Francja: imigranci mają być osiedlani na prowincji

Prezydent Francji Emmanuel Macron chce osiedlania imigrantów na tamtejszej prowincji. Jego zapowiedzi zbiegły się z protestem mieszkańców jednej z mniejszych miejscowości, w której proimigracyjna fundacja chce przeprowadzić pilotażowy program wpisujący się w popularną we Francji teorię „wielkiej podmiany ludności”.

Tegoroczne wybory prezydenckie i parlamentarne we Francji pokazały, że masowa imigracja nie jest już akceptowana przez tamtejsze społeczeństwo. Nawet francuscy liberałowie i lewicowcy zaczęli więc popierać przynajmniej politykę asymilacji cudzoziemców, a zwłaszcza radykalizujących się muzułmanów, coraz bardziej otwarcie kwestionujących laickie wartości republiki.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

1296 PLN    (5.89%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Macron nie pokonałby lider narodowców Marine Le Pen w kwietniowych wyborach prezydenckich, gdyby także w jego programie nie znalazły się zapowiedzi zmian w dotychczasowej polityce imigracyjnej. Teraz francuska głowa państwa zaczyna spełniać swoje obietnice, zapowiadając złożenie w parlamencie zreformowanego prawa o azylu. Na początku przyszłego roku ogłosi tym samym reformę polegającą na ukróceniu dotychczasowej patologii, którą było umieszczanie uchodźców z państw trzeciego świata na przedmieściach miast mających problem z ubóstwem i przestępczością. Poza tym Macron zamierza usprawnić system deportacji osób niespełniających warunków do otrzymania azylu oraz sprawiających problemy.

To jednak nie oznacza całkowitej rezygnacji z przyjmowania imigrantów. W ostatnim czasie francuski prezydent nawiązuje głównie do wspomnianego lepszego rozmieszczenia obcokrajowców. Zamiast na niesławne przedmieścia największych ośrodków miejskich, mieliby oni trafiać głównie na obszary wiejskie. Według Macrona, który obwieścił założenia nowej polityki na spotkaniu z prefektami, to właśnie one najszybciej się bowiem wyludniają.

Imigracyjny eksperyment

Niemal w tym samym czasie głośno we Francji zrobiło się o miejscowości Callac, czyli liczącej nieco ponad dwa tysiące mieszkańców gminy w regionie Bretanii. Wszystko za sprawą „zamożnej rodziny” Cohenów, jak na ogół przedstawiają tamtejsze media familię właścicieli marki odzieżowej dla dzieci Bonpoint. Cohenowie od 2009 prowadzą fundację deklaratywnie zajmującą się „solidarnością” i „służbą ludzkości”, na rzecz której zrezygnowali nawet ze wspomnianego biznesu.

Rodzina poprzez swoją organizację miała wytypować Callac spośród kilkudziesięciu podobnych miejscowości, uznając ją za najodpowiedniejsze miejsce do realizacji projektu osiedlenia prawie stu uchodźców pochodzących z Afryki. Z lokalnym samorządem Callac miał skontaktować się Yannick Kerlogot, polityk należący do ugrupowania „Odrodzenie” założonego przez Macrona.

Twórcy „Projektu Horyzont” uważają, że Callac jest szybko wyludniającą się miejscowością, potrzebującą impulsu rozwojowego właśnie w postaci nowych mieszkańców. Nie będą oni jednak przebywać w niej w ramach klasycznej pomocy humanitarnej, lecz zostanie stworzona dla nich perspektywa otrzymania zatrudnienia, bo otrzymają oni 10-letnie pozwolenie na pobyt. Jeśli uda się zrealizować powyższe założenia, wówczas projekt ma być skopiowany w innych francuskich miasteczkach.

Sami mieszkańcy protestują jednak przeciwko eksperymentowi. Uważają, że w tej chwili lokalny samorząd nie jest w stanie zadbać o ich potrzeby, dlatego nie powinien brać na siebie nowych zobowiązań. Ponadto sprowadzenie rodzin spoza Europy (pięć z nich już zresztą przebywa w miejscowości) po pierwsze może obniżyć poziom nauczania w lokalnych szkołach, a po drugie jest zagrożeniem dla tożsamości regionu północno-zachodniej Francji.

Zobacz także: Macron: UE nie może pozwolić krajom z Europy Wschodniej działać samodzielnie na rzecz Kijowa

Co ciekawe, fundacja Cohenów opracowała wspomniane wyżej założenia „Projektu Horyzont”, ale właściwie nie zamierza finansować wdrażania go w życie. Środki na ten cel mają pochodzić w co najmniej trzech czwartych z funduszy publicznych, a także z prywatnych wpłat. Za realizację planów samorządu i przedsiębiorców zapłacą tym samym głównie obywatele, którzy nie będą mieć jednak prawa głosu, bo burmistrz Callac konsekwentnie sprzeciwia się przeprowadzeniu referendum w tej sprawie.

Prowincja obawia się „wielkiej podmiany”

Znamienne zresztą, że Macron zapowiedział relokację uchodźców na obszary wiejskie podczas spotkania z prefektami, choć parę dni wcześniej mógł to zrobić wśród osób najbardziej zainteresowanych nową polityką rządu. Francuski prezydent brał bowiem udział w dorocznym zjeździe młodych rolników w Outarville w Regionie Centralnym, gdzie jedynie nawoływał do wspierania rodzimych producentów i pochylał się nad kwestią zbliżającej się wymiany pokoleniowej w tysiącach gospodarstw rolnych.

Trudno się temu dziwić, bo francuska prowincja jest obecnie głównym punktem oporu przeciwko lewicowo-liberalnemu establishmentowi. Macron jest na niej skrajnie niepopularny, głównie z powodu niskich wynagrodzeń i emerytur, zwijania się usług publicznych i braku pomocy państwa, ale także przez swoje podejście do imigracji. Z tego zresztą powodu francuska prawica narodowa cieszy się największą popularnością właśnie na wsi i w mniejszych miejscowościach.

W samym Callac protest przeciwko „Projektowi Horyzont” zorganizowała partia Rekonkwista tegorocznego kandydata na prezydenta i publicysty Erica Zemmoura. Zapowiedzi Macrona dotyczące osiedlania imigrantów na obszarach wiejskich spotkały się zaś z krytyką ze strony Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen. Ugrupowanie twierdzi, że przybycie obcych kulturowo osób nie jest żadnym rozwiązaniem problemu wyludniania się prowincji, bo cierpi ona przede wszystkim z powodu kłopotów ekonomicznych, pogłębiających się obecnie w związku z kryzysem energetycznym w Unii Europejskiej.

Z pewnością nowa polityka francuskich władz i inicjatywy pokroju planów rodziny Cohenów pokazują, że obawy przed „wielkim zastąpieniem” (według sondaży wierzy w nie już blisko 61 proc. Francuzów) nie są już jedynie teorią spiskową. Rządzące nad Sekwaną elity rzeczywiście poprzez politykę imigracyjną próbują dokonać podmiany populacji, o czym od pewnego czasu mówi nawet umiarkowana centroprawica. Jak widać rekordowa popularność narodowców Le Pen nie przeszkadza lewicy i liberałom w dalszym działaniu wbrew społeczeństwu.

Marcin Ursyński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz