Czy Bar wróci do korzeni?

Każdy miłośnik „Trylogii” Henryka Sienkiewicza z drżeniem serca zbliża się do granic historycznego Baru. Któż z nich nie pamięta bowiem dramatycznych słów Kuszla, który swoim kompanionom obwieścił hiobową wieść – Bar wzięty!

Większość osób wjeżdżających do tego dwudziestotysięcznego miasteczka przeżywa jednak zawód. Z Baru, w którym Zagłoba ukrył Helenę Kurcewiczównę, by nie dostała się w ręce Bohuna, nic już nie ma. Próżno szukać fortyfikacji tej potężnej niegdyś twierdzy z pięcioma bramami, która skutecznie odparła kilkakrotnie ataki Tatarów i Kozaków. Walec historii mocno przewalił się przez miasto nad Rowem niszcząc ślady jego dawnej wspaniałości. Nie znaczy to jednak, że Bar jest pozbawiony uroku. Jego najstarszą historyczną część widać najlepiej, gdy wjeżdża się do niego od strony Zamiechowa i Nowej Uszycy. Leży ona na cyplu oblanym z trzech stron rzeką Rów, która tworzy tu szerokie rozlewisko. Współczesny Bar, czyli sowieckie blokowisko bez wyrazu leży ciut dalej. Na cyplu znajdują się resztki historycznego Baru, a także to co na fundamentach jego dawnych budowli wyrosło. Z daleka widać dwie białe wieże neogotyckiego Kościoła św. Anny, a wcześniej masywny, ceglany korpus klasztoru benedyktynek z wieżą bramną stojący tuż nad rozlewiskiem Rowu. Obok kościoła znajduje się cerkiew, też pewnie wzniesiona na fundamentach jakiejś katolickiej świątyni. Oprócz tych trzech budowli w najstarszej części miasta jest jeszcze dworzec autobusowy, trochę sklepów i targowych kramów.



Dopiero po dłuższym pobycie w Barze można doszukać się w nim śladów murów i umocnień. Twierdza znajdowała się o rzut kamieniem od dzisiejszego kościoła. Na jej miejscu władze sowieckie urządziły coś w rodzaju parku wypoczynkowego. Dawną fosę, jak również resztki murów pokryły samosiejki, które szybując w niebo utworzyły pokaźne zadrzewienie.

Archeolodzy mieliby w Barze z pewnością co robić. Miasto powstało w 1425 r. Pierwotnie nosiło nazwę Rów. Wykupione przez królową Bonę w 1537 r. zostało przez nią przechrzczone na Bar dla upamiętnienia faktu, że pochodziła z księstwa Barii. W 1540 r. miasto otrzymało prawo magdeburskie i zostało otoczone drewnianymi umocnieniami. Wtedy też w mieście powstała katolicka parafia św. Mikołaja.

Obecna parafia św. Anny jest kontynuatorką tamtej wspólnoty. Od 2001 r. jej proboszczem jest ks. Jan Ślepowroński,pod kierownictwem którego parafia zaczęła krzepnąć i coraz bardziej się stabilizować. Obecnie barska wspólnota liczy 3 tys. osób. Należy do niej praktycznie rzecz biorąc co szósty mieszkaniec miasteczka. Gdy w niedzielę zajrzy się w okolicę kościoła można jednak odnieść wrażenie, że katolicy, którzy w większości są Polakami nie są w mieście założonym przez Bonę bynajmniej mniejszością. Do świątyni już na pierwszą Mszę św. o 8 rano walą tłumy, podczas gdy do sąsiedniej cerkwi drepcze niewielki sznurek prawosławnych babuszek. Z rzadka tylko widać wśród nich młodą dziewczynę w chustce lub chłopaka. W kościele zaś widać cały przekrój tutejszego społeczeństwa. W niedziele są w nim trzy Msze św. , a w dni powszednie dwie. Jedna rano, a druga wieczorem. W niedziele suma jest po polsku , a Msze św. rano i wieczorem po ukraińsku. W dni powszednie rano jest po polsku ,a wieczorem po ukraińsku.

Jeśli chodzi o przekrój socjologiczny parafii to stwierdzić trzeba, że wśród wiernych parafii są przedstawiciele wszystkich grup społecznych i zawodowych. Należą do niej zarówno ludzie prości, jak i inteligencja. Wśród wiernych ks. Ślepowrońskiego są więc robotnicy ze „spiryt- zawodu”, jak lekarze , nauczyciele i księgowi.

Nie wszyscy oczywiście Polacy czy może osoby o polskim pochodzeniu żyjący w Barze wrócili do wiary przodków i przyznali się do swojej narodowości. Ci, którzy w minionej epoce najbardziej się zsowietyzowali, choć nie chodzą już na manifestacje pod ciągle jeszcze stojący w miasteczku pomnik Lenina, to do potępienia błędów przeszłości bynajmniej się nie spieszą. Niektórzy też są zukrainizowani i nie chcą wrócić do katolicyzmu nawet jako Ukraińcy. Boja się, że utrudni im to życiową karierę, albo w ogóle życie. W tutejszej opinii bowiem nawet rdzenny Ukrainiec, który chodzi do kościoła katolickiego jest uważany za Polaka…, a to niekoniecznie jest dobrze przez wszystkich widziane. Czasami dochodziło do sytuacji paradoksalnych. Siostra organizowała w Barze polskie towarzystwo, a jej brat mer miasta za Polaka bynajmniej się nie uważał. Przynajmniej oficjalnie, bo jak jechał do Polski, to w jednym z zaprzyjaźnionych miast wszędzie podkreślał, że jest Polakiem i katolikiem. Przypominał też, że w dzieciństwie był ministrantem.

Złośliwi twierdzą, że proboszczem w Barze ks. Jan Ślepowroński został , żeby odpocząć. Wcześniej przez 10 lat był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Kamieniecko- Podolskiej, które organizował od podstaw i był już pełnieniem tej funkcji zmęczony i chciał wrócić do klasycznego duszpasterstwa. Na Ukrainę przyjechał w 1991r. jako młody kapłan , sześć lat po święceniach z diecezji siedleckiej. Rektorem w seminarium został na zasadzie „zapchajdziury”, bo biskup nie miał kogo mianować. Pracować na tym stanowisku miał tylko rok. Ten jednak przeciągnął się do 10 lat. W sumie spod jego ręki wyszło 44 kapłanów, pracujących obecnie na całej Ukrainie.

Gdy w 2001r. przyszedł , by objąć stanowisko proboszcza tutejszej parafii, zastał w niej z punktu duszpasterskiego sytuację komfortową.

-Była to parafia z tradycjami , życie religijne po wojnie było w niej prowadzone praktycznie regularnie, kościół zawsze był czynny – wspomina ks. Ślepowroński – Nie trzeba było nadrabiać zaległości, zaczynać od początku, a tylko rozwijać dzieło poprzedników. Pod względem materialnym parafia także nie stała najgorzej. Mój poprzednik ks. Mikołaj dokończył budowę domu parafialnego i wykonał szereg prac przy kościele. Wyremontował wieże, pomalował elewacje, położył nową posadzkę w kościele. Mnie już zostało niewiele prac do wykonania.

Kościół w Barze wraz z całym otoczeniem prezentuje się okazale. Widać, że ma niezłego gospodarza, który przygotował go na obchodzony w 2006r. jubileusz stulecia. We wnętrzach tej trzynawowej budowli z dwoma strzelistymi wieżami można zobaczyć nie tylko epitafia okolicznej szlachty, ale także obraz św. Anny w głównym ołtarzu i św. Mikołaja w bocznym. Z głównego ołtarza błogosławi też wiernym Matka Boże Barska otoczona dużym kultem wiernych.

Piętrowy dom parafialny wzniesiony na części fundamentów historycznych budynków także jest funkcjonalny i pasujący swym wyglądem do neogotyckiej świątyni.

Ksiądz Jan oczywiście w parafii nie wypoczywa. Duszpasterstwo jest w niej bowiem rozwinięte i pracy mu nie brakuje. Trzysta dzieci od klasy pierwszej do jedenastej objętych jest stałą katechezą. Do I Komunii św. przygotowuje się pięćdziesięcioro dzieci, a do bierzmowania czterdzieścioro.

W barskiej parafii funkcjonuje też wiele wspólnot. Najstarszą tradycję mają Koła Różańcowe, których istnienie było zawsze solą w oku KGB. Były jedynymi niezależnymi organizacjami, których władze sowieckie nie zdołały zinfiltrować i poddać kontroli. Należy do nich wiele osób, które jeszcze jako dzieci stawały z rodzicami w święta przed zamkniętym kościołem, modląc się o jego zwrot. Pamiętają oni o razach, jakie otrzymywali od milicjantów rozpędzających zebranych, a także o represjach jakie spadały na ich rodziców, a także na nich. Wielu nie ukończyło żadnych szkół i zostało prostymi ludźmi, płacąc za swą wiarę konkretną cenę. Do barskich kół różańcowych nie należą jednak tylko osoby starsze, ale także dzieci. W parafii jest również pięć kręgów Ruchu „Domowy Kościół”, pięćdziesiąt osób należy do Ruchu Światło- Życie, prężnie działa Wspólnota Serca Jezusowego , skupiająca głównie wywodzących się z inteligencji neofitów. W parafii są także dwie grupy tercjarzy . Jedna skupia osoby starsze, a druga dzieci i młodzież. Ta druga jest bardzo prężna, co jest zasługą animatorów, którzy przeszli prowadzoną w Krasiłowie przez Ojców Kapucynów Szkołę Ewangelizacji. Przy parafii działa też charyzmatyczna wspólnota , bazująca na doświadczeniach „Odnowy w Duchu Świętym”, jej liderem jest dawny protestant, który wrócił na łono Kościoła katolickiego. W parafii rozwija się też kult maryjny, co wiąże się m.in. z rozwojem ruchu pielgrzymkowego do Latyczowa.

Ksiądz Jan formalnie jest też proboszczem w kilku parafiach dojazdowych leżących na terenie rejonu barskiego. Znajdują się one m.in. w Zatokach, Jałtuszkowie, Kopajgrodzie, Mytkach, Kozarywcach, Malczywcach i Czemeryskach. Pracy więc ks. Ślepowrońskiemu nie brakuje i bez pomocy dwóch wikarych ks. Wiktora Szklarczuka i ks. Pawła Didora miałby kłopoty z wykonywaniem proboszczowskich obowiązków.

Oprócz wikarych ks. Jana wspierają także Benedyktynki Misjonarki, które w Barze mają swój dom główny na Ukrainie. Podlega on polskiej prowincji zgromadzenia i urzęduje w nim siostra delegatka czuwająca z ramienia przełożonej nad odradzaniem się ukraińskiej prowincji. W barskim klasztorze mieści się postulat i juniorat ukraińskiej delegatury. Znajduje się on w dawnym klasztorze uchodzącym dotąd za klasztor karmelitów, w kościele którego została zainicjowana Konfederacja Barska

-Po raz pierwszy oglądałem ten klasztor z bp Janem Olszańskim , gdy organizowaliśmy seminarium – wspomina ks. Jan Ślepowroński.- Ocenialiśmy, czy nadawałby się na jego urządzenie. Był jednak za mały i zrezygnowaliśmy z jego przejęcia. Dla Kościoła odzyskał go ks. Biernacki i przekazał Benedyktynkom , które tajnie posługiwały w parafii od 1981r. i mieszkały w domu prywatnym na następnej ulicy. Przy pomocy z Polski i Niemiec wyremontowały one klasztor, który był wówczas w ruinie i wymagał sporych nakładów. Obecnie w klasztorze, który po rewaloryzacji stał się architektoniczną ozdobą miasta mieszka 12 sióstr.

We współczesnym Barze nikt rzecz jasna nie zaprząta sobie głowy jego polską przeszłością. Nawet nasi rodacy niewiele wiedzą o roli, jaką odegrał on w polskiej historii. Starsze pokolenie przeszło komunistyczne pranie mózgu, w myśl którego Polacy okupowali Ukrainę przez kilkaset lat i ciemiężyli ukraiński lud. W Barze była ona dodatkowo podlana sosem hajdamaczczyzny Karmeluka, który w tych stronach został wykreowany na mściciela ludowego, który paląc polskie dwory brał odwet za krzywdy doznane od polskich okupantów przez ukraiński lud. Jego pamięć w tych stronach była czczona tym bardziej, że urodził się k/ Baru w istniejącej po dziś dzień wsi Karmelukowe. W niepodległej Ukrainie propagandę komunistyczną zastąpiła nacjonalistyczna, która także kwestionowała wkład Polski w rozwój tych ziem, traktując jej obecność tutaj jako wyzysk i okupację. Takie wydarzenie jak Konfederacja Barska nie jest nawet przez służącą jej historiografię odnotowana. Jej pielęgnowanie przez tutejszych Polaków nie jest też przez władze mile widziana. Gdy w 1986r. w mieście powstało Stowarzyszenie Polaków im. Konfederatów Barskich, to po pewnym czasie „poradzono” jego kierownictwu, by zrezygnowało z „patronów” i przekształciło się w Polskie Stowarzyszenie Kulturalno- Oświatowe. Gdy zmarł poprzedni mer miasta, mający polskie korzenie, do których jednak oficjalnie się nie przyznawał, stowarzyszeniu wymówiono też lokal w szkole muzycznej, który dotąd zajmowało. Na szczęście „Wspólnota Polska” zadeklarowała, że zbuduje w Barze „Dom Polski”. Jest to z pewnością decyzja słuszna. Stowarzyszenie prowadzi bowiem bardzo aktywną działalność kulturalną. Istnieje przy nim zespół wokalny „Elegia”, taneczny zespół „Flamingo”, chór młodzieżowy „Podole”. Dzięki jego inicjatywom w dwóch tutejszych szkołach średnich jest prowadzone nauczanie języka polskiego. Korzysta z niego około 60 dzieci. Ks. Ślepowroński ma jednak nadzieję, że coś w sprawie świadomości historycznej w Barze zacznie się zmieniać. Przynajmniej jeśli chodzi o Konfederację Barską i świadomość, że zostało ono założone przez polską królową. Służyć temu zapewne będzie nawiązana niedawno współpraca między Barem a Barii we Włoszech, skąd pochodziła Bona. Przypomni może Ukraińcom, że powstało ono dzięki naszej wspólnej monarchini ramach wspólnego państwa, jakim była Rzeczpospolita.

Marek A. Koprowski

Reklama

Dlaczego zdecydowaliśmy się na ograniczenie dostępu do naszych treści?

Ponieważ nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Zawsze ktoś za nie płaci. Jeśli Czytelnicy nie wezmą na swoje barki finansowej odpowiedzialności za istnienie niezależnych, oddolnych inicjatyw dziennikarskich, takich jak Kresy.pl, wówczas na rynku pozostaną wyłącznie niskiej jakości tabloidy oraz media finasowane przez wielkie korporacje, partie polityczne i różnego rodzaju lobbies.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl to 20000 zł. 7-osobowa redakcja pracuje w pełnym wymiarze i praca ta jest naszym podstawowym, najczęściej jedynym, źródłem dochodu. Kresy.pl nie powstają po godzinach, tworzone przez amatorów. Portal jest tworzony przez wykwalifikowanych dziennikarzy oraz specjalistów z zakresu polityki międzynarodowej, którzy codziennie starają się dotrzeć do informacji istotnych z punktu widzenia interesu naszej politycznej wspólnoty.

Jeśli cenisz naszą pracę, jeśli z niej korzystasz i uważasz, że zamknięcie portalu Kresy.pl byłoby stratą, prosimy dołącz do grona osób, które współtworzą finansowe podstawy funkcjonowania naszego serwisu.




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz