywnej działalności i przestała oprowadzać gości po domu Orzeszkowej.

Marek A. Koprowski

Reklama



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz