“Ambicje Napoleona były ogromne i zawierała się w nich Europa, Rosja, a nawet Orient, podczas gdy te Wellingtona zawierały się w ramach podobnych mu członków jego klasy i profesji, ograniczane przez zasady rządów parlamentarnych. Chociaż ich charaktery są zazwyczaj przedstawione jako zupełnie przeciwstawne – romantyczny geniusz Napoleona kontra prozaiczna praktyczność Wellingtona – obu ich łączyła silna wola i chęć zwycięstwa, a także tendencja do bezwzględności. Napoleon wygrał sześćdziesiąt ze swoich siedemdziesięciu bitew. Wellington stoczył ich znacznie mniej, ale wygrał wszystkie. Dla obu bohaterów Waterloo miało być ostatnim starciem”.
Dla miłośników epoki napoleońskiej Wydawnictwo „Replika” przygotowało nie lada prezent. Jest nim praca Andrewa Robertsa zatytułowana „Napoleon i Wellington. Długi pojedynek”. Nie jest to tylko kolejna książka, jakich setki powstało o Napoleonie. Brytyjski historyk podjął się w niej niebywałego zadania. Postawił na nowo odkryć postać cesarza i ukazać go od innej strony, co już jest zabiegiem nie tyle trudnym, co karkołomnym. O Napoleonie napisano praktycznie wszystko i każdy wątek jego biografii został przenicowany na 10 sposobów. Robertsowi jednak się udało. Wykazał on w swojej pracy, że wojna między Zjednoczonym Królestwem a Francją była nie tylko wojną dwóch armii, nie tylko rywalizacją dwóch systemów politycznych i spojrzeń na Europę, lecz także osobistym starciem między dwoma bohaterami.
Praca Robertsa jest po części biografią porównawczą, po części analizą rywalizacji tych dwóch postaci w wielu dziedzinach życia. Główną jej tezą jest założenie, że mimo różnic Napoleon i Wellington mieli ze sobą więcej wspólnego, niż oni sami lub ich zwolennicy byliby skłonni przyznać. Wellington miał kompleks Napoleona i za wszelką cenę usiłował nie tylko mu dorównać, ale pokonać i upokorzyć. Ich kariery rozwijały się równolegle. Wellington nie mógł darować Napoleonowi, że gdy ten zmieniał Europę i zaprowadzał nowy porządek, on był tylko dowódcą, odnoszącym lokalne sukcesy, gromiąc wojska francuskie w Hiszpanii i Portugalii. Gdy Napoleon był już cesarzem, on został dopiero nobilitowany. Wellingtona bolały opinie Napoleona wyrażane o Anglikach, który uważał, że „Anglicy to naród sklepikarzy”. Wellington z kolei odmawiał Napoleonowi statusu gentlemana i uważał go za łobuza i „popisywacza”. Brytyjski wódz, szykując się do ostatecznego starcia z Napoleonem, wnikliwie studiował jego strategię. Sporo uwagi Roberts poświęca ostatecznemu starciu między Napoleonem a Wellingtonem pod Waterloo, a także jego następstwom. Roberts omawia również „stosunki” Wellingtona z Napoleonem już po śmierci cesarza, a także pisze o wojnie toczonej z mitem nieżyjącego wodza Francuzów przez angielskiego lorda.
Brytyjski historyk zwraca w swojej książce uwagę, że zarówno wokół Napoleona, jak i Wellingtona wyrósł ogromny kult jednostki, którego nie obaliły ani czas, ani zmienne rewizjonistyczne prądy w historii. Do powstania tego kultu przyczynili się obaj bohaterowie, którzy pozostawili wiele wypowiedzi na temat swoich adwersarzy. Historycy brytyjscy i francuscy zręcznie je potem wykorzystali, gloryfikując jedna z postaci i obrzucając błotem drugą. Sam Andrew Roberts zręcznie uniknął tej pułapki i nie poszedł w ślady swoich starszych kolegów. Stara się być obiektywny. Przyznaje, że: „Napoleon i Wellington nie byli sobie równi pod żadnym względem przed swoim spotkaniem na polach pod Waterloo. W 1804 roku, gdy Napoleon został okrzyknięty cesarzem Francuzów, Wellington był zaledwie kawalerem Orderu Łaźni. Od 1808 roku do 1814, gdy Napoleon był panem Europy, Wellington był jedynie dowódcą korpusu ekspedycyjnego na Półwyspie Iberyjskim. Wellington nie był w żadnym stopniu sprawcą upadku Napoleona; ten honor musi przypaść samemu cesarzowi, gdy zdecydował się zaatakować Rosję w 1812 roku. Gdy ktoś chciał przedstawić relacje łączące tych dwóch ludzi w formie bajki, byłaby to opowieść o zającu i żółwiu.
Ambicje Napoleona były ogromne i zawierała się w nich Europa, Rosja, a nawet Orient, podczas gdy te Wellingtona zawierały się w ramach podobnych mu członków jego klasy i profesji, ograniczane przez zasady rządów parlamentarnych. Chociaż ich charaktery są zazwyczaj przedstawione jako zupełnie przeciwstawne – romantyczny geniusz Napoleona kontra prozaiczna praktyczność Wellingtona – obu ich łączyła silna wola i chęć zwycięstwa, a także tendencja do bezwzględności. Napoleon wygrał sześćdziesiąt ze swoich siedemdziesięciu bitew. Wellington stoczył ich znacznie mniej, ale wygrał wszystkie. Dla obu bohaterów Waterloo miało być ostatnim starciem”.
Swoją pracę Roberts oparł na bardzo silnej bibliografii, choć ma się rozumieć, nie wykorzystał wszystkich opracowań dotyczących tematu. Jak wcześniej nadmieniono, samych biografii o Napoleonie napisano setki, jeżeli nie tysiące. Dla miłośników Napoleona omawiana pozycja jest obowiązkowa, gdyż pozwala lepiej zrozumieć motywacje cesarza.
Warto też podkreślić, że książka jest błyskotliwie napisana, okraszona serią świetnych anegdot i mimo naukowego charakteru – czyta się ją z zapartym tchem. W Wielkiej Brytanii praca ta została uznana za książkę roku przez dziennikarzy dziewięciu opiniotwórczych pism z „Daily Telegraph” i „The Times” na czele.
Zaznaczyć też trzeba, że nasz portal, czyli Kresy.pl jest jednym z patronów medialnych tej publikacji.
Marek A. Koprowski
Andrew Roberts, Napoleon i Wellington.Długi pojedynek, Wydawnictwo „Replika”, Zakrzewo 2011, s. 415, c. 49,90 zł.
