Stosunki litewsko-polskie przeżywają dziś polityczny kryzys i dlatego dziwnie brzmią słowa L. Jonaviciusa, jednego z doradców prezydent Litwy ds. zagranicznych, o tym, że “całościowy obraz jest niezły” a stosunki są “robocze”. Czy naprawdę wszystko wygląda tak, jak nam się usiłuje to przedstawić?

Jakiś czas temu „Gazeta Wyborcza” nieoczekiwanie zaproponowała by Polska przeprosiła Litwę za okupację Wileńszczyzny w 1920 roku: tym sposobem Warszawa pokazałaby Litwinom, że rozumie ich uczucia i obawy i wyciąga rękę do zgody. Ale komentator dziennika „Rzeczpospolita” P. Skwieciński w swoim artykule pod tytułem „Ze słabym nie liczy się nikt” nie zgodził się z tym, że Polska powinna obwiniać się za działania gen. Żeligowskiego. Według autora, to politycznie i ideologicznie absurdalne żądanie, bo niby za co przepraszać? Zajęto przecież terytorium w większości zamieszkiwane przez Polaków. Dlatego też, przekonuje P. Skwieciński, polski rząd powinien postępować w stosunku do Litwy jeszcze ostrzej, ponieważ do tej pory Polacy ulegali litewskiemu szantażowi. Według dziennikarza odgrywać ważną rolę w polityce międzynarodowej można tylko wtedy, kiedy jest się silnym, dlatego że kraj, który nie może od dwudziestu lat rozwiązać swojego problemu i w Wilnie, i w Mińsku, i w Kijowie, i w Moskwie będzie traktowany jako słaby partner.

Wszystko wskazuje na to, że polskim politykom bliższe jest dziś to drugie stanowisko. I tak przewodniczący parlamentu europejskiego J. Buzek oświadczył, że Polska powinna zwiększać nacisk na Litwę przez wszystkie możliwe kanały. Premier D. Tusk, wicepremier W. Pawlak i lider opozycji J. Kaczyński także o wszystko obwiniają tylko litewską stronę, a minister spraw zagranicznych Polski R. Sikorski demonstracyjnie nie odwiedza Wilna do czasu rozwiązania sporu dotyczącego polskiej mniejszości narodowej na Litwie.

Niedawno tym samym odpowiedziała prezydent Litwy D. Grybauskaite: jej główny doradca do spraw zagranicznych dał do zrozumienia, że zaproszenie prezydenta Polski B. Komorowskiego odrzucono dlatego, że polska strona nie traktuje Litwy jako równoprawnego partnera (w związku z tym można wspomnieć pogłoski, że Warszawa zagroziła zmianą swojego stanowiska w sprawie ochrony przestrzeni republik bałtyckich, jeśli żądania litewskich Polaków nie zostanę wzięte pod uwagę).

Polska jest ważnym strategicznym partnerem Litwy. Po pierwsze, to od niej (w ramach NATO) w decydującej mierze zależy litewski potencjał obronny w przypadku hipotetycznego konfliktu wojskowego z państwem trzecim. Po drugie, Warszawa to dla Litwy brama do Paryża, Berlina i Waszyngtonu, tym bardziej, że w tych stolicach głos Polski brzmi coraz głośniej. Dlatego, jak podkreślił ten sam L. Jonavicius, „nie byłoby dobrze, gdyby wielostronne kwestie bezpieczeństwa związane z kontrolą przestrzeni powietrznej czy współpracą z NATO, stały się zakładnikami specyficznych, dwustronnych relacji”.

Poza tym Litwa jest zainteresowana w uczestnictwie Polski w projekcie elektrowni atomowej w Wisaginii (w charakterze inwestora i nabywcy energii), nie wspominając już o tak poważnych sprawach jak budowa elektromostu i gazociągu między krajami, a także o magistrali kolejowej „Rail Baltica”.

Jednocześnie nie do przyjęcia są działania litewskiej partii „Akcja Wyborcza Polaków”, której celem jest wyłącznie obrona praw Polaków na Litwie oraz zbijanie politycznego kapitału na bazie eskalacji konfliktu między nacjami. Trudno też zapomnieć policzek od B. Komorowskiego, który przyjeżdżając na obchody Dnia Niepodległości Litwy najpierw pojechał na spotkanie z miejscowymi Polakami, a dopiero potem do prezydent Grybauskaite.

Wobec tego najwyższy już czas poważnie pomyśleć o tym, co się dzieje i coś z tym zrobić. Kraje stoczyły się do „roboczych” stosunków, kiedy już nie ma się nawet ochoty na spotkania. Szybko sytuacja może stać się podobna do litewskiego dialogu z Rosją – obustronne oskarżenia i zaułek bez wyjścia. Przy tym Kreml jest już tradycyjnym problemem zewnętrznym Litwy, a stosunki między Wilnem i Warszawą aż do ostatnich czasów były strategicznie bliskie.

Jest pytanie: „Co robić?”. Odpowiedź: liderzy i siły polityczne obu krajów powinni pozbyć się emocji wypływających z gorzkich doświadczeń historycznych i hipertroficznego poczucia własnej wielkości. A także zacząć rozwiązywać problematyczne kwestii nie traktując ich hurtowo. Na początek Litwa mogłaby rozwiązać problem pisowni w języku polskim nazw ulic i nazwisk w miejscach gdzie żyją Polacy. Wyrażenie dobrej woli w tych kwestiach pozwoliłoby Litwie przejąć inicjatywę i pozbawić destruktywne siły podstaw do spekulacji.

Później można przejść do tematu szkolnictwa, ale już z pozytywnym dorobkiem i możliwością żądania od polskiej strony większej uwagi dla problemów litewskiej mniejszości w Polsce. Końcowy rezultat Wilno i Warszawa mogą przedstawić jako wygodny dla obu stron kompromis. Jednocześnie wybory parlamentarne na Litwie, po których – jak wszystko na to wskazuje – będzie sformowana inna koalicja, są idealną przesłanką by dokonać korekty stanowisk obu krajów i „resetu” dwustronnych stosunków, o konieczności którego w czasie osobistego spotkania mówili przewodniczący parlamentu Litwy I. Degutiene i marszałek Senatu Polski B. Borusewicz.

Czy można traktować pierwsze pojednawcze kroki Wilna wobec Warszawy jako kapitulację? Nie – prędzej jako europejski sposób rozwiązywania problemów. No a jeśli Polska wybierze pierwszy wariant, wtedy ostatecznie stanie się jasne, kto działa nieadekwatnie.

Wadim Wołowoj

Geopolitika.lt

Tłum. KRESY.PL

forma płatności