Grodno. Bazylika św. Franciszka Ksawerego.
Pierwotnie kościół jezuitów, od 1782 fara, od ustanowienia w 1991 diecezji grodzieńskiej katedra. Fundatorem kościoła był Stefan Batory, który sprowadził jezuitów do Grodna. Świątynia miała być miejscem spoczynku króla, który jednak zmarł w 1586 r., gdy mury były wzniesione tylko do połowy. Przerwaną budowę podjęto dopiero w czasie panowania Władysława IV. Kościół konsekrowano w 1667 r.
Jedna z największych świątyń barokowych na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Trójnawowa bazylika zbudowana jest na planie prostokąta o wymiarach 30 x 60 m. z kopułą na przecięciu nawy głównej i transeptu. Płaską fasadę wieńczą dwie wieże w stylu wileńskiego baroku. Wysokość budowli ok. 50 m. W prezbiterium okazały barokowy ołtarz z lat 1737 – 60. Przy filarze prawej części transeptu znajduje się pomnik Antoniego Tyzenhausa – wybitnego starosty grodzieńskiego, który doprowadził miasto do rozkwitu.
W skład wielkiego jezuickiego kompleksu budowli w centrum Grodna wchodziły oprócz kościoła kolegium, apteka, biblioteka i zabudowania gospodarcze.
28 czerwca 1927 roku Wawel stał się świadkiem wydarzenia o wymiarze historycznym i symbolicznym — do królewskiej nekropolii złożono prochy Juliusza Słowackiego.
Był to drugi pogrzeb poety, zmarłego w 1849 roku na emigracji w Paryżu i pierwotnie pochowanego na cmentarzu Montmartre. Powrót wieszcza do ojczyzny po niemal 80 latach był wyrazem hołdu dla jego twórczości, ale także potwierdzeniem jego miejsca w panteonie narodowym.
Decyzja o sprowadzeniu szczątków poety zapadła na początku XX wieku. Planowano pochówek w 1909 roku — w setną rocznicę jego urodzin — jednak sprzeciw kardynała Jana Puzyny przekreślił te zamiary. Udało się je urzeczywistnić dopiero w 1927 roku, gdy premierem był marszałek Józef Piłsudski, wielki admirator twórczości Słowackiego. To on doprowadził do porozumienia z arcybiskupem Adamem Sapiehą i uzyskania zgody na pochówek w katedrze wawelskiej.
29 czerwca 1940 roku NKWD rozpoczęło trzecią masową deportację obywateli polskich w głąb Związku Sowieckiego.
Objęła ona przede wszystkim tzw. bieżeńców, czyli uchodźców z terenów zajętych przez III Rzeszę, którzy po wrześniu 1939 roku znaleźli się na ziemiach okupowanych przez Sowietów.
Była to kolejna odsłona represji prowadzonych po agresji ZSRR na Polskę z 17 września 1939 roku. Wcześniejsze deportacje uderzyły m.in. w osadników wojskowych, leśników, urzędników, rodziny osób represjonowanych oraz przedstawicieli polskich elit.
29 czerwca 1991 roku w warszawskiej Fabryce Samochodów Osobowych zakończono produkcję Polskiego Fiata 125p, jednego z najbardziej rozpoznawalnych samochodów PRL.
Przez niemal 24 lata z Żerania wyjechało 1 445 699 egzemplarzy modelu, który stał się symbolem awansu, modernizacji przemysłu i codziennej motoryzacji lat 70. i 80. XX wieku.
Polski Fiat 125p, zwany powszechnie „dużym fiatem”, powstał dzięki umowie licencyjnej podpisanej z włoskim Fiatem w 1965 roku. W realiach państwa komunistycznego była to decyzja wyjątkowa. Władze PRL zgodziły się na zakup licencji od koncernu z kraju kapitalistycznego, aby unowocześnić produkcję samochodów osobowych w Polsce. Dotychczas FSO produkowała Warszawę, konstrukcyjnie wywodzącą się z sowieckiego GAZ M-20 Pobieda.
29 czerwca 1944 roku w Warszawie żołnierze 1. kompanii „Maciek” batalionu „Zośka” Kedywu KG AK przeprowadzili akcję „Jan Boży”, uwalniając kilkunastu więźniów politycznych ze Szpitala św. Jana Bożego przy ul. Bonifraterskiej.
Szpital należał do zespołu budynków związanych z warszawskimi bonifratrami. Historia tej placówki sięgała XVII wieku, a jej początki wiązały się z fundacją kościoła, klasztoru i przytułku dla bonifratrów. W kolejnych stuleciach szpital św. Jana Bożego stał się jedną z ważnych warszawskich placówek leczniczych, kojarzoną szczególnie z opieką nad chorymi psychicznie. W czasie okupacji niemieckiej trafiali tam również ranni i postrzeleni więźniowie, w tym więźniowie Pawiaka.
Czerwcowa akcja nie była pierwszą operacją polskiego podziemia w tym miejscu. Pod koniec kwietnia 1944 roku ze szpitala wydobyto Benedykta Sylwestrowicza ps. „As”, a 11 czerwca uwolniono kolejnych 15 polskich więźniów. Wśród osób planujących tę drugą akcję był Kazimierz Moczarski, późniejszy autor „Rozmów z katem”.
28 czerwca 1919 roku w Pałacu Wersalskim pod Paryżem podpisano traktat pokojowy z Niemcami, najważniejszy z układów kończących I wojnę światową. W imieniu odrodzonej Polski podpisy pod dokumentem złożyli Roman Dmowski i Ignacy Jan Paderewski.
Miejsce podpisania traktatu miało znaczenie symboliczne. Wersal był siedzibą francuskich królów, ale także miejscem, w którym w 1871 roku, po klęsce Francji w wojnie z Prusami, ogłoszono powstanie Cesarstwa Niemieckiego. W 1919 roku role się odwróciły: pokonane Niemcy musiały przyjąć warunki narzucone przez zwycięskie mocarstwa.
I wojna światowa, rozpoczęta w 1914 roku, przyniosła Europie zniszczenia na skalę nieznaną wcześniej. Zginęło około 9 mln żołnierzy, około 20 mln zostało rannych, a miliony cywilów doświadczyły głodu, przesiedleń i upadku dawnych struktur państwowych. Wojna doprowadziła do rozpadu czterech imperiów: niemieckiego, austro-węgierskiego, rosyjskiego i osmańskiego.
29 czerwca 1939 roku, według części opracowań, pierwsi polscy ochotnicy określani jako „żywe torpedy” złożyli przysięgę gotowości do udziału w straceńczych misjach na wypadek wojny z Niemcami.
Akcja narodziła się kilka tygodni wcześniej, w atmosferze narastającego zagrożenia ze strony III Rzeszy. Po wypowiedzeniu przez Adolfa Hitlera polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy w polskiej prasie ukazał się apel wzywający ochotników gotowych oddać życie za Ojczyznę jako „żywe torpedy”, „żywe bomby” lub „żywe miny”. Autorami wezwania byli Władysław Bożyczko oraz Edward i Leon Lutostańscy.
„Proszę zamieścić nasz list otwarty w swoim piśmie, ponieważ chcemy dać swoją odpowiedź Hitlerowi na jego żądania. Otóż ja i moi dwaj szwagrowie wzywamy wszystkich tych Polaków, co chcą niezwłocznie oddać życie za Ojczyznę w charakterze żywych torped, żywych bomb, w charakterze żywych min przeciwpancernych. Do tego celu nie są potrzebni ludzie zupełnie zdrowi. Muszą to być ludzie silni duchem. Nie wątpimy, iż takich ochotników zgłosi się tysiące, a te tysiące spowodują u wroga straty liczone w setkach tysięcy ludzi i w milionach złotych. [...] W ten sposób chcemy oddać nasze życie w ręce Marszałka Polski Śmigłego-Rydza” — pisali autorzy odezwy.













