To właśnie dziś jest najlepszy moment, aby korzystając z propolskich nastrojów na Majdanie, mówić o problemach dzielących Polaków i Ukraińców. Dlaczego Polacy odwiedzający Kijów tego nie robią?

Od początku protestów na Ukrainie, mają one duże wsparcie ze strony Polaków. Jeżdżą na Majdan politycy, emocjonalnie zaangażowani dziennikarz i publicyści, artyści, a także zwykli obywatele, chcący podtrzymać demonstrujących. Ich obecność tam, a szczególnie publiczne wystąpienia ze sceny Majdanu wywołują owacje, przejawiające się okrzykami „dziękujemy!” czy „Polska, Polska!”.



Z drugiej strony, również od początku duże kontrowersję wzbudzają w Polsce symbole, które stały się wyrazicielami emocji Majdanu, w Polsce kojarzące się zdecydowanie negatywnie – banderowskie czerwono-czarne sztandary i hasła, takie jak osławione „Sława Ukrajini – Herojam Sława”. Pod tymi barwami i z tymi okrzykami na ustach dokonywano przecież okrutnego ludobójstwa na Polakach zamieszkujących na Kresach II Rzeczypospolitej.

Jest prawdą, że przeciętny Ukrainiec nie ma świadomości tych zbrodni. W większości wydawnictw oraz mediach związanych z obecną opozycją, UPA przedstawiana jest jako nieomal mityczna „armia nieśmiertelnych” (tytuł jednego z najbardziej popularnych albumów o UPA), bohatersko walcząca o niepodległość kraju ze wszystkimi wrogami. Jeśli już mówi się o wątku polskim, to zawsze w kontekście, że na Wołyniu i Galicji Wschodniej mieliśmy do czynienia z „wojną polsko-ukraińską” między UPA i AK, w której równie winne były obie strony.

Najlepiej uwidoczniło się to pół roku temu, gdy obserwowaliśmy ukraińskie reakcje na odbywające się w Polsce obchody 70. rocznicy ludobójstwa na Wołyniu. Największe opozycyjne media, jak portal Ukraińska Prawda (pravda.com.ua), każdą swoją informację na ten temat kończyły takim oto historycznym wyjaśnieniem: „Wołyńska Tragedia – obopólne czystki etniczne ukraińskiej i polskiej ludności dokonane przez wiejskie oddziały samoobrony z obu stron, Ukraińską Powstańczą Armię i polską Armię Krajową, z udziałem polskich batalionów Schutzmannschaft i sowieckich partyzantów w 1943 roku podczas II wojny światowej na Wołyniu”.

Wszyscy Polacy, którzy nie podzielali tej interpretacji najczęściej zasługiwali na miano bądź „polskich szowinistów” bądź „kresowiaków”. Nic dziwnego, że wśród komentarzy ukraińskich czytelników dominowały głosy wrogie lub wręcz nienawistne Polsce, która śmie obrażać „ukraińskich bohaterów”.

Szczególną uwagę w tych dniach zwracało jeszcze jedno, milczenie ukraińskich polityków. Oficjalnie wypowiadali się wyłącznie ci, którzy ze względów politycznych uznali za korzystne zajęcie jednoznacznego stanowiska – z jednej strony tradycyjnie broniąca „ukraińskiego honoru” nacjonalistyczna „Swoboda”, z drugiej wierni tradycji sowieckiej komuniści i tzw. harcownicy Partii Regionów.

Najważniejsi politycy, poczynając od liderów dwóch największych partii opozycyjnych, a kończąc na prezydencie Ukrainy, nie zabrali w tej sprawie głosu. Janukowycz zlekceważył nawet zaproszenie polskiego prezydenta na Mszę św. w tej intencji w Łucku na Wołyniu.

Nie należy się dziwić temu podejściu, od ponad 20 lat w niepodległej Ukrainie propaguje się na szczeblu oficjalnym ekumeniczną wersję historii, gdzie równie dobrzy byli ci, którzy służyli w Armii Czerwonej i UPA, gdyż i jedni i drudzy „byli patriotami” i „walczyli o wolność”.

Skutkiem tego dorosły kolejne pokolenia młodych Ukraińców dla których wizerunek UPA jest jednoznacznie pozytywny. Zauważyć to można w sondażach opinii publicznej, choć pozytywnie UPA ocenia wciąż „tylko” ok. ¼ Ukraińców, to wśród młodego pokolenia odsetek ten zbliża się już do 50 proc.

W tej sytuacji łatwiej można zrozumieć ukraińskich polityków. Wzięcie udziału w obchodach ludobójstwa czy nawet jakaś bardziej krytyczna wypowiedź wobec UPA, zostałaby zaraz politycznie wykorzystana przez konkurentów. Oskarżenia o „obrażanie ukraińskich bohaterów” czy „sprzedanie się Polakom” mogłyby skutkować zaś realnym spadkiem poparcia. Takie zarzuty zresztą dość często się na Ukrainie pojawiają, na przykład wobec tych publicystów, którzy pisali o zbrodniach UPA.

Dlatego tak ważne jest, aby wykorzystać ten czas na dotarcie do Ukraińców z polskim stanowiskiem. Polacy, którzy jeżdżą na Majdan, często podkreślają, że nie akceptują wizerunków Bandery tam się pojawiających i energicznie tłumaczą, że współcześni banderowcy nie mają antypolskich poglądów. Szkoda, że nie skierowali choć części tej energii na zaprezentowanie polskiego stanowiska. Na tłumaczenie Ukraińcom, dlaczego ów Bandera i banderowcy wywołują w Polsce kontrowersje. Że nie jest prawdą że – jak podają ukraińskie media – wyłącznie „polscy szowiniści” czy „kresowiacy” uważają, że UPA wymordowała na Wołyniu i w Galicji Wschodniej ponad 100 tysięcy Polaków.

Nikt z występujących ze sceny Majdanu polskich polityków nawet się o tym nie zająknął. Nie uznał za stosowne opowiedzieć Ukraińcom, z całą delikatnością, o polskich kontrowersjach związanych z używaniem banderowskich haseł i sztandarów. Owszem to wymagałoby odwagi, być może owacje tłumu byłyby mniejsze, a może nawet ktoś by zagwizdał – jednak czego jak nie reprezentowania polskich interesów i odwagi należy wymagać od polskich polityków?

Lepszego momentu nie będzie, przy kolejnej rocznicy Wołynia powrócą na Ukrainie antypolskie nastroje i emocje, które nigdy nie służyły dyskusji. Tym bardziej, że po ukraińskiej stronie na porozumieniu w tej kwestii nikomu tak naprawdę nie zależy, ani opozycji ani władzy. Polska i tak jest i będzie proukraińskim krajem, a jednocześnie zbyt słabym i mało wpływowym, by ryzykować społeczne poparcie dla „pojednania” z nią. I nie ma się co dziwić i obrażać, w polityce zawsze realne interesy brały górę nad racjami moralnymi.

Jacek Zalewski

Kresy.pl

P.S. Sprawiedliwość nakazuje wspomnieć, że jeden tylko Paweł Kukiz miał odwagę publicznie nawiązać do tematu ludobójstwa, mówiąc w wywiadzie, że nie akceptuje honorowania na Ukrainie „niektórych bandytów”. Przestraszony ukraiński dziennikarz szybko jednak wszedł mu w słowo i zmienił temat [czas 3.00 – 3.20]:

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. andrzej_z_balto :

    Trochę nie na temat. Pewnie już niektórzy z Państwa zauważyli bzdurny filmik zamieszczony przez witrynę niezalezna.pl pt. Czyja prowokacja? (UWAGA – MOCNE) pod http://vod.gazetapolska.pl/6210-czyja-prowokacja-uwaga-mocne , insynuujący iż ma być to rzekomo ruska prowokacja. Ponieważ „niezalezna” nie pozwala na komentowanie ich wtrętów, komentuję u Was. Otóż, nie jest to ruska prowokacja, jak wielu ludzi interesujących się Ukrainą wie, filmik ów to fragment większej produkcji przyjaciół Niezaleznej, czyli partii Swoboda pt. „”Historia jednej kryjówki”, gdzie pokazano polską bandę jakoby gwałcącą biedne Ukrainki i mordującą wieśniaków ukraińskich, i karzących ich herojów z UPA. O tym dosyć szeroko pisano w polskiej prasie (zdaje się, że i Wasza witryna), np. w http://interia360.pl/polska/artykul/skandal-ukraincy-szkaluja-polakow,65520 , ale p. Sakiewicz oraz wielu „niezależnych” tego nie zauważyło. Pewnie nie mieli czasu zajęci miłością do Tiahnyboka i reszty faszystowskiej ferajny z pokój miłującej partii Swoboda. Tym z większym animuszem będą mogli zakrzyczeć „herojam sława”. Moc pozdrowień,

    Andrzej