Ludmiła Poliszczuk

Popularnie zwana panią Lusią. Jedna z liderek polskiej społeczności w Ostrogu. Sekretarz Zarządu Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Ostrogskiej, a także redakcji dwumiesięcznika „Wołanie z Wołynia”, publicystka i tłumaczka, pisze najczęściej pod pseudonimem Władysława Krynicka.

Jest główną podporą parafialnej wspólnoty rzymskokatolickiej w Ostrogu. W tej materii kontynuuje działalność swojej mamy, która zawsze otaczała opieką księży przyjeżdżających do Ostroga w czasach sowieckich, zwłaszcza zaś wędrownego apostoła Wołynia i Kazachstanu o. Serafina Kaszuby ofm.cap. Ona sama urodziła się w Kazachstanie w 1947 r., do którego, w roku 1936, zostali zesłani jej rodzice, mieszkający wcześnie w Wielkiej Radogoszczy na terenie rejonu izasławskiego. Miała jeszcze dziewięcioro rodzeństwa, ale pięcioro zmarło z głodu i chłodu. Mieszkali w Nowowołyńsku w rejonie kellerowskim w obwodzie kokczetawskim. W 1948 r. ojciec uznał, że by ratować rodzinę, trzeba uciekać z Kazachstanu. Za łapówki udało mu się kupić niezbędne zezwolenia i przez Moskwę wrócić z najbliższymi na Ukrainę. Jego dom w rodzinnej wsi był już rozebrany. Przeprowadził się więc z żoną i dziećmi do Ostroga za dawną polską granicą. Tu osiedli na stałe. – Moi rodzice już zmarli, podobnie jak brat, siostry rozjechały się po świecie – mówi pani Lusia – Jedna mieszka w Łucku, druga w Szepetówce. Rodzice zawsze starali się nas wychować na Polaków i katolików mimo, że zwłaszcza w okresie stalinowskim groziły za to surowe represje. Za polskość zostali przecież zesłani do Kazachstanu. W domu zawsze rozmawialiśmy po polsku, wieczorem wspólnie się modliliśmy. Ja również w podobny sposób wychowywałem swoje dzieci. Swoje zadanie w zakresie przekazania im wiary i polskości wykonałam. Swoim dzieciom opowiadałam nie tylko o przeżyciach ich dziadków, ale także wujków, którzy do 1939 r. mieszkali po polskiej stronie granicy. Jeden z nich był wojskowym i ślad po nim zaginął w Kozielsku, drugiego zamordowali w bestialski sposób banderowcy.

Szkołę średnią pani Lusia ukończyła w Ostrogu, a studia ekonomiczne we Lwowie. Na emeryturze jest już od ośmiu lat. Wcześniej pracowała jako główna księgowa w jednym z ostrogskich przedsiębiorstw. Obecnie swoją wiedzę wykorzystuje pomagając ostrogskiemu proboszczowi nie tylko w działalności edytorsko – wydawniczej, ale także w załatwianiu spraw urzędowych, których w parafii nie brakuje. Sen z powiek spędza jej m.in. kwestia dokończenia remontu dachu kościoła przez nieuczciwą firmę, w wyniku czego budowla zaczęła zaciekać i zamieniać się w ruinę.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz