Jak to się stało, że tak zazwyczaj buńczuczni politycy PiS, którzy nie obawiali się Berlina, Brukseli czy Moskwy, okazali się potulni i grzeczni, gdy tylko przyszło do kwestii spornych z Kijowem? Dlaczego poddali się ukraińskiemu szantażowi i jaką rolę dogrywa w tym kwestia szczytu NATO? A może sprawa jest jednak bardziej złożona, niż na pierwszy rzut oka się wydaje? Bo skoro rządowi PiS i Jarosławowi Kaczyńskiemu tak bardzo zależy na ścisłym sojuszu z USA, które mają decydujący wpływ na to, co dzieje się na Ukrainie i z Ukrainą, to czy jest możliwe, że jakąś rolę odgrywa w tym wszystkim Waszyngton?

Od początku swoich rządów Prawo i Sprawiedliwość głosi „Dobrą Zmianę” – w tym również w sprawach dotyczących polityki międzynarodowej. Jak akcentowano, oto „Polska wstaje z kolan” i zaczyna uprawiać suwerenną politykę. Wydaje się jednak, że rację mają ci, którzy twierdzą, że Polska nie wstała z kolan, tylko zmieniła tego, przed którym klęczy. Wydawałoby się, że te mocne słowa są całkowicie na wyrost. Jak się okazuje – niestety – są najzupełniej uprawnione.

Kilka miesięcy temu, gdy w Polsce nabierał kształtu tzw. kryzys Trybunału Konstytucyjnego, PiS i ministrowie rządu Beaty Szydło pokazywali, jak bardzo potrafią bronić prawa Polski do samodzielnego decydowania o własnych sprawach wewnętrznych. Ministrowie Ziobro i Waszczykowski słali ostre w wymowie listy do czołowych polityków europejskich – przede wszystkim niemieckich. Przyklaskiwali im do tego sympatyzujący z nimi dziennikarze i publicyści. PiS z dumą pokazywał, że Polska zerwała z polityką niemieckiego wasala, żeby nie powiedzieć giermka, którą realizował tandem Tusk-Sikorski, a następnie kontynuowała Ewa Kopacz wraz z Grzegorzem Schetyną.

Niezależnie od tego, rząd PiS demonstrował już nie tylko niezależność, ale wręcz wojowniczą postawę względem Rosji. Polska zaczęła kreować się na najaktywniejszego rzecznika utrzymywania, a co więcej, zaostrzania sankcji nałożonych na Moskwę. Przy każdej możliwej okazji akcentowano zagrożenie płynące z rosyjskiego neoimperializmu i potrzebę postawienia tamy rewizjonistycznej polityce Putina. Oczywiście, w myśl „przepowiedni” ś.p. Lecha Kaczyńskiego. W której istotną rolę odgrywała Ukraina, jako element niezbędny do budowy wielkiego bloku mitycznego, neojagiellońskiego „Międzymorza”. Stąd stawianie na arenie międzynarodowej kwestii integralności terytorialnej Ukrainy stało się nieodzownym elementem polskiej polityki zagranicznej. Do tego stopnia, że szef MSZ Witold Waszczykowski podkreślał to mocno nawet podczas swojej wizyty w Chinach.

Mogłoby się wydawać, że skoro rząd PiS nie lęka się ani gospodarczej i politycznej potęgi Berlina, ani zbiurokratyzowanej i nastawionej na ekspansję ideologiczną Brukseli, ani dysponującej istotnym potencjałem militarnym Rosji, to kwestie sporne z Ukrainą będą załatwiane nieomal od ręki. W końcu Kijów na tle wymienionych podmiotów politycznych jest zaledwie pionkiem w grze wielkich mocarstw, państwem słabym, czy wręcz, jak wskazują niektórzy eksperci, państwem upadłym.

ZOBACZ TAKŻE: Strach przed Rosją nie zastąpi nam Polski

Okazuje się jednak, że wielka ofensywa międzynarodowa, którą prowadzono na „frontach” w Berlinie, Brukseli, a pośrednio także w Moskwie (plus do pewnego stopnia na linii Warszawa – Waszyngton, w kwestii TK), utknęła na ukraińskim stepie. Jeszcze przed wyborami politycy PiS deklarowali, że sprawa ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich zbrodniarzy na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej doczeka się godnego upamiętnienia. Takie deklaracje składał m.in. ówczesny kandydat na prezydenta RP, Andrzej Duda, co podkreślał niedawno ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski. Mówił o tym obecny wiceszef MSZ, Jan Dziedziczak, który w rozmowie z Kresami.pl stanowczo podkreślił, że dla PiS jest to „sprawa priorytetowa”, zaś „polityka unikania i rozmiękczania tematu Zbrodni Wołyńskiej się kończy”. Mówił tuż po tym, jak nieco ponad rok temuprzedstawiciele obecnej partii rządzącej demonstracyjnie opuścili obrady Zgromadzenia Parlamentarnego Polski i Ukrainy w proteście przeciwko zapisom ws. Zbrodni Wołyńskiej, proponowanym przez Ukraińców.

Mało tego: tuż przed wyborami parlamentarnymi, Antoni Macierewicz powiedział na spotkaniu w Piotrkowie Trybunalskim, że Ukraińcom „nie wolno przepuścić” zbrodni wołyńskiej. „Będziemy mieli na tyle determinacji, na tyle siły i na tyle polskiego patriotyzmu […], na tyle rozumienia, jaki jest nasz interes narodowy i nasz interes geopolityczny, żeby ich do tego zmusić” – mówił Macierewicz o kulcie OUN-UPA na Ukrainie i rozliczeniu rzezi wołyńskiej. „Rosjanie są winni nieporównanie większego pasma nieszczęść, bólu, żałoby niż Ukraińcy, którym na pewno nie wolno tego [Wołynia – red.] przepuścić i na pewno muszą ponieść za to konsekwencje” – dodawał. „My im pomagamy, a oni na nas plują” – podkreślał ówczesny kandydat PiS do Sejmu.

Tego rodzaju deklaracje padały – i to bardzo wyraźnie – z ust czołowych polityków PiS. Można by wskazać ich więcej, w odniesieniu do osób, zajmujących dziś czołowe stanowiska w państwie. Choć istotnie, nie sposób przytoczyć w tym miejscu wypowiedzi ślepego (?) na gloryfikowanie banderyzmu na Ukrainie szefa polskiej dyplomacji, dla którego najwyraźniej brutalna śmierć stu kilkudziesięciu tysięcy Polaków z rąk ukraińskich nacjonalistów chyba nie była nigdy zbyt istotnym zagadnieniem (w przeciwieństwie do gloryfikowania atlantyzmu i bezalternatywnego sojuszu z USA). Po wypowiedziach partyjnych kolegów Waszczykowskiego nie pozostał dziś nawet ślad – a po ostatnich wydarzeniach czuć za to wielki niesmak, żeby nie powiedzieć – wstręt.

Jak się okazało, marszałek Sejmu, Marek Kuchciński negocjował kwestię upamiętnienia ofiar Wołynia z Andrijem Parubijem– przewodniczącym ukraińskiego parlamentu i byłym szefem Samoobrony Majdanu, który prawdopodobnie miał świadomość (o czym wspomina m.in. politolog Iwan Kaczanowski), że podczas protestów w Kijowie część protestujących była uzbrojona i sprowokowała masakrę na Majdanie, otwierając ogień do berkutowców. Parubij publicznie chwalił się tym, co udało mu się ugrać z Kuchcińskim. Mianowicie, że Polska do szczytu NATO nie będzie zajmowała się żadnymi uchwałami czy ustawami ws. 11 lipca i upamiętnienia ofiar rzezi wołyńskiej. Kuchciński, ani żaden polityk PiS, nigdy tego nie sprostował. Do tego, w negocjacjach tych uczestniczył Jurij Szuchewycz, syn zbrodniarza Romana Szuchewycza. Jest on znany z całkowicie probanderowskich poglądów i trudno uwierzyć, by jego obecność wiązała się z koncyliacyjnym nastawieniem strony ukraińskiej. Która zresztą już wcześniej naciskała na Polskę, żeby zamiast 11 lipca w naszym kraju ofiary Ukraińców upamiętniono 17 września. Osobną politykę w tym zakresie prowadzi również ukraiński IPN, kierowany przez znanego negacjonistę wołyńskiego, Wołodymyra Wiatrowycza.

W PiS najwyraźniej przeważyły idee, które od lat głoszą „kultyści” tzw. idei neojagiellońskiej według interpretacji „Gazety Polskiej” i pewnego profesora UŁ. Okazało się, że dla tej frakcji w partii rządzącej ważniejszy od upamiętnienia ofiar ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, jest mitologizowany wręcz sojusz polsko-ukraiński i walka o, jak ujął to ostatnio minister Macierewicz, „wolną, niepodległą, bogatą, rozwijającą się Ukrainę”, ponieważ „niepodległa Ukraina to bezpieczna Europa”.

Ostatnio w Sejmie mówił o tym także wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Jarosław Sellin. „Niezależnie od Wołynia uważamy, że w dzisiejszej sytuacji trzeba państwu ukraińskiemu pomóc przetrwać jako niepodległemu państwu i obronić je przed agresją”– mówił Sellin, sugerując tym niedwuznacznie, że od upamiętnia ofiar ludobójstwa ważniejszy jest sojusz z Kijowem. „Z kim mamy dialogować, jeśli nie przetrwa państwo ukraińskie?” – pytał z mównicy sejmowej. Zdobył się jednak przy tym na „odwagę”, próbując w myśl obecnej narracji ideologicznej PiS sprowadzić relacje z Ukraina do pochodnej relacji z Rosją. „Główne stanowisko państwa polskiego w kwestii tego, kto jest winny, powinno być skoncentrowane na sowietach (…) nie koncentrujmy się na winach Ukraińców, wskazujmy głównie na winę bolszewików i sowietów.(…) Palcem powinno wskazywać się głównego winowajcę, czyli państwo sowietów” – perorował w Sejmie wiceminister kultury.

Wszystko to doprowadziło do tego, że Ukraina ugrała to, co chciała. Nie będzie ustawy ws. 11 lipca. Tego dnia nie będzie również specjalnej sesji parlamentu (posłowie mają zebrać się dopiero ponad tydzień później). Nie będzie też przyjęcia przed 11 lipca uchwały ws. ludobójstwa na Wołyniu. Tym samym, nie zostały spełnione obietnice, które PiS przed wyborami składał kresowianom. Do tego oficjalnie potwierdzono, że rząd za projekt wiodący uznaje ustawę ws. ustanowienia Narodowego Dnia Pamięci Męczeństwa Kresowian, który nie akcentuje kwestii ludobójstwa i ma być obchodzony 17 września.

ZOBACZ TAKŻE: Czemu minister Sellin z PiS musiał zrobić z siebie durnia

Jak to się stało, że wojowniczy politycy PiS, którzy nie obawiali się Berlina, Brukseli czy Moskwy, okazują się potulni i grzeczni, gdy tylko przychodzi do kwestii spornych z Kijowem? Dlaczego poddali się ukraińskiemu szantażowi i jaką rolę dogrywa w tym kwestia szczytu NATO? A może sprawa jest jednak bardziej złożona, niż na pierwszy rzut oka się wydaje? Bo skoro rządowi PiS i Jarosławowi Kaczyńskiemu tak bardzo zależy na ścisłym sojuszu z USA, które mają decydujący wpływ na to, co dzieje się na Ukrainie i z Ukrainą, to czy jest możliwe, że jakąś rolę odgrywa w tym wszystkim Waszyngton? Pomyślmy: przedstawiciele USA naciskający na Polskę ws. Wołynia – jak na razie, wydaje się to wręcz nieprawdopodobne. Nie znaczy to jednak – niemożliwe. Trudno bowiem inaczej, w sposób racjonalny (pomijając neogiedroyciowską otoczkę ideologiczną) wytłumaczyć taką uległość PiS wobec nacisków kraju, znajdującego się w stanie faktycznego bankructwa polityczno-gospodarczego i całkowicie uzależnionego od USA i Zachodu. Być może warto postawić więc pytanie, jakie „haki” przestawił Parubij Kuchcińskiemu.

Marek Trojan

28 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. mix
    mix :

    Utrzymanie Ukrainy w całości jest akurat dzisiaj Polsce bardzo na rękę – i nie chodzi przy tym o żaden Krym tylko utrzymanie w jednym państwie elementu prorosyjskiego i banderowskiego tak żeby się nawzajem szachowali i zwalczali. Najgorsze dla nas byłoby utworzenie tuż pod bokiem jakiegoś kadłubowego Banderstanu, który nie dość, że wściekle antypolski to jeszcze błyskawicznie by się stał satelitą Niemiec.

  2. jazmig
    jazmig :

    Nie wierzę w to, że Amerykanom zależy na tym, żeby nie upamiętniano zbrodni banderowskich. Prawda leży gdzieś indziej. Wygląda na to, że Ukraińcy mają jakiegoś haka na Kaczyńskiego, np. mają dokumenty ws. afery Telegraf, albo umoczenia Kaczyńskich ws. FOZZ.

    • mix
      mix :

      Osobiście wątpię aby banderowcy mieli jakiegoś haka. Jedynym hakiem jest zupełna bezmyślność naszych „elit”, którym do tego polski patriotyzm zupełnie się pomylił z dogmatyczną antyrosyjskością. Nie przypominam sobie żadnego istotnego przypadku, w którym PiS by się wykazał jakimś rozumem czy zdolnością do samodzielnej refleksji. Przez 8 lat byle peowska hołota ich ogrywała jak chciała i gdyby nie Ukraina to dalej by tak było – to nie przypadek, że właśnie taką nieporadną partię wykreowano na główną siłę propolską i tym samym skutecznie zablokowano możliwość powstania czegoś naprawdę dla Polski wartościowego.

  3. beresteczko1651
    beresteczko1651 :

    Stany Zjednoczone mają niejaką wprawę w hołubieniu różnej maści i kalibru bandytów, jeśli tylko działalność tychże sprzyja ich doraźnym interesom. Dość wymienić Saddama, Osamę, Noriegę, Pinocheta, Trujillo itd. Stąd Amerykanom jest absolutnie obojętne, czy wykonawcami ich polityki będą banderowcy czy ktoś inny – banderowcy są akurat na tzw. ukrainie u władzy, więc czemu nie oni? Tacy sojusznicy mają wprawdzie tę cechę, że prędzej czy później ich bandytyzm bierze górę nad chęcią utrzymania dobrych stosunków ze sponsorami z Waszyngtonu i robi się kłopot, ale to już zmartwienie kolejnych administracji i kto by sobie tym zawracał głowę. A zresztą, jeśli już banderowcy obrosną w piórka i zaczną fikać, jaki to problem odciąć się od nich i pozostawić z tym problemem durni wrzeszczących „Chwała Ukrainie”?

  4. baciar
    baciar :

    POLSKA jest zukrainizowana wiele stanowisk w państwie jest obstawione przez upadlinców a wszystkie derektywy płyną z KANADY tam po wojnie wyemigrowali upowcy , bnaderowcy dzis tworzą bardzo mocną oraz wpływową elite wystarczy przeczytac wytyczne oun-upa ze spotkania bodajże z 1992 r jakie miało miejsce w Kanadzie tam wyraznie jest napisane by usypiac czujnośc Polaków o tym pisala SYLWIA PIS to poprostu kolejna wystraszona partia i kolejna marionetka w ich rekach a nienawiśc kaczora do moskali jest im na rekę i to wykorzystuja jedna szansa jest glosny sprzeciw i zwykla dywersja historyczna robic w tych dniach wiele imprez nawiazujacych do tych wydarzen no i oczywiscie pokazac za 2 lata gdzie sie ich ma przy urnach

    • jaro7
      jaro7 :

      Wywieszanie flag tak,ale to zbyt mało,trzeba chodzic z transparentami na pisowskie miesięcznice aby przypominać im non stop ich zaprzaństwo.Maczanie łap usa w tej sprawie jest możliwe,bo pisowskie dupowłazy sa pionkami w amerykańskiej polityce i sa rozgrywani w sprawie Rosji podobnie jak Banderstan.Naszym politykom tylko się wydaje że sa graczami.Dzisiaj w TVPis gadali politycy o ludobójstwie Wołyńskim i jak zwykle pisior(Kownacki)i matoł z Po i Żalek zwalali wine za te zbrodnie na…a jakże na Rosję.Tylko ostro na to zareagował Jakubiak z Kukiz15.

  5. kaj
    kaj :

    Polscy politycy, także ci z PiS, uzasadniają obecną, „miękką” postawę wobec zbrodni OUN UPA następująco:” Teraz Ukraina jest słaba, więc musimy Jej najpierw pomóc, aby stała się silna. A kiedy już będzie silna, wówczas będziemy Ukraińcom stawiać warunki i żądania, będziemy domagać się prawdy i potępienia zbrodni i zbrodniarzy.”
    Taka opcja dominowała w latach rządów PO, zwyciężyła także i teraz.

    Absurd takiego oczekiwania jest oczywisty. Przecież każdy dzień gloryfikowania UPA i banderowskich zbrodniarzy na Ukrainie powoduje nieodwracalne zmiany w świadomości młodego pokolenia Ukraińców, bezkrytycznie akceptujących zbrodniarzy jako bohaterów narodowych. Należy zdawać sobie sprawę, że teraz na Ukrainie ma miejsce masowa, nacjonalistyczna indoktrynacja. Stawia się pomniki zbrodniarzom; nadaje się nazwom ulic i szkół imiona Bandery, Szuchewycza, i innych morderców Polaków. Modyfikuje się podręczniki historii dla potrzeb indoktrynacji. Uchwala się ustawy, gloryfikujące UPA. Organizuje się wiece i marsze, upamiętniające dokonania UPA.

    Gdyby wspomniana na wstępie metoda tak działała, to moglibyśmy ją zastosować wobec innych. Na przykład, wobec muzułmanów w Europie. Radykałom i ostrzegającym przed żywiołem islamskim tłumaczylibyśmy: „Nie oczekujmy od imigrantów już teraz, aby dostosowali się do nas, bo są jeszcze zbyt słabi. Poczekajmy, aż staną się silni, i dopiero wtedy żądajmy, aby szanowali nasze zasady, kulturę i prawa.” Prawda, jakie to byłoby „mądre i skuteczne”?
    Sądzę więc, że politycy, używajacy takiego argumentu wobec Ukrainy, są bądź pożytecznymi idiotami,bądź nieświadomymi lub świadomymi agentami ‘piątej kolumny’ i ukraińskiego nacjonalizmu w Polsce!

    Jeśli dziś nic nie zrobimy w sprawie kultu zbrodniarzy na Ukrainie, to za kilkanaście lat nasi politycy będą składać wieńce pod pomnikami Szuchewycza i Bandery podczas składania wizyt na Ukrainie.

  6. azar
    azar :

    rozkaz pomagania UPAincoom idzie z samej USmańskiej góry. Ombama na koniec szczytu podziękował Polsce za zaangażowanie i pomoc UPAińcom. A PiSdzielcy w ramach baz nato i wojsk usmańskich w polsce zrobia wszystko nawet i laske. Tak więc PiSdzielce gdy odniosą się do ludobójstwa to rozkaz zza oceanu może pójść wyraźny

  7. greg
    greg :

    To ciągłe bezwarunkowe upominanie się, i taszczenie na plecach, tego samounicestwiającego się, niestabilnego i obrażąjącego nas gdzie popadnie, bezczelnego 25-letniego infantylnego bachora i ekonomicznego trupa, zaczyna już mierzić. Wladze upadającej Ukrainy (wg niektórych już UPAiny) zupełnie się z Polską nie liczą, obrażąją ja swymi antypolskimi ustawami i maja ją tam, gdzie plecy przybierają nazwę dUPA, jawnie czcząc zbrodniarzy i ludobójców 150 000 Polaków (głownie bezbronnych kobiet i dzieci), a także i obecne wladze wpisują się w niesławną historię hańby, i jak cwele (ku jego pogardzie) bez stawiania żadnych uczciwych warunków, taszczą tego fałszywego antypolskiego trupa do UE i NATO, bo to rzekoma nasza racja stanu. Otóż, naszą racją stanu jest porozumienie z Ukrainą ale na zdrowych i należycie i ściśle egzekwowanych zasadach WZAJEMNOŚCI, z wzajemnym poszanowaniem swoich wrażliwości i PRAWDY historycznej, a nie kupczenie prawdą historyczną i ofiarami ludobójstwa, przymykanie oczu na bezczelne poczynania ukraińskich szowinistów i bandero-nazistów. Nie jest nią też hodowanie sobie u wschodnich granic, fałszywych przyjaciół (Ukraina w calej historii, NIGDY Polsce nie pomogła, wręcz przeciwnie – co innego bratnie Węgry) fałszywej antypolskiej żmii i bandero-nazistowskiego potworka. Nasze permisywne, zaprzane władze od lat same go hodują. Ukraina (chyba za swoja kolaborację i hitlerowskimi nazistami i bestalskie mordy na Polakach) dostała od Stalina (którego rzekomo tak nie lubi) w prezencie zabrane 4 polskie województwa II RP i jakoś nie ma z tym problemu. NIedługo dojdzie do tego, że nasze bezwarunkowo permisywne władze podczas wizyt w Kijowie, zgodnie z ukraińskim protokołem dyplomatycznym będą musiały wypić czarę hańby, którą od lat napełniają i składać wieńce pod mauzoleum i tysiącami pomników terrorystów i architektów ludobójstwa: Bandery, Szuchewycza, Kłyma Sawura, Doncowa, i całej reszty. Dużym błędem są też zaszłości historyczne z RF, bo właśnie teraz, dramatycznie ograniczają one siłę naszych argumentów oraz nasze zdolności negocjacyjne, ze sprzjającą zaprzańcom i zdrajcom, UE.
    Trzeba było ZA WSZELKĄ CENĘ unikać wystawiania się rosyjskim służbom i zdawania się na nie, podczas pamiętnego lądowania w ciemno w Smoleńsku. Nie należy też bezwarunkowo wierzyć władzom amerykańskim, którzy tylko w ciągu ostatnich 50 lat wszczęly ponad 30 konfliktów zbrojnych, i z uśmiechem prawią frazesy, które zainteresowani chcą usłyszeć, a tak naprawdę bezwzględnie i stale, dbają przede wszystkim o własne interesy nie cofając się przed formowaniem i wspieraniem najgorszych terrorystów: talibanu, al Quaidy itd., dla nich wygodna byłaby wojna z RF na polskim terytorium. Zeby było jasne obecna politykę Kremla i Putina też uważam, za w dużej mierze wrogą Polsce. Mniej nas Panie Boże w opiece i oświeć rządzących!

  8. rawen
    rawen :

    Współdziałanie z neobanderowcami kwitnie w najlepsze. Były prezydent Lech Wałęsa z fundacji skromnie nazwanej jego imieniem zaopatruje w 200 tys. euro majdanowców. W składzie delegacji odbierającej tę nagrodę znalazł się, prócz Witalija Kłyczki, również szef skrajnie szowinistycznej partii „Swoboda” – Oleg Tiahnybok.
    Postąpił jak przystało na noblistę i mianowanego mędrca europejskiego. Jak by tego było mało, Wałęsa w kilka dni potem poleciał do Kijowa, gdzie w cerkwi składał kwiaty i bił pokłony przed tablicą upamiętniającą tzw. „bohaterów” Ukrainy. Owi „bohaterowie”, to bandyci z UPA, którzy w sposób wyjątkowo bestialski dokonali ludobójstwa na 200 tys. Polaków i 80 tys. Ukraińców, o innych narodowościach nie wspominając. Czy upodlenie ma jeszcze jakieś granice?
    >>>>> Wałęsa jednak nie był pierwszy w hołdach. Pamiętajmy, że prezes PiS pod czarno-czerwonym sztandarem OUN-UPA wzniósł pozdrowienie „Sława Ukraini. Herojam sława!”
    PRZYPOMINAM CO TO ZA POZDROWIENIE! To zawołanie-pozdrowienie („Sława Ukraini. Herojam sława!”) banderowskich bojówkarzy. Po każdym zakończonym akcie mordu na bezbronnej ludności cywilnej Kresów taki właśnie okrzyk wznoszono.
    Jeśli prezes największej partii opozycyjnej nie wiedział co to za sztandar i co to za pozdrowienie, to powinien się dowiedzieć. Jeśli jednak wiedział, to niech nie przyznaje się do patriotyzmu. Taki okrzyk jest bowiem deptaniem pamięci polskich męczenników.<<<<< NALEŻY ZAKAZAĆ działnośc Związku Ukraińców w Polsce, gdyż ta nacjonalistyczna szowinistyczna organizacja naucza w Polsce ukraińskie nazistowskie doktryny Bandery oraz Szuchewycza, zamieszkałych młodych UKRAICÓW w III RP. Ci młodzi ukraińcy zamieszkali w Polsce są HODOWANI na LUDOBUJCZYCH ANTY-polskich DOKTRYNACH ukraińskich NAZISTÓW jak Szuchewycza czy Bandery co jest SKANDALEM oraz NIE zgodne z polskim prawem, które zabrania nauczania nazizmu.