13 grudnia przypada 33. rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Ta desperacka akcja władz komunistycznych miała na celu stłumić dążenia narodu polskiego do wolności. Również na Wileńszczyźnie władze sowieckie obawiały się, aby idee „Solidarności” nie ogarnęły mieszkających tu Polaków.

„Od agenta »Edgara« otrzymaliśmy sygnał o tym, że na weselu u jednego z mieszkańców stacji kolejowej Jaszuny muzykanci wykonywali piosenki, w których szkalowali kierownictwo Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego i Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz konstytucję ZSRR. Zobowiązać agenta »Edgara« i innych do ustalenia osobowości muzykantów” ― czytamy w jednym z licznych ujawnionych sprawozdań oddziału KGB w rejonie solecznickim z przełomu lat 1979-1980. Antysowiecki repertuar weselnych grajków i późniejszy donos na nich symbolicznie odzwierciedlają to, co się działo na początku lat 80. na Wileńszczyźnie.

Polacy w ówczesnej Litwie radzieckiej z nadzieją patrzyli na wydarzenia w Polsce. Wywoływało to paniczny strach komunistycznych władz. Bały się, aby powiew wolności znad Wisły nie przerzucił się na Związek Sowiecki. Już 20 sierpnia 1980 roku KGB wydało specjalną dyrektywę dla swoich struktur na Litwie o przeciwdziałaniu ewentualnym negatywnym sytuacjom, do jakich może dojść na terenach zamieszkałych przez osoby polskiej narodowości.

„Bez wątpienia sowieci bali się »Solidarności«. Robili wszystko, aby jej idee nie przerzuciły się bezpośrednio na teren ZSSR. Pierwsze więc, co zrobili, to w radykalny sposób zamknęli granicę” ― mówi litewski historyk, badacz działalności sowieckich organów represyjnych, a obecnie poseł na Sejm RL dr Arvydas Anušauskas. Większość z mieszkających na Litwie Polaków miała bliskich krewnych w Polsce. I przed 1980 rokiem władze nie czyniły większych przeszkód w kontaktach rodzinnych.

„W końcu lat 70. do Polski z ówczesnej Litwy radzieckiej rocznie wyjeżdżało około 30 tys. osób. W większości były to kontakty rodzinne. Jednak po wydarzeniach sierpniowych w Polsce granica praktycznie została zamknięta. Z Litwy do PRL-u wypuszczano zaledwie pojedyncze osoby. A w roku 1982 nie wyjechał nikt” ― mówi historyk. Solecznicki odział KGB w 1983 roku raportował więc do centrali: „Przyjazdy i wyjazdy w celach prywatnych znacznie się zmniejszyły, w związku z tym znacząco zmniejszyło się wrogie oddziaływanie na miejscową ludność”.

Zamknięcie granicy nie rozwiązywało jednak wszystkich „polskich” kłopotów KGB na Litwie.

„Zanim zamknęła się granica, do nas z Polski docierała prasa, słuchaliśmy polskiego radia, ci którzy mieli lepsze anteny oglądali polską telewizję. Do stłumienia «Solidarności« te źródła informacji były nieporównywalne z sowiecką prasą i telewizją. No i oczywiście wyjazdy do Polski oraz wizyty stamtąd. Dopóki to oczywiście było możliwe. Z pierwszej więc ręki wiedzieliśmy, o co i jak walczy Polska” ― opowiada wicemer rejonu solecznickiego Andrzej Andruszkiewicz. Był wówczas uczniem klas starszych szkoły w Ejszyszkach. „Z kolegami z entuzjazmem przeżywaliśmy to, co się działo w Polsce. Oczywiście nie było mowy, że o tym można było mówić otwarcie, ale prywatnie o tym mówili prawie wszyscy” ― dodaje. KGB nasiliło więc swoją działalność przeciwko polskiej mniejszości na Litwie.

W 1980 roku w swym „specsoobszczenii” solecznicki oddział KGB melduje: „W związku z wydarzeniami w PRL, do przeciwdziałania możliwym negatywnym sytuacjom w wydziale rejonowym zaangażowano 14 agentów narodowości polskiej, 48 zaufanych osób. Szczególną uwagę kierujemy na badanie procesów w środowiskach duchowieństwa, inteligencji i młodzieży”. KGB bało się jednak nie tylko o te grupy społeczne litewskich Polaków.

„Oczywiście nie można mówić o tym, że „Solidarność” miała tu jakieś wpływy, ale KGB bało się jakichkolwiek przejawów opozycyjności. Organizacyjnie nawet zupełnie niezwiązanych z »Solidarnością«. Jak na przykład strajk, do którego doszło w solecznickim przedsiębiorstwie transportowym w 1981 roku. Protestując przeciwko zwolnieniu poprzedniego dyrektora przedsiębiorstwa 43 z 274 robotników nie przystąpiło do pracy. Strajk potrwał zaledwie kilka godzin, ale KGB miało co robić, mimo że inicjatorzy strajku nawet nie wspominali o »Solidarności«” ― mówi Arvydas Anušauskas.

Jednak tak było nie zawsze. W tym samym 1981 roku, jak świadczą dokumenty KGB: „Robotnicy sowchozu »Taboryszkės« Pietrowski i Giecewicz odmówili wyjścia do pracy. Namawiali również innych do zrobienia tego samego, co zrobiono w Polsce. Z Pietrowskim i Giecewiczem przeprowadzono rozmowy profilaktyczne bez sporządzenia oficjalnych dokumentów. Profilaktyczne rozmowy przeprowadzono również z mechanizatorami kołchozu »Przykazania Lenina« Abramowiczem i Żukowskim, którzy popierali działania »Solidarności«”.

„Szkodliwe” wpływy polskiego sierpnia przekazywały się nawet na sowieckich funkcjonariuszy. Jak donosił w 1982 roku do centrali ówczesny szef solecznickiego KGB podpułkownik Grigorjew: „Pracownik rejonowego komitetu wykonawczego Stackiewicz R. rozpowszechniał oszczerstwa o władzy sowieckiej. Wychwalał działalność polskiej »Solidarności«. O jego zachowaniu poinformowano komitet rejonowy partii i komitet wykonawczy. Ze Stackiewiczem przeprowadzono rozmowę”. Donos do KGB został napisany nawet na etatowego propagandystę rejonowego wydziału stowarzyszenia „Wiedza” P. Małofeja. Zamiast walczyć ze szkodliwymi wpływami „Solidarności” podczas wykładu dla pracowników kultury Małofiej „nieprawidłowo wypowiadał się o sytuacji w Polsce i radzieckiej rzeczywistości. Z Małofejem rozmowę przeprowadził I sekretarz rejonowego komitetu partii” ― pisał podpułkownik Grigorjew.

Jak twierdzą litewscy historycy, żadna jednak osoba zarówno z rejonu solecznickiego, jak i innych „polskich” rejonów na Litwie nie została skazana w latach 80. wyrokiem sądowym za swe antyradzieckie wypowiedzi.

„To już był okres całkowitego kryzysu sowieckiego systemu. Mimo że KGB śledziło za każdym przejawem nie tylko opozycyjności, ale nawet przejawami niezadowolenia, to wyroki sądowe i kary więzienia za to wymierzano wyjątkowo rzadko. Na pozór potężny sowiecki system bał się surowo karać niezadowolonych. Oni bali się, że ostre represje wywołają jeszcze większe niezadowolenie społeczeństwa, no i oczywiście bali się reakcji Zachodu. W większości ograniczano się więc do „rozmów profilaktycznych” ― tłumaczy pobłażliwość sowieckiego systemu u schyłku jego istnienia dr Arvydas Anušauskas.

Robert Mickiewicz

Kurier Wileński

Reklama



1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. mazowszanin :

    „Kołchoz »Przykazania Lenina«” brzmi jak gdyby był tworem literacki Michaiła Zoszczenki, tego od „Bajek o Leninie”. Z dystansu czasu i miejsca wygląda to nawet komicznie, w tamtych realiach (czasu i miejsca) zapewne niewielu dostrzegało idiotyzm tych szyldów. Swoją drogą czy jest ktoś w stanie potwierdzić prawdziwość informacji, że w czasach ZSRR na budynku jednego ze szpitali psychiatrycznych w SU widniał napis „Lenin na zawsze z nami”?