Katar coraz chętniej mówi o rasizmie Zachodu

Piłkarskim mistrzostwom świata w Katarze od lat towarzyszyły kontrowersje, dlatego im bliżej było rozpoczęcia turnieju, tym więcej mówiło się o łamaniu praw człowieka w tym kraju.

Katarczycy przez długi czas cierpliwie zaprzeczali wszelkim oskarżeniom, ale w końcu przestali pokornie przyjmować kolejne ciosy. Ich zdaniem mierzą się oni teraz z rasizmem świata zachodniego i jego niechęcią do muzułmanów.

Zaczęło się od samego przyznania Katarowi prawa do organizacji mundialu. Co prawda oficjalnie żadnego Katarczyka nie złapano za rękę, ale z medialnych śledztw i prokuratorskich postępowań wobec działaczy międzynarodowej federacji piłkarskiej FIFA wynika, że nie wszystko odbyło się całkowicie uczciwie. A mówiąc wprost, doszło do korupcji oraz do użycia przez katarskie władze swoich wpływów politycznych. Podobne wątpliwości dotyczą zresztą także poprzednich piłkarskich mistrzostw świata, które przed czterema laty odbyły się w Rosji.

Nie jest również tajemnicą, że bogate arabskie monarchie Zatoki Perskiej nie przejmują się zbytnio prawami pracowniczymi licznych imigrantów, stanowiących w chwili obecnej większość mieszkańców Kataru, Bahrajnu, Kuwejtu czy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Brytyjski dziennik „The Guardian” twierdzi, że przy budowie infrastruktury w Katarze miało w ciągu kilku ostatnich lat zginąć nawet 6,5 tys. osób. Kontrowersje w świecie zachodnim wzbudzają także miejscowe uwarunkowania kulturowe i zwyczaje Katarczyków. Dopiero FIFA spacyfikowała zapędy reprezentacji Anglii czy Niemiec, które poprzez opaski swoich kapitanów chciały manifestować swoją solidarność z ruchem LGBT.

Jednocześnie Katar wycofał się z niektórych swoich wcześniejszych zapowiedzi. Na przykład na stadionach w określonym czasie miało być dostępne piwo, o co w ramach umowy sponsorskiej z FIFA miał zadbać amerykański browar Budweiser. Na zaledwie kilka dni przed inaugurującym turniej meczem Kataru z Ekwadorem przygotowane wcześniej stoiska zniknęły jednak z obiektów, a alkohol jest dostępny jedynie w licencjonowanych lokalach i strefach VIP tamtejszych stadionów.

Emir dał sygnał

Przez długi czas Katarczycy spokojnie odpowiadali na zmasowaną krytykę ze strony mediów, polityków i kibiców. Najczęściej zaprzeczali doniesieniom dotyczącym korupcji czy łamania praw pracowniczych imigrantów. W pierwszym przypadku można zresztą pokusić się o stwierdzenie, że Katar jedynie wykorzystał powszechność korupcji w środowisku piłkarskim. Aktywność wielu działaczy FIFA (na czele z jej obecnym prezesem) od lat jest bowiem przedmiotem zainteresowania ze strony prokuratorów, w tym także Departamentu Sprawiedliwości USA. Wątpliwości dotyczą więc nie tylko organizacji mistrzostw świata w Rosji i Katarze, ale również wcześniejszych mundiali odbywających się w Niemczech i Republice Południowej Afryki.

Według władz w Doszy nieprawdziwe są doniesienia o liczbie osób, które miały zginąć w czasie prac przy budowie obiektów na trwający właśnie turniej. Brytyjski dziennik „The Guardian” utrzymuje, że śmierć poniosło 6,5 tys. pracowników (zdaniem Amnesty International nawet 15 tys.), a swoje dane opiera na statystykach ambasad Indii, Nepalu, Pakistanu, Bangladeszu czy Sri Lanki. Tymczasem katarski rząd potwierdził zgony 37 osób, spośród których tylko trzy rzeczywiście zmarły bezpośrednio podczas wykonywania swoich zawodowych obowiązków. Dodatkowo w ostatnich latach rzeczywiście wprowadził on szereg nowych regulacji mających poprawić byt zagranicznych pracowników, za co był chwalony chociażby przez Międzynarodową Organizację Pracy.

Wraz ze zbliżającą się inauguracją turnieju, Katarczycy stali się coraz mniej cierpliwi. Sygnał do kontrataku dał zresztą sam emir Tamim bin Hamad Al-Sani, który na miesiąc przed mistrzostwami udzielił specjalnego wywiadu. Narzekał w nim na „bezprecedensową kampanię” przeciwko swojemu państwu. Jego kraj od dnia przyznania prawa do organizacji mundiali ma więc znajdować się pod przysłowiowym ostrzałem. Według władcy Kataru początkowo krytyka w wielu aspektach pomogła jego państwu we wprowadzeniu potrzebnych zmian, ale później „osiągnęła taki poziom zaciekłości, że wielu zaczęło się zastanawiać nad jej prawdziwymi powodami i motywami”.

W podobnym tonie zaczęli wypowiadać się inni przedstawiciele katarskich władz. Na pomoc przyszedł im również szef FIFA Gianni Infantino, notabene od ponad roku mieszkający w Katarze, co początkowo próbował ukrywać przed mediami. Najważniejszy piłkarski działacz wielokrotnie chwalił organizację mundialu właśnie w tym miejscu, a przed inauguracyjnym spotkaniem zorganizował kuriozalną konferencję prasową. W jej trakcie między innymi zachwalał warunki pracy w Katarze, okazał solidarność z mniejszościami mówiąc o swoich doświadczeniach z prześladowaniem (z powodu swoich rudych włosów) oraz uznał za rasizm wyśmiewanie przebierania Hindusów za kibiców europejskich drużyn.

Ofiary rasizmu

Nie tylko szef FIFA uważa kampanię wymierzoną w Katar za przejaw rasizmu państw szeroko pojętego Zachodu. Podobna narracja w ostatnich tygodniach przybrała w Katarze na sile. Powielają ją więc zarówno tamtejsi oficjele, jak i katarskie media. Na przykład minister spraw zagranicznych Mohammed bin Dżassim Al.-Sani w wywiadzie dla jednej z niemieckich gazet powiedział, że krytyka ze strony krajów zachodnich jest „arogancka” i „rasistowska”. Tamtejsi dziennikarze uważają bowiem Katar za państwo, które „nie jest intelektualnie i kulturowo przygotowane do organizacji mistrzostw świata”. To zaś pokazuje hipokryzję państw uważających siebie za liberalne demokracje.

Kilka dni przed rozpoczęciem mundialu z kwestii łamania praw pracowników migrujących tłumaczył się katarski minister pracy. Ali bin Samikh Al-Marri w czasie spotkania z posłami do Parlamentu Europejskiego mówił głównie o kampanii oszczerstw, nawiązując w ten sposób do słów emira Tamima. Jego zdaniem konstruktywna krytyka jest oczywiście potrzebna, ale obecnie Katar mierzy się z „rasizmem i mową nienawiści”. Podczas wysłuchania w Europarlamencie Al-Marri posiłkował się między innymi karykaturą z jednego z francuskich tygodników, przedstawiającą katarską drużynę piłkarską jako grupę terrorystów.

W katarskich mediach regularnie pojawiają się artykuły potępiające nie tylko rzekomo rasistowską postawę Zachodu. Półoficjalny rządowy dziennik „Al-Raya” zarzuca swoim krytykom także szerzenie nienawiści do muzułmanów. Katar jest tym samym ofiarą „doby islamofobii”, a Zachód tkwi w kolonialnej mentalności symbolizowanej dokonanym przez siebie podziałem na zachodnią cywilizację i państwa Trzeciego Świata. Mimo to Katarczycy poprzez organizację mundialu zamierzają przedstawiać całemu globowi swoją arabsko-islamską kulturę.

Arabskie zjednoczenie

Najważniejsza piłkarska impreza wyraźnie zjednoczyła zresztą świat arabsko-muzułmański. Piłkarze i trenerzy z uczestniczących w mundialu Arabii Saudyjskiej, Maroka i Tunezji podkreślają w wywiadach, że czują się na półwyspie jak u siebie w domu. Sama organizacja mistrzostw przez jeden z krajów arabskich jest zaś ich zdaniem powodem do dumy dla całego Bliskiego Wschodu. Dużą radość w często rywalizujących z Arabią Saudyjską państwach przyniosło sensacyjne zwycięstwo jej reprezentacji z Argentyną. Świętowano je powszechnie w niemal wszystkich państwach arabskich, co najlepiej obrazuje arabską solidarność.

Sportowe emocje wyraźnie przełożyły się też na normalizację stosunków katarsko-saudyjskich, nadwątlonych w wyniku trwającej w latach 2017-2021 blokady półwyspu. W ceremonii otwarcia mundialu wziął bowiem udział saudyjski książę koronny Salman, który przybył do Dohy na zaproszenie katarskich władz. Emir Tamim w czasie meczu Arabii Saudyjskiej z Argentyną został z kolei sfotografowany, gdy wymachiwał saudyjską flagą. Na ceremonii otwarcia byli zresztą obecni najważniejsi regionalni przywódcy, co wyraźnie odczytano jako wyraz solidarności z Katarczykami.

Rozpoczęciu mistrzostw świata w Katarze towarzyszyła natomiast akcja zainicjowana przez arabskich internautów. Za pośrednictwem hashtagu „Jestem Arabem, popieram Katar” wspierali oni muzułmańskie i arabskie państwo, zarzucając powszechnie Zachodowi rasistowskie uprzedzenia oraz niechęć do ich islamskiej kultury. Jak widać Arabowie nie zamierzają jedynie pokornie przyjmować krytyki, wręcz eksponując rozdźwięk między zachodnimi i bliskowschodnimi normami kulturowymi.

Michał Kuropatwiński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz