Abchazja mogła być 20 lat temu celem wakacyjnych urlopów dla sowieckiej elity, ale teraz, ze względu na budżet rosyjscy turyści, którzy nie mogą pozwolić sobie na wysłanie paczki do Turcji i nie mają nic przeciwko spacerom wśród ruin, latem zaleją jej plaże.

Odkryją, że porównywanie cen nie ma w Abchazji sensu, ponieważ stale brakuje hoteli o odpowiednim standardzie i przyzwoitej infrastruktury. Na pozór Abchazowie mają to czego chcieli: bezpieczeństwo od ataku z gruzińskiej strony, czego obawiali się przez 15 lat. Od wojny w południowej Osetii w sierpniu 2008 roku Rosja wysłała swoje oddziały do Abchazji, uznając jej niezależność i dając gwarancje bezpieczeństwa. Rosja zapłaciła za to rozsądną polityczną cenę na arenie międzynarodowej. „Gruziński wróg” budzący duży niepokój w abchaskiej polityce i społeczeństwie nagle stał się nieistotny. Kamień węgielny nowoczesnej abchaskiej tożsamości, bazującej na historii oporu mimo wszelkich przeciwności, potrzebuje bardziej perspektywicznej pozycji. Ale jaka ona ma być?

Lęki przed rosyjską dominacją obecnie rozwijają się w próżni, pozostawione samotnie po odejściu „gruzińskiego straszaka”. Rosjanie mogą przejąć kontrolę nad najlepszymi kurortami poprzez inwestowanie w hotele, restauracje i nocne kluby. Mogą kupować domy wzdłuż wybrzeża, jako strona poza konfliktem. Mnóstwo produktów spożywczych transportuje się z Rosji, wykorzystując katastrofalną sytuację rolnictwa w Abchazji i wyludnienie gospodarstw, z których uciekło wielu Gruzinów podczas wojny w 1992 i 1993 roku. Obecność rosyjskich oddziałów zagraża równowadze demograficznej, zwłaszcza jeśli żołnierze zaczną się osiedlać, żenić i tworzyć rodziny w Abchazji.

Rosja, wspierając finansowo rozwój projektów, które ściągają grupy migrantów poszukujących, pracy prowadzi do tego, że Mołdawianie i Tadżykowie zaczną zajmować miejsca opuszczone przez Gruzinów. Nie jest to bynajmniej pożądany skutek, jeśli polityczna supremacja Abchazów ma zostać zachowana.

Gruzińska strona jest zrozumiale niezadowolona z tej sytuacji, ale jest bezsilna by ją zmienić, albo wzbudzając militarne zagrożenie, albo czyniąc dyplomatyczne naciski. Tblisi musi zadowolić się rozmowami prowadzonymi w Genewie, które są w zasadzie forum opinii wyrażających potrzebę utrzymania stabilizacji (zachowania status quo niż zmienianie go). Stanowcza retoryka w kraju i za granicą maskuje niemożność znalezienia dróg albo do rozwiązania problemu Abchazji albo do zaakceptowania straty tego terytorium. Jest wątpliwe czy obecny gruziński przywódca lokuje jakiekolwiek poważne nadzieje w rozmowach z Abchazami.

Czego by nie mówić, międzynarodowa pozycja Gruzji jako „ofiary rosyjskiej agresji” dla pobudzenia solidarności Zachodu przyniosła bardzo realne skutki, wyrażające się w przyznaniu finansowego wsparcia przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską po wojnie w 2008 r. W przyszłości gruziński establishment będzie musiał wybrać, jak długo może kontynuować tę samą linię postępowania bez przekształcenia się jej w samo utrwalający się stan.

Smutną prawda jest to, że między stroną gruzińską a abchaską istnieją uderzające podobieństwa. Mniejszości nie odgrywają bardzo ważnej roli w polityce i wielkim biznesie. Retoryka bezpieczeństwa i nacjonalizmu jest wciąż popularnym towarem. Taki sposób myślenia zasadniczo się nie zmienił jako że oba społeczeństwa borykają się z tymi samymi dylematami dotyczącymi relacji z Rosją i wyboru, czy opierać polityczny rozwój na supremacji elity czy na ideologii wspólnoty wieloetnicznego społeczeństwa. Główna różnica między krajami polega na tym, że Gruzja jest bardziej otwarta na poddanie się międzynarodowemu nadzorowi, kontroli.

Zainteresowanie Moskwy Abchazją dotyczy przede wszystkim bezpieczeństwa, ponieważ to terytorium może służyć za strefę buforową w przypadku przyłączenia się Gruzji do NATO lub w przypadku gdy Gruzja będzie doświadczała wewnętrznej destabilizacji. Główny projekt rozwoju jest skierowany na infrastrukturę dróg. Abchazja, bez wątpienia, może zaoferować interesujące możliwości inwestycji, ale rosyjscy biznesmeni obecnie kierują swoją uwagę na Igrzyska Olimpijskie w Soczi jako kluczowy projekt dla rządu, na który otrzymają pieniądze od Kremla.

Moskwa prezentuje pragmatyczne postawy, pokazując, iż ma mały apetyt na wtrącanie się do wewnętrznej polityki Abchazji albo brania odpowiedzialności, jeśli sprawy zaczną iść niepomyślnie (dopiero co Moskwa miała do czynienia z problemem Dagestanu i Inguszetii). I Rosjanie nie mają złudzeń, że Abchazowie czują, że zainteresowanie Moskwy jest najlepszą rzeczą jaka mogła ich spotkać; Unia Europejska kontynuuje politykę „nieuznawania, ale zaangażowania”. W praktyce, trudno zauważyć jakie namacalne polityczne cele UE stara się osiągnąć poza tym, iż chroni przez destabilizacją i utrzymuje bezpieczeństwo. Abchazja chciałaby, żeby UE kontynuowała swoją obecność w jej polityce, ponieważ nie chciałaby pozostać z Rosją jako jedynym przyjacielem, ale daje Unii Europejskiej niejasne zachęty do pozostania zaangażowaną.

Ogromny dylemat to obecnie szacowanie kosztów konfliktu. Dla obu społeczeństw, ale zwłaszcza dla abchaskiego, konflikt spowodował wielkie straty w rozwoju możliwości, które skutkują ekonomiczną i społeczną stagnacją. W wyborze pomiędzy wyrażaniem narodowej tożsamości a rozwojem, ten pierwszy staje się ważniejszy. Lata budowania pokoju tego nie zmieniły. Często powtarzana fraza „Chcemy pokoju”, staje się pusta. Może znaczyć „My chcemy, aby oni (Gruzini) zaakceptowali nasze korzyści i nie wzbudzali niepokojów” albo może znaczyć „My chcemy, aby zrezygnowali ze swoich korzyści, aby nie wciągać nas w wojnę o nie”. Tylko zmiana w myśleniu mogłaby pozwolić społeczeństwom wykonać krok do przodu.

Anna Matveeva

Źródło: The Guardian

Tłumaczenie: Beata Farion

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz