Królewiec leży na niedoszłych Kresach

gdyby nie ten Hołd Pruski w 1525 roku, utwierdzający na wieki panowanie Hohenzollernów w Prusach Książęcych, to kto wie – może nawet „powiat królewiecki” byłyby dziś równie sarmacki, jak Pomorze.

W ciągu ostatnich dni rzuciło mię na dłużej na przygdańskie Pomorze, czyli na półrodzinną moją ziemię – bo przez jakiś czas przybraną Małą Ojczyznę mego Dziadka.

I powróciły wspomnienia. Jako mały chłopiec, myślałem bowiem o gdańskim Pomorzu niezbyt dobrze. Że niby polskie, ale jednak takie strasznie krzyżackie, pruskie, niemieckie.

I dopiero po pewnym czasie zrozumiałem – już nie tylko werbalnie, lecz jestestwem swoim całym – że Pomorze zasadniczo różni się od tak zwanych Ziem Odzyskanych. Że jest przykładem na „syndrom kurlandzki”, albo na odwrót: Kurlandia to przykład „syndromu pomorskiego”. Widomy dowód wielkich możliwości „eksportu” sarmackiej kultury i miedzynarodowej atrakcyjności systemu, stworzonego przez naszych przodków. Pomorze – skarb sarmacki tout court.

Pomyślmy: Pomorze tak naprawdę prawie nigdy „piastowskie” nie było, chyba że z podboju. Własną miało w średniowieczu dynastię i chciało ją mieć, Piastowie na krótko je tylko mieli, tracili, potem znów odziedziczyli, ale wkrótce wpadło w ręce krzyżackie; pozyskaliśmy je po wojnie trzynastoletniej jako już nieźle zniemczone, czyli bardzo odrębne. Co widać zresztą gołym okiem: zatykający dech w piersiach ceglany gotyk jest na tych ziemiach dowodem, co tu dużo gadać, powiedzmy delikatnie: mocarności kultury „niemieckiego obszaru językowego”.

Sarmacja pomorska

Jednakowoż w efekcie wojny trzynastoletniej Pomorze Gdańskie (i Warmia) pozostawało w Sarmacji dłużej, niż pod Krzyżakami. A poza tym, wcaleśmy go nie „odzyskali” (choć tak uważał i sam Długosz): ono się samo „odzyskało”. Do Królestwa Polskiego weszło nie dlatego, że kiedyś z nim było związane: odwrotnie, na zasadzie buntu przeciwko głęboko zakorzenionej, ale przestarzałej już władzy krzyżackiej (ekonomicznej zwłaszcza) nad mieszczanami. Więc nie z przyczyn polonolubnych, pra-panslawistycznych, ale ekonomiczno-buntowniczych. Wojnę trzynastoletnią prowadziło owo Pomorze (ba, całe Prusy) na własne życzenie, za własne przeważnie pieniądze i z daniną wielką własnej krwi – podczas gdy szlachta polska nie żywiła dla tej wojny aż takich wielkich emocji i sama w niej krew przelewała dość niechętnie. Nie tylko dlatego Pomorze (i Warmia – czyli razem: Prusy Królewskie) po zwyciestwie nadal bardzo lubiły swoją odrębność i oddzielność w ramach Królestwa i dbały o nią.

Jednak już wkrótce odrębność Prus Królewskich – jakimi się Pomorze krzyżackie stało – okazało się odrębnością spod znaku sarmackiego orła i podgolonej czupryny, i znacznie już spolonizowaną (nie licząc niektórych, protestanckich i niespolonizowanych miast, z Toruniem i Gdańskiem na czele). Bo Rzeczpospolita „Prusakom” imponowała. Bo szlacheckie „wolności” polskie okazały się dla nich niesłychanie atrakcyjne. Nie mówiąc o tym, że były związki urzędowe: w Gniewie, Malborku, Fromborku, Pelplinie, Lidzbarku – rezydowali polscy starostowie, wojewodowie, opaci, biskupi, a z kolei tutejsza wielka szlachta otrzymywała do piastowania wielkie urzędy centralne.

Sarmacja chełmińska

Jednym z cudnych przykładów zsarmaczenia pokrzyżackich Niemców jest Chełmno (tu przypis: Chełmno należało wprawdzie pierwotnie do Piastów, a nie do książąt Pomorza, ale było też jednym z pierwszych „krzyżackich” miast, formalnie założonych przez nich i hołubionych). W nowożytności mieszczan chełmińskich ciągnęła kultura i obyczaj „polskich panów”, i polskich, katolickich miast. Stąd taki sarmacki ratusz w Chełmnie, stąd w chełmińskiej farze całe kolekcje barokowego, „sarmackiego” malarstwa (zresztą często produkowanego na użytek Sarmatów w protestanckich i niemieckich warsztatach). No i ten wykwit wyjątkowy: siedemnastowieczni, katoliccy Szkoci, zresztą kupcy ze szlacheckimi tytułami, wyrzezani na swoich epitafiach jako wąsaci, a niekiedy i brodaci Sarmaci, w deliach i kontuszach, i z herbami (te ostatnie były już oczywiście oryginalnie szkockie).

Kurlandia, Inflanty a Pomorze

Całe to Pomorze, takie po części polskie, ale i znacznie niemieckie, a nade wszystko i głównie s a r m a c k i e – jest obrazem stosunków, jakie panowały lub mogły były zapanować na ziemiach wydartych krzyżactwu w ogóle.

Kresowe nasze Inflanty, Kurlandia – te ziemie miały niemieckie miasta i, wskutek wspólności politycznej z Rzecząpospolitą, całkiem liczną sarmacką szlachtę. Pewno, że nie były one tak samo polskie, jak Pomorze, ziemia o słowiańskim „podkładzie”. Po prostu polskie nie były. Ale były za to sarmackie. One to wszak wydały najwiekszą sarmacką poetkę – Konstancje Benisławską.

Przykład: pomnę, podczas konfederacji barskiej przybył do Generalności – konfederackiego rządu na emigracji – delegat kurlandzki Heyking, zgłaszając chęć bycia sekretarzem. Wszyscy się ucieszyli, ale ujrzano jeden dyskretny problem – Heyking był protestantem, tak jak większość jego ziomków, zaś konfederację barską zawiązano przecież w obronie Świętej Wiary Katolickiej… Kurlandczyk nie widział jednak problemu i wyłożył swoje rozumienie sprawy. Wiara katolicka była wszak przewodnią w Rzeczypospolitej, a on był przedstawicielem ziemi związanej z Rzecząpospolitą więzami lennymi, lecz na tyle odrębną, że na jej terenie religią panujacą jest luterańska, na co dysydencka szlachta posiada „z czasów Zygmunta Augusta oddzielne prawa i przywileje”… Księstwo kurlandzkie winno więc Rzeczpospolitą wspierać, ale jego luterańska szlachta ma swoje odrębne wolności, tak jak ma je katolicka szlachta w Koronie i na Litwie. Nic więc dziwnego, że katolicka wolna szlachta może otrzymać wsparcie od wolnej i niezależnej szlachty luterańskiej – w ramach sarmackiej Rzeczypospolitej.

Błąd Zygmunta

Ach, gdyby nie ten Hołd Pruski w 1525 roku, utwierdzający na wieki panowanie Hohenzollernów w Prusach Książęcych, to kto wie – może nawet „powiat królewiecki” byłyby dziś równie sarmacki, jak Pomorze (aczkolwiek, jako rzekłem, niekoniecznie: polski i na pewno nie do końca katolicki, chociaż kto wie!). I należałby do szeroko pojętych, polskich Kresów. I tworzyłby wierne jądro Rzeczyposplitej.

Coś Ty uczynił, Stary Zygmuncie?

Jacek Kowalski

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz