„Wszystko musieli być młode chłopaki, bo zęby w czaszkach wszystkie, a wie Pan kto tam kiedy do dentysty chodził. … Myśmy powiadomili gminne rade. Przyjechał taki jeden zobaczył, że to nie z wojny znaczy nie żadne ichnie towarzysze, i pojechał. A chłopy rozwieźli to wszystko pod drogę. I oni leżą tu gdzieś pod naszymi drogami”

Ziemia Łukowska to obecnie północno-zachodnie kresy województwa lubelskiego. Jego granice jednak przez wieki były płynne. Podobnie i z „obecnością” Ziemie Łukowskiej w naszym województwie przez stulecie było różnie. Zależnie od widzimisię władców, zaborców i reformatorów. W I Rzeczypospolitej, od momentu utworzenia województwa przez Kazimierza Jagiellończyka Ziemia Łukowska wchodziła w jego skład, choć bez obecnych północno i południowo zachodnich jej skrawków. Zaborcy mieli inny pogląd na jej przynależność. Dla nich z reguły to co lubelskie kończyło się na północy na dolnym Wieprzu i Tyśmienicy. Tak i w czasie styczniowego zrywu Ziemia Łukowska należała do województwa podlaskiego. Niepodległa Rzeczpospolita przywróciła Lubelszczyźnie Ziemię Łukowską. Granice przedwojennego województwa lubelskiego, które położone było w sercu II RP i jako jedyne nie posiadało ani jednego kilometra granicy państwowej, sięgały na północy za Garwolin, Sokołów i Siedlce, prawie pod Warszawę. Komuniści po wojnie w zasadzie utrzymali ten stan rzeczy, do momentu „drobiazgowej” reformy 1975 roku. Maleńkie lubelskie znów zostało pozbawione Ziemi Łukowskiej. Taki stan trwał ponad dwie dekady i oto znów nadszedł czas reformy. Łukowszczyzna powróciła na łono Lubelszczyzny i znajduje się znów (póki co) w granicach województwa lubelskiego. I tam właśnie skierowaliśmy swoje kroki, a ściślej koła samochodu w poszukiwaniu kolejnych mogił i miejsc pamięci Powstania Styczniowego. Poszukiwanie mogił powstańczych zaczęliśmy jednak od miasta, które do Ziemi Łukowskiej nigdy nie należało – do

Ryk

W tym obecnie powiatowym miasteczku znajduje stary cmentarz grzebalny, na którym pochowanych zostało dwóch weteranów Powstania. W północno-wschodnim zakątku cmentarza pogrzebano Michała Dobrowolskiego, który przeżywszy lat 70 zmarł jeszcze w XIX wieku (1896 r.). Zaś w południowo-wschodniej części cmentarza, tuż przy murze, pochowany został Eugeniusz Wojnowski, który doczekał już wolnej Polski, zmarł w 1924 roku. Był także fundatorem zegara na wieży kościelnej w Rykach.

Warto też wspomnieć, że na tym niewielkim, ogrodzonym kamiennym murem cmentarzu spoczywa wiele innych znanych i mniej znanych osób. Leża tutaj powstańcy listopadowi, okoliczni ziemianie, duchowni a także krewniacy … Leona Wyczółkowskiego i Zofii Kossak-Szczuckiej.

Pozostawiamy jednak Ryki i poprzez Kłoczew i Żelechów kierujemy się do wsi

Wilczyska

Ta duża wieś położona jest … dziwnie. Praktycznie z trzech stron otacza ją województwo mazowieckie, same zaś Wilczyska leżą w lubelskim. Patrząc na tę wioskę, która dziś nie jest nawet miejscowością gminną aż trudno uwierzyć, że kiedyś była miastem. Wilczyska mają bowiem grubo ponad półtysiącletni rodowód. Stał tu kiedyś zamek zburzony w czasie potopu, ale znacznie wcześniej, bo na początku XVI wieku wzmiankowany jest w Wilczyskach kościół, ponad 100 lat później gościł w Wilczyskach królewicz Władysław (późniejszy król), idący na wojnę z Turcją. Wyjechał z Wilczysk nie tylko po staropolsku ugoszczony, ale i wzmocniony 100-osobowym oddziałem piechoty. Właścicielami Wilczysk byli Ciołkowie, Gostomscy, Ossolińscy. Niewątpliwie jednak najbardziej interesującą z punktu widzenia Powstania Styczniowego postacią był Jan Korzybski, podpułkownik 3-go pułku huzarów wojska węgierskiego Cesarstwa Austriackiego. Ów wojak co się zowie (spoczywający na cmentarzu parafialnym w Wilczyskach) „ozdobiony krzyżem wojskowym z 1813 roku oficerskim za nieskazitelną służbę … otrzymał od korpusu oficerów pałasz honorowy, na którym wyryto nazwiska wszystkich ówczesnych jego kolegów”. A wszystkiego tego można się dowiedzieć z nagrobka podpułkownika Jana. Możemy tam także poczytać o jego cnotach obywatelskich. Mimo owych licznych przymiotów, a może raczej dzięki znacznemu wojskowemu doświadczeniu … do Powstania nie przystąpił. Powstańczego posłańca, który przyszedł do niego z pismem zachęcającym go do przystąpienia do Powstańców mówił, że to głupota aby niezorganizowane i nie przeszkolone wojskowo kupy rzucały się na „żołnierza pod przysięgą”. Okazało się, że stary wojak miał rację. Pod niedalekim Mysłowem moskale usiekli 60 piechurów i 20 kawalerzystów z oddziałów Jankowskiego i Zielińskiego. Zdaniem miejscowych powstańcy zebrali się kupą i popili wódką z okolicznych dworskich gorzelni a dziedzice pokłócili o dowództwo i strategię walki. Rozjechawszy się w gniewie pozostawili spitych powstańców na pastwę moskali. Czy tak było nie wiemy na pewno, dość, że zostało kilkadziesiąt powstańczych trupów. 22 z nich spoczywa na cmentarzu w Wilczyskach, powyżej grobu przezornego podpułkownika. Leżą w zbiorowej mogile, na której rodacy ustawili obelisk „w krwawym 1916 r.”. Mogiła zachowała się, ale trochę smuci. Wokół zadbane groby, a mogiła powstańców zarośnięta. „Kiedy byłem w szkole, to opiekowaliśmy się tą mogiłą – mówi kolega, miejscowy, ale dziś już ‘warszawiak’ – a dzisiaj szkoły w Wilczyskach nie ma”. I oto kolejny smutny efekt niżu demograficznego i reformy edukacji. Wyrywamy największe chwasty, zostawiamy flagę i zapalamy znicz nieszczęśnikom spod Mysłowa i tam właśnie się kierujemy.

Mysłów

To zaledwie kilka kilometrów na wschód od Wilczysk. Tutaj znajduje się mogiła, a w zasadzie 3-arowy cmentarz powstańczy, na którym spoczywa kolejnych 27 powstańców. Zastany widok początkowo nas szokuje. W miejsce marmurowego pomnika został tylko fundament. Szybko jednak dochodzimy do wniosku, że pewnie są to przygotowania do budowy nowego monumentu, bo 4 września przypada okrągła rocznica bitwy pod Mysłowem. Ogrodzenie cmentarza zostało prawie nienaruszone, drewniany krzyż w zachodniej części również stoi nadal. Jedno tylko boli, że w cieniu starych dębów, które okalają cmentarz miejscowy gospodarz zrobił sobie „parking” dla maszyn rolniczych i skład wszystkiego, czego jak mniemam na podwórku nie chce oglądać. Słowem, jak to się „fachowo” mówi na wsi – zrobił sralnik. I jak widać nie przeszkadza mu, że zaraz za ogrodzeniem są pochowani ludzie. Ale jak się później okazało to nie był jeszcze najgorszy sposób „uszanowania” Powstańców w tym regionie. Cóż…. Palimy znicz i zostawiamy flagę na krzyżu. Postanawiamy, że dalszą penetrację rozpoczniemy od Kresów Wschodnich Ziemi Łukowskiej. Jedziemy zatem do wsi

Zembry

z której jest niemal tak samo blisko do Łukowa jak i do Siedlec czy Międzyrzeca Podlaskiego. Od dobrych ludzi wiemy, że w Zembrach na skrzyżowaniu dróg koło ośrodka zdrowia stoi figurka Chrystusa ustawiona na miejscu mogiły z Powstania Styczniowego. Bielejącego Zbawiciela znajdujemy bez trudu, a za nim, na słupie gniazdo pełne bocianów (5 podlotów), co daje nadzieję, na to, że w końcu pokonamy niż demograficzny. Pod figurką tabliczka informująca, że postawiona ona została na pamiątkę Misji Świętych. Żałujemy, że nie ma wzmianki o powstańcach, ale okazuje się, że dosłowni kilka kroków dalej, naprzeciw apteki ustawiono solidny głaz z legionowym orłem i napisem: „Hołd bojownikom o wolność i niepodległość w latach 1863-1945 składają mieszkańcy wsi Zembry 1949-2005”. I tutaj właśnie palimy znicz i zostawiamy flagę. Jadąc na południowy zachód kierujemy się do wsi

Gołowierzchy

Jakkolwiek nazwa wsi sugerować może, że ludzie noszą tu wszystko na wierzchu i w dodatku gołe (ewentualnie jeżdżą nago wierzchem), to nic z tych rzeczy nie spotyka się tutaj. Za to jadąc do wsi od strony wsi Zembry niemal na początku wsi po lewej stronie wita nas osobliwa budowla – wiejski dom, ale z basztami i w dodatku bogato ozdobiony różnymi wytworami sztuki ludowej. Przed domem „stróżują” postacie Zbawiciela i bł. Jana Pawła II, a wokół różności, od bocianów, pawi i jeleni, poprzez aeroplany aż po syrenkę warszawską. Budzi to nasze zainteresowanie, bo nie często takich „Nikiforów” się spotyka. Fotografujemy z zapałem. Pojawia się gospodarz i jak się okazuje współautor tych wytworów ludowej sztuki. Pan Czesław Wysokiński objaśnia nam jak powstały, we wszystkim pomaga mu syn i żona Teresa. „A to do gazety Pan fotografuje?” – pyta. „Nie, ale na pewno to opiszę”, „To obowiązkowo niech Pan napisze i o mojej Terci, bo inaczej obiadu mi nie ugotuje” – zauważa z humorem Pan Czesław. Żegnamy się z miłym gospodarzem, bo jednak nie dla humoru tu przyjechaliśmy. Przygnała nas tu okoliczność raczej smutna. Na skraju lasu, na zakręcie drogi ze wsi Gołowierzchy do Celin stoi obelisk ze słabo czytelnym napisem „Męczennikowi sprawy narodowej, porucznikowi Wojsk Polskich ś.p. Antoniemu Ławeckiemu”. Jak dowiadujemy się z doskonałej strony internetowej nieodległej wsi Dziewule, prowadzonej przez p. Andrzeja Boczka http://dziewule.strefa.pl/ aż sześciu Ławeckich, szlachciców ze wsi Gołowierzchy, poszło do Powstania. Najstarszy miał 49 lat, najmłodszy – 19. Każdy z nich odpowiedział za swe „wystąpienie przeciw rządowi” odsiadką w więzieniu, ale tylko 21 Antoni zapłacił za to życiem. Schwytany z bronią w ręku, ranny, bronił się, został jednak ujęty i osądzony a następnie „powieszony na oczach całej wsi w Gołowierzchach”. Palimy znicz i ustawiamy flagę dzielnemu młodemu porucznikowi. I ruszamy do serca Ziemi Łukowskiej, stolicy powiatu, do

Łukowa

Posiadamy informację o upamiętnieniach i mogiłach związanych z Powstaniem Styczniowym w dwóch miejscach w Łukowie. Najpierw kierujemy się na cmentarz parafialny. To olbrzymie, niemal bezdrzewne „pole nagrobków”. Koło drewnianej kaplicy św. Rocha, znajdującej się przy wejściu od ulicy Spokojnej przechodzącej w Cmentarną (kolejność wydaje się nieprzypadkowa) znajduje się mogiła zbiorowa kryjąca prochy kilkunastu powstańców ks. Brzóski walczących i poległych w noc styczniową na ulicach Łukowa, a także zmarłych z ran po bitwie. Na mogile stoi krzyż dodatkowo ozdobiony dwiema kosami. Najprawdopodobniej na cmentarzu tym spoczywają także polegli spod niedalekiej Gręzówki, ale ich mogiły się nie zachowały. Za to po drugiej stronie kaplicy odnaleźliśmy dość dobrze zachowany grób weterana Powstania, Stanisława Jełowickiego. Na obu mogiłach zawieszone były narodowe flagi, co oznaczało, że jednak ktoś się tymi miejscami interesuje i opiekuje.

Z cmentarza udajemy się do centrum Łukowa. Tutaj na placu Narutowicza, przy kolegiacie p.w. Przemienienia Pańskiego znajduje się pomnik w kształcie kolumny na cokole poświęcony powstańcom styczniowym. Kolumnę wieńczy orzeł zaś na cokole znajdują się dwie tablice. Jedna o treści „Pamięci powstańców Łukowian 1863-1923-1963”, zaś druga poświecona ks. gen. Stanisławowi Brzósce oraz jego adiutantowi Stanisławowi Wilczyńskiemu. Ozdabiamy je narodową flagą. Z Łukowa jedziemy do

Gręzówki

Tam w kwietniu 1863 roku miało miejsce nieszczęsne starcie, które miało być łatwą ekspedycją karną na pijących i grabiących Gręzówkę kozaków, a skończyło się śmiercią 20 powstańców, zranieniem 7 i niewolą dla dwóch. Zaś nieudolny dowódca powstańczej partii Rudolf Rużanski został przez Rząd Narodowy zdymisjonowany. Ci, którzy padli w starciu mieli być pochowani w zbiorowym grobie na cmentarzu parafialnym. Była to jednak informacja dokładnie nie potwierdzona. Mimo poszukiwań nie znaleźliśmy tu żadnej powstańczej mogiły, za to znajduje się tu wielka kwatera żołnierzy września 39 oraz ofiar niemieckich pacyfikacji. Fakt, że cmentarz został poświęcony w 1938 roku dodatkowo stawia pod wątpliwość, czy aby na pewno znajdują się na jego obszarze pochówki o ponad 70 lat starsze niż on sam. W zasadzie z Gręzówki mieliśmy się udać od razu w głąb Lasów Jackich, jak je historia nazywa, lub też Lasów Łukowskich, jak wolą przyrodnicy. Jednak przycmentarna tablica informacyjna wskazała, że w lesie tym, przez który przebiega granica województwa lubelskiego i mazowieckiego jest jeszcze jedno miejsce powstańcze – miejsce straceń. Położone jest dość daleko od Gręzówki, ale to nam nie straszne. Próbujemy najpierw zgodnie z tablicą. Ale na naszej drodze staje szlaban leśny. Nic to, ruszamy „z buta”. Spotkani uczynni zbieracze jagód podpowiadają, że można tam dojechać i tłumaczą jak. Wracamy zatem, bo zawsze (o naiwności) wydaje się, że samochodem szybciej. Drogę na którą nas skierowano również zamyka szlaban. Na otarcie łez zostaje piękna aleja lipowa, pomnik przyrody. Nie rezygnujemy jednak. Ale by dobrać się do owego miejsca musimy naruszyć integralność terytorialną sąsiedniego województwa. Ruszamy zatem przez lubelskie jeszcze wsie Biardy i Radomyśl oraz mazowieckie już Tworki, Pluty, Daćbogi (pełne przydrożnych krzyży – chyba w co drugiej zagrodzie) i Mroczki do owego miejsca. W tej ostatniej wiosce napotykamy nowiuteńki pomnik powstańczy, ale niestety nie dołączymy go do naszego spisu, bo to już nie nasze województwo. Za Daćbogami skręcamy w lewo w drogę polną do lasu. Szczęśliwie udaje się wyminąć potężny kombajn i już jesteśmy na północnym skraju Lasów Jackich. Dalej pieszo przez las pełen komarów i gdzieniegdzie dość okazałych prawdziwków. Idziemy leśną drogą będącą jednocześnie granicą województw. Powoli tracimy nadzieję na to, że uda nam się dość do celu, ale za którymś tam zakrętem wyłania się owo okrutne, ale przyrodniczo piękne miejsce. Po „lubelskiej” stronie drogi, centralnie rośnie olbrzymi dąb obwieszony krzyżami, ryngrafem i innymi dewocjonaliami. Po jego lewej stronie nowo wymurowane zakątek z krzyżem kładką i tabliczką informującą o tym, że jest to miejsce śmierci powstańców. Zaś po prawej stronie dębu znajduje się krzyż i tablica informacyjna, z której wynika, że stojące obok sędziwe drzewo spełniło rolę szubienicy dla owych dwóch pojmanych pod Gręzówką powstańców, a samo miejsce to było przez kozaków niszczone, ale miejscowi stale je odnawiali. Zabici bohaterowie zostali też tutaj pochowani. Patrzę na to piękne, olbrzymie drzewo. To pomnik przyrody i … mimowolny pomnik ludzkiego okrucieństwa…

Palimy znicz, pozostawiamy flagę narodową. Na kontemplację nie ma … warunków. Dla hord komarów nie ma czegoś takiego jak patriotyczna zaduma, a trudno się jej oddawać stając się jednocześnie pożywieniem dla tych owadów. Wracamy do samochodu, a nim do swojego województwa i kierujemy się do „przepastnych gęstwin” Lasów Jackich, gdzie skrywał się ks. Brzóska.

Pomnik ks. Brzóski w Lasach Jackich

paradoksalnie nie jest tak prosto znaleźć, choć z pewnością słyszał o nim każdy, kto choć trochę interesuje się Powstaniem Styczniowym. Z Gręzówki należy skręcić do wsi Klimki, przejechać ją i utwardzoną, ale nie asfaltowa leśną drogą udać się na południe. Tutaj po przejechaniu ok. kilometra dojeżdżamy do skrzyżowania dróg leśnych. Po lewej stronie znajduje się parking, a po prawej tablice informacyjne na których… ani słowa nie ma o pomniku ks. Brzóski. Ale to właśnie w te drogę trzeba wejść i udać się na zachód, a ściślej północny-zachód. Po przejściu jakichś 200 m dochodzimy do granicy rezerwatu Jata. To jeden z dwóch rezerwatów w Lasach Łukowskich (drugi to „Topór”), które są jednymi z najstarszych obszarów chronionych w Polsce. Założone zostały już w 1925 roku dla ochrony „jodły na stanowiskach kresowych”. Istotnie jodłą ma się tutaj dobrze, co dziwi tym bardziej, że najbliższe naturalne stanowiska tego gatunku na Lubelszczyźnie położone są na Roztoczu, czyli ok. 200 km na południe. Ale nie dla jodły tu przyjechaliśmy, choć podziwiać ją miło. W tej jodłowej gęstwinie krył się ks. Brzóska przed moskiewskimi siepaczami. Krył skutecznie, bo póki tu siedział moskal go nie dostał, kiedy wyszedł stąd na mroźną zimę przełomu 1864/5 roku – został schwytany. W głębi rezerwatu Jata w jednym z miejsc postoju Powstańców łukowscy leśnicy ustawili jeszcze przed wojną, w 1928 roku pomnik w formie obelisku, który możemy podziwiać do dziś. Obelisk zdobi krzyż, orzeł i stosowna tablica. Otacza go kamienny krąg i jodły również posadzone w krąg. Można tam dotrzeć idąc ścieżką wydeptaną od wspomnianego wcześniej zakrętu, ale można też przejść kilkaset metrów dalej i znajdziemy tablicę informacyjną, oraz znak wskazujący, w którą stronę trzeba iść. Leśny korytarz wyprowadzi nas wprost do pomnika. Tu również w lipcowe popołudnie nie da się dumać. Wśród soczystej jedliny komary są bezlitosne. Wracamy do parkingu i udajemy się do wsi

Wólka Zastawska

W tym celu po utwardzonej leśnej drodze musimy przejechać po mostkach nad obiema Krznami – Północną i Południową, bo w bagnach Lasów Łukowskich biorą one swój początek. Płyną przez jakiś czas jak dwie nie lubiące się siostry by dopiero w Międzyrzecu Podlaskim się połączyć i kierując się dalej na wschód ujść wreszcie pod malowniczymi Neplami do Bugu. Wólka Zastawka to wieś położona równolegle do torów obecnie łączących Warszawę z Brześciem, lub jak kto woli Berlin z Moskwą, lub jak kto woli Europę Zachodnią ze Wschodnią, słowem – kręgosłup komunikacyjny. Mamy informację, że niedaleko od kapliczki, w polu, znajduje się miejsce gdzie najprawdopodobniej była mogiła. Informacje to mgliste, liczymy na miejscowych. Niestety daremnie. Kapliczka i owszem jest, ale o mogile nikt nie słyszał. Liczymy jeszcze na naszego „asa w rękawie”, w sąsiedniej wsi zamierzamy bowiem spotkać się z człowiekiem, który „może coś wiedzieć”. Jedziemy zatem do wsi

Zastawie

Tutaj naprzeciw szkoły stoi metalowy krzyż na postumencie z polnych kamieni. Pochowani są tutaj powstańcy z grudniowej obławy (bo tak trzeba ją nazwać) pod Zastawiem. Rozgromieni pod Żelechowem powstańcy zebrali się pod dowództwem Szydłowskiego i zostali tutaj osaczenie. Miotając się między okolicznymi wsiami w 7-godzinnej bitwie stracili wg źródeł rosyjskich kilkuset zabitych. Nawet jeśli cyfra ta jest grubo przesadzona, to i tak straty powstańcze musiały być znaczne. Ćwierć setki poległych spoczywa pod tym krzyżem. Jak twierdzą miejscowi podczas remontu drogi upamiętnienie zostało niemal zniszczone. Ocalało dzięki uporowi jednego z gospodarzy, pana Krzysztofa Osiaka. To on własnym sumptem wymurował postument i ustawił krzyż. Szukamy zatem tego zacnego człowieka. „A o tam, Panie, na początku wsi kosi takim zielonym kombajnem”. Idziemy. Istotnie kombajn kosi ale stojący przy ciągniku człowiek na pytanie „Osiak?” odpowiada „Nie, on tam gdzieś pod lasem kosi”, jedziemy zatem pod las po piaszczystej mazowieckiej drodze. Tam spotykamy nawet dwa zielone kombajny … w żadnym z nich kombajnistą nie jest Osiak. Za to obaj zgodnie i uparcie twierdzą, że Osiak siedzi za kierownicą tego, który kosi tam, skąd przyjechaliśmy. Wracamy zatem. Zielony kombajn kosi na innym polu, przy innym ciągniku inny człowiek stoi. Pytanie pada to samo: „Osiak tam na kombajnie?”. „Tak Osiak”. Czekamy aż skończy. Kombajnista okazuje się być kolejnym na naszej drodze „zafiksowanym na punkcie powstania”. Opowiada nam ze szczegółami o potyczkach, miejscach stacjonowania i przemarszu powstańczych partii w okolicy, mogiłach, które zna, i tych, które domyśla się gdzie są. Wiele wie od swego już ponad 90-letniego dziadka. Istotnie w Wólce Zastawskiej była mogiła, ale raczej nie zachowała się, choć znalazł gdzieś informację, że charakterystycznym elementem była grusza na niej. Istotnie jest tam jakaś stara kilkusetletnia grusza. Opowiada też o tej uratowanej mogile przy drodze. Jesienią ma zamiar jeszcze dołożyć głaz z wykutą informacją, teraz żniwa, nie ma czasu. Pokazuje nam też miejsce, gdzie stał krzyż na kurhaniku, pod którym pochowano dwóch powstańców ze wspomnianej zastawskiej obławy. Stał tam drewniany krzyż. Niestety, komuś przeszkadzał, została tylko niewielka lipa. Słuchamy z uwagą kombajnisty-historyka nie chcemy jednak zajmować cennego, żniwnego czasu, umawiamy się na telefon.

Idziemy do gospodarzy, na których posesji znajdował się ów kurhan i krzyż. Początkowo twierdzą, że nic nie wiedzą, ale w końcu przypominają sobie, że był krzyż, ale już leżał, jak się tu sprowadzili. Ktoś tam przypomniał sobie, że znalazł tam monetę z orłem z dwiema głowami, itd. Ale upamiętnienia nie ma. Pozostaje tylko liczyć na p. Osiaka…

Następnym przystankiem naszej powstańczej pielgrzymki jest

Stoczek Łukowski

To miejsce kojarzone raczej z inną insurekcją – listopadową. To tutaj pod generałem Dwernickim armaty zdobywała wiara rękami czarnymi od pługa. W lutym 1831 roku Wojsko Polskie rozgromiło Moskali. Na pamiątkę tej bitwy sto lat później pod Stoczkiem ustawiano pomnik. Zaś sam jej dowódca ma swój pomnik w centrum miasta na zielonym skwerku. Jednak to nie dla listopadowej insurekcji tutaj przybyliśmy a dla styczniowej. Według naszych danych (niepełnych, jak się później okazało), znajdują się tutaj dwa miejsca związane z powstaniem styczniowym. Pierwsze znajdujemy bez trudu położone jest bowiem przy ul. Piłsudskiego niedaleko wjazdu do miasta od strony Łukowa. Miejsce jest zadbane a z okazji tegorocznej rocznicy umieszczono na nim tablicę informacyjną. Nie jest do końca pewne czy jest to mogiła czy tylko miejsce pamiątkowe. Wersje są dwie. Jedna głosi, że jest to mogiła Jana Justynowicza i jeszcze jednego powstańca poległego w bitwie pod Różą. Inne zaś twierdzi, że to miejsce gdzie powieszono tegoż Justynowicza oraz Ludwika Gierata, powstańczego naczelnika Stoczka i jeszcze kilku powstańców. Obie wersje gmatwa fakt, że miejsce to od dawna zwane jest „mogiłą Gierata”. Jakby tam jednak nie było palimy tu znicz pamięci i zostawiamy narodowa flagę. I udajemy się do drugiego miejsca. Jest to stary cmentarz grzebalny otoczony murem z pięknych kamieni polnych. Na cmentarzu nie widać już ani jednego nagrobka, ani nawet zarysu mogił. Stoi tu tylko metalowy krzyż. Ale według historyków tutaj właśnie spoczywa ponad 20 powstańców poległych w potyczkach rozgrywających się w okolicach Stoczka. Dla uczczenia ich pamięci palimy znicz. I udajemy się w dalszą drogę na południowy wschód od Stoczka do wsi o oryginalnej nazwie

Wnętrzne

Na marginesie warto dodać, że okazało się, że w Stoczku jest jeszcze przynajmniej trzy miejsca związane z powstaniem, to dwa groby weteranów na miejscowym cmentarzu parafialnym i krzyż na tzw. szubienicznym polu, gdzie podobno powstańców wieszano. O tym jednak dowiedzieliśmy się dopiero po tym jak opuściliśmy gościnną Łukowską Ziemię. Tymczasem przed nami wioseczka Wnętrzne. Odnowiony pomnik naprzeciw szkoły znajdujemy bez trudu. Pod nim spoczywają dwaj powstańcy polegli w bitwie pod Mysłowem. Raduje taki widok, bo pokazuje troskę miejscowych o to miejsce. Ustawiono nowy głaz, na którym umieszczono krzyż i nową tablicę. Ułożono przy nim nową kostkę. My zaś zapalamy znicz i zostawiamy narodową flagę. Udajemy się zaledwie kilka kilometrów dalej, na południowy wschód, do wsi

Osiny

Tutaj przy skrzyżowaniu stoi niepozorna biała kapliczka. Stoi na gruncie prywatnym i powstała staraniem właściciela tego gruntu, któremu jak się okazuje jeszcze w latach 60-tych ubiegłego wieku władza robiła wielkie trudności w upamiętnieniu mogiły. A spoczywa pod tą niepozorną kapliczką ponad 20 powstańców z partii W. Lewandowskiego, którzy polegli w potyczce rozgrywającej się niedaleko wsi. Czcimy poległych bohaterów zapalonym zniczem…

Następnym przystankiem na trasie naszej pielgrzymki jest jedyna podobno wieś w całym naszym kraju o takiej nazwie

Fiukówka

bo niej mowa leży w gminie Krzywda. Tutaj nie mamy dokładnych informacji, jedynie wzmianki naszego historyka-kombajnisty, p. Krzysztofa Osiaka, o bitwie i o jakimś upamiętnieniu. Ale od czego język. Trafiamy doskonale za pierwszym razem. Starszy pan, jak sam twierdzi, grubo po 80-tce wydaje się być wzruszony tym, że kogoś jeszcze takie rzeczy obchodzą. Snuje przed nami opowieść. „A tak, panie, była tutaj bitwa. Starsi opowiadali, że o tam na łąkach, teraz zmeliorowanych, ale kiedyś byli tam bagniska. Powstańcy tam uciekali, a kozacy za nimi. Trochę ich tam posiekli, a trochę sami się potopili, bo powstańcy znali tam przejścia, a kozacy tak ‘na ura” szli. Potem jeszcze mój dziadek woził tych wszystkich zabitych furami tam do lasu co jest jak na Radoryż się jedzie. I jak by w latach 50-tych może wozili piasek z tego lasu, czynem społecznym, na drogę, to trafiliśmy tam na mogiłę. Leżeli poukładane na waleta, jeden głową w tę, drugi w tamte. Wszystko musieli być młode chłopaki, bo zęby w czaszkach wszystkie, a wie Pan kto tam kiedy do dentysty chodził. Musieli być młode. Myśmy powiadomili gminne rade. Przyjechał taki jeden zobaczył, że to nie z wojny znaczy nie żadne ichnie towarzysze, i pojechał. A chłopy rozwieźli to wszystko pod drogę. I oni leżą tu gdzieś pod naszymi drogami” – kończy starszy pan. Cóż, jak się okazuje bywa i tak. Idąc do powstania ci wszyscy młodzi patrioci na pewno gotowi byli na poniesienie wszelkich ofiar dla ojczyzny. Ale czy przez głowę im przeszło, że kości ich kiedyś będą podłożem pod utwardzoną drogę…

Starszy pan opowiada nam jeszcze o tym jak pod jego podwórkiem starła się kleebergowska szpica z kilkoma niemieckimi motocyklami, o tym jak to jego ojciec NSZ-owiec cudem uniknął Sybiru i w podzięce postawił kapliczkę na skrzyżowaniu dróg. My jednak jedziemy do owego lasu, gdzie kiedyś była mogiła. Istotnie można w przybliżeniu ustalić jej położenie, bo w terenie wyraźnie widać wyrobisko w piaszczystej wydmie, ale po cóż to już dziś, skoro oni i tak „leżą tu gdzieś pod naszymi drogami”…

Jedziemy do wsi

Stara Wróblina

Tu według naszych informacji spoczywa 8 powstańców z oddziału Gustawa Zakrzewskiego poległych w potyczce nieopodal wsi. Mogiłę znajdujemy szybko, dzięki fotografii i opisowi, który posiadamy. Jednakże gdybyśmy ich nie mieli, pewnie minęlibyśmy metalowy, przydrożny krzyż ogrodzony trochę przydużym płotkiem. Mogiła jest zadbana, ale nie ma żadnej informacji o tym, że spoczywają tu powstańcy. Warto by jakąś, choćby niewielką tablicę umieścić. Póki co umieszczamy tu flagę narodową i palimy znicz.

Udajemy się do ostatniego miejsca na Ziemie Łukowskiej, które wg naszych informacji związane jest z powstaniem, do

lasu między wsiami Hordzieżka i Turzystwo

Jedziemy przez znaną pewnie wszystkim miłośnikom Trylogii Wolę Okrzejską. To tutaj bowiem znajduje się muzeum jej autora. Na jego zwiedzanie nie mamy jednak czasu. Zadowalamy się jedynie wspinaczką na położony niedaleko Okrzei, usypany jeszcze przed wojną, kopiec Sienkiewicza. Z owego niezwyczajnego jak na płaskie Mazowsze obiektu rozciąga się daleki widok. Jednak, jak mawiał Kargul „żeby ja był bleszczaty na jedno oko”, albo żebym ja nie pochodził ze wschodu, to mógłbym te płaskie równiny wziąć za „stepy szerokie”. Ale mimo szczerych chęci – nie da się.

Mijamy linię kolejową Łuków-Dęblin i … trafiamy na znak „Mogiła powstańców”. Ale według mapy, nie pasuje, nie w tym miejscu tego wielkiego lasu. Lekkomyślnie stwierdzamy, że to pewnie jakaś inna okrężna droga, ot dla turystów, żeby jeszcze po drodze jakie inne, gminne „dostoprimićatielnosti” zwiedzili, a nie najprostszą drogą doszli do mogiły. A nam zależy właśnie na najprostszej. Wiemy, że znajduje się ona koło wsi Turzystwo, przy miejscu dawnej gajówki o jakże oryginalnej nazwie „Ofiara”. Trafiamy tam bezbłędnie. Krzyż na pomniczku z kamieni polnych i wielkiego głazu. Tablica informuje: „Pola i lasy okupione krwią powstańców 1863 roku i żołnierzy wojny obronnej 1939 r.” i niżej „W tym miejscu 5.X.1939 r. poległ na polu chwały mjr Michał Bartula dowódca Samodzielnego bataliony 179 PP”. Prawda, jesteśmy w „Kleebergowskiej krainie”, tutaj każde ważniejsze miejsce związane z kampanią generała jest upamiętnione, a to głazem, a to krzyżem czy pomnikiem. Po drodze trafiliśmy już na takich kilka. Tutaj palimy znicz i zostawiamy flagę przy wściekłym ataku miejscowych komarów. Przecinamy jednak jeszcze, profilaktycznie ów kompleks leśny drogą do Hordzieżki, bo nie daje nam spokoju ten znak, na który trafiliśmy za torami. Mamy też informację, że w tym lesie spoczywa Antoni Trzaskowski z kilkoma swoimi powstańcami. Po drodze nie natrafiamy jednak na żadną inną mogiłę. Za to w samej Hordzieżce koło szkoły ustawiono głaz w miejscu, w którym gen. Kleeberg wydał swój ostatni rozkaz.

Już po powrocie do Lublina przekonujemy się, że warto jednak czasem powściągnąć własną pewność siebie i dać się poprowadzić znakom. Gdybyśmy za nimi pojechali trafilibyśmy na mogiłę wspomnianego Trzaskowskiego, w która w tym lesie się znajduje, tylko w innym miejscy. Ale nic to wrócimy tu jeszcze na pewno.

Tymczasem żegnamy gościnną i pełną powstańczych śladów Ziemię Łukowską i jedziemy bardziej na wschód bo wiele jeszcze mogił przed nami. Stały „przyrost” ich liczby związany z docieraniem przez nas do nowych materiałów, do ludzi, którzy mówią o nowych miejsca, sprawia, że mimo momentami bardzo intensywnej naszej pracy od początku roku, nie objechaliśmy jeszcze nawet połowy. Ale na pewno będziemy na każdej.

Krzysztof Wojciechowski

Galerię fotografii z opisanej wyżej ekspedycji-pielgrzymki można zobaczyć tutaj:

[link=http://kresy.pl/zobacz-kresy,warto-zobaczyc?zobacz/sladami-powstania-styczniowego-na-ziemi-lukowskiej]




Zbierzmy 1000 stałych darczyńców i wyłączmy wszystkie zewnętrzne reklamy na Kresach. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników.

Kresy.pl są w 100% oddolną obywatelską inicjatywą, nie stoją za nami ani medialne konsorcja, ani rządowe dotacje. Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów.

Wyłącz reklamy

Wesprzyj jednorazowo

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz