Listopady

Wglądam w rodzinne papiery, przypominam urywki wspomnień listopadowych.

Rzeczywiście, Oni, moi Przodkowie, mogli przed dziewięćdziesięciu laty powiedzieć jak w wierszu Słońskiego: „Rozdzielił nas, mój bracie, zły los – i trzyma straż”. Ale jakże często Kresy Zachodnie pojawiały się na Kresach Wschodnich! A pewno i na odwrót.

***

18 listopada, rok 1902. Moi pradziadkowie Michałowscy biorą ślub w Kórniku pod Poznaniem. W tym małym wielkopolskim miasteczku Kresy są nieustannie obecne: na blankiecie życzeń ślubnych, obok Białego Orła, obowiązkowo: Pogoń i Michał Archanioł. Prusactwo nie upilnowało.

***

2 listopada, pewnie gdzieś od 1910 roku co rok: mój mały Dziadek Stanisław, owoc mariażu z 1902 roku, regularnie zanosi kórnickiemu proboszczowi „wypominki za dusze wujów – Kryszkiewicze – dodając, że polegli w powstaniu”. I czasem zastanawia się, czy jego rodzina nie przybyła ze wschodu? Z Kongresówki? A może zza Buga? Tyluż ludzi, którzy tam „spalili się” podczas powstań i konspiracji, zawitało do kórnickich dóbr hrabiów Działyńskich. Ja już wiem, że akurat nie byli to Michałowscy, ale Dziadek jeszcze mógł pomarzyć. Miło mieć Kresy w rodowodzie.

***

Rok 1910 albo 1911. Mój mały Dziadek Stanisław siedzi ze swoim bratem w domu. Matka woła ich, oni podchodzą i zapamiętują ten dzień, bo „Matka cicho zaśpiewała nam Rotę z odpowiednim politycznym komentarzem”. Rota to prezent ze wschodu. Konopnicka, autorka tekstu, siedziała pod zaborem rosyjskim; Nowowiejski, autor melodii, pod austriackim. Ich wspólny twór stał się hymnem Poznańczyków.

***

Listopady lat 1914-1918. Mój drugi, znacznie starszy Dziadek Feliks Kowalski, rodem z Mazowsza, jako podoficer carskiej armii stacjonuje w Pskowie. Gdzieś przyuważa młodą ekspedientkę, Polkę, jak się okazuje. Robi na niej wrażenie i porywa do koszar; była to „miłłłosssć”, jak wspominała Babcia. W kościele biorą ślub, nieomal sami. Będą się wkrótce tułać po Kresach.

***

Rok 1915, 1916, 1917 – w każdym razie już podczas pierwszej wojny. Listopad? Może listopad…. Dziadek Stanisław uczy się w śremskim gimnazjum i obrywa gole z francuskiego. Pewnie zbliża się koniec roku, coś trzeba z tym fantem zrobić. Kolega Dziadka, Roth, mieszka na stancji u nauczyciela tegoż przedmiotu, ba, bierze u niego korepetycje. I mówi: „Stachu, ten nauczyciel tak ci dokucza, a on zawsze ze mną ćwiczy to, co będzie potem na klasówce. Przyjdź wieczorem, odpiszesz sobie”. No i teraz opowieść z ust Dziadka:

Przychodzę do niego, mam ołówek, zeszyt i mówię: „Dalej, szybko, przepiszę”. A on mówi: „Nie, poczekaj, jeszcze do mnie ma ktoś przyjść”. No, dobrze. Przyszedł ktoś drugi… za chwilę przychodzi jeszcze jeden… trzech nas będzie odrzynało tę samą lekcję?! To będzie wdepa!… Chcę uciekać, trzymają mnie: „Poczekaj Stachu!”, a nagle jeden od okna woła: „Idzie! Idzie!” Wchodzi jakiś starszy kolega… Ktoś krzyknął: „Baczność! Dalej, stawać do ordynku!” Jak głupi patrzę, co to jest? co, oni się bawią w coś? A Roth mówi: „Druhu plutonowy, pluton w stanie jeden do dziesięciu przygotowany do zbiórki”. Za chwilę coś mu szepcze do ucha. A ten do mnie: „Aha, to ty jesteś ten nowy. Więc chcesz do nas wstąpić?” Ja nie wiem, do kogo mam wstąpić?! Mówię: „No tak… bo to chodzi o tę klasówkę…” – „No to musisz mieć pseudonim”. Co to jest pseudonim? Zatkało mnie. „No, czytałeś Trylogię?” Zacząłem się jąkać. „Tro…trochę czytałem…” – „No to będziesz musiał czytać lepiej, u nas. Czekaj… Znasz Butryma?” – „A tak, pamiętam” (kłamię oczywiście) – „to tam był z kimś, tam… Butrym…” – „No widzisz, ty już nie pamiętasz nic! Słabą pamięć masz”. I opowiada mi o tym Butrymie. O jego znaczeniu, jakie tam on miał, w tej Trylogii. No i teraz: – Uklęknij, musisz złożyć przysięgę.

No i z Wielkopolanina zrobili Żmudzina, albo na odwrót, uczynili Żmudzina Wielkopolaninem. Taka transgresja międzykresowa.

***

I wojna. Brat mojego Dziadka Feliksa Kowalskiego, Stanisław Kowalski, kawalerzysta w Legionie Puławskim, a zatem w armii carskiej, ginie w bitwie pod Polichną.

***

Listopad 1918 roku. Zaczyna się lwowska epopeja. Wtedy (a może nieco tylko później) Dziadek Stanisław przyjechał ze śremskiej szkoły z wizytą do rodziców, do Kórnika:

Kiedy już spałem, usłyszałem, że matka jeszcze szyje na maszynie. Zgorszony, że wszystkich turkot maszyny pobudzi, wstałem z łóżka, zwracając się do Matki, by przestała i poszła spać – i wówczas zauważyłem, że szyje sztandary biało-czerwone.

***

Zapewne listopad 1918 roku. Niemcy w rozsypce, Rosja w ogniu rewolucji. Dziadek Feliks w samych kalesonach staje przed speckomisją od rozwałek. -„Kowalskij? – Da. – Paliak? – Paliak. – Na prawo.” To znaczy: będzie żył. Przewodniczący speckomisji zwał się Dzierżyński, był draniem, świnią, zbrodniarzem, ale czasem zrobił coś dla rodaka. No bo co mu zależało?

***

Już nie listopad, tylko owoce listopada: czyli grudzień roku 1918. Kórnik. Dziadek znów na wakazjach u rodziców.

…Słyszę dzwonek: dryń, dryń, dryń… Wtedy był taki zwyczaj, że wszystkie wiadomości urzędowe ogłaszał policjant; chodził, dzwonił – wszyscy się schodzili – i ogłaszał. No i tutaj ogłasza: że wszyscy ci, którzy są zorganizowani w Straży Obywatelskiej, mają się zgłosić do hotelu Ellmanna… Zainteresowało mnie to i za chwilę poleciałem. Gromadzą się ludzie. Słyszę, że jest wybuch powstania w Poznaniu. Zaczęły zajeżdżać wozy – takie drabiaste, albo hele; konie jechały jak do pożaru, niektórzy wsiadali, inny wysiadali – właśnie ci z tej Straży Obywatelskiej. Zajeżdżały też wozy ze wsi. A stała tam też grupka mieszczan kórnickich, czyli tak zwanych obywateli miejskich. Mówią na to: „Patrzcie, chamy też na powstanie jadą! Świat się kończy!”

***

Rok 1919, późna zima, wczesna wiosna, nie listopad, ale owoce listopada. Poznań dawno wyzwolony. Poznańczycy wsiadają do wagonów, jadą do Lwowa. Mojego Dziadka nie ma pomiędzy nimi, zgłosił się do armii dopiero w dwa lata potem, a i tak na front nie trafił jako zbyt młody. Ale do końca życia podśpiewywał piosenkę, jaką Wielkopolanie przywieźli wtedy z Kresów. Wszyscy ją kiedyś w Poznańskiem znali:

Wśród nocnej ciszy pod Lwowem + Stoi Poznańczyk przed wrogiem + Na niebie śliczne gwiazdeczki + Przynoszą pozdrowienia z chateczki

Przy kulomiocie on stoi + Duma o kochance swojej + Czy ją raz jeszcze uściśnie + Nim go ta czarna ziemia przyciśnie.

Wtem biją ciężkie harmaty + On się nie boi granaty + Raz umrzyć trzebno mówi on + Dla swej Ojczyzny jest to miły zgon.

Tak Kresy Zachodnie spotkały się z Wschodnimi. W swoim czasie usiłowano co prawda to spotkanie wymazać. W śpiewniku wydanym za PRL-u „pod Lwowem” zastąpiono przez „pod borem”. Piosenka jest prawdopodobnie urobiona z jakiegoś niemieckiego „sztajerka”, ale jest jedną z tych, które mnie najbardziej wzruszają. Z jednej strony – wzruszają niewymuszoną prostotą, kiczowatością ulubioną przez tych „chamów, co na powstanie jadą”. Z drugiej strony – właśnie tym połączeniem Kresów Zachodnich ze Wschodnimi.

Jacek Kowalski

————————————————

W załączeniu: „Poznańczyk pod Lwowem”. Nagranie z wydanej właśnie przez Centrum Kultury Zamek w Poznaniu płyty „Hej za broń powstańcy! Pieśni powstania wielkopolskiego 1918/1919”, Poznań 2008. Wykonawcy: Chór Meski Arion, dyr. Andrzej Niedziałkowski i Capella Zamku Rydzyńskiego, kier. Mieczysław Leśniczak; aranżacja Karol Drynkowski.

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz