18 km na północny wschód od Kostopola na prawym brzegu Horynia leży Janowa Dolina „żelazny punkt” programu każdej pielgrzymki-wycieczki naszych rodaków na Wołyń.

W okresie międzywojennym zwano ją perłą nie tylko Ukrainy ,ale także całych Kresów. Miała ona być awangardą nie tylko polskiej kultury ,ale i przemian społeczno-cywilizacyjnych i modernizacji ziem wschodnich podejmowanych przez ówczesne władze Rzeczypospolitej. Powstała ona w latach trzydziestych minionego wieku jako osiedla pracownicze przy kamieniołomie w uroczej dolinie nad Horyniem, w której według tradycji miał odpoczywać po łowach król Jan Kazimierz. To od niego, jak każe tradycja, miejscowość wzięła swoją nazwę. Bazalt w tym miejscu pozyskiwano na niewielką skalę już wcześniej w czasie carskiego zaboru w tzw. Starej Kopalni, położonej bezpośrednio nad Horyniem. Jego eksploatacja prowadzona była jednak w sposób prymitywny. Po wydobyciu kamień ładowano na barki, które następnie burłacy ciągnęli w górę rzeki ,aż do Prypeci którą spławiano je dalej w głąb imperium.

Państwowe Kamieniołomy Bazaltu w Janowej Dolinie utworzono w 1928 r. Miały one zaspokoić popyt na ten kamień wynikający z wysokiego tempa inwestycji publicznych w końcu lat trzydziestych. Obok kopalni powstało osiedle zakładowe, które szybko uznano za wzorcowe. Było wyposażone we wszystkie nowoczesne instalacje w tym wodociąg i kanalizację. Miejscowa elektrownia dostarczała do każdego obejścia energie elektryczną, co na Wołyniu nie było bynajmniej powszechne. Osiedla mieszkaniowe było zlokalizowane w lesie pomiędzy wyrobiskiem kopalnianym a urwistą ,zalesioną skarpą nad Horyniem. Składało się z czterorodzinnych, dwukondygnacyjnych willi drewnianych zbudowanych na solidnej bazaltowej podstawie. Każda z rodzin miała do swojej dyspozycji część przydomowego ogrodu .Osiedle przecinała zamknięta dla ruchu kołowego promenada spacerowa. Była równoległa do Horynia i miała szerokość stu metrów. Ze swoimi rabatami pełnymi kwiatów i kępami krzewów ozdobnych stanowiła prawdziwy salon reprezentacyjny Doliny.

Wzorcowe osiedle

Około tysiąca ośmiuset mieszkańców osiedla miało do dyspozycji doskonale rozwinięte jak na owe czasy zaplecze socjalne. W centrum osiedla znajdował się duży budynek w kształcie litery U zwany blokiem, w którym znajdowały się: sala kinowa, sala widowiskowa, hotel, stołówka. Mieszkańcy Janowej doliny mieli też do dyspozycji przedszkole, szpital, przychodnię lekarską, aptekę i szkołę. Do wybuchu wojny nie wybudowano w osadzie kościoła i nie zdążono zorganizować parafii, ale jej mieszkańcy mieli zapewnioną opiekę duszpasterską. W jednym z baraków została urządzona kaplica, do której okresowo dojeżdżał kapłan. W budowie okazałej świątyni przeszkodziła wojna.

Gospodarze Janowej Doliny dużą wagę przywiązywali do życia kulturalnego pracowników. Odbywały się w niej stałe seanse filmowe, gościły często teatry i to nie tylko lokalne, ale i warszawskie. Dla „doliniaków” występował m.in. Jan Kiepura, a także chór „Dana”, czego nie omieszkały odnotować nawet ogólnopolskie media. By tej klasy artyści, chcieli występować w „Dolinie” kierownictwo kamieniołomów zadbało o stworzenie w starym wyrobisku muszli koncertowej.

Przy kopalni funkcjonował również klub sportowy „Strzelec” prowadzący kilka sekcji m.in. piłki nożnej, boksu, zapasów, kajakarską i pływacką. Ci z mieszkańców, którzy nie chcieli uprawiać sportu wyczynowo, latem mieli do dyspozycji urządzone nad brzegiem Horynia zradiofonizowane kąpielisko.

Ciekawie zorganizowana była w Janowej Dolinie kwestia handlu. Na zasadzie monopolu mogła się nim zajmować wyłącznie Spółdzielnia „Społem”. Za wyłączność musiała ona jednak zrezygnować z handlu alkoholem.

Najwyższe zarobki

Na co dzień większości mieszkańców Janowej Doliny pracowała w kopalni bazaltu, wydobywanego metoda odkrywkową. Był on następnie przerabiany na dużą kostkę drogową o wymiarach 15x15x30 cm i półkostkę o wymiarach 10x10x10 cm. Gotowy produkt był wywożony z Doliny specjalną bocznicą kolejową włączoną w system PKP. Koleją do pracy w kopalni dojeżdżało też wielu mieszkańców pobliskich wsi. Zatrudniała ona w sumie ponad trzy tysiące pracowników. Dzięki niej szereg ubogich osad rozwijało się dość szybko. Ich wynagrodzenia należały przecież do najwyższych w województwie wołyńskim.

W latach trzydziestych kamieniołomy w Janowej Dolinie były nie tylko największe spośród 17 przedsiębiorstw tej branży na Wołyniu, ale były w ogóle największym zakładem w całym województwie. W 769 zakładach przemysłowych różnych branż było zatrudnione 16655 osób.

Dla jednego z najbiedniejszych w województwie, powiatu kostopolskiego, Janowa Dolina była prawdziwym darem niebios.

Do Janowej Doliny przed wojną przyjeżdżały różnorakie delegacje, które chciały zapoznać się z nową „kresową rzeczywistością”. Zawsze ich uczestnicy byli zapraszani na wieczorki taneczne, na których śpiewano zaadaptowany przez mieszkańców Doliny znany lwowski szlagier, który w ich wykonaniu brzmiał „a gdybym się kiedyś urodzić miał znów, tylko w Janowej…”

Nie istnieje darmowe dziennikarstwo. Darmowa jest jedynie propaganda.

Przekaż 50 zł

Zwalczaj propagandę.

Mit Janowej Doliny w polskim społeczeństwie upowszechnili tez harcerze. Corocznie w jej okolicach urządzali swoje obozowiska. Teren dla nich był wymarzony. Wokół Doliny rozciągały się głębokie lasy, będące także rajem dla myśliwych.

Tuż przed wybuchem wojny

Tuż przed wybuchem wojny żyło tam około tysiąca ośmiuset ludzi. Zdecydowaną większość z nich, bo 80% stanowili Polacy. Pozostała grupa składała się z Ukraińców, Rosjan, Czechów. Stosunki między wszystkimi nacjami układały się dobrze, choć zachowanie ukraińskich uczniów wróżyło zbliżający się konflikt. Bez ogródek zapowiadali polskim rówieśnikom „budemo was Lachy rizaty”. W sąsiedniej wsi Złaźne działał Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów. We wrześniu 1939 r. jej komórka przystąpiła do działania. Rozbroiła posterunek policji i oddział WP który miał zabezpieczać kopalnię, później obsadzili budynek jej dyrekcji. Spotkali się jednak z kontrakcją miejscowych komunistów, którzy mieli podobne apetyty. W kilka dni później wspólnie witali wkraczający do Janowej Doliny oddział Armii Czerwonej. Nowi władcy nie czuli się pewnie i wobec Polaków zachowywali się wstrzemięźliwie. Nie wymienili nawet początkowo polskiej dyrekcji kamieniołomów. Aż do 1940 r. funkcję naczelnego dyrektora pełnił inż. Leonard Szutkowski a jego zastępcą był inż. Jan Niwiński. Sytuacja Polaków uległa znaczącemu pogorszeniu po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Po jej zajęciu nowi okupanci zaczęli wykorzystywać do swoich celów ukraińskich kolaborantów, którzy w momencie ich wkroczenia wieszali na murach domów plakaty z napisami: „Lachom smert”.

Krwawy piątek

W Janowej Dolinie w 1941 r. został zorganizowany obóz szkoleniowy dla ukraińskich nacjonalistów z odłamu „Tarasa Bulby”. Polskie dzieci zostały pozbawione prawa nauczania w ojczystym języku. Jej dyrektor, Ukrainiec, mimo, że był wychowankiem Uniwersytetu Jagiellońskiego zakazał używania w niej języka polskiego. Dowództwo niemieckiego garnizonu hamowało jednak zapędy ukraińskich nacjonalistów. Angażowało ich do eksterminacji Żydów, pozwalało również wyżywać się przy pilnowaniu jeńców sowieckich w zorganizowanym w Dolinie obozie.

Wiosną 1943 r. Janowa Dolina stała się jednym z ośrodków schronienia ludności polskiej ze wsi „likwidowanych” przez UPA .Na przełomie marca i kwietnia jak ustalili Władysław i Ewa Siemaszkowie ich liczba mogła wynosić nawet trzy tysiące! Polacy wierzyli ,że niemiecki garnizon nie dopuści do żadnych mordów. Ich przekonanie umocniło się jeszcze, gdy w marcu 1943 r. Niemcy aresztowali ukraińskiego wicedyrektora kopalni będącego jednocześnie działaczem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Wykryli bowiem, że przekazał on swym ziomkom beczkę nafty, którą ci chcieli użyć do spalenia osady. Rozstrzelali go natychmiast wraz z Ukraińcami u których znaleziono paliwo.

Los był przesądzony

Los Janowej Doliny był jednak przesądzony. Cały powiat kostopolski poza nielicznymi punktami obsadzonymi przez Niemców pozostawał pod całkowitą kontrolą UPA. W pobliskim Stydyniu Wielkim z którego do Doliny uciekli Polacy, zainstalował się Główny Wojskowy Sztab UPA. Ukraińcy nie kryli swych zamiarów .Tuż przed napadem otwarcie mówili, że urządzą Polakom „krwawy piątek” i będą malować jaja wielkanocne polską krwią. Osada została zablokowana przez oddziały UPA. Każdy z Polaków, który nieopatrznie oddalił się do lasu był mordowany… Dolinę opuścili także mieszkający w niej Ukraińcy.

Atak na Janową Dolinę nastąpił w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek czyli z 22 na 23 kwietnia 1943 r. W napadzie uczestniczyły oddziały UPA a także ludność ukraińska z Załaźna, w tym również kobiety i dzieci które także brały udział w bestialskim mordowaniu Polaków. Pod każdy dom podkładali snopki słomy i podpalali je, ogień podsycali naftą, a przez okna wrzucali granaty. Wielu Polaków zginęło w płomieniach. Tych, którym udało się uciec, wyłapywano, przywiązywano do drzew i przy pomocy noży, wideł, lub siekier mordowano. Spaleni żywcem zostali też chorzy i ranni przebywający w szpitalu. Garnizon niemiecki w sile jednej kompanii bał się opuścić umocnionych koszar. Był za słaby, by w terenie stawić czoła upowcom. Gdy podeszli bliżej przywitał ich jednak huraganowym ogniem, odpierając napastników. Dzięki temu nie udało się im spalić wszystkich domów. Na odsiecz Janowej Dolinie przybyła też ekspedycja niemiecka z Kostopola. Nad osadą zaczęły przelatywać również niemieckie samoloty. Upowcy nie dokończywszy „dzieła” wycofali się do lasu.

Pozostali przy życiu mieszkańcy cały Wielki Piątek poświęcili na grzebania pomordowanych i opatrywanie rannych. W sumie z rąk rezunów zginęło sześćset osób. Był to jeden z najbardziej masowych, najbardziej okrutnych i krwawych mordów dokonanych na Wołyniu przez UPA. Jego ofiary spoczęły we wspólnej mogile na placu obok krzyża ,gdzie miano zbudować kościół. Niektórych pochowano tam gdzie ich znaleziono .Ocaleli z pogromu działali w pośpiechu się bojąc się kolejnego napadu.

I tam jednak nie byli bezpieczni

Następnego dnia w Wielką Sobotę Niemcy przysłali zestaw wagonów towarowych, którymi pod eskortą ewakuowali pozostałych przy życiu Polaków do Kostopola. Większość z nich rozproszyła się po wołyńskich miastach. Na miejscu pozostała tylko niewielka grupa Polaków zatrudnionych w elektrowni, wodociągach, kolei i warsztatach. Wraz z rodzinami mieszkali oni w budynkach obok koszar. I tam jednak nie byli bezpieczni… 20 dni później sotnie UPA ponownie zaatakowały Dolinę paląc wszystkie obiekty pozostające poza zasięgiem ognia obrony niemieckiej. Po tym ataku wszyscy cywile zostali ewakuowani do Kostopola, a ich miejsce zajęła kompania „Schutzmanschaftsbatalion 202” zajmująca się zwalczaniem UPA.

Likwidację Janowej Doliny UPA przedstawiła oczywiście jako swój wielki sukces w walce za „wolną Ukrainę”, a nie jako najzwyczajniejsze ludobójstwo. Niedługo po dokonaniu tej zbrodni w propagandowej broszurze „Wisti z frontiw UPA” adresowanej do członków tej organizacji napisano, że atak na Janową Dolinę był elementem walki z niemieckim i moskiewskim imperializmem o nowy ład i porządek miedzynarodowy. Podobną interpretację przyjęli wszyscy ukraińscy autorzy tworzący na emigracji legendę i mit UPA. Petro Mirczuk w opracowaniu „Ukrajińska Powstańska Armija 1942-1952. Dokumenty i Materiały” ,wydanym w Monachium w 1953 r. i wznowionym w 1991 r. we Lwowie, twierdzi np. że atak na Janową Dolinę był walką z Niemcami ,dla których stanowiła ona ważny punkt gospodarczy. Według niego Polacy walczyli po stronie Niemców ,tworzyli bowiem w Janowej potężną placówkę samoobrony. Wersję tę powiela także „Litopys UPA”. W jego tomie 5 na stronie 20 czytamy m.in. „Przy zdobywaniu silnego polskiego gniazda, a raczej centrum Polaków, Janowej Doliny w pow. Kostopolskim spalono dwie trzecie zabudowań .Bój trwał kilka godzin. Polacy podają liczbę swoich strat na 500 osób. Liczba zabitych Niemców niewiadoma. Nasze straty niewielkie.”

Groby zarosły lasem

Wersja ta usprawiedliwiająca oczywiste ludobójstwo popełnione na mieszkańcach Janowej Doliny nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Polacy usiłowali co prawda stworzyć w Dolinie ośrodek samoobrony, ale nie zdołali tego zrobić. Zorganizowali co prawda w osadzie oddział ZWZ-AK, który jednak pod bokiem Niemców nie mógł rozwinąć działalności. W momencie ataku liczył kilkanaście ,a może nawet kilka osób. Znanemu badaczowi dziejów AK na Wołyniu, Józefowi Turowskiemu, który 30 lat zbierał materiały do polskiej konspiracji w tym regionie nie udało się nawet ustalić nazwiska jego dowódcy. Stwierdził tylko bezsprzecznie, że do AK należała rodzina Zubów.

Polacy z Doliny bali się niemieckich represji. Naziści aresztowali w 1942 r. posługującego wśród nich księdza L.Śpiewaka za wystawianie Żydom katolickich metryk. Wkrótce potem wzięli w charakterze zakładników 12 Polaków, których osadzili w więzieniu w Równem. Nigdy już do domów nie wrócili. Pozostali mieszkańcy obawiali się, że mogą podzielić ich los. Dlatego nie gromadzili broni, której zresztą i tak nie mieli skąd zdobyć. Podczas ataku upowców mieli do dyspozycji jedynie kilka sztuk pistoletów i karabinów. Nie odegrały one żadnej roli.

Po wojnie teren spalonej osady w Janowej Dolinie zarósł stopniowo lasem. Pozostały po niej tylko krzyże nad grobami ofiar, które z czasem spróchniały. W latach dziewięćdziesiątych przewrócił się ten stojący na głównej mogile, kryjący prochy większości zamordowanych. W jego miejsce Polacy wstawili nowy betonowy. Ukraińskie środowiska nacjonalistyczne przyjęły go jak kamień obrazy .Wielokrotnie domagały się jego usunięcia. Niektórzy ich przedstawiciele twierdzili nawet, że bezcześci on ukraińską ziemię. Dziś już emocje trochę opadły. Należy żywić nadzieję, że już niedługo przestanie bulwersować stając się być może zaczątkiem większej nekropolii. Zamordowani w Janowej Dolinie na naszą pamięć z pewnością zasługują. Tym bardziej, że stworzone przez niech dzieło w postaci kopalni bazaltu dalej funkcjonuje.

Marek A. Koprowski




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz