Należy zauważyć, że pokolenie urodzone i wychowane w warunkach totalitarnego kraju, nie może się zmienić w ciągu jednego dnia – 24 sierpnia 1991 roku. Dlatego osoby te działały w tym samym duchu, co przy sowieckiej władzy, i z „czystym sumieniem” zamieniły Lenina na Banderę.

Wybory parlamentarne w 2012 roku, oprócz fałszerstw i uzyskania większości parlamentarnej przez polityków rządzącej większości, wyróżniły się przede wszystkim tym, że po raz pierwszy od zdobycia niepodległości do najwyższego organu władzy trafiła skrajnie prawicowa partia – WO „Swoboda”.

Biorąc pod uwagę fakt, że „regiony” i ich satelici z Komunistycznej Partii Ukrainy zdołali zdobyć większość w Radzie Najwyższej VII kadencji, Zjednoczona Opozycja i jej partnerzy z WO „Swoboda” pozostaną w opozycji. Pojawia się więc pytanie, jak zmieni się klimat polityczny wraz z wkroczeniem WO „Swoboda” w świat „wielkiej” polityki.

Jestem przekonany, że i bez wiecznego kryzysu, spowodowanego niekompetencją prezydenta i rządu, sytuacja będzie nadal eskalować, bo partia, której członkowie wyznają poglądy ksenofobiczne, otrzymała na okres pięciu lat stały dostęp do trybuny Rady Najwyższej Ukrainy. Ponownie przypomnę wszystkim znany schemat – Janukowycz już może się nie martwić, w nadchodzących wyborach prezydenckich nie będzie nawet konieczności dokonywania fałszerstw, pan Jurij [Mychalczyszyn] i pani Iryna [Farion] nie odpłatnie (chociaż… kto wie?) „będą pracować” z mieszkańcami wschodnich i południowych obwodów Ukrainy.

W tych warunkach pojawia się kolejne pytanie: w jaki sposób partii, która wyznaje ideologię nienawiści, udało się zdobyć władzę w tak pobożnej Galicji, a teraz jeszcze wejść do Rady Najwyższej. Odpowiedzi jest bez liku: kryzys gospodarczy, znaczący wzrost zapotrzebowania na ultraprawicowe ruchy w Europie, prowokacyjne działania rządu (minister edukacji – ksenofob, przyjęcie ustawy o językach), brak lewicowej [z prawdziwego zdarzenia] partii (Komunistyczna Partia Ukrainy – to jest zwykła stalinowska partia władzy).

Wszystko to pozwala WO „Swoboda” pasożytować na społecznym polu. Można wspomnieć jeszcze mityczną „rękę Moskwy”. Przyczyn jest wiele, chcę tylko zwrócić uwagę na regionalne uwarunkowania sukcesu partii Tyahnyboka, a także przeanalizować, co wpłynęło na kształtowanie „swobodowskiej” tożsamości.

Pielęgnowanie galicyjskiego wirusa „Swobody”

Fundamentów przyszłego sukcesu partii można dopatrzyć się już w latach 1990-ych, na terenie trzech zachodnich obwodów, przyszłym poligonie socjal-nacjonalistów. Wraz z uzyskaniem niepodległości galicyjska anty-totalitarna demokratyczna inteligencja, która to głównie wchodziła w skład miejskich i obwodowych rad samorządu terytorialnego, wyłonionych w pierwszych demokratycznych wyborach, zaczęła masowo, bez przemyślenia postaci i ich działalności, według sowieckich schematów, bo inaczej nie potrafiła i nie była w stanie postępować inaczej, zmieniać nazwy lwowskich, tarnopolskich i iwano-frankowskich ulic, odsłaniać tablice pamiątkowe i pomniki dla ludzi, którzy w zasadzie nie mieli nic wspólnego z pojęciami demokracji, wolności słowa, poszanowania praw jednostki.

Tak oto, w każdym mieście zachodniej Ukrainy pojawiły się „nowoleninskie” ulice – Stepana Bandery, bohaterów UPA, ideologa ukraińskiego integralnego nacjonalizmu Doncowa, kolaboranckiej dywizji „Galizien” i inne. Galicyjskie władze, w pełni kierując się narodowym kompleksem niższości, jak noworoczne choinki, obwiesiły się nowymi „demokratycznymi” ozdobami. Dlatego zniknęły z mapy miasta nazwy, które symbolizowały światowe dziedzictwo kulturowe. Nazwiska Lermontowa, Puszkina, które można znaleźć w wielu europejskich miastach, przestały istnieć na mapie Lwowa – i to mimo obecności 15% ludności rosyjskojęzycznej, którą władza próbuje nie dostrzegać.

Dla „swobodowców” historia (zmitologizowana, gloryfikowana i zawsze bolesna) jest jedną z podstawowych wartości, do której apelują, aby dotrzeć do każdego wyborcy. Oczywiście, wykrzykiwanie „Chwała nacji!” Jest znacznie łatwiejsze niż wyjaśnianie ludziom podstawowych praw obywatelskich. Dlatego ziarna, zasiane na galicyjskim politycznym gruncie, z powodzeniem wykiełkowały – mam na myśli wizualne oznakowanie przestrzeni, w której wyrastali przyszli „swobodowcy”.

Miejscy liderzy pierwszych kadencji swoimi działaniami doprowadzili do powstania mitu, że w zachodnich regionach słowo „demokrata” jest automatycznie zrównane z pojęciem „nacjonalista”.

Te dwa pojęcia zaczęły być traktowane jak dwa obowiązujące galicyjskiego samorządowca dogmaty. Takie połączenie dwóch sprzecznych pojęć stosowano w konfrontacji z rządem, który zasiadał w Kijowie i był przeważnie antydemokratyczny, a więc, w logice zachodnich Ukraińców, antynarodowy. Ich następcy już w latach 2000-ych kontynuowali „dzieło”, rozpoczynając budowanie przyszłych centrów dla nacjonalistycznych „pielgrzymek” – pomników Stepana Bandery. Często w zbiórki pieniędzy na budowę pomników angażowali się lokalni magnaci, którzy w ten sposób zaczynali „przekupowanie” swojego przyszłego elektoratu.

Nie chcę przypisywać wyjątkowego znaczenia tylko wizualnemu dziedzictwu „galicyjskich demokratów”. Do tej listy można dodać świętowanie rocznic ludzi i organizacji, którzy wyznawali nacjonalistyczną totalitarną ideologię. Tutaj warto również zaliczyć indoktrynacyjną pracę ze szkolną i akademicką młodzieżą polegającą na organizowaniu szkolnych i akademickich konferencji sponsorowanych przez lokalne instytucje oświatowe na tematy, na przykład, „Stepan Bandera – Bohater Ukrainy”, na których dawni wykładowcy historii KPZR argumentowali, że Stepan & Co – to idole i bezgrzeszni bohaterowie. Oczywiście, pieniądze na takie akcje przydzielane były z budżetów lokalnych.

Należy zauważyć, że pokolenie urodzone i wychowane w warunkach totalitarnego kraju, nie może się zmienić w ciągu jednego dnia – 24 sierpnia 1991 roku. Dlatego osoby te działały w tym samym duchu, co przy sowieckiej władzy, i z „czystym sumieniem” zamieniły Lenina na Banderę. Tak oto, dzięki ciężkiej pracy pierwszych nie-sowieckich przywódców w Galicji, odbyła się legitymizacja starego integralnego nacjonalizmu, i to akurat w banderowskim wariancie, monopol na który później jednostronnie przywłaszczyła sobie „Swoboda”.

W szczególny sposób chciałbym zwrócić uwagę na wyjątkową rolę ukraińskiej diaspory w tym procesie. Ukraińcy z diaspory po upadku ZSRR rzucili się do wysyłania „do kraju” swoich emisariuszy. Byli to ludzie, którzy po II Wojnie Światowej wyemigrowali do krajów Europy i Ameryki. Emigracyjne środowiska wcale nie było monolitem, a nawet więcej – dochodziło do twardej konkurencji pomiędzy tak zwanymi banderowcami i melnykowcami. Sztandar wzajemnej walki ze sobą nieśli przez wszystkie lata życia na wygnaniu i „skutecznie” przekazali go na niepodległą Ukrainy, napłodziwszy tutaj prawie dziesięć nacjonalistycznych organizacji.

Na Ukrainie nasza szanowna i nieomylna diaspora w mesjańskim duchu szerzyła swoją „prawdę” wyłącznie o zwycięstwie OUN (b) i OUN (m) oraz Dywizji „Galicja”, nie dopuszczając do żadnej krytyki. Przebywając głównie na terytoriach demokratycznych krajów (USA, Kanada), i nie zamierzając wracać na niepodległą Ukrainę, ci trenerzy „pokemonów” nie zdołali zrozumieć najważniejszego: Stepan Bandera, Jarosław Stećko, Jewhen Konowalec nie mają nic wspólnego z pojęciem demokracji, wolności słowa, krytycznej myśli, lecz są braćmi – bliźniakami tego systemu, który zmusił ich do emigracji z ich domów rodzinnych, z ich ojczystej ziemi, prześladował ich, zabijał ich krewnych i przyjaciół, organizował sztuczny głód, prowadził represje wobec milionów niewinnych ludzi.

„Swobodowska” tożsamość i jej twórcy

W tożsamości WO „Swoboda” istnieją dwa kluczowe punkty. Pierwszy wyartykułował Oleh Tjahnybok na górze Jaworzynie w 2004 roku. Sprecyzował wtedy, czym „Swoboda” nie jest: nie jest „Żydostwem i Moskalami”. W ten sposób został nakreślony model-wzór ukraińskiego nacjonalisty, który jest skazany na wieczną walkę z wrogami odmiennej narodowości, na walkę o ukraińskojęzyczną Ukrainę, z wyłączeniem praw ludności rosyjskojęzycznej do swobodnego korzystania z własnego języka we wszystkich sferach życia; walkę o Ukrainę banderowską, z panteonem nowych świętych, z nowymi świętami państwowymi, biorącymi pod uwagę tylko potrzeby „białego” Ukraińca.

Drugi ważny punkt – podczas wystąpienia na ulicy Stepana Bandery w pobliżu pomnika Stepana Bandery (dzięki demokratom) Jurij Mychalczyszyn, (w przypadku złożenia przysięgi – poseł do Rady Najwyższej) wygłosił kluczową frazę, mówiąc, że ukraińscy nacjonaliści „za plecami” nie powinni mieć „marynowyczów, andruchowyczów, hrycaków”.

Wiemy, że są to osoby, które reprezentują naszą Ukrainę na arenie europejskiej, ludzie, którzy tworzą wrażenie normalności w naszym kraju. Ludzie, których proszą o komentarze zachodni dziennikarze i naukowcy-badacze, zdając sobie sprawę, że otrzymają adekwatną odpowiedź. Tak więc prawdziwy ukraiński nacjonalista, a precyzyjniej „swobodowiec”, biorąc pod uwagę poprzednie uwagi, powinien być przedstawicielem rasy „czystej krwi”, antyliberalnym, bezkrytycznym, ślepym konsumentem jedynie słusznej i nieomylnej ideologii.

I sprawa ostatnia: jak sądzę, już dawno dojrzało pytanie, co powinni zrobić ludzie, którzy odczuwają realne zagrożenie ze strony prawicowo-radykalnej partii WO „Swoboda”, czyli ci, którzy czują nie tylko dyskomfort z powodu perspektywy dalszej „swobodyzacji” społeczeństwa, ale także klasyczny strach przed pogromami? To nie jest wcale przesada, i jest jeszcze wystarczająco dużo czasu, aby ludzie otwarci i aktywni zorganizowali się i działali.

Tylko w ten sposób możemy przeciwstawić się autorytarnym rządom Janukowycza, tylko w ten sposób możemy się przeciwstawić systemowi wartości moralnych i etycznych, który stara się nam narzucić partia Tjahnyboka. Kto nie jest z nami – ten jest przeciw nam, schemat, zgodnie z którym działali komuniści, narodowi socjaliści i przedstawiciele innych totalitarnych ideologii. Taki sam paradygmat próbuje narzucić nam partia WO „Swoboda”. W takich okolicznościach ludzie z przekonaniami prawdziwie demokratycznymi powinni zjednoczyć się i wreszcie zacząć walczyć o zachowanie swoich wartości.

Źródło: ZAXID.NET

Autor: Oleh Hrynczuk,tłum. Wiesław Tokarczuk




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz