Ks. Prałat Józef Świdnicki

Ostatni kapłan rzymskokatolicki skazany w Związku Radzieckim na karę łagru za nielegalne wykonywanie obowiązków duszpasterskich.

Postać legendarna, należący do pokolenia księży, którzy za swoją posługę płacili ogromną cenę i którzy musieli wykazać wiele hartu i samozaparcia, by w ogóle zostać wyświęconym Urodził się we wsi Pieniakówka k. Murafy w polskiej rodzinie Antoniego i Zofii z d. Schabowskiej w 1936 r.

– Były to straszne czasy – wspomina – W czasie kolektywizacji naszą rodzinę wyrzucili z domu i zabrali kawałek własnej ziemi, bo ojciec nie zgodził się wstąpić do kołchozu. Na szczęście udało nam się dostać pracę w cegielni, a matka dorabiała bieląc i malując chaty. Zamieszkaliśmy kątem u krewnych. Wcześniej za nim się urodziłem, w czasie „wielkiego głodu” zmarły z braku pożywienia cztery młodsze siostry. Ja urodziłem się w 1936 r. po zakończeniu głodu. Gdy matka nie mogła się mną zajmować, bo szła do pracy kładła mnie zawiniętego koniom w stajni do żłobu. Po wybuchu wojny udało nam się odzyskać stary dom, ale po powrocie Armii Czerwonej znów go nam zabrano. Po wojnie głód ponownie zagościł na Podolu. Był on jeszcze większy niż poprzednim razem. Połowę wszystkich wytworzonych prze kołchoźników produktów została zabrana w ramach „kontyngentu”, a do tego był wielki nieurodzaj. Mój ojciec umarł z głodu. Podobnie jak wielu sąsiadów. Przeżyliśmy z mamą i dwoma siostrami tylko dlatego, ze pracowaliśmy w sowchozie. Dwa razy na dzień otrzymywaliśmy skromne wyżywienie i sto gramów chleba. Ponadto mama dożywiała nas wysłodkami z buraków cukrowych, którymi karmiono krowy z sowchozie. W czasie wiosny mama zaczęła gotować jedzenie z kory drzew i trawy. Potem jeździła do pracy na Zachodnią Ukrainę i przywoziła nieco mąki i ziemniaków. Były to bardzo niebezpieczne wyprawy. Gdy mama wyjeżdżała żegnaliśmy się z nią tak jak by było to nasze ostatnie pożegnanie. Przy szlakach kolejowych grasowali bandyci, ludzie zaś jechali na odkrytych platformach na dachach wagonów. Bandyci przeciągali sznur nad torami i zwalali ludzi na ziemię. Najczęściej ginęli oni przy tym. Bandyci zabierali zaś przy tym ich cały majątek. W ten sposób zginęło wielu mieszkańców Murafy i okolic. Okres wojenny przyczynił się jednak niewątpliwie do ożywienia życia religijnego całego rejonu. Kościół został otwarty w 1941 r. Przyjechał do niego ksiądz z Polski i zaczął nadrabiać duszpasterskie zaległości. W 1943 r. ja zostałem np. ochrzczony.

W 1958 r. ks. Świdnicki ukończył szkołę średnią i rozpoczął studia w Instytucie Budowlanym w Kijowie. Wkrótce jednak je przerwał i wyjechał do Rygi, chcąc wstąpić do tamtejszego seminarium duchownego. Władze sowieckie nie wyrażały na to zgody. Warunkowały to podjęciem przez niego współpracy z KGB. Przez pięć lat jego podania były odrzucane. Pracując jako operator dźwigów sam potajemnie przygotowywał się do kapłaństwa i w seminarium zdawał w największej konspiracji egzaminy. Po wielu perypetiach został wyświęcony w 1971 r. Legalną pracę kapłańską w Żytomierzu mógł podjąć dopiero w 1975r. Ponieważ pracował bardzo intensywnie, nie tylko otwarcie, ale i jawnie, a wciąż mimo różnych nacisków nie dał się zwerbować na współpracownika KGB, w 1976 r. musiał opuścić Ukrainę. Wyjechał do azjatyckiej części ZSRR, gdzie pracował potajemnie w Kazachstanie, głównie wśród skupisk Polaków zesłanych z Ukrainy. Później przeniósł się do Uzbekistanu i Tadżykistanu. W Tadżykistanie zbudował dwa katolickie kościoły, w tym jeden w stolicy Duszanbe. Założył też sześć parafii. W 1982 r. wydalono go z Tadżykistanu. Udał się wtedy na Syberię. Jako wędrowny duszpasterz pracował m.in. w Czelabińsku, Omsku, Tomsku i Nowosybirsku. W tej ostatniej miejscowości podjął starania o budowę domu modlitwy. Początkowo otrzymał na to zgodę, ale ostatecznie nie tylko mu ją cofnięto, ale aresztowano, oskarżając o działalność ekstremistyczną, spiskowanie przeciwko władzy, prowadzenie akcji wywrotowej i organizowanie tajnych grup młodzieżowych. Początkowo skazano go na 8,5 roku łagrów. Ostatecznie wyrok obniżonodo 3 lat. Wyrok obniżono w łagrze k/ Barabińska w obwodzie nowosybirskim. Pracował w tartaku. Zwolniony został przed terminem przez Michaiła Gorbaczowa w 1987 r. wraz ze wszystkimi więźniami sumienia. Wrócił do Uzbekistanu, w którym wykorzystując dobrodziejstwa „Pierestrojki” zaczął otwierać nowe parafie. W latach 90- tych wrócił na Ukrainę przyjmując jej obywatelstwo. Osiadł w Murafie, gdzie został rezydentem tamtejszej parafii. Nie tylko nadal aktywnie udziela się duszpastersko, ale stara się dokładać swoją cegiełkę w ratowaniu nielicznych zabytków Murafy. Zabiega m.in. o uratowanie i zagospodarowanie podziemi łączących kościół z dawnym zamkiem Potockich, w których chroniła się ludność miasteczka podczas najazdów Tatarów. Wcześniej walczył o ocalenie samego zamku, który jednak celowo i rozmyślnie w ramach akcji zacieranie polskości został rozebrany po zamknięciu w nim kołchozowego szpitala mimo, że formalnie był wpisany na listę zabytków.

Ksiądz Świdnicki założył też parafialną orkiestrę występującą na wszystkich uroczystościach w diecezji , będącą kulturalną wizytówką Murafy.

Prywatnie ksiądz Józef jest osobą gościnną, obdarzoną humorem i znakomitym gawędziarzem.

Marek A. Koprowski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz