„Ciepła woda w kranie” wciąż urzeka Francuzów

Francuski prezydent Emmanuel Macron jeszcze bardziej niż przed pięcioma laty czuł na swoich plecach oddech Marine Le Pen. Jego konkurentka znowu nie była jednak w stanie go pokonać, nie tylko przez nieprzychylne jej media i elity. Polityka Macrona, przypominająca znaną doskonale w naszym kraju „ciepłą wodę w kranie” po prostu cieszy się wciąż dużym poparciem Francuzów.

Zapewne nie o takie przyćmienie chodzi szefowej Zjednoczenia Narodowego (RN), ale faktem jest, że to właśnie ona w niedzielny wieczór ściągnęła na siebie uwagę mediów dosłownie z całego świata. Przemówienie Macrona po drugim z rzędu triumfie w wyborach prezydenckich nie cieszyło się takim zainteresowaniem jak wieczór wyborczy jego konkurentki. Le Pen w przedwyborczych sondażach co prawda nie wygrywała z urzędującym prezydentem, tym niemniej osiągnęła najlepszy wynik w politycznej historii swojej rodziny.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

385.18 PLN    (1.75%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Bogaci, emeryci, imigranci…

Le Pen w trakcie swojego wieczoru wyborczego w pierwszej kolejności podziękowała za poparcie mieszkańcom francuskiej wsi i szeroko pojętej prowincji. Poza tym uzyskała największe poparcie na terytoriach zamorskich, dlatego odniosła się także do nich, jako o „zapomnianej części Francji”. Można jednak pokusić się o stwierdzenie, że z pamięci politycznych elit wymazane zostały również całe regiony znajdujące się we francuskiej macierzy.

Świadczy o tym rozkład głosów pomiędzy poszczególnymi grupami społecznymi. Macron w kampanii Le Pen był przedstawiany jako kandydat bogatych elit, stąd też wypominała mu choćby likwidację przed czterema laty podatku solidarnościowego, którym obłożeni byli najbogatsi Francuzi. Sam prezydent bronił jednej ze swoich pierwszych decyzji, choć wbrew jego twierdzeniom wprowadzenie tej daniny przed ośmioma laty wcale nie doprowadziło do masowej emigracji najbardziej zamożnych przedstawicieli społeczeństwa.

Inne zdanie na temat podobnych rozwiązań mają jednak najgorzej sytuowani Francuzi. To właśnie oni według towarzyszących wyborom sondaży najliczniej poparli Le Pen. Otrzymała ona bowiem 68 proc. głosów robotników oraz 54 proc. pracowników niższego szczebla. Macron uzyskał natomiast 71 proc. poparcia wśród szeroko pojętej kadry kierowniczej, a także 57 proc. wśród pracowników wyższego szczebla. Dodatkowo otrzymał on blisko 80 proc. głosów w Paryżu, a więc oczywiście najbogatszym francuskim mieście.

Niezwykle ciekawie wygląda rozkład poparcia ze względu na wiek wyborców. Co prawda obecny prezydent triumfował w ich najmłodszej grupie, ale kandydatka narodowców zwyciężyła lub niewiele ustępowała mu w przedziale wiekowym od 25 do 64 lat. Miażdżącą przewagę Macron uzyskał natomiast wśród emerytów, bo zagłosowało na niego blisko 75 proc. osób w wieku powyżej 65 lat.

Jak nietrudno zgadnąć, kolejną grupą społeczną stanowiącą ważną część zaplecza francuskiej głowy państwa są imigranci. Trudno zresztą, aby było inaczej, gdy Le Pen w swojej kampanii krytykowała muzułmanów oraz opowiadała się za zaostrzeniem polityki imigracyjnej. Tym samym Macron miał wyjątkowo duże poparcie na przedmieściach największych miast, zdominowanych przez osoby często nawet urodzone poza granicami Francji.

Stabilizacja

Wyjątkowo ciekawe wydaje się masowe poparcie dla 44-letniego prezydenta ze strony najstarszych Francuzów. Wspomniane 75 proc. głosów wśród osób powyżej 65. roku życia jest wręcz nokautem dla szefowej narodowców. Zwłaszcza, że starsi wyborcy na ogół kojarzeni są z bardziej konserwatywnymi i patriotycznymi postawami (vide wyniki głosowania w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej), gdy tymczasem Macron należy do obozu liberalnego i globalistycznego.

Sprawa jest jednak nieco bardziej skomplikowana. I nie ogranicza się jedynie do przedwyborczej obietnicy prezydenta, który zapowiedział przeprowadzenie w lecie kolejnej waloryzacji świadczeń emerytalnych. Macron mimo swojego nowoczesnego wizerunku, zwłaszcza w ostatnich latach nie jest zwolennikiem radykalnych reform. Oferuje swoim wyborcom w gruncie rzeczy konserwatywną politykę stabilizacji, odpowiedzialności fiskalnej i racjonalnego gospodarowania pieniędzmi.

Poza tym Macron jest politykiem de facto nie kierującym się żadną skonkretyzowaną ideologią. Z tego powodu jako były polityk Partii Socjalistycznej bez problemu przyciągnął do swojego ruchu nie tylko działaczy centrolewicy, lecz również gaullistów z centroprawicowych Republikanów. Swoista pustka „makronizmu” okazuje się być jego największą siłą, bo dzięki niej polityka francuskiego przywódcy jest do bólu przewidywalna.

Nie zaszkodziły mu więc żadne poważne kryzysy, a w ciągu pięciu lat jego prezydentury było ich bez liku. Co prawda imigranckie zamieszki na przedmieściach miast są jednym z powodów wysokiego poparcia Le Pen, ale z drugiej strony spora część Francuzów już do nich przywykła. Gorsze dla jego notowań mogły być protesty „żółtych kamizelek”, daleko idące restrykcje uzasadniane pandemią koronawirusa, krytykowana nawet przez organizacje praw człowieka brutalność policji czy reformy emerytalna i prawa pracy.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Nic jednak takiego nie nastąpiło. Macron wygrał właśnie dlatego, że większość Francuzów wcale nie oczekuje żadnej rewolucji. Czeka co najwyżej na ewolucyjne zmiany w niektórych obszarach. Czyli na zapowiadane przez centrowego polityka większe skupienie na rzeczywistym poziomie życia ludzi, a nie jak dotychczas jedynie na statystykach dotyczących bezrobocia czy nowych miejsc pracy. Dodatkowo odpowiada on na potrzeby lewicowej części opinii publicznej, która oczekuje bardziej „zielonej polityki” w kwestiach klimatu i szeroko pojętej ochrony środowiska.

Nie będzie miesiąca miodowego

Z drugiej strony nie można zapominać o szerokim poparciu establishmentu dla Macrona. Przed drugą turą wyborów otwarcie poparły go praktycznie wszystkie największe media, począwszy od konserwatywnego dziennika „Le Figaro”, a skończywszy na skrajnie lewicowym „Liberation”. Po raz kolejny zadziałał osławiony „front republikański” przeciwko narodowcom, choć nie można go już obecnie przesadnie przeceniać. Zwłaszcza, że Le Pen w porównaniu do wyborów sprzed pięciu lat zyskała trzy miliony nowych zwolenników.

Dodatkowo kilka milionów Francuzów wolało oddać nieważny głos albo w ogóle nie pójść do urn wyborczych. Sam Macron podczas wieczoru wyborczego zdawał sobie sprawę, że w dużej mierze wygrał dzięki niechęci dużej części Francuzów do jego kontrkandydatki. Mówił więc o tym wprost w swoim wystąpieniu, zapowiadając przygotowanie odpowiedzi na niezadowolenie sporej części Francuzów. A warto przypomnieć, że w pierwszej turze wyborów blisko 61 proc. wyborców poparło kandydatów krytykujących obecne elity.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Macron twierdzi, że jego kolejna pięcioletnia kadencja nie będzie oznaczała jedynie polityki kontynuacji. Według jego górnolotnych deklaracji konieczne będzie teraz zwłaszcza zjednoczenie podzielonego narodu, dlatego zamierza być „nie kandydatem jednego obozu, ale prezydentem wszystkich”. Nie będzie miał tym samym czasu na odpoczynek, bo już za niecałe dwa miesiące we Francji odbędą się niezwykle ważne dla jego „Republiki Naprzód” wybory parlamentarne.

Lista palących problemów francuskiego państwa i społeczeństwa jest długa, stąd Macron przez najbliższych pięć lat nie będzie się nudzić. Zwłaszcza jeśli chce przeprowadzić zapowiadaną przez siebie decentralizację państwa i przekazanie większych kompetencji lokalnym samorządom. W tym aspekcie musiałby wpłynąć na zdominowany przez prawicę Senat. Najbardziej kontrowersyjna wydaje się być jednak zapowiadana reforma emerytalna, przewidująca podniesienie w ciągu kilku lat wieku emerytalnego do 65 lat.

Powoli obecny prezydent musi też myśleć o namaszczeniu swojego następcy. Zgodnie z obecną konstytucją Macron nie może bowiem startować w kolejnych wyborach. Tymczasem utrzymanie obecnego trendu rosnącego poparcia dla narodowej prawicy i skrajnej lewicy może spowodować, że jedynie naprawdę mocna kandydatura pozwoli centrystom na pozostanie przy władzy.

Marcin Ursyński

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz