Staropolska biesiada (cz. 2) – przygotowania

Warto zwrócić szczególną uwagę na trzeźwość zalecaną gospodarzowi. Co prawda w dawnej Polsce za obyczajne uważano osoby, które nie odmawiają picia, ale i na to był sposób. Jak pisał Kitowicz:

„Gospodarze, którzy z obowiązku ludzkości musieli dotrzymować kompanii od początku aż do końca, a nie mieli głowy po temu, pili wodę farbowaną kolorem wina, którą im sprawnie poddawali słudzy miasto wina prawdziwego.”

Poniższy artykuł jest kontynuacją cyklu rozpoczętego tutaj

Przygotowania do uczty były różnorakie. Co najbardziej oczywiste, trzeba było przyrządzić odpowiednie potrawy i zadbać o napoje. Równie ważne było miejsce, w którym biesiadowano. Ale nie poprzestawano na tym. Uczta nie mogła być udana, jeśli gospodarz i jego czeladź nie stanęli na wysokości zadania. Zalecenia wobec nich opisał Jakub Kazmierz Haur. Między innymi podkreślił, że gospodarz powinien dbać nie tylko o jedzenie i picie, ale:

„trzeba do tego przyczynić ochoty, y do wesołości pobudzić; aby nierzeczono, był tu dostatek, ale w ochocie niestatek”[1]

Gospodarz miał być ochoczy gościom i okazywać im to. Miał być duszą towarzystwa, a w razie zwady gości – rozjemcą. Miał dbać o ich bezpieczeństwo i komfort. Między innymi dlatego, na czas uczty, psy powinny być zamknięte, a nie biegać po sali bankietowej naprzykrzając się gościom, brudząc ich ubrania, „kurząc” spod stołu i obgryzając rzucane kości[2]. Tymczasem Zbigniew Kuchowicz uważa, że właśnie to robiły:

„Ucztujący ogryzali kawały mięsa, a kości rzucali pod stół, gdzie kręciły się liczne psy.”[3]

Nie znajduję jednak żadnego opisu biesiady, który by potwierdzał taki jej przebieg. Zbigniew Kuchowicz również takiego nie wskazał, choć niewykluczone, że i takie przypadki czasem się zdarzały. Wszak zalecenia to jedno, a rzeczywistość to drugie…

Wracając do gospodarza. Miał on być:

„zawsze przy gościach obecny, trzeźwy, y wesoły, który też nie ma bydź wprzod niż Gość podpity; bo bez Głowy ochota iakby członki wątleie, y miesza się […]”[4]

Warto zwrócić szczególną uwagę na trzeźwość zalecaną gospodarzowi. Co prawda w dawnej Polsce za obyczajne uważano osoby, które nie odmawiają picia, ale i na to był sposób. Jak pisał Kitowicz:

„Gospodarze, którzy z obowiązku ludzkości musieli dotrzymować kompanii od początku aż do końca, a nie mieli głowy po temu, pili wodę farbowaną kolorem wina, którą im sprawnie poddawali słudzy miasto wina prawdziwego.”[5]

A gdyby goście odkryli wybieg gospodarza? Nieoceniony Haur zalecał:

„Goście niemaią mieć za złe Gospodarzowi że się strzedz będzie dla trzyźwości Trunkow pełnić, bo to czyni słusznie, dla osobliwego w Domu iego porządku, wygody, y każdego uszanowania.”[6]

Ale nie tylko gospodarz powinien być na tyle trzeźwy, by dopilnować porządku w domu i odpowiedniego traktowania gości. Także:

„Czeladź Domowa pod ten czas, ma się zachować trzyźwo, przy wszelkiey skromności, y usłudze, piastuiąc w tym swego Pana honor: wszelkiey Gościa przestrzgaiąc wygody […]”[7]

Przygotowania do uczty obejmowały cały dom. Miał on być czysty („w każdym kącie aby było ochędostwo”[8]), a rzeczy na swoich miejscach („każda rzecz aby była na przyzwoytym mieyscu y porządek”[9]). Ale nie tylko zmysł wzroku miał być ukontentowany. Również zmysł powonienia nie mógł sobie uprzykrzyć gościny w porządnym domu („swadu [swądu], smrodu, y zaduchow, aby niebyło przestrzegać [należy]”)[10]. A po co to wszystko? Ano po to, „żeby w tym od Ludzi uyść nagany”[11]. Innymi słowy, aby uniknąć brania na języki przez niezadowolonych gości. Najlepiej to świadczy o staropolskich standardach…

Przejdźmy teraz do przygotowań w sali bankietowej. Heinrich Wolf w latach 70. XVI w. pisał:

„Najpierw słudzy i spiżarnicy przygotowują podłużny stół, ustawiony pośrodku jadalni czy innej izby, który nakrywają dwoma lub trzema obrusami, stosownie do długości. Następnie podają cynowe lub srebrne talerze przy pierwszym miejscu i pośrodku, bowiem ci, którzy zasiadają przy miejscach podrzędnych, zwykle używają spodniej skórki chleba zamiast talerza[12]. Na talerzach kładą małe i okrągłe bochenki chleba, na pierwszym miejscu podwójne, z których jeden jest pszenny i odarty ze skórki, drugi porządniejszy, zwykły. Obok chlebów kładą podłużne srebrne łyżki.”[13]

I w ten sposób przechodzimy do serwet, o których wspomniałem w pierwszej części tego cyklu, cytując Jędrzeja Kitowicza. Wbrew jego sugestii, ich powszechnego użycia nie można datować dopiero na późniejszy okres panowania Augusta III Sasa. Heinrich Wolf jednoznacznie podaje:

„Wszystko to jest nakryte małymi serwetami, złożonymi na kształt wieży czy też czapki, lub inaczej.”[14]

Serwet tych bywało sporo. Na przykład książę Zasławski, wybierając się do Warszawy w 1637 r., kupił 4 obrusy i 180 serwet, co kosztowało go niemałą kwotę 55 zł[15]. Dla porównania, w tym czasie trzymiesięczny żołd husarza wynosił 40 zł[16]. Ale nie wystarczyło kupić obrusy i serwety. Trzeba je było także prać, a to wbrew pozorom tanie nie było[17]. Zwłaszcza, że czasem niezwykle kosztowne obrusy ściągano ze stołu wraz z zastawą stołową[18].

Wróćmy jednak do opisu miejsca uczty, bo było ono wizytówką gospodarza. Starał się więc, by przystrajano je w wykwintny sposób:

„Niekiedy również i obrus jest w ten sposób złożony. Na stole zwykle rozrzucone są kwiaty, czasem też trawa na posadzce jadalni. Ustawiają ponadto dwa stoliki, z których jeden zwykle jest ogrodzony okrągłymi słupkami, by dostępny był nie każdemu, a tylko spiżarnikowi, który krząta się w głębi, aby się biesiada mogła roztoczyć. Na ten stół kładą różnego rodzaju naczynia: duże szklanice przeznaczone do picia piwa, srebrne trochę mniejsze (a niekiedy też większe) przeznaczone dla wina, a także drewniane kubki i czarki, z których piją słudzy; również dzbanki z cyny, miedzi lub drewna, pełne piwa i wina (a i też srebrne). Na drugi stół, nakryty obrusem, kładą zarówno dania przyniesione z kuchni, jak też już opróżnione półmiski.”[19]

Tak oto prezentowały się biesiadne stoły u progu epoki barokowego przepychu. Przez siedem dekad niewiele się zmieniło skoro Beauplan pisał:

„[…] zasiadają do stołu, zestawionego z trzech (innych stołów) połączonych końcami i tworzących podwójny kąt prosty; stół ten długi jest na dobre 100 stóp. Nakrywają owe stoły trzema bardzo cienkimi i pięknymi obrusami oraz serwisem całym z pozłacanego srebra. Na każdym zaś talerzu spoczywa chleb przykryty malutką serwetką, która jest nie większa od chusteczki, [spoczywa także] łyżka, nie ma natomiast noża. Tak oto przygotowane stoły ustawia się zazwyczaj w wielkiej i przestronnej sali, u końca której stoi kredens […]”[20]

W tym wszystkim widać wielką dbałość o estetykę i (stosownie do zamożności gospodarza) także o wystawność. Heinrich Wolf dostrzegł jeszcze jedną rzecz, która w ówczesnej Europie z trudem zdobywała sobie uznanie – widelce. Ale o nich w trzeciej części tego cyklu.

dr Radosław Sikora

Przypisy:

1Jakub Kazimierz Haur, Skład abo skarbiec znakomitych sekretow oekonomiey ziemianskiey. Kraków 1689. s. 514.

2Tamże, s. 514 – 515.

3Zbigniew Kuchowicz, Obyczaje staropolskie. Łódź 1975. s. 39.

4Tamże, s. 515.

5Jędrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III. Opr. Anna Skarżyńska. Warszawa 2003. s. 236.

6Haur, Skład, s. 515.

7Tamże.

8Tamże, s. 514.

9Tamże.

10Tamże.

11Tamże.

12Zapewne były to wydrążone niewielkie bochenki chleba, w których i dzisiejsze restauracje serwują żurek. Tak przynajmniej poradzili sobie polscy goście na uczcie w Moskwie, gdy jedyne talerze jakie pojawiły się na stole, położono przed wielkim księciem moskiewskim (Stanisław Niemojewski, Diariusz drogi spisanej i różnych przypadków pociesznych i żałosnych prowadząc córkę Jerzego Mniszka, Marynę, Dymitrowi Iwanowiczowi w roku 1606. Opr. Roman Krzywy. Warszawa 2006. s. 83).

13Wolf, Polskie, s. 115.

14Tamże.

15Władysław Czapliński, Józef Długosz, Życie codzienne magnaterii polskiej w XVII wieku. Warszawa 1976. s. 121.

16Radosław Sikora, Fenomen husarii. Warszawa 2013. s. 168.

17„Tak w czasie podróży księcia do Warszawy i pobytu w stolicy otrzymuje praczka pokaźną sumę 33 zł i 10 groszy za pranie chust stołowych.” (Czapliński, Długosz, Życie, s. 121).

18Tak się działo na biesiadzie urządzonej w Gdańsku 12 lutego 1646 roku, na cześć przybyłej do Polski Ludwiki Marii Gonzagi de Nevers, która poślubiła polskiego króla Władysława IV Wazę. Jak opisywał Jean de Leboureur, towarzyszący jej francuski historyk:
„Resztki dań mięsnych usunięto wraz z obrusem, pod którym znajdował się następny, z karmazynowego atłasu, pod nim jeszcze jeden z siatki złotej, srebrnej i jedwabnej wyszywanej w kwiaty, a pod tym wreszcie obrus biały płócienny, z ułożonymi na nim – jak na pierwszym – piramidami z cukrów, lecz mniejszymi. […] Deser […] został podany w stu srebrnych pozłacanych wazach, zawierających konfitury i różnego rodzaju cukry kandyzowane, ustawionych w pięciu rzędach po dwadzieścia waz. Gdy tę zastawę zabrano wraz z obrusem, ukazał się pod spodem inny, z atłasu karmazynowego, w który zawinięto poprzedni wraz z całym nakryciem stołowym. Na stole pozostała serweta turecka bogato przetykana złotem, srebrem i jedwabiem.” (Jean de Leboureur, Relacja z podroży królowej polskiej. W: Cudzoziemcy o Polsce. Relacje i opinie. Wybrał i opracował Jan Gintel. Kraków 1971. T. I. s. 248).

19Wolf, Polskie, s. 115.

20Eryka Lassoty i Wilhelma Beauplana opisy Ukrainy. W przekładzie Zofii Stasiewskiej i Stefana Mellera, pod redakcją ze wstępem i komentarzami Zbigniewa Wójcika. Warszawa 1972. s. 171.

Reklama



0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz